Horrory na konsole i PC

Strach się bać - wybieramy TOP horrorów AA. Ograliście już te perełki?

Krzysztof Grabarczyk | 06.08, 14:00

Ostatnie lata przyniosły niespodziewany rozkwit dla gier z mocną dawką grozy. Nieważne czy dany tytuł charakteryzuje się wysokim gore, obecnością licznych halucynacji, czy opiera się na eksploracji lub ciągłej ucieczce. Rynek dostarczył całkiem sporo tego "dobra" niezależnie o jakiej kategorii budżetowej mowa. Segment AA wydaje się sprzyjać pomysłowym koncepcjom oraz tradycjom sprzed dekady. Mniej zależni deweloperzy wciąż nie ustają, ponieważ nadchodzące miesiące dostarczą więcej grywalnej grozy. 

Nim nastanie 2023 rok, rekordowy pod względem topowych produkcji (Resident Evil 4 oraz Dead Space dostaną remake, nadciąga Callisto Protocol). Postanowiliśmy zebrać najciekawsze pozycje w jednym zestawieniu, by podkreślić z jak dobrymi produkcjami mamy do czynienia Znajdziecie produkcje spod dłuta  tych mniejszych, lecz potężnych ambitnie deweloperów. Kolejność listy jest zupełnym przypadkiem. To ledwie pierwsza z kilku. 

Song of Horror - Protocol Games, 2020

Zestawienie otwiera pieśn hołdująca najbardziej klasyczne podejście do gatunku. Song of Horror to mocna historia o wielu twarzach. Tajemnicze zniknięcie mistrza grozy, autora makabrycznych powieści wzbudza niepokój wydawcy jego książek. Na poszukiwania rusza niejaki Daniel, postać odgrywająca rolę protagonisty, niejednego. Gra oferuje możliwość rozgrywki wieloma postaciami o zróżnicowanych atrybutach. Odporność psychiczna, sprawność fizyczna, znajdzie się nawet osoba posiadająca walkie-talkie o funkcjonalności rodem z Cichego Wzgórza. Rozgrywkę oparto przede wszystkim na statycznej narracji co już wywołuje pozytywne skojarzenia z Resident Evil/Silent Hill. Pełno tutaj zagadek, notatek, potwornych zjaw i obecności, która adaptuje się do logiki gracza. Song of Horror pozostaje niedostatecznie znanym przedstawicielem gatunku z uwagi na pewne, warsztatowe niedociągnięcia, choć oprawa miejscami zachwyca. Koncepcja permadeath, zmiany postaci i ujęcia rozgrywki czynią tytuł obowiązkowym dla każdego miłośnika grywalnej grozy, i prozy. Dla mnie, to taki "Sinister" na tle reszty gatunku. Stara konwencja ze świeżym pomysłem. 

Outlast - Red Barrels, 2013

Najgorsze piekło kotli się w głębi ludzkiego umysłu. Otrzymując tajemniczy list, wcielamy się w dziennikarza śledczego, który na własną rękę będzie próbował dociec prawdy o zamkniętym zakładzie psychiatrycznym. Outlast mocno rozkręcił trend horrorów opartych na schemacie Hide&Run. Uzbrojeni tylko w kamerę wideo, zwiedzamy skąpany we krwi ośrodek psychiatryczny. Odkrywając skrupulatnie zredagowane notki, dowiadujemy się jak doszło do utraty kontroli. Kamera zapewnia nam światło, lecz oprócz szukania prawdy, poszukamy baterii, których nie znajdziemy po drodze zbyt wiele. Wielu będzie na nas polować. Zdeformowani psychofizycznie podopieczni, przed którymi możemy jedynie się chować lub uciec. Outlast okazał się jednym z pierwszych tytułów na PS4, lecz jego udział w popularyzacji gatunku pozostaje nieoceniony. Deweloper postanowił również wydłużyć graczom zabawę dzięki bardzo udanemu DLC, The Whistlebower. W naszej opinii, zawartość dodatkowa w pewnych aspektach, przewyższa standardowe wydanie. Więcej narracji i psychozy. Polecamy również zainteresować się drugą częścią serii oraz pakietem zbiorczym, Outlast Trinity. 

