Antek Królikowski ocenia Odyseję Nolana: "fantastyczny film, ale..."
Najnowsze widowisko Christophera Nolana, stanowiące ambitną adaptację greckiej "Odysei", wywołuje ogromne emocje w świecie filmu. Swoimi wrażeniami po seansie postanowił podzielić się Antoni Królikowski, który nie ukrywa dużego uznania dla wizji brytyjskiego reżysera.
Polskiego aktora zachwyciło odważne i świeże podejście do homeryckiego klasyka, podkreślając przy tym, że współczesne kino potrzebuje ponownego odczytywania najważniejszych źródeł światowej kultury.
Królikowski zwrócił uwagę na to, że choć produkcja znacząco odbiega od literackiego pierwowzoru, zmiana ta została przeprowadzona w sposób niezwykle przemyślany i sprytny. Zwrócił uwagę na niesamowite tempo trzygodzinnego seansu, który trzyma w napięciu od pierwszej do ostatniej minuty. Według aktora reżyser po raz kolejny udowodnił swój kunszt, tworząc autorskie dzieło, które na długo zapada w pamięci i zmusza do głębszych przemyśleń po wyjściu z sali kinowej.
Mimo ogromnego entuzjazmu, artysta dostrzega w filmie pewne niedociągnięcia. Choć docenia warsztat Matta Damona wcielającego się w postać Odyseusza, uwagę polskiego aktora odciągała niezbyt udana charakteryzacja hollywoodzkiej gwiazdy. Szczególne zastrzeżenia wzbudziły u niego sztucznie wyglądające elementy wyglądu bohatera, które w kluczowych momentach potrafiły odciągnąć uwagę od emocjonalnej warstwy opowiadanej historii.
Największy niedosyt Królikowski poczuł w samej końcówce produkcji. W jego ocenie zwieńczenie długiej podróży i powrót głównego bohatera do Itaki powinny wywołać u widzów łzy wzruszenia, jednak specyficzne detale wizualne odebrały tej scenie oczekiwaną magię:
Film genialny, ale trzeba go po swojemu przeżyć. Widziałem go dopiero wczoraj wieczorem i jeszcze we mnie siedzi, cały czas o nim myślę. Oczywiście mocno odbiega od oryginału Homera, ale świadomie, dosyć sprytnie. Nie przeszkadza mi to akurat, bo na tym to polega, że musimy dzisiaj na nowo opowiadać źródła kultury i on, Nolan, jest w tym mistrzem. To jest po prostu „Odyseja” Nolana, zdecydowanie polecam obejrzeć. Ja miałem tak, że trzy godziny siedziałem, byłem po prostu wpatrzony w ekran i nagle się skończyło.
Dla mnie te trzy godziny to nawet nie było zbyt długo, ale trochę zabrakło innych elementów, zabrakło magii w tym filmie. Kiedy na koniec Matt Damon dociera do Itaki, to powinniśmy wszyscy się popłakać. A ja widzę przede wszystkim te jego plastikowe zęby i trochę mnie to drażni, mimo że on super zagrał, w ogóle uwielbiam tego aktora.