Nie masz jeszcze nowej konsoli? Wyciśnij ile się da ze starszej!

Nie masz jeszcze nowej konsoli? Wyciśnij ile się da ze starszej!

Krzysztof Grabarczyk | 28.11.2021, 10:00

Generacja oczekiwań trwa w najlepsze. Cierpliwość podobno popłaca. Sytuacja związana z rynkiem konsol działa niczym pętla - zaciska się coraz bardziej. Zewsząd atakują informacje o zachwianiu logistyki na świecie przez nadal aktywne widmo pandemii, a raczej jego skutki. Więcej czasu w domu, większe zapotrzebowanie wobec urządzeń domowej rozrywki.

Obserwując aktywny wzrost cen dziewiątego pokolenia konsol, czasem nachodzi mnie inspiracja do stania się zaangażowanym miłośnikiem retro. W mediach społecznościowych obserwuję liczne grupy związanie z "graniem po godzinach". Istnieje cała rzesza osób nie stroniących od dawnego pixel-artu, bryłowatych postaci, bitmapowego otoczenia, przestarzałych formatów dźwiękowych. Nie używają YouTube jako źródła nostalgii, lecz biorą w tym udział. Pomimo upływu dekad. Nie wszyscy jednak preferują tę formę rozrywki. Część uzna to za świetną, edukacyjną wycieczkę w bogatą historię naszej branży, reszta pójdzie za ciosem nowości wydawniczych. 

Wciąż brakuje sprzętów nowej generacji na półkach sklepowych a raczej witrynach. Sprzedaż detaliczna staje się coraz szerszym echem prehistorii. Dzisiejszy wpis niech stanie się impulsem inspiracji dla tych, którzy wciąż nie mogą dostać lepszej konsoli. Czy to z przyczyn technicznych lub finansowych. Ceny konsol poszły do góry, nawet tych z poprzednich generacji. Czas zatem wycisnąć ile się da z tego co już mamy. Zdziwicie się ile dobra jeszcze skrywają wysłużone sprzęty. W dodatku uczestniczą w wydawniczej machinie i będą jeszcze przez długi czas. 

Czas nostalgii

PS5 vs. XOne

Rosnąca w ostatnich latach megapopularność konsol retro zadziwia coraz bardziej. Aukcje internetowe pękają w szwach od ofert mniej znanych producentów oferujących autorskie propozycje. Klasyka jest wiecznie modna. Inaczej wydawcy nie raczyliby graczy tonami odświeżeń czy reedycji. Obecna generacja konsol jest wciąż na rozruchu. Nie zanosi się aby prędko ten stan rzeczy uległ zmianie. Warto przyjrzeć się innej tendencji. Tak naprawdę, mając już PS5/XSX przy czym spędzamy najwięcej czasu? Katalog bardzo umiarkowanie się zwiększa, lecz nie jest to tempo adekwatne do chociażby poprzedniej kadencji. Ludzie masowo narzekają na większy brak tytułów konstruowanych wyłącznie dla next-genowej sceny. Wydawnicza machina kupiła sobie trochę czasu dzięki wstecznej zgodności. Stąd czytam setki opinii odwołujących się ironicznie do ogrywania tych samych pozycji na nowych konsolach. Nostalgia jest potężną siłą, bez dwu zdań. Czy jednak mówimy o retro biorąc pod uwagę gry od roku 2015 i dalej? 

Kwestia mocno dyskusyjna. Kiedy udało mi się dorwać swoje PS5, pierwszą rzeczą okazało się testowanie ulubionych gier ery PS4/X1. Jak na ironię, ta wcale się nie zakończyła. Inicjatywa stojąca za usługami Xbox Game Pass również czyni postępy na drodze ponownego dostarczania znanych perełek w ulepszonej jakości. W końcu zaczniemy się zastanawiać czy faktycznie potrzebujemy nowych gier? A może to wszystko powoli zatacza błędne koło? Chociaż powyższy akapit wydaje się przewidywaniem mocno na wyrost, jest w tym szczypta prawdy. W ciągu ostatniego roku zaobserwowałem wzmożoną aktywność grup lubujących się w retrograniu. Szczerze podziwiam takie osoby. Nadal potrafią z uporem maniaka przekuć pasję lat wczesnej młodości pod dzisiejsze standardy. Czasem pojawia się w głowie ochota na odświeżenie ulubionej gry sprzed dekady czy nawet dwóch. Klasyczna trylogia Resident Evil nadal potrafi mnie zmusić do godzinnej sesji. Szkoda, że coraz trudniej w to zagrać na oficjalnej ścieżce dystrybucji. Pozostaje głównie PlayStation Store oraz konieczność posiadania PS3 /PSP/PS Vita. 

