Blog użytkownika Tom19

Tom19

Tom19 Tom19 28.07.2013, 21:21
Hardcorowa opowieść , część.4
507V

Hardcorowa opowieść , część.4

 

Ostatnia część facepalmowych przygód dzielnej czwórki: Isaaca,Marcusa,Dantego i Snake'a. Pełno znanych osobistości z gier wplecionych w historię i masa zwariowanych sytuacji. Temat przewodni: Dead Island i zombiaki :D Miłego czytania ! :)

Ostatnim a zarazem najtrudniejszym przystankiem fantastycznej czwórki jest tropikalna wyspa Banoi. To właśnie na tej wyspie bohaterowie z Dead Island dzielnie walczą o przetrwanie, różnica wizyty Isaaca, Dantego, Marcusa i Snake'a polega na tym, że dostaną zgoła inne zadania, bardziej absurdalne ;)
Głównym dowodzącym misji jest sympatyczny robocik z Borderlands- Claptrap, który wkroczył z przytupem spadając z samolotu (ntb.który się rozbił) i otwierając spadochron w momencie kontaktu z ziemią.

- Bziuziiip...Witamy na Pandorze! miejsce pustki i pustkowia,wiecznie oblegającej oprychami,wściekłymi stworami, które czekają na skopanie dupska. BzzDzz...Wub Wub 'CLAP' Wub WUb 'TRAP', WUB WUB 'CLAP and TRAP'' UMC UMC Skrillex się chowaaaa!!  ZzDrriid...

- Stary coś ci się poluzowało! - powiedział Marcus potrząsając robocika tak mocno ,że kilka śrubek wyleciało

- Wiiitam szanowne żuri, jestem Claptrap. Wysoce rozwinięty system operacyjno-gadający połączony z najlepszymi jakościowo elementami powłoki zbroi z włókna szklanego, gdzie twórca tego dzieła stawia na minimalizm. Dlatego poruszam się na jednym kole i widzę przez jedno urządzenie rejestrujące obraz. Posiadam wgranych kilka motywów tańca i sporą biblotekę disco-polowych piosenek.

- Fajnie, że jesteś w gadce przeciwieństwem Isaaca, ale proszę o konkrety - powiedział Snake

- Konkrety,konkrety...gdzie ja je mam. A więc tak, jak wiecie nastały ciężkie czasy ,gdzie przeciwnicy to ku...śtykające zombiaki pełne rządzy zjedzenia mózgu twojej blond włosej dziewczyny-o ile go ma. Ta wyspa roi się od tych zgniłych nierobocianych osobników a waszym celem jest ich eliminacja a zarazem pomoc ludzi,którzy nie są jeszcze zarazami. Koniec konkretów...who-hoo jakie plażeee! Lecę panowie, bo od tego gadania przewody mi się spalą. Umia umcia pękła gumcia (śpiewając wskoczył na hamak i tyle było go słychać)



