USA walczy o gry i perfidne przepisy! Wielki rynek się buntuje
Gdy Sony ogłosiło stopniowe uśmiercanie wydań na płytach, wielu graczy poczuło spory niepokój. O ile pudełko na półce zawsze dawało poczucie, że gra naprawdę należy do nas, o tyle cyfrowe zakupy coraz częściej przypominają zwykłe wypożyczenie.
W regulaminach sklepów czarno na białym stoi, że płacimy jedynie za czasową licencję, którą wydawca może w każdej chwili cofnąć bez pytania o zgodę. Sprawą zainteresowali się jednak amerykańscy politycy, którzy postanowili wbić kij w mrowisko i ukrócić korporacyjne samowolki.
Do gry wkroczył nowojorski kongresmen Ritchie Torres, przedstawiając projekt ustawy o wymownej nazwie „The Power to the Players Act”. Pomysł jest prosty: zmusić Federalną Komisję Handlu do wprowadzenia twardych przepisów, które zagwarantują graczom prawdziwe prawo własności do kupionych produktów.
Polityk nie gryzł się w język i stwierdził wprost, że sytuacja, w której firma może w dowolnym momencie odebrać nam zakupiony towar, to nie żaden handel, lecz drogi najem perfidnie przebrany za zwykłą sprzedaż. Zwykli ludzie odkładają niemałe pieniądze na premierowe hity i zasługują na coś więcej niż cyfrowy świstek, który może zniknąć z dnia na dzień.
Nowe prawo ma uderzyć także w inną plagę współczesnego gamingu, czyli uśmiercanie trybów dla jednego gracza wraz z wyłączeniem sieciowej infrastruktury. Torres przytoczył tu jaskrawy przykład gier sportowych pokroju serii NBA 2K, gdzie za pełną cenę dostajemy tytuł, który już po dwóch latach od debiutu traci wsparcie, wylatuje ze sklepów i staje się w dużej mierze bezużytecznym plikiem na dysku.
Zgodnie z propozycją ustawy wydawcy mieliby prawny obowiązek zapewnienia działającego trybu offline przed zgaszeniem serwerów, tak aby nikt nie tracił dostępu do zabawy przez czyjeś widzimisię.
Na ten moment trudno przewidzieć, jak szybko te przepisy przebrną przez skomplikowaną machinę polityczną w Waszyngtonie. Sam fakt, że temat cyfrowej własności trafił na biurka prawodawców, jest jednak potężnym sygnałem ostrzegawczym dla branżowych gigantów.