Złośliwi rzekną magiczne hasło "emulacja". Czy nostalgia wygra z technicznym pędem ku wizualnej doskonałości? Raczej nie. Dzisiaj jednak producenci gier niespecjalnie koncentrują się na jednym pokoleniu konsol. Ilość międzygeneracyjnych wydawnictw sugeruje, że sytuacja potrwa mniej więcej do końca przyszłego roku. Tym samym PS4/Xbox One dostały kolejną młodość. Każda z poprzednich generacji została w jakiś sposób przedłużona. Za czasów 7. cyklu były to kontrolery ruchu. Teraz? Logistyczny hamulec zaciśnięty przez pandemię oraz już nieco wcześniej, wzmocnione modele starszych konsol. Co do nostalgii, producenci również nie zwalniają tempa. Już teraz nabyć można nintendowskie Game & Watch z okazji 35. rocznicy The Legend of Zelda. Cena to ponad 200 zł. Skoro nie ma rzekomo w co grać, może czas na retro? Oczywiście w granicach rozsądku. 

Czas powrotów

Retro konsole

Komplikacje z dostępnością aktualnej generacji nie ustają. Popyt nokautuje podaż, skalperstwo nadal nie zna granic. Ludzka głupota w przepłacaniu również. Nadszedł zatem czas wyciśnięcia ile się da z tego co już mamy. Co ciekawe, ceny konsol starszej generacji również powoli idą do góry. Lada dzień nadejdzie chwila gdy jedyną możliwością zakupu okaże się internet. Sklepy wiedzą to już od dawna. Biorąc pod uwagę przepotężną bibliotekę PS4/Xbox One, jest tutaj co robić. Sam niedawno postanowiłem sięgnąć po niedawne dziedzictwo Remedy, Quantum Break. Bawiłem się wybornie. Znane, systemowe fundamenty przyprawione iluzją kontroli nad upływem czasu i sił oddziaływania. Takich nieskończonych atrakcji z minionej generacji jest wciąż masa. Podejrzewam, że niejedno z Was mogłoby się pochwalić długim backlogiem. A mimo tego, gonimy za nowym, nieustannie. 

Wyciśnijmy ile się da. Ostatnimi czasy zauważyłem również tendencję do popularności tych mniej zależnych gier. Podobnie wygląda kwestia wydań pudełkowych. Nostalgicznie piękna Kena: Bridge of Spirits opiera się na latach świetności Nintendo GameCube czy poczetu platformerów z PS2. Pudełkowa wersja gry lada dzień stanie się rarytasem. Innymi słowy, jakby więcej ludzi uderza teraz w niezależność. Czy to dlatego, że scena indie jest doskonałym zwierciadłem dla wspomnień? Z mojej perspektywy, tak się właśnie dzieje. W obliczu coraz liczniejszych błędów najmocniejszych producentów na rynku gier, scena niezależna jest piękną alternatywą. Tutaj niepotrzebna nowa generacja, gdyż ta miniona świetne sobie radzi. Liczne wyprzedaże pokroju Remasters & Retro oraz Indie mówią same za siebie. Wszyscy gonimy za nostalgią. Wytykamy coraz więcej błędów dużym wydawcom. Stąd uważam, że obecna generacja konsol to przede wszystkim czas cudów dla niezależnego grania. 

Kena, Tormented Souls czy przecudowne Hollow Knight: Silksong, zakładając. Najbliższy rok nie zmieni w tej kwestii za dużo. Nowa generacja nadal będzie deficytem, natomiast sektor AA okaże się mocno preferowanym wyborem. Rozgrywka na starszej generacji zatem nie do końca jest dzisiaj "staniem w miejscu". Dawniej tak zwykło się określać graczy z takim podejściem. Sytuacja diametralnie się zmieniła. Wydawcy są ostrożniejsi z mocnymi inwestycjami, więcej dzisiaj recyklingu niż świeżości. Niezależne studia wyciągają rdzenne gatunki z rynkowej niszy. Historia zatacza koło, natomiast posiadanie next-gena nie definiuje nowej jakości. Póki co, to nadal kosmetyka. Czas wycisnąć ile się da z tego co już mamy.