W tym momencie ekipa postanowiła udać się do pobliskiej chatki, aby zaplanować ''strategię'' na bystre zombi. Jak zwykle co głowa to inny pomysł i tak. Isaac postanowił, że zmodyfikuje Plasma Cuttera w warsztacie, aby ciął wrogów na niespotykaną do tej pory skalę. Znów Dante stwierdził, że trochę pogra na gitarce, pojeździ na truchle i będzie ogólnie cool, tylko warunkiem jest aby drinki były na stole i kilka panienek skąpo ubranych oceniało jego wygibasy. Marcus zanim coś powiedział musiał się wystroić w hawajskie damskie ciuszki i obowiązkowy wianiec z dzikich róż.A co z planem Snake'a? On postawił na zmylenie przeciwnika w postaci porozrzucanych kartonów tudzież beczek jak i plany utajnione, które miały wyjść na światło dzienne podczas samych akcji. Wszystkie wyimaginowane pomysły trwały cały dzień, aż nastała noc.Isaac majstruje nad swoją bronią łącząc gumową kaczkę,gumę Kaczora Donalda, dyktafon i cholera wie co jeszcze, a Snake siedzi nad pudłami i maluje różne wzorki aby przyciągnąć do nich zombiaki. Dante ogląda w TV ''Latynowskie GoGo'' a Marcus pije czystą żołądkową przegryzając to kocim żarciem z puszki. Ciszę tych ekscytujących zajęć przerywa mrożący krew w żyłach dźwięk stukania i jękania za drzwiami. Wszyscy stanęli sztywno na nogach,oprócz Marcusa, bo na chwiejnych. Snake po chwili zastanowienia powiedział do Marcusa aby wywalił to kocie żarcie za okno, bo to pewnie jakiś pożeracz kłaczków jest za drzwiami. Po tych słowach jak nie kopnął drzwi wejściowe , tak osoba, która była za nimi wyleciała o kilkaset metrów w dal. Słychać było tylko słowo ''whiiiiiii'', plusk wody i spięcie. Okazało się, że to Claptrap udawał truposza dla żartów. Zartem nie było znów to, że biedak musiał trochę się wysuszczyć aby wznowić pełną fukcjonalność (powiedzmy szczerze) gadania. Wszystkim oczywiście oberwało się za ten wyczyn wyważenia drzwi przez Marcusa, ale zanim sympatyczny robocik przeszedł płynnie do kolejnego tematu zauważył, że inni już śpią...

W tej opowieści nawet w nocy muszą być atrakcje.Gdy wydawało się, że nic nie jest w stanie zakłucić ciszy, wtem nagle ktoś budzi Isaaca. Szturcha go, bełkocząc coś zarazem. Gdy ''blaszak'' wstał i zapalił lampkę okazało się, że to...Dante zamienił się w zombiaka!  
Jego pół-przytomny bełkotny głos zdał się mówić '' Emo..emooo. Daaj mi nóz...grpggrr...chce się...ygrr. Pociąąąć!''. W tym momencie Isaac wystrzelił jak kamień z procy w stronę wyjścia , jednak jak nie potknął się i jebutnął twarzą w podłogę! To musiało boleć, a winowajcą tego okazało się leżące pudło, na którym był namalowany zielony stwór z napisem ''ja iem móuzk!'' W kartonie był mały otwór na oczy i pewnym było to, że także Snake'a dotknęła zaraza. Nagle z otworu zaczął wydobywać się zielony i smolisty dym,po czym rozniósł się szalony śmiech bohatera metal gear solid, który zapewne zapalił to co powoduje taki stan. Śmiech był tak głośny i denerwujący, że Isaac w upływie emocji zamiast otworzyć drzwi wejściowe do ewakuacji, oworzył...te od kibla. A tam kolejna niespodzianka! Marcus siedzący na sraczu i wyglądający ''trochę'' inaczej. Cały pokryty grzybem w dodatku napakowany jakby dostał 10 lat odsiadki w siłowni. Mało tego zdawał się być zszyty z wychodkiem a jego żyły pulsowały na ciele tak mocno, że nagle pękły. Wielki strumień krwi wylewał się jak z pękniętej tamy woda, zapełniając całą chatkę, która nagle zrobiła się konstrukcją zamkniętą. Isaac tonął, widząc w tym pewną śmierć , gdy nagle...

Pobuuudkaaa!!! panie Clarke, miałeś tak twardy sen , że dopiero wiadro wody zaskutkowało- powiedział Snake, przypalając sobie fajkę zapalniczką w kształcie wykrzyknika.
To był oczywiście zły koszmar, który opowiedziany poprawił humor na kilka minut. Radość nie trwała długo, bo z oddali jakaś grupka dziwnie poruszających się ludzi zbliżała się w ich kierunku.To wściekłe,zamulone do pewnego momentu zombie!
Gdy już były kilkanaście metrów od bohaterów, każdy starał się coś od siebie dodać.

