Tak się kiedyś pracowało przy grach. Geralt z Wiedźmina zdradza ciekawy fakt
Trudno sobie wyobrazić, że głos Geralta z Rivii, który dziś jest absolutną ikoną świata gier wideo, narodził się w tak szalonych i surowych warunkach.
Doug Cockle, czyli aktor, który na stałe wpisał się w serca graczy, wspominał niedawno w wywiadzie, jak wyglądały początki jego pracy nad pierwszą odsłoną cyklu od CD Projekt Red. Okazuje się, że całe gigantyczne zadanie nagrania wszystkich kwestii dialogowych do wielkiej gry RPG zostało zrealizowane w zaledwie osiem dni, co dla strun głosowych aktora było prawdziwą, bolesną drogą przez mękę.
Sam początek tej przygody był zresztą sporym skokiem w nieznane, bo kiedy Cockle poszedł na zwykły casting i usłyszał od twórców z Polski opis bohatera, książki Andrzeja Sapkowskiego nie były jeszcze nawet przetłumaczone na język angielski.
Aktor nie miał więc pojęcia o bogatym tle fabularnym ani o tym, kim właściwie jest ten cały wiedźmin. Mimo to od razu spodobał mu się ten mroczny, surowy świat fantasy, który przypominał mu jego ulubione literackie klimaty, więc z entuzjazmem wszedł do studia, nie przypuszczając nawet, jak wielki hit z tego urośnie.
Samo nagrywanie tekstu okazało się jednak gigantycznym wyzwaniem fizycznym, głównie ze względu na to, jak nisko aktor musiał trzymać swój głos, by nadać Białemu Wilkowi ten charakterystyczny, groźny pomruk. Praca w studiu trwało po sześć lub siedem godzin dziennie, a po pięciu dniach nieprzerwanego mruczenia gardło aktora było już dosłownie zmasakrowane.
Każdy kolejny wieczór w hotelu spędzał na piciu hektolitrów miętowej lub imbirowo-cytrynowej herbaty, żeby rano móc wrócić przed mikrofon i powtórzyć to samo piekło, aż wreszcie domknął cały materiał w nieco ponad tydzień.
Choć tamten początek kosztował go mnóstwo zdrowia, wysiłek zdecydowanie się opłacił, a fani pokochali go od pierwszej interakcji i nie mogą doczekać się, aby znów usłyszeć go w przyszłych projektach CD Projekt RED.