Masakra w branży gier. Kilkadziesiąt tysięcy twórców gier straciło już prace
Kryzys na rynku gier wideo osiągnął rozmiary, które eksperci bez wahania porównują do niesławnego krachu branżowego z lat 80. Z danych gromadzonych przez branżowe rejestry zwolnień wynika, że w ciągu ostatnich czterech lat pracę straciło łącznie ponad 57 tysięcy deweloperów i pracowników powiązanych sektorów.
Fala redukcji etatów, która zaczęła narastać w 2022 roku z poziomem 8,5 tysiąca cięć, z roku na rok przybierała na sile. Tylko do jesieni 2026 roku odnotowano już blisko 14 tysięcy zwolnionych osób, co stawia bieżący rok na kursie do miana najtragiczniejszego w nowoczesnej historii gamedevu.
Ten bezwzględny drenaż kadr uderzył w niemal każdego zachodniego giganta - od PlayStation i Xboksa, przez Electronic Arts, aż po Ubisoft. Co uderzające, dramat dotknął rynki w sposób skrajnie asymetryczny: aż 96 procent wszystkich likwidacji stanowisk miało miejsce w Ameryce Północnej oraz w Europie.
Cięcia objęły zarówno weteranów pracujących nad uznanymi seriami, jak i młodych twórców dopiero stawiających pierwsze kroki, pozostawiając za sobą zamknięte legendarne studia i skasowane projekty.
Zupełnie inaczej sytuacja wygląda w Kraju Kwitnącej Wiśni, gdzie japońskie korporacje przeszły przez ten bezprecedensowy kryzys niemal bez szwanku. Podmioty takie jak Nintendo czy Capcom praktycznie w całości uniknęły masowych zwolnień, stając się bezpieczną przystanią dla swoich zespołów. Różnica ta wynika w dużej mierze z odmiennej kultury korporacyjnej, w której kadra zarządzająca pobiera znacznie skromniejsze pensje i w momentach kryzysowych w pierwszej kolejności ogranicza własne premie, chroniąc szeregowych pracowników.
Drugim kluczowym czynnikiem okazała się wstrzemięźliwość azjatyckich deweloperów wobec krótkowzrocznych trendów. Podczas gdy zachodnie koncerny bez pamięci pompowały setki milionów dolarów w gry-usługi, co zaowocowało spektakularnymi klapami finansowymi i likwidacją całych ekip, Japończycy konsekwentnie rozwijali tradycyjne produkcje.