- panowie! Relax! O co tyle jęków! - krzyknął Marcus
 ( a zombiaki dalej idą i...jęczą)
- a może one głodne są, czy cu? ktoś ma coś do jedzenia ? - błysnął Snake
- ja mam pizze i lizaka Chupa-chups, ale nie dam. Zresztą gamoniu oni chcą nas zeżreć! - odpowiedział Dante
- wiecie co? nie wiem jak wy, ale idę po tajną broń - stwierdził Isaac
- pewnie to wędka z marchewką haha - zaśmiał się Marcus

Jednak to co przyniósł z domku rozbawiło nie tylko wielką trójcę, ale i zombiaki. Była to wielka czerwona piankowa rękawiczka zakładana na dłoń. Isaac wycelował do góry i wtedy z piankowej ''broni'' wydobył się dźwięk ''bang! bang! pfiu! pfiuuu!'' Wszyscy już płakali ze śmiechu, gdy nagle z góry spadł wielki zestrzelony ptak. Isaac szybko stwierdził, że broń ma ograniczony zapas energii, więc niech wszyscy biorą się do walki a nie śmichy-chichy.
Wtedy jeden z zombich przywódców wyjął walkie-talkie wielkości cegły i wezwał pełne wsparcie zgrzybiałej piechoty.
Ekipa czym prędzej wskoczyła do domku, wyciągając pełne uzbrojenie. Jeśli można to tak nazwać. Ze strony Snake'a były to porozrzucane kartony z rysunkami powodującymi wkurzenie potworków m.in. pikachu, krwiożerczy kwiatek czy emotikonka z językiem tudzież przyciągacze w postaci kartonu udającego TV. O dziwo niektórzy się nabierali,głównie zombie młodszego pokolenia . A tajną bronią o której wspominał były gębokimi wykopami pod porozkładanymi na plaży ręcznikami. Wszystko by wypaliło, gdyby powiedział o tym innym z drużyny.Ale! miał być to utajniony projekt...tiaa.
Pierwszy w tą pułapkę wpadł Isaac. Biedny krzyczał coś o klaustrofobii i prawie zamoczył gacie, jednak szybko dostał pomocną dłoń od Marcusa, który na to święto przygotował różowego guna z piłą mechaniczną. Zbierające się zewsząd truchła kroił na plasterki,talarki a nawet coś w kształcie frytek.
Dante jak to na swój luzacki styl przystało, podbił delikwenta mieczem do góry i wystrzelił korkiem od szampana powodując przedziurawienie zanim opadł na ziemie. Wtedy po kilku głębszych łykach alkoholowego trunku , wyjął jeden pistolet na wodę a drugi na naboje. Chwytając truposza za głowę wlewał mu wodę aby później drugim gunem strzelając w brzuch sprawiał, że z przedziurawionego ciała wylatywała ówczesno wlana ciecz. Czarny humor bez skrupułów. Walka była długa lecz przyjemna, dochodziło pod koniec do ciekawych combosów, gdzie Snake zakładał beczkę na zombiaka, Dante strzelbą ją obracał tak, że zombiak do niej wpadał, a na koniec Marcus piłą mechaniczną mieszał w tej beczce, krzycząc: zupa ogórkowa gotowa !!!
Inny świetny combos nazywał się ''wybuchająca głowa'' Polegał na tym, że bohater Gearsów wkładał ładunek detonujący do gęby śmierdzącego zombiaka, a Dante podbijał go do góry ścinając głowę. Gdy głowa spadała, celem Isaaca było uderzenie kijem bejsbolowym w odpowiednim momencie tak aby wybuchowa łepecyna trafiła w grupkę niedorozwojów. Wystarczyło zdetonować i buuum, piękny combos - plus tysiąc punktów do zajebistości!
Fala umarlaków się skończyła, lecz w innym rejonie jest ich tyle aby ponownie się zabawić. Problemem zaczyna być psujący się sprzęt i nie tylko. Piła się zacina, piankowy paluch stracił moc, Snake'owi zabrakło kartonów a Dante się zmęczył. Jedynym wyjściem była pomoc u tubylców, którzy to ją oferowali w zamian za drobne uczynki.