Visage - SadSquare, 2022

Kolejny żywy dowód mocy sprawczej akcji crowdfundingowych. Zanim SadSquare na poważnie przystąpili do prac nad tym niezależnym horrorem, wszystko zaczęło się od zbiorczej inicjatywy w serwisie Kickstarter. Zgromadzone środki okazały się trzykrotnie wyższe niż zakładano co przełożyło się na techniczno - koncepcyjną jakość tego projektu. Wielu uznaje tytuł za duchowego spadkobiercę nieodżałowanego P.T. od Konami. Oparta na technologii Unreal Engine 4 tworzy multum histori w pewnym domostwie, którego ściany widziały niejeden dramat, samobójstwo i morderstwa. Visage zabiera nas w ciasne korytarze, niewyjaśnione zjawiska i makabryczne inscenizacje. To zderzenie świata żywych i umarłych. Naszą bronią pozostaje wyłącznie ucieczka, a strzec musimy się przed wszystkim demonicznych zjaw przeszłości. Gra stawia na eksplorację, manipulowanie przedmiotami. Wszystko przy akompaniamencie szalenie klimatycznej nuty oraz dobiegającyh zewsząd szeptów. Narrację oparto przede wszystkim na niepokojących dźwiękach. Visage doczekało się również poprawionej wersji, Enhanced Edition. Znajdziecie w niej gartskę nowogeneracyjnych usprawnień, obsługę Dual Sense i podwojony klatkaż. Tęskno Wam do P.T.? Visage to jedyna, słuszna rekomendacja. 

Martha is Dead - LKA, 2022

Dzieło wydawnictwa Wired podejmuje trudną kwestię relacji między rodzeństwem, faworyzowaniem jednej z dwojga córek. W obliczu nagłej utraty, protagonistka kradnie tożsamość zmarłej Marthy. Tak przejmujemy stery nad rozgrywką. Niczym w Resident Evil: Village - opowieść rozpoczyna się lokalną powiastką z Białą Damą w roli głównej. Udręczona zjawa straszy nad pobliskim jeziorem w poszukiwaniu utraconej, próżnej miłości. Gdy tylko nastanie mgła. Martha is Dead rzuca odbiorcę w spokojne rejony włoskiej Toskanii, roku pańskiego 1944. Z dala od koszmarów wojny, na włościach generała armii dochodzi do tragedii z tytułową Marthą w roli ofiary. Właściwa rozgrywka startuje blisko dnia pogrzebu. Trumna z ciałem dziewczyny wystawiona na parterze domostwa, rodzice zajęci przygotowaniem uroczystości. Bohaterka rusza w ślad wydarzeń próbując ustalić prawdę. Zwiedzanie domu, odkrycie ojcowskiej pasji wywoływania fotografii. Gracz zdobywa podstawowe narzędzie w grze - aparat. Twórcy wykazali się historyczną wiedzą techniczną starego typu aparatów. Wykonywaniu zdjęć towarzyszą opcje dostosowania jasności i ostrości. Zadbano o wybór kąta nachylenia. Kluczem do pchnięcia narracji jest bowiem odpowiedni uchwyt zdjęcia. Technicznie gra umieszcza perspektywę z oczu postaci. Czekają liczne badania przedmiotów związanych z historią rodziny. Poza domem czeka okoliczna farma oraz skrawek lasu. Aurę spokoju tworzą śpiewy ptaków, szum drzew, światło dnia nadające miejscu akcji właściwy urok. Jednocześnie odbiorca wyczuwa gdzieś w tym wszystkim obecność innego rodzaju. Martha is Dead dopiero się rozkręca w napędzie mojej PS5 lecz już wiem, że czeka mnie trudna, brutalna opowieść. Tytuł bazuje na okaleczaniu, śmierci i ogólnym postmortem. 

Tormented Souls - 2021, Wired Productions

Tormented Souls jest owocem pracy skromnego zespołu Dual Effect pod wydawniczym skrzydłem PQube. Mimo niewielkiego budżetu, nie można odmówić twórcom ogromu tytanicznej pracy włożonej w projekt. Catherine Walker to archetypiczna postać rodem z drugiej połowy lat 90. Urocza, skąpo odziana, z obowiązkową skórzaną kurteczką. W czasach RE2/RE3/Dino Crisis/Parasite Eve był to względny normatyw. Los pokieruje ją do posiadłości Wildbergerów, gdzie wraz z nią próbujemy rozwikłać tajemnicze zniknięcie dwojga bliźniąt - Amy oraz Emmy. Historia pisana jest tutaj licznymi, porozmieszczanymi notkami, okazjonalnym pojawieniem się pewnej postaci oraz samą posiadłością. Designerzy czerpali tutaj wyraźne inspiracje dekoracyjnym stylem znanym z Resident Evil Zero oraz Silent Hill 4: the Room. Wszystko przy klasycznym sterowaniu postacią. Polecam używanie d-pada. Walka smakuje tak jak za dawnych lat, przy możliwości uników, w pełni manualnych. Warstwa techniczna jest poprawna, nie ma tutaj żadnych większych niedopracowań zaś otoczenie wygląda jak prerenderowane. Odstają lekko modele postaci lecz to kropla w morzu artystycznego i koncepcyjnego piękna Tormented Souls. Muzyka panująca w save roomach (sic!) czy holu głównym posiadłości posłuży do wtórnego odsłuchiwania w YT. Zróżnicowanie lokacji i zachowanie tradycji podziału - od przedsionka po podziemia. Absolutne zaskoczenie tego roku oraz pozycja obowiązkowa dla wszystkich fanów gatunku. Dawniej i dziś. Na niejednej zagadce będziecie zachodzić w głowę a jest to pewna nowość dla wszystkich od dłuższego czasu. Piękno wcielone.

