Daniel Stroński Daniel Stroński 05.10.2017 22:59
Śródziemie: Cień Wojny. "Prawdziwe" zakończenie za prawdziwe pieniądze lub długi grind
3093V

Śródziemie: Cień Wojny. "Prawdziwe" zakończenie za prawdziwe pieniądze lub długi grind

Śródziemie: Cień Wojny i mikrotransakcje - ten temat wciąż powraca i nie nastraja pozytywnie do gry. Pozornie dostaniemy płatną alternatywę dla osób z grubszym portfelem, która nie zmieni głównego trybu fabularnego. Jak to wygląda w praktyce? Mamy pierwsze oburzone głosy.

Śródziemie: Cień Wojny kontynuuje opowieść o losach wojownika Taliona w otwartym świecie tolkienowskiego Śródziemia i z hordami orków do zabicia. Przygoda powiązana jest z Jedynym Pierścieniem, pojawią się znane twarze, a rozgrywkę zepnie ulepszony system Nemezis, czyli mechanika hierarchii w szeregach orków, z czego ci wyżej postawieni będą niełatwi do zabicia, ale możemy umieścić tam naszego agenta. Całość zapowiada się więc świetnie, szczególnie po rewelacyjnym Cieniu Mordoru, tyle że... chciwość wydawcy, Warner Bros. Interactive, może wszystko popsuć.

Śródziemie: Cień Wojny. Mikrotransakcje albo grind

Mowa oczywiście o mikrotransakcjach, jakie prawdopodobnie nie były planowane przez dewelopera, a przynajmniej twórcy nie myśleli o nich podczas produkcji, bo wyglądają na wrzucone na siłę. Założenie to opieramy na wypowiedzi Boba Robertsa z Monolith Productions, który ze smutkiem w oczach przyznał, że:

My to widzimy tak - zrobiliśmy ogromną grę i nie wszyscy mają czas na spędzanie z nią dziesiątek godzin. Stworzyliśmy więc możliwość, która pomoże zaoszczędzić czas. [...]  Nasze rozwiązanie jest wyłącznie dla osób, które nie mają czasu doświadczyć w pełni masy zawartości, którą dla nich przygotowaliśmy.

Gra jednak ma nie wymagać nawet połączenia z Internetem i wydawania choćby złotówki (no, poza ceną samej gry), a same mikropłatności dotyczyć będą wieloosobowej części gry. No, powiedzmy, że wieloosobowej, bo całość ma polegać na tym, że gdy przejmiemy fortecę orków, będziemy musieli ją umocnić i postawić w niej strażników (dostępnych losowo przez mikrotransakcje). Następnie orkowie lub inni gracze będą mogli zaatakować naszą fortecę, tyle że ci drudzy zrobią to wyłącznie dla własnej satysfakcji, bo my nie stracimy przez taki atak zupełnie niczego. W losowych skrzynkach mają być również pomniejsze bonusy jak czasowy mnożnik zdobywanego doświadczenia.

Premiera gry już w przyszłym tygodniu i do Sieci trafiły pierwsze recenzje. Z nich wiemy, że ostatecznie mikrotransakcje wpływają na kampanię fabularną i to w znacznym stopniu - od nich ma zależeć "prawdziwe" zakończenie historii. Co prawda same mechaniki i rozwinięte pomysły z poprzedniczki są chwalone, dodatkowe płatności są wielkim problemem.

Jak pisze serwis Polygon (7,5/10), tryb Shadow Wars (czyli wspomniana obrona fortec z werbowanymi orkami jako strażnikami) jest ciekawym dodatkiem, jednak nie na tyle, by spędzić w nim dłuższe godziny. Problem tkwi w tym, że deweloper zapewnił o obecności "prawdziwego" zakończenia historii (która jest ponoć urwana nagle i bez słowa) właśnie za osiągnięcia w tym trybie, a zbierane przez całą grę zasoby można tam wydać bardzo szybko i nie odczuć większych różnic:

Kiedy skończy się wewnątrzgrowa waluta, mamy dwie możliwości - poświęcić masę czasu na przejmowanie orków i zgarnianie skrzyń z misji typu Vendetta lub wydać prawdziwe pieniądze na potężnych strażników. Czy gra zmusza do wydawania prawdziwych pieniędzy? Nie. I jestem pewien, że mógłbym ukończyć Shadow Wars bez wydawania ani grosza, jeśli tylko byłbym wyjątkowo cierpliwy i uporczywy. Ale blokowanie w ten sposób finału historii - za barierą robienia w kółko tego samego lub mikrotransakcji - to, łagodnie mówiąc, czysta chciwość.

Cóż, ukryte zakończenia fabuły to nie nowość i zwykle musimy przejść grę drugi raz czy wykonać masę niepotrzebnych zadań pobocznych. Sytuacja wygląda jednak znacznie gorzej, gdy dowiemy się, jak długiego grindu wymaga tryb Shadow Wars, jeśli nie chcemy opróżniać naszego portfela. Do tego znalazł się ktoś w sekcji komentarzy pod recenzją Eurogamera, kto podobno przeszedł grę i zdecydował się zaliczyć w całości ten tryb. Pisze on o 40-50 godzinach grindu (co wpisuje się w szacowania recenzentów), jednak nie jest to w żadnym wypadku potwierdzona informacja.

Obrona swojej fortecy nie jest zresztą taka prosta, gdyż najlepiej mieć u siebie orków rang "Epic" oraz "Legendary". Tych najłatwiej znaleźć poprzez mikrotransakcje, w skrzynkach. Jest też opcja ominięcia płacenia, ale jak wskazuje serwis GamesRadar - trzeba się trochę namęczyć. Najpierw trzeba znaleźć odpowiedniego orka i jakimś cudem sprawić, żeby to on nas zabił (co w tłumie innych łatwo można zepsuć), potem liczyć na jeszcze więcej szczęścia przy losowych awansach naszego celu i walkach z innymi o pozycję. Tak więc - owszem, jest możliwość gry bez płacenia, ale szykujcie się na długie, powtarzalne i wymagające sporego farta sesje, jeśli chcecie "wymaksować" grę.

Tagi: Monolith Productions Śródziemie: Cień Wojny Warner Bros. Interactive

Nie przegap