Krytyka 2. sezonu Rodu Smoka nic nie zmieniła. Twórcy są pewni, że cierpliwość widzów zostanie nagrodzona
Drugi sezon Rodu Smoka (House of the Dragon) podzielił fanów bardziej niż jakakolwiek wcześniejsza odsłona z uniwersum.
Widzowie narzekali przede wszystkim na wolniejsze tempo wydarzeń, ograniczoną aktywność Rhaenyry oraz finał, który dla wielu bardziej przypominał zapowiedź kolejnego sezonu niż pełnoprawne zakończenie.
Okazuje się jednak, że krytyczne głosy nie wpłynęły na kierunek rozwoju serialu. Showrunner Ryan Condal zapewnia, że twórcy od początku mieli jasno określony plan i nie zamierzali go zmieniać pod wpływem reakcji społeczności.
Podczas konferencji prasowej związanej z premierą trzeciego sezonu Condal został zapytany, czy mieszane opinie dotyczące finału poprzedniej serii wpłynęły na dalszy rozwój historii. Jego odpowiedź była jednoznaczna.
Mieliśmy plan od samego początku. Ten serial zawsze opierał się na założeniu, że wiemy, dokąd zmierzamy i nie będziemy zatrzymywać się po drodze, żeby słuchać krytyki wokół nas - wyjaśnił showrunner.
Według Condala część problemu wynika z samej struktury serialu. Ród smoka od początku planowane było jako czterosezonowa opowieść, a widzowie oglądają obecnie jedynie środkową część całej historii. Twórca porównał sytuację do sztuki teatralnej.
Jego zdaniem ocenianie całej historii po drugim sezonie przypomina krytykowanie drugiego aktu przedstawienia bez znajomości zakończenia. Condal uważa, że wiele wydarzeń, które dziś wydają się zbyt powolne lub niepotrzebnie przeciągnięte, nabierze sensu dopiero po zobaczeniu kolejnych rozdziałów wojny między Czarnymi i Zielonymi.
Potrzeba około siedmiu miesięcy tylko na stworzenie smoków. To po prostu nie jest serial, który można wypuszczać co roku - wyjaśnił.
Jednocześnie Condal jest przekonany, że trzeci sezon wynagrodzi widzom okres oczekiwania.
Trzymaliśmy się naszego planu i myślę, że cierpliwość wszystkich zostanie wynagrodzona już za kilkanaście dni - zapowiedział.
Jeśli zapowiedzi twórców okażą się trafne, trzeci sezon może wreszcie dostarczyć widowiska, którego wielu widzom brakowało pod koniec poprzedniej odsłony. A wtedy okaże się, czy konsekwentne trzymanie się pierwotnego planu rzeczywiście było najlepszą decyzją.