Paweł Musiolik Paweł Musiolik 24.03.2014 12:15
Pierwsze wrażenia z Final Fantasy X | X-2 HD Remaster
815V

Pierwsze wrażenia z Final Fantasy X | X-2 HD Remaster

Gry można ukończyć po łebkach, przebiec przez nie, prześlizgnąć się niczym węgorz. W niektórych przypadkach kilkanaście godzin starczy dwu-trzykrotny finisz i szybkie ominięcie napisów końcowych. Starsze gry RPG mają to do siebie, że te kilkanaście godzin to zaledwie wierzchołek góry lodowej i zanim cokolwiek będziemy mogli sensownego o niej powiedzieć – trzeba poświęcić jej znacznie więcej czasu. Final Fantasy X/X-2 HD Remaster (PS Vita) to jak wiecie – odświeżenie dla jednych najlepszej odsłony serii wraz z jej kontynuacją. Ja fanem przygód Tidusa i Yuny nigdy nie byłem, ale nijak mi to przeszkadza w ocenianiu gry.

Kilkanaście godzin spędzonych do tej pory w Spirze to idealny moment by przedstawić swoje „pierwsze wrażenia”, które dla wielu mogłyby być pisaną na szybko recenzją. Ale nie są i nie będą. Ciężko nakreślić docelowego odbiorcę takiego tekstu. Czy jest to osoba mająca jak ja przynajmniej jedno ukończenie Final Fantasy X i X-2, czy może gracz, który postanowił dać szansę tym produkcjom po ich odświeżeniu? Starając trafić się do każdego, napiszę coś takiego.

Final Fantasy X/X-2 HD Remaster #83

Fabuła w FF X kręci się wokół najlepszego gracza drużyny Blitzball – Zanarkand Abes, który za sprawą Sina trafia do Spiry gdzie jego celem jest początkowo powrót do Zanarkand, ale wraz z kolejnymi kilometrami dowiaduje się po co tak właściwie się tutaj znalazł. Całość historii jest niejako retrospekcją opowiadaną właśnie przez Tidusa, co najlepiej wyrażają początkowe słowa „Posłuchajcie mojej historii”. Final Fantasy X-2 dzieje się w kilka lat po wydarzeniach z „dziesiątki” i w grze sterujemy trio YuRiPa, czyli Yuna, Rikku i Paine. Jednak w tym przypadku historii nie zdradzę, bo zepsułbym Wam grę. Abstrahując już od tego czy mi historia się podobała (a zawodziła, postaci w większości przyprawiają o ból głowy) to czuć w niej jeszcze te stare podejście do „Fajnali”, chociaż mając na plecach już zmierzenie się z Final Fantasy XIII i świadomość, że przy obu palce maczał Motomu Toriyama, to zauważa się pewną liniowość w konstrukcji rozgrywki. Jednak jest to na tyle nieśmiałe, że nie będzie nam to aż tak przeszkadzać.

Ważniejsze jest jednak jak wypada sam remaster. I tutaj przyznaję bez bicia – jest to najlepiej odświeżona gra ze wszystkich, jakie do tej pory wyszły. W ubiegłym roku chwaliłem Kingdom Hearts HD 1.5 ReMIX, ale FFX&X-2 bije poprzednią grę Square. Poza podniesieniem rozdzielczości do 1080p (lub natywnej rozdzielczości Vity) większość tekstur stworzono od nowa, do tego zremiksowano prawie całą ścieżkę dźwiękową, dołożono powieść w formie audio, a X-2 otrzymało dostępne wcześniej wyłącznie w Japonii dodatkowe zadania. Na PS Vita dołożono także przydatny patent – szybki dostęp do leczenia i ustawień animacji Aeonów. Smyrając lewą stronę ekranu możemy albo wyleczyć się magią, albo przedmiotami. Analogicznie jest przy ustawieniach animacji.

Final Fantasy X/X-2 HD Remaster #23

Do recenzji prawdopodobnie zejdzie mi kilkadziesiąt godzin więcej, ale już teraz wiem, że to najlepsze co możecie dać swojej Vicie, a i na konsoli stacjonarnej lepszego, „oldschoolowego” RPGa nie traficie. Wierzcie na słowo, skoro mówi to osoba mająca alergię na Final Fantasy X.

Tagi: Final Fantasy X | X-2 HD Remaster pierwsze wrażenia PLAYSTATION 3 Square Enix