Arthur Morgan z Red Dead Redemption 2 niedoścignionym wzorem. Gracze: "Jason i Lucia z GTA 6 przegrają"
Zbliżająca się wielkimi krokami premiera Grand Theft Auto VI prowokuje krytyków do głębszych refleksji nad warstwą narracyjną nadchodzącego giganta.
Choć technologiczny kunszt Rockstar Games nie ulega wątpliwości, powracająca formuła podziału ról między dwoje grywalnych bohaterów - Jasona i Lucię - budzi uzasadnione obawy analityków. W zderzeniu z monumentalnym, bezbłędnie napisanym Arthurem Morganem z Red Dead Redemption 2, duet z Vice City może stanąć przed zadaniem niemal niemożliwym do wykonania, ryzykując powierzchowność i rozmycie emocjonalnego przekazu.
Wykreowanie wielowymiarowej, angażującej postaci to proces wymagający czasu, intymności i pełnego skupienia uwagi odbiorcy. Spędzając dziesiątki godzin wyłącznie w skórze Arthura, gracze poznawali jego intymny świat: skrywane uczucia do Mary Linton, bolesne dorastanie jako sierota, bezgraniczne, tragiczne zaufanie do Dutcha van der Linde, a także osobisty dramat związany ze śmiertelną chorobą i lękiem przed końcem. Rysunki w notesie, drobne nawyki i moralna przemiana rewolwerowca sprawiły, że jego historia stała się jednym z najbardziej poruszających doświadczeń w historii gamingu, wyciskając łzy u milionów graczy.
Tymczasem rozbicie narracji na dwoje kochanków w GTA 6 tworzy poważną barierę w budowaniu tak głębokiej więzi. Scenarzyści stają przed herkulesowym wyzwaniem zbalansowania czasu antenowego, w którym jeden z bohaterów może nieuchronnie wypaść blado i zostać zepchnięty do roli tła. Co więcej, patrząc na Lucię przez pryzmat jej relacji z Jasonem i odwrotnie, gracz otrzymuje obraz przefiltrowany przez spojrzenie zakochanego partnera, co wprowadza element niewiarygodnego narratora i utrudnia autentyczne, samodzielne zrozumienie motywacji każdej z postaci.
Sytuacji nie ułatwia również gigantyczna skala mechanik rozgrywki w wirtualnej Leonidzie, która w połączeniu z żonglowaniem dwoma życiorysami grozi przesytem formy nad treścią. Sukces RDR2 wynikał z konsekwentnego skupienia się na jednym protagoniście, podczas gdy John Marston pełnił jedynie rolę domknięcia znanej już wcześniej sagi.
Trzeba powiedzieć sobie jedno - jeśli Rockstar nie zdoła nadać obojgu bandytom równie bogatego tła psychologicznego, Jason i Lucia mogą pozostać jedynie efektownymi figurami w gangsterskim spektaklu, nie dorównując głębi, jaką w sercach graczy na zawsze wyrył Arthur Morgan.