Gracze śmieją się, że EA opanowało tę rzecz po mistrzowsku - nie gry, a likwidowanie studiów
Po nagłym zlikwidowaniu BioWare i wyrzuceniu do kosza nowego Mass Effecta w sieci na nowo zawrzało, a gracze nie zostawiają na Electronic Arts suchej nitki.
Wśród społeczności przewija się jedna, wyjątkowo gorzka refleksja: jeśli jest na tym świecie rzecz, w której „Elektronicy” osiągnęli absolutne mistrzostwo, to wcale nie jest nią robienie wybitnych gier. Z perspektywy ostatnich dekad EA wyrosło na bezkonkurencyjnego lidera w zupełnie innej kategorii - bezwzględnym skupowaniu legendarnych zespołów tylko po to, by po kilku latach wyssać z nich duszę i bez mrugnięcia okiem zamknąć biura na cztery spusty.
Ten ponury mechanizm działa niemal jak w szwajcarskim zegarku już od końcówki lat osiemdziesiątych. Korporacja zachowuje się trochę jak rozkapryszone, bogate dziecko, które musi mieć w pokoju każdą nową, modną zabawkę.
Najpierw rzuca na stół miliony, przejmuje utalentowanych twórców z ich wierną widownią, a potem zmusza ich do pracy pod dyktando korporacyjnych wytycznych i trendów, w których ci kompletnie się nie odnajdują. Gdy po paru latach takich eksperymentów słupki w tabelkach przestają się zgadzać, zabawka po prostu ląduje w koszu, a setki ludzi zostają bez pracy.
Dla BioWare ten wyrok zapadł w minioną środę, ale to tylko kolejna pozycja na przerażająco długim cmentarzu. Wystarczy cofnąć się w czasie i przypomnieć sobie, jak skończyło genialne Westwood Studios od Command & Conquer, kultowy Bullfrog z Peterem Molyneux na czele, ekipa z Pandemic odpowiedzialna za pierwsze odsłony Star Wars: Battlefront czy twórcy The Sims z oryginalnego Maxis, z których została dziś tylko pusta nazwa.
Zapomnieć nie możemy o totalnym zamrożeniu serii Need for Speed, wyścigówki, w którą zagrywało się tak wielu graczy szczególnie za czasów kultowego Most Watned. Licznik studiów przeżutych i wyplutych przez EA dobija już do dwudziestki, co doskonale pokazuje, że niszczenie własnego dziedzictwa to dla tego wydawcy chleb powszedni.
Najgorsze jest to, że nawet zmiana właścicieli i przejście firmy w ręce prywatnych funduszy inwestycyjnych nie daje żadnych nadziei na poprawę sytuacji. Zamiast szacunku do artystów liczy się wyłącznie gaszenie długów i cięcie kosztów na oślep, bez oglądania się na sentymenty fanów.
Interesuje Cię ten tytuł? Sprawdź nasz poradnik do Need for Speed Unbound.