SKLEP
redakcja PPE redakcja PPE 15.03.2010 15:02
Shadow of Rome
787V

Shadow of Rome

Shadow of Rome, Szedoł of Rołm... Cień Rzymu? Każda cywilizacja ma swoje mroczne oblicze. Rzymianie szczycąc się obecnością na najwyższym ówczesnym poziomie cywilizacyjnym, delektowali się widokiem walczących o życie niewolników, tygrysów rozszarpujących ludzkie ciała albo karocy miażdżącej kości. Absurd? W swojej grze Capcom nie każe odpowiadać nam na takie pytania, po prostu daje możliwość rozbicia wielu czerepów i odcięcia jeszcze większej ilości członków. Dzieje się panie!



Jest rok 44 p.n.e. Wielki przywódca narodu rzymskiego – Juliusz Cezar – po latach destabilizacji kraju przywraca porządek. Ludzie szczerze go kochają. Ale nie każdy… Po ciosie zadanym sztyletem opada w kałużę własnej krwi. „Et tu, brute”, tak brzmią jego ostatnie słowa. Po drugiej stronie świata centurion Agrippa (jeden z dwojga bohaterów opowieści) walczy w imię imperium z plemionami germańskimi (ekhm, jednak nie tak daleko). Musi jednak wracać do Rzymu na wieść, iż to jego ojciec jest przetrzymywanym i skazanym na śmierć mordercą. Jak najlepiej wyjść z takiej sytuacji? Proste, zaciągnąć się „na gladiatora” pozbawiając się możliwości swobodnego przemieszczania się. Hahaha… coś takiego mogli wymyślić jedynie ludzie z Capcom, zapewne po obaleniu kilku sfermentowanych „wisienek”. Wspomniałem, że istnieje jeszcze jeden protagonista, a jest nim Octavianus. Dziewiętnastoletni bratanek Cezara, przyjaciel Agrippy i jego rodziny. Totalna pipa.

Rozgrywka jest prowadzona dwutorowo i różni się od siebie diametralnie. Nasz dzielny gladiator walczy na arenie przeciwko podobnym sobie pomyleńcom. Nie będę ukrywał, że te sekcje podobały mi się najbardziej, tu czuć ten niesamowity power starć i walki o życie. Mimo dużego ciężaru postaci, a co za tym idzie powolnych ruchów, aż chce się obciąć jeszcze jedną głowę, jeszcze jedną… albo, chociaż rękę:). Ale to nie koniec! Dzierżąc maczugę czy inną broń obuchową, możesz całkowicie zmiażdżyć makówkę przeciwnika (pomidor:), bądź połamać mu łapy (nie może on wówczas używać oręża). A inni gladiatorzy nie czekają bezczynnie na bęcki i nie zamierzają – dosłownie – stracić dla Ciebie głowy. Jakież było moje zdziwienie, gdy pozbawiłem paniusię rąk (bo zupa była za słona:), za co ta wypłaciła mi kilka kopniaków na twarz niczym Hwoarang. Wiec jest dobrze, a jucha leje się obficie. Tu jednak wkracza spory mankament, mianowicie monotonia aren. Każda jest do siebie bliźniaczo podobna, a spędzisz na nich wiele czasu. Co prawda, są różne konkurencje w tych krwawych igrzyskach (mord pojedynczy, drużynowy czy też capture the… sword), ale wszystkie sprowadzają się do jednego: zabijania. Brakuje otwartych etapów jak pierwszy bądź ostatnie – choć może to kwestia gustu.
    
Poziomy Octavianusa to zupełnie inna bajka, a w zasadzie koszmarek. Otóż mamy do czynienia z ułomną skradanką! I nie było by w tym nic złego, gdyby ów chłopczyk mógł w jakikolwiek sposób skrzywdzić przeciwników, w sytuacji podbramkowej, ale nic z tego. Jest on całkowicie bezbronny, może używać przedmiotów w ściśle określonych miejscach wybranych przez level designerów. Do „śmiercionośnych” zabawek zaliczają się wazy, jabłka, mąka itd. Nie, nie żartuje. Bardzo zamulaście prezentuje się również eksploracja miasta, a w zasadzie kilku miejscówek wybieranych z mapy, w tym zagadywanie mieszkańców w poszukiwaniu wskazówek. Najlepsze jest to, że Octavianus wcale nie wygląda jak huherko (cały styl opisujący grę – masywne postacie), ale taka rola niestety mu przypadła.

Mogę bez zająknięcia powiedzieć, że pół czasu gry przechodzi się jedynie po to, aby ponownie stoczyć walkę na „nudnej arenie”, a przecież nie o to chodzi! „Społeczna skradanka” na pewno zdałaby egzamin, gdyby tak strasznie nie kulała od strony technicznej. Bo gdzie są rozległe poziomy, większa dynamika prowadzenia postaci? Z pewnością nie w Shadow of Rome.

Oprawa. Ponownie nie zostawię suchej nitki na tym tytule (może po prostu mam zły dzień?:) Voice acting to mała katastrofa. Bardzo źle dobrane głosy, są całkowicie pozbawione charyzmy. Mam wrażenie jakby sesja nagraniowa miała miejsce w prywatnym mieszkaniu w godzinach ciszy nocnej. Dlaczego? Postacie krzycząc w ogóle nie przekraczają poziomu głośności zwykłego dialogu. Specjalnie przyciszony ton głosu, jakby zaraz miała wpaść z wałkiem wybudzona sąsiadka? WTF? Przynajmniej grafika trzyma poziom. Bardzo spodobał mi się pierwszy level (nie licząc tutorialu), rzymskie obozowisko w lesie. Księżyc oświetlający drzewa, tlący się ogień ogniska, żołdacy kręcący się bez celu – wszystko to miało rewelacyjny klimat mimo wielkości małego podwórka. Tak wygląda w zasadzie każdy etap, albo jest bardzo pocięty częstymi loadingami, albo jest zamkniętą areną. Postacie obdarzono wystarczającą ilością polygonów, drobnym smaczkiem jest krusząca się zbroja gladiatorów. Skrytych onanistów ucieszy informacja, że przez grę często przewija się skąpo odziana niewiasta, gladiatorka w ilości sztuk – jeden. „Ładnie animowana”, a tak bez żartów jedna z fajniejszych lasek w grach.

Więc jaki ten Szedoł of Rołm jest? Bardzo nierówny. Sekcje rozczłonkowywania wypadają spokojnie na ocenę 8, zaś skradankowe, co najwyżej na 4. Średnia wychodzi, zatem 6, ale ze względu na rzadko spotykany klimat jestem w stanie ją zawyżyć. Jeżeli posiadasz brata-masochistę, możecie śmiało przechodzić grę na dwóch, upewnij się jednak, że jemu będzie dane sterować pipką hehe! To znaczy Octavianusem. [Konrad „Kyo” Wrona]


ZALETY

Rozczłonkowywanie
Klimat
Claudia :)   



WADY
Sekcje skradankowe
Voice acting
Schematyczność i uproszczenia

 

OCENA: 7
 

Tagi:

Elektryzujące newsy

Elektryzujące newsy
Shadow of Rome
  • Platformy:  PS2 
  • Data premiery - Polska: 04.02.2005
  • Nie
  • od lat 18 przemoc
Miesięcznik PSX Extreme