Arnold Schwarzenegger musiał zmienić kultową scenę. Wszystko przez Toma Cruise’a
Z okazji 30. rocznicy premiery filmu „Egzekutor” reżyser Chuck Russell ujawnił kulisy produkcji, które przez lata pozostawały tajemnicą.
Okazuje się, że jedna z najważniejszych scen z udziałem Arnolda Schwarzeneggera musiała zostać całkowicie zmieniona, ponieważ niemal identyczny pomysł wcześniej wykorzystało „Mission: Impossible” z Tomem Cruise’em.
Chuck Russell zdradził w rozmowie z The Hollywood Reporter, że pierwotnie Arnold Schwarzenegger miał dostać się do siedziby CIA w spektakularny sposób - zwisając na linie z sufitu, aby wykraść ważny dysk z danymi. Problem pojawił się, gdy twórcy dowiedzieli się, że niemal identyczna scena została już nakręcona do pierwszej części „Mission: Impossible” w reżyserii Briana De Palmy.
Mowa o jednej z najbardziej kultowych sekwencji w historii kina akcji, w której Ethan Hunt opuszcza się na linie do pilnie strzeżonego pomieszczenia CIA, starając się nie dotknąć podłogi ani nie uruchomić alarmu.
Russell wspomina, że po odkryciu podobieństwa natychmiast zwołał zespół scenarzystów. Reżyser postawił sprawę jasno - zamiast kopiować pomysł konkurencji, należało w jedną noc stworzyć jeszcze lepszą scenę. W efekcie cała sekwencja została przepisana, a Schwarzenegger dostał się do siedziby fikcyjnej korporacji Cyrez zupełnie inną drogą.
To jednak nie był koniec problemów podczas produkcji. Krótko przed premierą okazało się, że nazwa fikcyjnej firmy Cyrez jest bardzo podobna do istniejącej naprawdę firmy Cyrix. Choć studio próbowało dojść do porozumienia z przedsiębiorstwem, rozmowy zakończyły się niepowodzeniem.
Twórcy zostali zmuszeni do błyskawicznej zmiany nazwy w materiale filmowym. Jak wspomina Russell, w ostatniej chwili trzeba było cyfrowo poprawić napisy i logotypy w około 70 ujęciach, aby uniknąć problemów prawnych.
Po trzech dekadach „Egzekutor” wciąż pozostaje jednym z najbardziej rozpoznawalnych filmów akcji z Arnoldem Schwarzeneggerem. Historia pokazuje jednak, że ostateczny kształt produkcji mógł wyglądać zupełnie inaczej, gdyby nie zbieg okoliczności i słynna scena z pierwszego „Mission: Impossible”.