Kolejne części Uncharted na PC. Sony traci pieniądze na naszych oczach
Dla pecetowych graczy to niemal jak spełnienie marzeń po prawie dwóch dekadach bezskutecznego proszenia Sony o litość. Choć japońska firma wydała na komputerach czwartą część przygód Nathana Drake’a oraz dodatek z Chloe, to pierwsze trzy legendarne odsłony serii pozostawały zablokowane na konsolach PlayStation.
Fani postanowili nie czekać dłużej na łaskę wydawcy i wzięli sprawy w swoje ręce. Dzięki niesamowitemu projektowi społecznościowemu cała oryginalna trylogia Uncharted z PlayStation 4 jest już w pełni grywalna na zwykłych blaszakach.
Za przeniesieniem kolekcji stoi twórca znany jako SuperMedo, który wcześniej zasłynął pracami nad nieoficjalnym portem Bloodborne. Od strony technicznej nie mamy tu do czynienia z klasycznym portem napisanym od zera, lecz ze sprytnym połączeniem natywnego wykonywania kodu konsolowego procesora na pecetach z emulacją układu graficznego przez nowoczesne biblioteki Vulkan.
Efekt końcowy przeszedł jednak najśmielsze oczekiwania: dostaliśmy jeden wspólny launcher, pełną obsługę myszki i klawiatury oraz masę pecetowych ulepszeń graficznych, o których na konsolach można było pomarzyć.
Wszystkie trzy części potrafią działać w 60, a nawet eksperymentalnych 120 klatkach na sekundę, oferując wsparcie dla najnowszych technologii pokroju generatorów klatek od AMD i Nvidii czy wygładzania DLAA. W sieci pojawiły się już testy wydajności pokazujące, że na bardzo popularnych zestawach ze średniej półki, takich jak Ryzen 5 w parze z kartą RTX 4070, trylogia śmiga w 1440p przy bajecznej płynności.
Co najważniejsze, nie mówimy o pokazie slajdów w menu - pierwsi gracze potwierdzili na GitHubie, że udało im się przejść pierwszą odsłonę od deski do deski na karcie RTX 4060. Sony na naszych oczach traci pieniądze i jeśli korporacja coś z tym nie zrobi, to niebawem wszystko z PlayStation trafi na PC.