 




Każdy indywidualnie poszedł w inną stronę, po raz pierwszy nie dzieląc się w grupy. Dante wskoczył do kanałów, Snake powędrował w głąb dźungli, Isaac zagubił się w centrum miasta a Marcus szukał szczęścia wzdłuż plaży. Kanał w którym przebywał łowca demonów Dante nie wyróżniał się szczególnie. Korytarzowa konstrukcja z kilkoma rozwidleniami, pełno wilgotnych rur,szczury wielkości psa i błędne poczucie opustoszałego miejsca. Zombiaków w tym rejonie nie było dużo, kilka wybuchających grubasów, garstka biegnących szaleńców i toksyczne odmiany to dla pół-demona była formalność.  
Idąc dalej wśród labiryntu kanałowych ścieżek Dante usłyszał inne niż zombiakowe mlaskanie, bliżej temu dźwiękowi było do grupowego jedzenia przy stole. Odgłos ten zbliżył go do stalowych drzwi z naklejką skorupy. Po wyważeniu ich z buta zobaczył starych znajomych z pierwszej części, którzy trochę oberwali za kawałek pizzy. To 4 zmutowane wojownicze żółwie ninja: Donatello, Leonardo, Michelangelo i Raphael. Obok nich siedział największy zmutowany szczur w kanale - Splinter, czyli sensei wszystkich żółwi.
Gdy żółwie szykowały się do ataku, Dante spokojnym gestem podniósł ręce, tłumacząc, że jest w pokojowym nastroju (wyjątkowo). Wytłumaczył, że każda cegiełka pomocy od innych sprawi doszczędne wyeliminowanie paskudnych zombiaków. Przywódca Leonardo zgodził się pod warunkiem, że przyniesie martwego Shreddera, który jakimś cudem został zainfekowany.Tym sposobem stając się jeszcze mocniejszym przeciwnikiem żółwi.  
Dla siwego to nie był oczywiście problem, gdyż nie minęła godzina a głowa Shreddera wylądowała na otwartym pudełku pizzy. W tym momencie wszyscy spojrzeli na autora opowieści, dziwiąc się dlaczego takie streszczenie walki. Odpowiadam: nie chciało mi się pisać szczegółów,ruszcie wyobraźnią :D W zamian wojownicze żółwie przyłączyły się do walki ze złem a w dodatku poczęstowali go dużym plackiem Margherita z podwójnym serem. W sumie dla Dantego była to najlepsza nagroda.

Snake wybrał bardziej otwartą przestrzeń, a mianowicie teren porośnięty niezliczoną ilością drzew i krzaków...dżungla wita. Ponieważ w okolicy roiło się od przedstawicieli szurniętego gatunku zombie. Nasz dzielny hiroł postanowił się trochę poskradać. Pierwsza myśl to karton, ale ponieważ w takim terenie ten przedmiot nijak ma się do kamuflażu postanowił wskoczyć w krzak. Jakież było jego zdziwienie, gdy w środku spotkał małego śmiesznego myśliwego z wielką strzelbą i śmieszną czapką.

- Heej! cło tu łobisz ? - powiedział Elmer z Looney Toones
- AAAaa...ty ty, nie jesteś zombiakiem.Prawda? - krzyknął lekko drżącym głosem Snake
- Ciii...kłyję się w kłakach aby nafaszełować śłutem kłólika. hehehehe
- Królika powiadasz, ale tu raczej nie znajdziesz jego
(w tej chwili wskoczył królik Bugs)
- Ee...jak to nie ma królika! Co jest doktorki - powiedział nadgryzając energicznie marchewkę
- Łapać zwałiowanego głyzonia !

