PS5 sprawia, że gram rekordowo dużo. Tego właśnie potrzebowałem

PS5 sprawia, że gram rekordowo dużo. Tego właśnie potrzebowałem

Kajetan Węsierski | 15.01.2021, 22:02

Muszę przyznać, że choć PlayStation 5 nie dostało wielkiej puli gier na premierę, to gram dla przyjemności znacznie więcej, niż przez kilka ostatnich lat - wszystko za sprawą tego, jak wygodne się to stało i z jaką kulturą chłonięcia rozrywki się wiąże.

Wiem, że po samym tytule możecie pomyśleć, iż staję w ten sposób w opozycji do perspektywy Mateusza, którą opisał w tekście kilka dni temu. Nic jednak bardziej mylnego! Wbrew pozorom, które może rodzić tytuł, doskonale rozumiem jego podejście i jestem skłonny uwierzyć, że cała masa graczy odczuwa to właśnie w ten sposób. Potraktujcie ten akapit jednak jako małe wtrącenie – wolałem zaznaczyć już na początku, ażeby nie było wątpliwości odnośnie do tego, o czym będzie sam wpis. Przejdźmy do rzeczy!

Dosłownie za moment miną dwa miesiące odkąd pierwszy raz włączyłem PlayStation 5. Skłamałbym, pisząc, że myśl o pochwyceniu kontrolera DualSense w dłonie wciąż budzi u mnie ekscytację, a każda chwila zadumy nad tym, że konsola jest już u mnie, wywołuje mrowienie na plecach. Nie ma w tym jednak nic dziwnego – jako ludzie szybko przyzwyczajamy się do tego, co nas otacza. Tak jest też w tym przypadku, urządzenie powszechnieje i staje się bardziej nieodłącznym elementem otoczenia, aniżeli ekscytującą nowością.

Pomimo tego wciąż korzystam z urządzenia prawie codziennie. Nie czuję znużenia, sprzęt się nie kurzy, a ładowarka do kontrolerów zdaje się stale na chodzie. Wynika to z kilku czynników, które sprawiają, że spędzam przy konsoli więcej czasu, niż miało to miejsce przez ostatnie lata. I choć PlayStation 5 można zarzucić sporo (jak choćby sprawdzanie co jakiś czas przez konsolę, czy płyta na pewno jeszcze tam jest), Sony udało się zrobić sprzęt przyjazny graczowi.

DualSense to czysta przyjemność

Na temat kontrolera do PlayStation 5 rozwodziłem się pod kątem różnorakich bajerów już w tekście dedykowanym wyłącznie jemu. Nie będę więc raz jeszcze wspominał o haptyce, adaptacji i temu podobnych aspektach. Tym razem chciałbym napisać po prostu, że korzystanie z DualSense jest zwyczajnie bardzo przyjemne – nieporównywalnie do wszystkich innych padów, które mam w swojej kolekcji.

PS5 sprawia, że gram rekordowo dużo. Tego właśnie potrzebowałem

DualSense wydaje mi się idealnie wyważony i genialnie leży w dłoniach. Nawet w grach, które nie korzystają z  jego możliwości, jest zwyczajnie wygodnie. Choć nie sądzę, abym zaskoczył kogoś tym, że kontroler może zachęcać do używania danego sprzętu. U wielu ludzi tak właśnie działało to na poprzedniej generacji, gdzie spora grupa osób grała na Xboksach One, ze względu na lepiej wykonanego pada.

Właśnie ten aspekt jest pierwszym, który sprawia, że gram rekordowo dużo – obcowanie z grami jest po prostu przyjemne pod tym względem. Nie denerwuję się na zbyt lekki kontroler, pękające gumki na analogach (choć oczywiście nie jest to najgorsze miejsce :)) czy wątpliwej jakości triggery. Mniej nerwów = więcej frajdy, to proste działanie, które nie jest obce nikomu z nas.

