To może wywołać WIELKĄ burzę w branży. Netflix nie chce współpracować z częścią twórców
Spór o kino i streaming wraca dziś regularnie jak bumerang. Jedni twórcy wciąż uważają premierę kinową za naturalny dom dla filmu, inni godzą się z tym, że dla części projektów to platformy stały się najważniejszym miejscem dystrybucji. Netflix od lat próbuje balansować między tymi światami, ale najnowsza wypowiedź szefa filmów pokazuje, że w praktyce firma coraz wyraźniej wybiera jedną stronę.
Dan Lin, szef działu filmowego Netfliksa, powiedział w rozmowie cytowanej przez branżowe media, że istnieje grupa reżyserów, którzy wciąż chcą kinowych premier, i że z takimi twórcami platforma po prostu „nie będzie współpracować”. To bardzo mocna deklaracja, zwłaszcza że pada w momencie, gdy Netflix wcześniej robił wyjątki dla wybranych nazwisk i niekiedy próbował pokazywać się jako firma bardziej otwarta na kino niż dawniej. Teraz jednak przekaz wybrzmiewa znacznie ostrzej: jeśli ktoś stawia na pełnoprawną drogę kinową, Netflix nie zamierza udawać, że jest dla niego właściwym domem.
Krótko mówiąc, platforma zdjęła właśnie część maski i jasno pokazała, gdzie przebiega jej granica. To nie znaczy, że Netflix całkowicie zrywa z pokazami kinowymi, ale wygląda na to, że będą one raczej przywilejem dla nielicznych niż standardem dla wszystkich twórców. Dla branży to ważny sygnał, bo potwierdza, że mimo całego szumu wokół „powrotu do kin” streamingowy gigant nadal przede wszystkim chce filmów, które wzmacniają jego własny ekosystem, a nie karierę na dużym ekranie.
Netflix film chief Dan Lin has reaffirmed that they will not work with directors who want theatrical releases.
— DiscussingFilm (@DiscussingFilm) June 6, 2026
“There is a group of filmmakers who still want theatrical. Those are filmmakers that we’ve accepted we just won’t work with.”
(Source: https://t.co/ROFi7nYgEZ) pic.twitter.com/5eKsTVG3hu