Zanim kreskówkowy zwierz dał dyla, Snake chwycił pudło i nakrył go. Myśliwy chwycił za broń i włożył lufę do otworu w kartonie. Gdy strzelił rozległ się straszny dźwięk : ughh, ajjj, ałaa.
Po powolnym uchyleniu pudła nagle zajęcza podróba wyskoczyła,ucałowała Snake'a a później Elmera i szybkim susem wskoczyła do dołku wydrążonego w Ziemi.
Snake stwierdził, że to nie jego bajka i postanowił wspiąć się na drzewo aby zlokalizować ciekawe miejsce. Jego lornetka, a raczej oczy wypatrzyły jakiś tłum zgromadzony wzdłuż linii prostej. W drodze do celu miał wskoczyć z gałęzi na gałąź , gdy jak nie jebutnął w coś! Jak się okazało to był Predator używający kamuflażu niewidzialności. Pech chciał, że nieszczęśnik spadł wprost na żołnierza Nomada z kombinezonem Nanosuit z gry Crysis.Snake widząc co narobił czym prędzej uciekł z miejsca zdarzenia. Liczne wybuchy i trzask łamanych gałęzi z walki ucichły a nasz bohater był na miejscu które wcześniej wypatrzył.
Miejscówka ta była torem przeszkód otoczonym siatką pod napięciem,wokół były trybuny z liczną śmietanką znanych osobistości z gier (m.in postacie z Resident Evil,Left 4 dead, Mass Effect itd) a całość przedstawiała się jako turniej telewizyjny. Trwały ostatnie zapisy, więc Snake postanowił spróbować swoich sił. Ot co,atrakcyjne nagrody to może się sprawdzi.
Turniejowy tor przeszkód składał się z 3 sekcji. Sprawnościowo-fizyczna, umysłowa i spostrzegawcza. Za przeciwników miał nie byle kogo. Faith z Mirrors Edge, Ezio z Assassins Creed, Lara Croft z Tomb Raider i Nathan Drake z Uncharted. Snake pewny siebie stwierdził, że to bułka z masłem i pączek z dziurką. Gdy zasady były wszystkim wyjaśnione, gdzie wygrywa ten kto uzbiera najwięcej punktów za miejsca w poszeczególnych zawodach. Zawodnicy ruszyli...to znaczy wszyscy oprócz Snake'a, który zapatrzył się w tyłeczek Lary, który nagle oddalał się.
Pierwszy test polegał na wspinaczce.Prowadziła Lara , a później Faith, z wiadomych przyczyn faceci byli tuż pod, patrząc się namiętnie w górę. Pan karton postanowił, że ''poczituje'' i zwołał swojego pupilka T-rexa, mechanicznego dwunożnego robota. Wskoczył na niego i szybkimi susami po skalnych pułkach dostał się na górę. Pierwsze zadanie, najlepszy wynik, jeszcze tylko dobry rezultat w pozostałych i nagroda czeka.
W kolejnym zadaniu liczyły się szare komórki. Pytania ze świata gier były zadawane każdemu z uczestników. 3 pytania:

- jaką ocenę wystawił HIV grze Metal Gear Solid 2 w psx extreme?   
- wymień bohatera gry z opaską na oku
- jakie 3 gry z gatunku skradanek możesz wymienić

Ezio coś majaczył twierdząc, że nie zna HIv'a, Lara jako skradankę wymieniła Gears of War (skradasz się za murkiem), a Nathan bohatera z opaską na oku kojarzył tylko Kapitana Hooka z Piotrusia Pana, ale nie wie, czy wyszła taka gra...
Snake oczywiście odpowiedział na wszystkie pytania i zdobył kolejne cenne punkty, które przybliżały go do upragnionej nagrody.
Ostatnie zadanie to spostrzegawczość. Każdy z bohaterów krył się przed innymi w otoczeniu porozrzucanych przedmiotów i śmieci, wplątanych w zarośla. Komu uda się ukryć przed innymi jak nadłużej będąc niewykrytym ten wygrywa. Pomysłowość wszystkich nie znała granic, oprócz Ezio, który schował się w sianie i został wykryty po 30 sekundach. Lara schowała się w zepsutej pralce, Faith wlała do wanny farbę z puszek i wskoczyła wstrzymując powietrze. Wstrzymywała tak długo, że gdyby nie szybkie wykrycie to tragedia utopienia wisiała w powietrzu. Nathan cwaniak porozrzucał wszystkie swoje ciuchy dla zmyłki a sam wskoczył na golasa do dużej dziupli w drzewie. Ale to nic w porównaniu do Snake, którego nikt nie mógł znaleźć do czasu gdy po 2 godzinach sam się ujawnił. Jak się chować to profesjonalnie! - powiedział wstając z gęstej trawy przy wejściu do terenu działań i wyłączył kombinezon Octocam, który potrafił nadać barwę ''trawiastej'' zieleni.
Prowadzący, który okazał się być John Rambo wręczył Snake'owi ( z niechęcią) główną nagrodę w postaci prototypowego czołgu z kilkoma działami, czujnikami laserowymi, kamuflażem niewidzialności,gps'em i wmontowaną maszyną do robienia kartonów.
Lepszej rzeczy nie mógł dostać!


