Wyciek GTA 6 to dopiero początek? Haker zamierza walczyć z dużymi wydawcami
Już 27 sierpnia doczekamy się nowej prezentacji Grand Theft Auto VI, która najprawdopodobniej dostarczy nam długo wyczekiwanych fragmentów rozgrywki. Jednakże te mogą się pojawić szybciej niż planowano.
GTA 6 może doczekać się wysypu konkretnych materiałów i to jeszcze przed wielkim pokazem, który zmierza na Netfliksa i kanały Rockstara. Pewien oburzony niedawnymi decyzjami internauta zapowiada udostępnienie kolejnych materiałów dopóki decydenci nie zmienią swoich planów.
Niedawno byliśmy świadkami nieoczekiwanego wycieku materiałów, które najprawdopodobnie pochodzą ze starego builda najbardziej oczekiwanej gry na świecie. Autorem tego zajścia okazał się niejaki Cyberleek, który protestuje przeciwko działaniom dużych korporacji i wygląda na to, że nie zamierza przestać.
CYBERLEEK narodził się w sieciach. Widział, czym branża gier może być w swoich najlepszych momentach, i patrzył, co korporacje z nią zrobiły. Powoli. Metodycznie. Z każdym kolejnym schematem monetyzacji z osobna.
Wydawcy sprzedają licencje, nazywając je zakupami. Wysyłają niedokończone gry i nazywają je usługami na żywo. Blokują zawartość na płytach i nazywają to DLC. Uśmiercają gry, zatrzymując pieniądze dla siebie. Z każdym rokiem antykonsumeryzm zaciska pętlę, a gracze z każdym rokiem dostają mniej za to, za co płacą.
Aby stoczyć tę walkę, CYBERLEEK zbiera środki na tajny projekt. Szczegóły nie mogą jeszcze zostać ujawnione; odsłonięcie kart przed wielkimi korporacjami dałoby im jedynie czas na zbudowanie obrony. Niech to będzie całkowicie jasne: to nie jest skok na kasę. Finansowanie jest kierowane na infrastrukturę niezbędną do przeprowadzenia uderzenia oraz na bezpieczeństwo i ochronę wymagane do przetrwania nieuniknionych korporacyjnych kontrataków.
CYBERLEEK był cierpliwy. Ta cierpliwość się skończyła. To, co następuje, to trzy przykazania. Jeśli CYBERLEEK bierze na celownik wydawcę, to dlatego, że wydawca złamał jedno z nich. CYBERLEEK nie spocznie, dopóki nie wydadzą publicznego oświadczenia i przeprosin wraz z konkretnym zobowiązaniem do poprawy. Słowa to za mało; zadośćuczynienie jest obowiązkowe.
Żaden konsument nie powinien płacić za grę w sklepach cyfrowych przed premierą i niezależną recenzją. Fizyczne preordery na nośniki materialne pozostają dozwolone. Preordery nie zostały stworzone dla graczy. Zostały stworzone, ponieważ fizyczne dyski miały limity produkcyjne. W dystrybucji cyfrowej nie ma zapasów. Nie ma braku towaru. Cyfrowa kopia nie może się wyprzedać. A mimo to wydawcy zachowali system preorder'ów i odebrali jedyny ich konsumentowi benefit. Teraz gracze płacą wcześniej i nie dostają nic w zamian, poza licznikiem odliczającym i kosmetycznym skinem. Jeśli wydawcy chcą przychodów przed premierą, mogą tłoczyć dyski. Drukować pudełka. Stawiać je na półkach. Zarobić te pieniądze poprzez fizyczną produkcję.
Żaden wydawca nie powinien sprzedawać dostępu do zawartości dla jednego gracza, która znajduje się już w plikach podstawowej wersji gry zakupionej przez konsumenta. Oznacza to brak kluczy odblokowujących, brak 1-megabajtowych plików zastępczych, brak przełączania zmiennej ze stanu zablokowanego na odblokowany dla treści znajdujących się już na płycie lub w plikach pobierania.
Kiedy ktoś płaci 70 dolarów lub więcej za grę, kupuje dane. W całości. Sprzedawanie mu pliku, który zmienia wartość zmiennej locked = true na locked = false w przypadku misji dla jednego gracza, postaci, broni czy rozdziału fabularnego, to pobieranie opłaty dwukrotnie za ten sam produkt.
Każda gra zawierająca tryb dla jednego gracza musi posiadać tryb offline (offline fallback state). Po zakończeniu wsparcia serwerowego wydawca musi wydać ostateczną łatkę, która odblokuje całą zawartość dla jednego gracza do lokalnej, bezterminowej rozgrywki.
The Crew posiadało kampanię dla jednego gracza. Ludzie zapłacili pełną cenę. Następnie Ubisoft wyłączył serwery i cała gra umarła — w tym zawartość singlowa. Brak zwrotu pieniędzy. Brak łatki. Brak alternatyw. Zawartość dla jednego gracza zależy od jednej rzeczy: sprzętu, który konsument już posiada. Uczynienie go bezużytecznym po wyłączeniu serwerów jest kradzieżą.
Haker zapowiada, że będzie regularnie udostępniać niepublikowane dotąd materiały, dopóki decyzja o wydaniu gry tylko w formie cyfrowej nie zostanie odwołana, a wydawcy nie przeproszą i nie zobowiążą się do wypuszczenia gry na płycie.
Te trzy przykazania stanowią absolutne minimum — a nie sufit — tego, co jest akceptowalne. Jeśli wydawcy je złamią, będą na celowniku. CYBERLEEK będzie nadal zakłócać ich działalność, dopóki nie wydadzą publicznego oświadczenia i przeprosin wraz z konkretnym zobowiązaniem do naprawienia wyrządzonych szkód. Żadnych prywatnych negocjacji. Żadnych cichych ugód. Opinia publiczna musi to zobaczyć, w przeciwnym razie „wycieki” nie ustaną.
Wydawcy powinni mieć się na baczności. Jeśli CYBERLEEK dotarł do Rockstara, nikt nie jest bezpieczny. To wiadomość do wszystkich wielkich korporacji: zachowajcie się przyzwoicie albo będziecie kolejnym celem.
To jest Edykt CYBERLEEK i nie podlega on negocjacjom.