Igor Chrzanowski Igor Chrzanowski 01.01.2021
Google Stadia Controller (STADIA) - recenzja sprzętu. Amerykański rarytas
2522V

Google Stadia Controller (STADIA) - recenzja sprzętu. Amerykański rarytas

Google Stadia wystartowała już w Polsce i póki co oferuje całkiem pokaźną bibliotekę gier, gdzie w ramach niespodziewanie aż dobrych promocji, można wyrwać wielkie hiciory za niecałe 3 złote. A jak wiadomo, każda usługa chmury musi mieć kompatybilnego pada, o co Google oczywiście również zadbało!

Start usługi Google Stadia w naszym kraju obył się bez wielkiego echa i kampanii reklamowej, co spowodowane może być sporą ostrożnością z jaką amerykański gigant podchodzi do podbijania kolejnych rynków ze swoją magiczną chmurą. Po pierwszym miesiącu spędzonym z usługą Google, miałem okazję spędzić kolejne kilka dni z dedykowanym jej gamepadem i pragnę Wam dziś o tym co nieco opowiedzieć.

Kontroler Google Stadia wzoruje się na najlepszych

Amerykanie odpowiedzialni za wizualny projekt kontrolera Google Stadia zainspirowali się dokonaniami Sony przy PlayStation 4 oraz Nintendo przy pro kontrolerze dla Switcha, tworząc bardzo ładną hybrydę łączącą w sobie smukły design obudowy z przejrzystym i niezwykle wygodnym układem przycisków. Ale to nie wszystko, albowiem ze wszystkich skojarzeń jakie przywodzi na myśl pad Google, najbliżej jest mu jednak do wydanego ostatnio DualSense dla PlayStation 5, okraszonego delikatnym dotykiem padów do Xbox Series X/S. Gabarytowo dzieło Amerykanów podobne jest bardziej do sprzętu Japończyków, ale fakturą obudowy przywodzi na myśl zabawkę Microsoftu.

Całościowo sprawia to, że gamepad Google Stadia bardzo dobrze leży w dłoniach, a gdy go już chwycimy palce od razu lądują na analogach oraz spustach L2 i R2, a stąd bardzo łatwo sięgnąć jest do podstawowych klawiszy A,B,X,Y, bumperów oraz głównego przycisku aktywacyjnego. Całość wzorowana była na klasycznym układzie DualShocków, lecz guziki funkcyjne, takie jak Share, Google Assistant, Opcje oraz Menu zostały ułożone tak jak w pro kontrolerze Nintendo Switch.

Takie rozwiązanie ma jednak swoje minusy - po pierwsze pomiędzy nimi brakuje jakiegoś wypełnienia w postaci logotypu Google albo samej Stadii, a przy rozłożeniu analogów znanym z konsol Sony, początkowo ciężko jest trafić w taką pauzę czy też zrobić screenshota. Zwłaszcza w ferworze walki najcięższych akcji z Borderlands 3, czy podczas napięcia jakie dają gry kompetytywne.

Kontroler Google Stadia - wygoda z użytkowania

Nieco wątpliwości dają również same nakładki na czubki analogów, ale tutaj to raczej kwestia przyzwyczajenia - twórcy zapożyczyli je z pada do Xboksa One, więc to już raczej kwestia tego, czy taka ich struktura i kształt Wam odpowiadają. Osobiście uważam, że są bardzo wygodne, aczkolwiek przy intensywnej rozgrywce palce łatwo mogą się z nich zsunąć. D-pad również zainspirowany jest sprzętem "zielonych", chociaż jest bardziej zaokrąglony na końcach i swoim wyglądem przywodzi na myśl symbol plusa - jedyną wadą może być tutaj niższa precyzja ruchów w bijatykach, jeśli ktoś preferuje rozgrywkę na "krzyżakach".

Kontroler Google Stadia ma zaś genialne triggery L2 i R2 - ich łopatki są bardzo duże, przez co są niezwykle wygodne, a palce mogą się na nich oprzeć i nie męczą się nawet przy dłuższej sesji rozgrywki, co ma na przykład miejsce przy zabawie DualSensem bądź DualShockiem. Całą przyjemność dopełnia obudowa podzielona na dwie części o różnej fakturze plastiku. Górna część pada jest bardzo delikatna, pozbawiona jakiejkolwiek chropowatości i całkiem nieźle radzi sobie z tak zwanym "palcowaniem" - o ile dłonie macie krystalicznie czyste, bo już odrobina zabrudzeń potrafi zostawić widoczne pod światło ślady. Dolna część zaś jest dość chropowata i budzi skojarzenia z fakturą padów do Xboksa One.

Google Stadia kontroler jako pad do PC?

Pada Google Stadia można używać nie tylko do grania na Stadii, ale również jako kontroler do gier pecetowych oraz mobilnych, gdy takowe posiadają jego obsługę. O ile w przypadku smartfonów jest to raczej proste zadanie - w końcu Android też jest od Google, tak w przypadku pecetów sprawa jest o wiele bardziej skomplikowana. 

Sprzęt Amerykanów testowałem głównie na Steam, albowiem platforma Valve zawsze najlepiej rozumiała się ze wszelkiej maści padami i niestety muszę was mocno rozczarować. Gaben nie dogadał się jeszcze z Google, przez co kontroler od Stadii jest wykrywany przez rynkowego giganta wyłącznie jako zwykły pad, który trzeba w całości skonfigurować ręcznie, a gdy już to się Wam uda, nie możecie mieć zbyt dużej pewności, że całość zadziała poprawnie. Zarówno sam Steam jak i gry z dedykowaną obsługą padów, potrafią porozumieć się z kontrolerem Google, aczkolwiek tylko w jakichś 70%.

Czasem strzałka w dół wykrywana jest jako przycisk alternatywny, przycisk opcji służy do strzelania, a kamerę zamiast analogiem obraca się triggerami jak w grach na PS One. Niestety doprowadzenie tego wszystkiego do odpowiedniego stanu kosztuje zbyt dużo czasu i nerwów - gorzej jest tylko w przypadku tytułów z częściową obsługą padów.

Reasumując gdy Google w końcu zdecyduje się zaliczyć Polskę do swojej listy regionów objętych wysyłką, a zamierzacie regularnie korzystać ze Stadii, dedykowany jej kontroler będzie istnym strzałem w dziesiątkę. Podobnie będzie gdy poszukujecie pada do grania na telefonach. Jeśli jednak chcielibyście zdobyć tak pięknego padziora do ciorania na pececie, powinniście raczej poczekać na oficjalne wsparcie, lub sięgnąć po sprzęt Microsoftu.

Tagi: gamepad google stadia kontroler recenzja sprzętu stadia