Trzeci z bohaterów, niemowa Isaac wybrał za cel odwiedziny różnych domostw w małym miasteczku.
Przede wszystkim interesowały go części do ulepszenia broni a także rozmowa z napotkanymi ludźmi w celu informacyjnym. Ponieważ większość przetrwałych na wyspie nie była skłonna otwieraniu zabarykadowanych drzwi ten postanowił wejść na swój sposób. Przy kilku strzałach z plasma cuttera z wszystkiego zrobiły się drzazgi. W środku było tyle dymu i specyficznego zapachu marihuany, że trzeba było włączyć latarkę. Wtedy na równe nogi wstało kilka przedstawicieli rasy czarnej, którzy ubzdurali sobie, że Isaac to mechaniczny zombie ( z powodu zbroi) Ponieważ za cel podróży postanowił zabijać zombiaki - nie ludzi. Jedynym wyjściem była ucieczka. Biegł niczym listonosz uciekający za psem,przeskoczył krzaki, ominął zdziwionych zombiaków, przepłynął basen, ale jak nie mógł zgubić ich to nie zgubił. W końcu skoczył na oparty o płot rower i zaczął pedałować ile sił w nogach. Po kilkuset metrach jazdy z górki dowiedział się, że hamulce są zepsute. Pech również chciał, że po drodze potrącił pewną dziewczynkę,która była pilnowana przez Big Daddego z Bioshocka. Ucierpiał domek z kart, który był układany cierpliwie przez Hulka (jeszcze przed chwilą był ''normalny'') , Graysonowi z Bullestorm przejechał koło nosa (to już było zniewagą), zniszczył budę dla Reda XIII i wywalił do góry nogami pranie wywieszone na sznurku przez Baretta (Final Fantasy), zniszczył świeżo malowany płotek przez Ghosta z Call of Duty i przy pełnej prędkości (tak ze 100km/h) walnął Crasha niosącego jabłka tak mocno, że poleciał (Isaac , nie jamraj) wysoko wpadając do domku przez dach. A w nim siedział pewien zapity jegomość w hawajskiej koszuli. Gdy zobaczył Isaaca przedstawił się jako Max Payne i zadał jedno zasadnicze pytanie:

- fajnie,że wpadasz kolego w odwiedzinach, ale ku#%a nie łaska drzwiami (i luknął na dziurę w dachu)
- jak aniołom puszczą zwieracze i deszcz spadnie, masz darmową kąpiel!
- cokolwiek...i tak już jestem zdołowany, więc lepiej żeby ani zombiaki ani ty nie wku$^#i mnie dziś, tymbardziej, że whisky się kończy i brak mi ognia do cygara!
- ognia? Ha! nie ma sprawy. W mojej zabawce mam zapalniczkę