Wsteczna kompatybilność

Tak, mogła być lepsza. Jasne, byłoby świetnie, gdybym przeciągnęła się na kilka generacji wstecz. Pewnie, konkurencja zrobiła to dużo lepiej. Te trzy rzeczy to coś, z czym po prostu nie można dyskutować. Są to zwyczajnie fakty, nic subiektywnego. Jednak pomimo świadomości jej braków, cieszę się, że występuje choć w tak małym stopniu. To i tak wciąż krok naprzód względem poprzedniej generacji. PlayStation 4 był pod tym aspektem marny.

PS5 sprawia, że gram rekordowo dużo. Tego właśnie potrzebowałem

Cieszę się, bo wciąż jest wiele sporych gier, których w erze PS4 zwyczajnie nie sprawdziłem. Wspominałem o tym już kilka razy, ale napiszę ponownie – przez cały okres jego funkcjonowania grałem na bazowym modelu. Chyba nie muszę zdradzać, jak głośno sprzęt wył pod koniec tego roku? Jasne, czyszczenie coś dawało, ale wciąż czułem się, jakbym zamierzał konkurować z Elonem Muskiem w wysyłaniu rakiet na orbitę.

Z tego względu nigdy nie zanurzyłem się choćby w Red Dead Redemption 2, a już przy The Last of Us Part IImyślałem, że konsola wybuchnie, serio. Teraz mogę wszystko nadrobić w kulturze grania, jakiej nie pamiętam od wielu lat. Nic ciągle nie buczy, PlayStation nie wrzuca komunikatów o przegrzaniu, a ja nie mam wątpliwości, czy przypadkiem wentylator nie włączył mi się sam z siebie. Mogę się w pełni skupić na graniu.

Długi czas ładowania? Nie znam!

Na sam koniec zostawiłem sobie element, który jest dla mnie prawdziwym game-changerem. Tym, za co najbardziej doceniam tę generację, jest implementacja dysków SSD i skrajnie duża redukcja czasów wczytywania. Choć początkowo nie zdawałem sobie sprawy (grając na przykład w Marvel’s Spider-Man: Miles Morales), jak duży ma to wpływ na odbiór konkretnych tytułów, po czasie to do mnie dotarło.

Kluczem jest tu „immersja”. Słowo znane przez każdego fana gier i często wręcz nadużywane. Chodzi o pochłonięcie gracza przez rzeczywistość wirtualną. Im większa siła jej oddziaływania, tym bardziej wciągamy się w tytuł i mocniej nim żyjemy. Nic mnie jednak tak nie wybija z tego zanurzenie, jak przerwy na ładowanie. O ile czasem się przydają, o tyle niekiedy działają niczym reklamy na filmach w Polsacie.

PS5 sprawia, że gram rekordowo dużo. Tego właśnie potrzebowałem

Niby jest czas zerknąć na telefon i rzucić okiem, co tam dzieje się w domu, ale potem potrzeba kolejnych minut, by na nowo wsiąknąć w świat przedstawiony przez twórców. Wbrew temu, co wiele osób sądzi – nie jesteśmy przystosowani do robienia dwóch rzeczy naraz, gdyż zawsze jakaś na tym cierpi. Choć może to brzmieć, jak daleko idący wniosek, nie waham się nim rzucić. Ekrany ładowania w grach to ogromna przeszkoda dla zwiększania immersji.

Na szczęście...

... zdążyliśmy ją pożegnać i oby wszystko szło już tylko w tym kierunku. Jestem przekonany, że na tym skorzystamy, a coraz więcej osób będzie biło swoje growe rekordy – dokładnie tak, jak ma to miejsce w moim przypadku. Obecnie spędzam w wirtualnych światach więcej, niż wcześniej i wynika to z wygody oraz tego, że nic nie wyrywa mnie z przyjemności grania i eksplorowania tego, co przygotowano. Cały czas chcę więcej.

Mogę nadrabiać, a niekiedy poznawać gry na nowo, wciągając się w nie, jak nigdy wcześniej. I życzę z całego serca dosłownie każdemu z Was, Drodzy Czytelnicy, aby mógł za jakiś czas podpisać się pod tym tekstem. Nowa generacja nie rewolucjonizuje branży gier – ona rewolucjonizuje jej konsumowanie.

cropper