Kiedy to nadrobić? Kolejny wielki hicior 2026 roku ze średnią ocen 87/100 wjechał na PS5/XSX/NS/PC
Fani polowania na wampiry musieli czekać niemal dwie dekady na powrót serii do jej klasycznych, dwuwymiarowych korzeni, lecz premierowe recenzje nie pozostawiają złudzeń: było warto.
Najnowsza odsłona kultowej sagi, Castlevania: Belmont's Curse, powstała przy współpracy Konami z utalentowanym zespołem Evil Empire, szturmem zdobyła branżowe media. Tytuł z miejsca zyskał miano jednego z najważniejszych tegorocznych wydarzeń w świecie gier akcji, notując imponującą średnią ocen na poziomie 87 punktów w serwisie Metacritic oraz rekomendację blisko stu procent krytyków w zestawieniach OpenCritic.
Dziennikarze z czołowych redakcji nie szczędzą zachwytów, a w wielu opiniach pojawiają się nawet maksymalne noty. Recenzenci podkreślają, że nowa protagonistka, Rose Belmont, wnosi do uniwersum powiew świeżości i wyrazisty charakter, a jej zmagania osadzone w mrocznej scenerii historycznego Paryża wciągają od pierwszych minut.
Najwięcej pochwał zbiera niezwykle płynny, akrobatyczny system poruszania się, precyzyjne operowanie biczem oraz innowacyjna mechanika oparta na kartach tarota, która w zręczny sposób pozwala graczom eksperymentować ze stylami walki i budowaniem postaci.
Eksperci zgodnie zauważają, że powierzenie marki twórcom z Evil Empire było ze strony japońskiego wydawcy strzałem w dziesiątkę. Deweloperzy doskonale wyczuli esencję gatunku, który przed laty współtworzyła ta zasłużona seria, oferując misternie połączoną mapę zamku Drakuli, pełną sekretów, wymagających wyzwań platformowych oraz intrygujących zagadek środowiskowych.
Choć część bardziej krytycznych głosów zwraca uwagę na miejscami wysoki poziom trudności, drobne nierówności w prowadzeniu narracji czy nieco bezpieczne trzymanie się ram współczesnych metroidvanii, ogólny kunszt wykonania bez trudu przyćmiewa te drobne mankamenty.