Ranker: Najtrudniejsze i najbardziej frustrujące gry wideo

Ranker: Najtrudniejsze i najbardziej frustrujące gry wideo

Mateusz Greloch | 11.03.2014, 17:00

Patrząc na debiutujące Dark Souls II, postanowiliśmy cofnąć się pamięcią do innych gier, które były powodem łamania padów, wysyłania siarczystych wiązanek w kierunku producentów i deweloperów oraz powodowały zwyżkę ciśnienia tętniczego, zmuszając gracza do robienia sobie częstszych przerw w obawie o stan pikawki. Przed Wami lista najbardziej frustrujących i wymagających gier, w jakie dane mi było grać. Oczywiście lista jest mocno subiektywna i jak to bywa w przypadku rankerów, chętnie wysłucham Waszych propozycji rozszerzenia tego zestawienia.

Bloober Team to nie tylko wpadka z Basement Crawl. Studio posiada historię z tworzeniem gier na PlayStation 3 i PlayStation Vita, czego przykładem niech będzie A-Men i jego kontynuacja, która pomimo skromnej oprawy graficznej łączyła ze sobą logiczne zagwozdki i mocno wyśrubowany poziom trudności, o czym przekonywał nas Daniel w swojej recenzji. A-Men 2 to zdecydowanie jedna z najtrudniejszych pozycji dostępnych w cyfrowej dystrybucji, którą można obecnie zakupić na PlayStation 3 i PlayStation Vita. Oprócz poziomu trudności, w grze urzeka sporo polskich akcentów, jak chociażby słynne kartony, które załatwiły na amen Hankę Mostowiak.

Wprawdzie większość dzisiejszych strzelanin na najwyższym poziomie trudności jest bardzo wymagająca I jedna zbłąkana kula może położyć największego kozaka, ale World at War było wyjątkowo wpieniające. Dlaczego? Momenty z odradzającymi się przeciwnikami, super-celnymi żołnierzami, którzy kładli Cię jednym strzałem i rzucali nieograniczoną ilością granatów. Wprawdzie obok Ciebie stoją kamraci, jednak są bezużyteczni. Jeśli kogoś ustrzelą, to możesz otwierać szampana i wysłać totka, bo takie sytuacje zdarzają się raz na miliard prób. Jeśli ktokolwiek wymaksował ten tytuł i przeszedł na Veteranie – chylę czoła.

 

Castlevania

Wiele gier ma sztucznie zawyżony poziom trudności i sama z siebie przeszkadza w ukończeniu. W przypadku Castlevanii poziom jest na tyle sprawiedliwy, że karze gracza za błędy, ale nie są to błędy wynikające z mechaniki, a jedynie braku zdolności manualnych gracza. Ukończenie Castlevanii na NESie było nie tyle wyzwaniem, co sprawą honoru. W czasach mojej młodości, nie było wielu graczy, którzy mogli się poszczycić przejściem tej gry. Wtedy uważałem ich za masochistów, dziś patrzę na nich z podziwem. Każde muśnięcie kontrolera musiało być dobrze zaplanowane, bowiem poziomy zostały tak zaplanowane, że nawet najmniejszy błąd mógł decydować o rychłej śmierci. Nie tylko przeciwnicy, ale również otoczenie stanowiło swego rodzaju wyzwanie, ale kiedy już się przywykło do poziomu trudności i uważało na każdy krok, reszta przestała się liczyć. Pozostawał tylko gracz, pad i gra. Wspomniałem, że podczas skakania nie można było zmieniać kierunku? Jak mówiłem, decyzje należało podejmować z należytym rozsądkiem.

Contra

Dobrze czytacie – Contra. Gra w którą grał chyba każdy szanujący się gracz z mojego pokolenia wydawała mi się dosyć przyjemnym tytułem, ale kiedy ostatnio na imprezie retro chwyciłem za pada, nie było łatwo. Jeśli zastanawiacie się skąd wzięła się moda na różnego rodzaju kody i ułatwienia chowane w grze i wymagające wklepania odpowiedniej kombinacji, Contra jest odpowiedzią. O ile granie z kolegą na kanapie dawało jakieś szanse na przeżycie, to przejście gry solo było nie lada wyzwaniem. 8 poziomów, tylko 3 życia i setki wrogów, pocisków, kul energii i laserów. Wspomniałem, że wystarczy ledwo draśnięcie i postać ginie? A wspomniałem o etapach, w których ekran automatycznie przesuwa się zmuszając gracza do biegu, omijania strzałów przeciwników i jednoczesnego celowania do nich ze swojej broni? Jeśli nie wyrobicie się z bieganiem i skakaniem – giniecie. Jeśli ktoś z Was nie wierzy jak mocno irytująca jest Contra, powinien zagrać w nią ponownie, z bagażem nowych nawyków i melisą w kubku.

 

 

Lista najtrudniejszych gier pomijająca Dark Souls byłaby niekompletna. Stworzona przez From Software gra prowokuje graczy, wyzywa ich do walki, a my jako istoty dalekie od ideału to wyzwanie podejmujemy. W świecie Dark Souls na każdym kroku, pod wieloma postaciami czai się na nas śmierć. Raz będzie to potężna bestia, a raz zwykły szczur. Będziemy umierać, nie raz, nie dwa, ale setki razy, aż w końcu poznamy wszystkie sekrety, wszystkie ruchy i będziemy w stanie podjąć równą walkę. Jedną z najbardziej wkurzających kwestii nie są setki powtórzeń i próba zapamiętania schematów ataku przeciwników, ale kopiące znienacka maszkary, które posyłają nas wprost w otchłań, poukrywane w miejscach, których nigdy byśmy nie brali pod uwagę. Jeśli druga odsłona, zdaniem Bartka, jest równie irytująca co poprzednik, to życzę powodzenia każdemu, kto się za nią weźmie.