Isaac mówiąc zabawkę miał na myśli zmodyfikowaną broń a zapalniczkę - miotacz ognia jako alternatywa do podstawki. Ot jego przemiłe określenia sprawiły, że z nakładu emocji użył płomienia w tak niefortunny sposób, że przypalił włosy Maxowi. Ten spojrzał się w lustro i jak zobaczył łysinę wybuchł niekontrolowanym gniewem. Wyciągając w slow-motion broń , było widać tylko wolno opadający miotacz ognia i powiewającą zasłonę przy oknie. Winny się zmył, a głównym wrogiem są mieszkańcy wyspy zamiast zombiaki.
Gdy wszyscy poszkodowani biegli niczym ludzie za Benny Hillem, biedny blaszak postanowił wejść do sklepu, który to oferował specjalne bronie. Szybko zamknął za sobą drzwi i błagalnym głosem (i płaczem) prosił o ratunek. Sprzedawcą okazał się Niko Bellic, który wie co to pomocna dłoń.
Jednak w zamian za przysługę Isaac ma przynieść mu tysiąc litrów paliwa, aby napełnić swojego kradzionego Hummera. Ten bez wahania korzystając z hologramu, wszedł na stronę Ebay i po kliknięciu zamów, przyjechał gościu z cysterną pełną paliwa.
Szybko poszli na tyły sklepu, gdzie za pomocą ukrytego przycisku dostali się w podziemną ukrytą zbrojownie. W tym momencie cały sklep został doszczędnie zniszczony przez rozwścieczone towarzystwo (głównie przez Crasha, który rzucał jabłkami), które goniło winowajcę.
Gdy Niko i Isaac dojechali windą w dół oczom okazał się widok nie do opisania. Na przestrzeni 100 metrów kwadratowych było pełno regałów z niezliczoną ilością broni (jak w Matrixie) Bazooki,CKM'y,Uzi,Snajperki,Granaty oślepiające, ogłuszające i robiące ci zdjęcie przed wybuchem. Mało tego, dalej znajdował się podziemny parking z kradzionymi autami. Batmobil Batmana, Warthog - Master Chiefa, motocykl Bayonetty,a nawet Chevroleta Camaro jako Bumblebee z Transformersów.
Się ma się smykałkę to się ma, co nie? khe khe - powiedział Niko i zaproponował Isaacowi po jednym pojeździe i po 4 bronie , do wyboru do koloru.
Cięzki to wybór, ale padło na Camaro i 4 bomby atomowe. Tak dla pewnośći,gdyby 3 okazały się niewypałami...



A co w tym czasie robił Marcus? Grał w piłkę plażową z dziewczynami z Dead or Alive na plaży. Do czasu gdy złapał go skurcz i ze złości rozerwał piłkę piłą mechaniczną...zdarza się. Stwierdził, że jednak coś pożytecznego trzeba zrobić. Wypił tequilę, przeprowadził staruszkę przez pasy i rozwiązał Sudoku, gdzie na 81 pół było wstawionych 80 cyfr. Szukał natchnienia, wędrując wzdłuż pięknej plaży, aż w końcu natrafił na małą chatkę z napisem ''wejdź, a pożałujesz''
No to wszedł, w środku była jakaś zakapurzona postać zwana szamanem. Krótko i zwięźle powiedział, że jak Marcus wykona zadanie to dostanie specyficzną moc, która pokona słabości innych wrogów. Zadanie polegało na znalezieniu 4 kolorowych czaszek, które są porozmieszczane w takich specyficznych miejscach aby dostęp do nich był mocno utrudniony. Aby nie błądzić w nieskończoność po wyspie, nasz bohater miał do wyboru kilka lokalizatorów czaszek. Pierwszym był detektor ruchu niczym w filmie Obcy, kolejnym specjalny miecz, który odbijał światło słoneczne i promieniem pokazywał kierunek, a ostatnim - mapa piracka narysowana kredkami świecowymi z 4 literkami: niebieskim X, zielonym A,czerwonym B i żółtym Y (jak na padzie Xboxa), które rzekomo oznaczały położenie 4 kolorowych czaszek. Marcus bez wahania wybrał miecz, bo i przyda się do siekania steków podczas grilla.
Wyszedł z chatki, podniósł miecz a promień słoneczny odbijający się od niego wskazał pierwszą czaszkę. Gdy doszedł do miejsca, znalał leżącą na ziemi srebrną  walizkę, w której była kartka z napisem ''najwyższy szczyt wyspy to szczyt możliwości''. Marcus podrapał się po głowie, i skierował wzrok ku ogromnej górze na którą będzie musiał się wspiąć. Góra była stroma i strasznie kamienista, trzeba było sposobu aby ociężały i mało sprawny wydolnościowo bohater mógł wspiąć się tak szybko i bezbolesnie na samy wierzchołek. Kręcąc się jak smród po gaciach wokół góry i wymyślając coraz to dziwniejsze sposoby na szybką wędrówkę (czyt. rzucony ogromny głaz na trampolinę i wystrzelenie go weń daleko lub użycie armaty, gdzie on byłby żywym pociskiem), nagle natrafił na małe stoisko, gdzie stały robociki. Oba były białe, a różniły się tylko tym, że jeden miał okrągłą sylwetkę i niebieskie oko, a drugi podłużną i pomarańczowe oko. Chętnie zapraszali do zabawy, gdzie trzeba było rzucić piłką w puszki ułożone na piramidkę. Niby nic trudnego, ale przy pierwszym podejściu zamiast trafić w puszki, trafił w robota, który stał metr od przedmiotu docelowego. Po 3 takim chaniebnym trafieniu, w końcu robotowi puścił kabel do mechanizmu nerwowego. Wyjął urządzenie, które zwane było Portal gunem. Aby szybko pozbyć się łamagi Marcusa, jeden portal wystrzelił na szczyt góry a drugi pod nogami Marcusa.
Dzięki temu przypadkowemu zbiegowi okoliczności, w szybki ale durny sposób znalazł się w miejscu na który musiałby poświęcić 2 dni wspinaczki.
Zabrał szybko czaszkę i spowrotem wskoczył do Portalu, które było kilka metrów niżej. Nie wiedział jednak, że przy takim skoku, wystrzeli go z ''wyjściowego'' portalu jak z procy. Było już za późno...skoczył,a szczęście w nieszczęsciu, że spadł na roboty. Zabrał im szybko portal guna i czym prędzej poszedł do następnego punktu. Na miejscu znalazł kolejną walizkę a w niej worek i napis ''nie kupuj .... w worku''. Kolejny raz w tej opowieści Marcus musi rozwiązać arcy-trudną zagadkę. Co mam nie kupować w worku? grzyby, wódki? cholera wie! - powiedział na głos.
Nieopodal na bujanym fotelu, bujał się niczym zahipnotyzowany czarnoskóry obywatel, a obok niego leżał leniwie kot.

