Gracze są wściekli na osoby składające pre-ordery: "do cholery, po co to robicie?"
Kwestia kupowania gier na długo przed ich oficjalnym debiutem od lat dzieli społeczność graczy, lecz w dobie wszechobecnej dystrybucji cyfrowej konflikt ten przybrał na sile.
Na forach internetowych i w mediach społecznościowych regularnie dochodzi do ostrych spięć między osobami decydującymi się na przedpremierowe zakupy a graczami, którzy głośno potępiają takie zachowanie. Przeciwnicy preorderów nie kryją irytacji, argumentując, że bezkrytyczne wpłacanie pieniędzy za nielimitowane cyfrowe licencje psuje rynek i rozleniwia wielkich wydawców, zachęcając ich do wypuszczania niedopracowanych tytułów.
W dawnych czasach rezerwowanie gier miało praktyczny sens ze względu na ograniczony nakład fizycznych płyt na sklepowych półkach, jednak w środowisku cyfrowym argument o wyczerpaniu zapasów całkowicie traci rację bytu.
Krytycy zwracają uwagę, że cyfrowe kopie nigdy się nie skończą, przez co płacenie za grę na kilka miesięcy przed premierą jest z ich perspektywy irracjonalnym aktem ślepej wiary. Wielu graczy otwarcie zarzuca osobom zamawiającym w ciemno, że dają się bezmyślnie manipulować agresywnemu marketingowi, sztucznie pompowanemu szumowi oraz tanim chwytom psychologicznym.
Zwolennicy przedpremierowych zamówień bronią jednak swoich decyzji, wskazując na zupełnie inne motywacje. W dyskusjach najczęściej pojawia się chęć zablokowania budżetu - gracze wolą zapłacić za wyczekiwany hit w momencie, gdy mają wolne środki, by nie martwić się o stan portfela w dniu debiutu.
Spore znaczenie mają również korzyści finansowe w postaci przedpremierowych rabatów sięgających na PC nawet kilkudziesięciu procent w oficjalnych sklepach partnerskich, a także wcześniejsze pobranie plików (preload), co pozwala zaoszczędzić cenny czas osobom z wolniejszym łączem internetowym lub napiętym grafikiem zawodowym.
Część odbiorców traktuje złożenie zamówienia jako czysto emocjonalny element hobby, chcąc poczuć dopaminowy zastrzyk ekscytacji lub zamanifestować bezwarunkowe zaufanie do zaufanego studia deweloperskiego.
Mimo tych tłumaczeń przeciwnicy praktyki pozostają nieugięci, podkreślając, że dopóki gracze będą masowo płacić za obietnice, dopóty branża będzie borykać się z plagą premierowych łatek, zepsutej optymalizacji i rozczarowań.