Dying Light 2 - jak Techland mistrzowsko promował przez sześć lat jeden tytuł

Dying Light 2 - jak Techland mistrzowsko promował przez sześć lat jeden tytuł

Krzysztof Grabarczyk | 04.12.2021, 16:00

Stay Human. Podtytuł dość ciekawie obrazuje politykę wydawniczą Techlandu. Może nie tyle politykę, co podejście do wiernego odbiorcy. Sukces goni sukces. Przedsmakiem dzisiejszej pozycji wrocławskiego producenta stała się wycieczka na rajski kurort, Banoi. Pierwsze prognozy Dead Island bardziej panicznie sugerowały lekki niewypał. Jak dobrze, że ówczesne serwisy tak bardzo się myliły. 

Gra chociaż bazowała na mechanice Borderlands, dołożyła sporo autorskiej inwencji. System walki bronią czy zbrodnicza dokładność w rozczłonkowywaniu hord zombie. A te niemal czuć było w powietrzu. Martwa Wyspa nadal pozostaje ciekawą atrakcją dzięki odświeżonej edycji, dostępnej niemal przy każdej możliwej promocji. To był jednak przedbieg do Harranu nadal stojącego otworem, wciąż oblężonego przez setki tysięcy biegaczy dziennie. Serwery gry radzą sobie wybornie, czym nierzadko chwali się Techland. Gracze odwzajemniają dobrą wolę wydawcy. Po tytuł sięga nadal wielu klientów, zważywszy na obecność Edycji Rozszerzonej w licznych wyprzedażach. Czy Harran mocno się zestarzał? Raczej pięknie. W oczekiwaniu na potężnego kontynuatora cofnijmy się raz jeszcze w pandemiczny świat, pełen swobody jak nigdy wcześniej. 

Run boy, run 

Dying Light 2 - jak Techland mistrzowsko promował przez sześć lat jeden tytuł

Tytuł pierwszego zwiastuna Dying Light intrygował podejściem. Techland kilka lat wstecz mocno zaplusował dosadnością pokazowych zajawek, jak przy Dead Island. Motyw zarażonego dziecka był tematem tabu nawet dla mistrzów survival-horroru z Capcom. Resident Evil 1.5 w zamyśle oferowało starcia z nieletnimi zombie. Koncept trafił do szuflady, jak cały ten projekt. Po udanej sprzedaży biletów na Martwą Wyspę, Techland postanowił kontynuować tradycję, lecz już bez dotychczasowego wsparcia Deep Silver. Padło na wydawniczego giganta, Warner Bros. Tymon Smektała, wcześniej red.nacz. magazynu PlayBox wraz z zespołem postanowili uderzyć w nieco bardziej poważnym tonie. Jedynym minusem Dead Island okazała się czerstwa narracja fabularna. W latach tworzenia pierwszego Resident Evil z 1996 roku byłaby całkiem zjadliwa, nie 15 lat dalej. 

Stąd pojawiła się oferta współpracy dla pisarza prosto DC Comics, Dana Jolley'a. Historia skierowana została pod amerykański elektorat, ujęta w mocno filmowym stylu. Patrząc na efekt końcowy, twórcza symbioza jak najbardziej się udała. Siłą tej gry jest mechanika, bezwględnie ponadczasowa. Takiej swobody w przemierzaniu miejskich przeszkód nigdy wcześniej nie było. Mirror's Edge, choć pomysłowe, nie miało szans na taki triumf. Jedynym równie mocnym doświadczeniem jest kameralny, cyberpunkowy GhostRunner. Wracam tutaj, do Harran bardzo często. Wciąż kręcą mnie te same misje poboczne. Nie zliczę ile razy biegałem po produkty dla mamy Gatziego, jednego z barwnych mieszkańców umierającego miasta. W Harranie po godzinach czujemy się jak w mieście snów. 