Przemoc. Dużo przemocy. To i masa świetnej zabawy czekają na nas w Hotline Miami. Oprawa graficzna w stylu retro idealnie pasuje do tej produkcji, podkreślając jej wyjątkowy charakter. Jak się szybko okazuje Hotline Miami nie należy do najprostszych gier. Wszystko rozbija się o schemat naszego działania, jeśli w przygotowanym przez nas planie pojawi się luka to możemy być niemal pewni, że zginiemy. Przechodząc przez drzwi musimy być przygotowani na czyhających tam na nas bandziorów, którzy mają ochotę zrobić użytek ze swoich spluw. Jest to jedna z tych gier, które zmusiły mnie do maniakalnego śmiechu, kiedy frustracja okazała się być zbyt potężna, by mój świadomy umysł mógł normalnie funkcjonować. Tym większa satysfakcja z biegania z kataną i brutalnego wykańczania kolejnych przeciwników. Ta gra z całą pewnością pokonała wielu frustratów.

 

 

Ninja Gaiden Black

Zanim na horyzoncie pojawiło się Demon’s Souls, Ninja Gaiden dzierżyło miano jednej z najbardziej frustrujących gier w nowożytnej historii gier wideo. Nawet na normalnym poziomie trudności, zdarzały się etapy, które sprawiały, że statyczne do tej pory pady zaczęły latać po całym pokoju zwiedzając okoliczne ściany. Bossowie nie byli lepsi – czasem chwila nieuwagi kosztowała nas większość paska życia, o ile nie jego całość. Klepanie przycisków na ślepo, w maniakalnym zapędzie nie przyniesie nam niczego dobrego. Aby w pełni poczuć moc Ryu, należy ćwiczyć kombinacje i utarte schematy, które są nie tylko bezpieczne w przypadku minięcia się z wrogiem, ale również zabójcze, jeśli atak sięgnie celu. Równie ważna jest defensywa i umiejętne blokowanie – niby sprawa oczywista, jednak wielu graczy ginęło zapominając o tej oczywistości.

 

Super Meat Boy

Super Meat Boy na nowo definiuje pojęcie trudnej gry. Sterowanie jest banalnie proste, zasady również. Co więc sprawia, że gra jest tak niesamowicie trudna? Prawdopodobnie chodzi o układ mapy, ale twórcy wszystko zaplanowali w taki sposób, że on wcale nie wygląda jakby jego pokonanie miało stanowić trudne wyzwanie. Taka bardzo udana mieszkanka skutecznie zachęca nas do podejmowania kolejnych prób. “Przecież to nie może być tak trudne!”. Do działania popycha nas rówież niesamowita wizja nałożonych na siebie wszystkich prób pokonania danego etapu. 200 meat boyów skaczących pomiędzy piłami? Jest na co popatrzeć!

 

 

Trash Panic

Popatrzycie na gameplay i pomyślicie, że to kolejny klon Tetrisa. Może. Prawie. Niekoniecznie. Gra polega na układaniu śmieci, jednak jesteśmy premiowani za bycie ekologicznym, a karani za przekraczanie pojemności kontenera. Cięższe elementy mogą spłaszczyć i przykryć te lżejsze pod nimi, a biodegradowalne odpadki rozłożą się, jeśli będziemy jest grupować blisko siebie. Brzmi banalnie i niewinnie, ale ilość przekleństw jakie grający kieruje w kierunku telewizora przekracza ludzkie pojęcie. Dlaczego jest to tak denerwujące? Obiekty, które wrzucamy do kontenera podlegają prawom fizyki, zmieniają kształt po wpadnięciu do środka i ciężko przewidzieć jak się ułożą. Wspomniałem o tym, że jeśli nie zmieścimy wszystkiego, przegrywamy? Gra powstawała w związku z obchodami Dnia Ziemii, jednak patrząc na to ile negatywnych emocji wyzwoliła, śmiem twierdzić, że niejeden telewizor i konsola wylądowały w lesie. Jeśli ktoś grał, to zrozumie dlaczego tytuł znalazł się w tym zestawieniu.

 

Wipeout HD pokazał, że gry na PlayStation 3 mogą wyglądać obłędnie i oferować przy tym niespotykaną do tej pory płynność. Jak tradycja serii niesie – Wipeout to gra, która wymaga od gracza maksymalnego skupienia, bowiem chwila zawahania, źle wzięty zakręt lub nieumiejętne użycie hamulców powietrznych mogą zaważyć na wygranej lub przegranej. Aby zwyciężyć należy dobrze poznać swój bolid, nauczyć się układu trasy i powtarzać, powtarzać, powtarzać. W większości przypadków nie ma miejsca na błędy, samo dogonienie przeciwnika może okazać się znacznie trudniejsze, niż jego wyprzedzenie. Tytuł zdecydowanie nie dla frustratów, którzy rzucają czym popadnie, kiedy po długim wyścigu rozbijają się na ostatnim zakręcie i przegrywają wszystko.

Komentarze (34)

SORTUJ OD: Najnowszych / Najstarszych / Popularnych

cropper