Daymare 1998 - 2019, Invader Studio

Jeśli nie jesteście usatysfakcjonowani zbyt małym poziomem eksploracji miasta w RE3 (2020) to koniecznie sięgnijcie po Daymare 1998. Gra jest wprawdzie uboga technicznie lecz swoim staroszkolnym podejściem potrafi zająć niejeden wieczór. Przekonaliśmy się o tym na własnej skórze. Mnogość lokacji do zwiedzania w mieście Keen Sight wraz ze szpitalem to materiał kilkukrotnie większy niż w RE3. Klasyczne podejście do gatunku, ciekawe rozwiązania w mechanice i gęsty klimat. Nawet uruchamiając grę pojawia się znany nam z dawna komunikat "This game contains...". Warto wesprzeć twórców z Invader Studios. Zespół ma potencjał aby w przyszłości stworzyć coś na miarę wysokobudżetowej perełki. Rodowód inspiracji to autorska, niezależna reprodukcja Resident Evil 2. Tytuł wciąż niedostatecznie znany polskim fanom, aczkolwiek należy mu się miejce na półce lub HDD konsoli/PC. Daymare 1998 powstał z prochu ambicji. Invader Studio na przekór wszystkiemu nie złamali się. Kultu grze dodaje obecność nieodżałowanego Paula Haddad'a promującego tytuł przed premierą. Braki warsztatowe skryte limitowanym budżetem nie zabiły klimatu. Miasto Keen Sight oddane graczom do eksploracji to hołd ku prerenderowanej wizji Raccoon City podanej współczesną perspektywą kamery nad prawym profilem postaci. I tak, da się w to grać. Bardzo przyjemnie. Przyjemniej się nawet kroczy niż biegnie co stanowi odwrotność od przyzwyczajeń w RE. Szkoda, że producenci Resident Evil 3 (2020) nie zerknęli jak budować małomiasteczkowy horror z naprawdę dużą przestrzenią przy czym nadal podtrzymując niezbędną kameralność. Śpieszę z informacją, że ostatnie aktualizacje wspomogły wydajność. Jeśli dysponujecie drobnymi pieniążkami a mało Wam tego flow z 1998, macie odpowiedź. Bierzcie i grajcie z tego wszyscy.

The Medium - 2021, Bloober Team 

Czy ostatnie dzieło krakowskiego dewelopera jest horrorem w pełnym tego słowa znaczeniu? Miejsce w naszym zestawieniu zawdzięcza z dwóch powodów - świetnie demonstruje swoją lokalność oraz stanowi jedyne mocno nawiązanie do narracji Silent Hill. Oprócz wybornej nuty mistrza Yamaoki, The Medium uderza przygnębiającą atmosferą, polaryzuje dwa światy, niczym dawniej niedocenione DarkSeed, gdzie postać także dryfowała równolegle w dwóch światach. Z racji mocnych ograniczeń tamtej ery, The Medium jako pierwsze czyni to w tak namacalnym stylu. Ciekawość tradycyjnie zwyciężyła, więc bez kolejnej próby siłowania się z koniecznością zmniejszenia osobistego "backlogu" - dałem się wciągnąć w krakowską. Marianna, czyli najważniejsze medium w The Medium rozpoczyna podróż po osiedlowych włościach prosto u kresu lat 90. Niedawny folklor polskiego wystroju mieszkań daje o sobie znać co krok. Przerośnięte projektem segmenty, podłoga zwana niegdyś parkietem przez fachowców, piszczące czajniki. The Medium średnio w metrowym odstępnie demonstruje swoją lokalność oraz kulturową przynależność. Drobnym luksusem edycji PlayStation 5 jest trajektoria wychyleń kontrolera. Tutaj różnice wersji konsolowej się kończą. Żadnej nowej zawartości, lokacji, notatek czy ścieżki dźwiękowej. Nie miałem przyjemności skrupulatnego testowania edycji premierowej. Bloober Team wydało grę już na początku ubiegłego roku, wyłącznie dla Xbox Series X|S. Odnajdując chwile wytchnienia staram się podążać szlakiem przeszłości i paranormalności. Wpierw docierając drogą tworzącą iście dolnośląski uroku choć akcję ulokowano nieopodal Krakowa. Ośrodek Niwa, czyli koncepcyjna pochodna faktycznego hotelu Cracovia (od lat porzuconego w bezkresie szumu drzew). Przemierzając wnętrza tego miejsca, gracz ma świadomość przebywania w punkcie o stężenie maksymalnie pośmiertnym. Nie brakuje również obecności innego rodzaju. Uroku dodają dziesiątki nawiązań do polskiej ludowej historii. Nie przeszkadza mi nawet miks anglojęzycznych wyrażeń z rodzimymi insygniami. To zabieg dla zagranicznych odbiorców. Całość dopina mistrz Yamaoka wraz z katalogiem nut.

cropper