To rzeczywistość z zombie w tle, lecz opanowana przez innych ludzi. Dying Light fantastycznie demonstruje iluzję wielu możliwości w takim brutalnym świecie. Hasło reklamowe "brutalna kreatywność" wpasowuje się w tutejszy, wrocławski klimat. Wcale nie ze względu na rodowite miasto producentów gry. Stara część Harranu powstała jako pomnik inspiracji Wrocławiem. Premiera odbyła się w styczniu 2015 roku, więc niebawem tytuł czekają już 7. urodziny. Pomimo upływu czasu, widok miejskich zabudowań o zachodzie słońca nadal potrafi wprawić w lekki zachwyt. Ten model wciąż się sprawdza. Dying Light bezapelacyjnie pozostaje liderem wśród gier o otwartej strukturze z motywem zombie. W zasadzie to nawet dwie gry. Dwie przeciwności. Dzień kontra noc. Wsparcie producenta nie ustaje nawet na chwilę. Prócz wielkiego The Following gra jest siedliskiem wszelakiego contentu. Od strojów, trybów, na hołdzie dla Georga Romero kończąc. A biegaczy wciąż przybywa. Przed Techlandem stoi podwójne wyzwanie. 

The City

Dying Light 2 - jak Techland mistrzowsko promował przez sześć lat jeden tytuł

Podwójne wyzwanie. Z czym tak naprawdę się wiąże? Techland póki co nie podążył zdeprawowaną drogą w przeciwieństwie do kolegów po fachu z CD Projekt. Premiera Dying Light 2 została przełożona już więcej niż raz. Terminowe roszady sugerują szczyptę wewnętrznych problemów. Obserwując świeże materiały z rozgrywki - raczej nic takiego nie będzie miało miejsca. Nie przeszkodził konflikt z Chrisem Avellonem. Dying Light 2 ma w zamyśle twórców starczyć na jeszcze dłuższy okres niż nadal rewelacyjna część pierwsza. Kyle Crane oczekuje nowogeneracyjnego boosta, potwierdzonego niecały miesiąc temu. Gra uruchomiona na Xbox Series X od samego początku oferowała luksus 60 klatek na sekundę. Wszystko dzięki wstecznej zgodności. 

Zadanie jest dość trudne, lecz przygotowywana swoboda w kreacji własnych scenariuszy, znaczenie ważnych i ważkich decyzji podejmowanych przez gracza, walka o czas aby nie popaść w zarazę oraz różnica społeczności. Zmiany są bardzo poważne, więc czeka nas minumum rok w The City. Regres cywilizacyjny wymaga jeszcze większej kreatywności ruchu niż poprzednio. Broń palna zdaje się stanowić towar deficytowy niemniej od prawdziwych konsol nowej generacji. Czy wciąż atrakcyjne Dying Light straci lekko na popularności przy premierze sequela? Obstawiam, że obie gry wydają się na tyle różnorodne od siebie, więc będą się wzajemnie uzupełniać. Techland znów uraczy miłośników pakietem strojów dla pierwszej odsłony z okazji premiery Stay Human. Harran i The City to dwie całkiem odmienne rzeczywistości. 

Jak świt i zmierzch. Dlatego nawet pomimo obecności Dying Light 2 na rynku, jeszcze nie raz wrócę do perypetii Crane'a. To po prostu świetna gra, nie nudzi się za szybko i często stawia wyzwanie. Bo przyznajcie się sami, ile razy w ciągu sesji decydowaliście się na nocne eskapady? Twórcy zauważyli tendencję obiecując skłonność do większej zombifikacji ulic na "nocnej zmianie". Ile w tym prawdy, dowiemy się już w lutym. Techland zapewnia, że kolejnej obsuwy nie będzie. Nawet jeśli miałoby się okazać inaczej, przeżyję. Harran wciąż przyciąga atrakcjami, natomiast kolejna obsuwa, jeśli wpłynęłaby na finalną jakość - niechaj stanie się faktem. O tej grze pisać będę latami. 

cropper