Takich cięć jeszcze nie było. Chcieli przejmować, a teraz zwalniają 1000 osób
Czarne chmury zawisły nad pracownikami streamingowego giganta. Netflix zdecydował się na największą falę zwolnień w całej swojej historii, wyrzucając za burtę około tysiąca osób.
Oznacza to pożegnanie z aż 6 procentami całej załogi firmy. W wewnętrznej wiadomości wysłanej do pracowników dyrektorzy generalni, Ted Sarandos i Greg Peters, poinformowali, że redukcje uderzą przede wszystkim w działy technologiczne, rozwój produktu, zespół prawny oraz kadrę HR.
Wszystko to dzieje się w momencie, gdy z zewnątrz Netflix sprawia wrażenie niepowstrzymanej machiny do zarabiania pieniędzy. Platforma ma już ponad 325 milionów abonentów na całym globie, a miniony rok zamknęła gigantycznym zyskiem na poziomie 11 miliardów dolarów.
Szefostwo uspokajało w liście, że sama kondycja finansowa przedsiębiorstwa jest bez zarzutu, a roczne cele finansowe nie są zagrożone. Wyrzucenie setek ludzi wytłumaczono koniecznością zachowania dyscypliny i chęcią przekierowania środków na najważniejsze projekty.
Za kulisami widać jednak pierwsze oznaki zadyszki, które mocno zaniepokoiły inwestorów z Wall Street. Choć baza subskrybentów na papierze rośnie, w pierwszej połowie 2026 roku zauważalnie spadł średni czas, jaki pojedynczy użytkownik spędza na oglądaniu filmów i seriali. Dodatkowo prognozy przychodów na nadchodzący kwartał okazały się niższe od oczekiwań giełdowych analityków, co natychmiast przełożyło się na spadki kursu akcji i wywołało nerwowość u zarządu.
Musimy przypomnieć swoim Czytelnikom, iż to nie pierwsze cięcia w tej korporacji. Poprzednia duża fala z 2022 roku, wywołana nagłym odpływem subskrybentów, kosztowała pracę niespełna pół tysiąca osób. Teraz skala czystek jest ponad dwukrotnie większa i doskonale wpisuje się w ponury krajobraz całej branży technologicznej.