- Cześć Bambo! znasz może odpowiedź na te nurtujące pytanie, czego nie kupować w worku?
- Stary! no pewniakiem Marihuany...buhahaha! - I jak to powiedział, tak pobiegł w stronę plaży, krzycząc coś o wyrywaniu babek...z piasku
- Debilu! Chodzi o mnie! - powiedział leniwie kot zwany Garfieldem
- Że ciebie nie można kupować w worku? nie rozumiem - zdziwił się Marcus
- że chodzi o kota, a ja jestem tym gadającym jak zauważyłeś. Pewnie szukasz tego? - I jak powiedział, to poszedł po czaszkę, wręczając ją ''łamadze''
- nie dziękuj! masz więcej szczęścia niż rozumu i mówi to dachowiec - zamruknął leniwie kocur
- Dzięki, ale uważaj co miauczysz, bo jestem nerwus
Powiedział Marcus, obracając się na pięcie niczym baletnica, wtedy kot pokazał środkowy pazur na małej łapce i wytknął język.

Kolejna kolorowa czacha i kolejne wyzwanie. Tym razem walizka posiadała gumową kaczkę i napis ''sukcesem jest wiara,ona czyni cuda''
Miejsce w którym znajdował się Marcus było tajemniczo ciche i opustoszałe, podejrzanie w założeniu spokojne tereny za chwilę zamieniły się w piekło. Gdy ziemia zaczęła drżeć, a przed bohaterem pojawił się ogromny cień sylwetki. Wiedział, że to coś nie jest dmuchaną kaczką, która leżała w walizce. Szybko obrócił glowę a oczom ukazała się gigantyczna gumowa kaczka...khy khy, piankowy marynarz...nie nie...to był ogromny kamienny kolos, strażnik czaszki, któremu trzeba było ją zabrać...pytanie tylko jak? Sposobów było tak dużo, że chyba najlepszym było strzelenie sobie kulki w łeb. Jednak dzielny chłopina, który widocznie naoglądał się za dużo walk w TV, postanowił zrobić odpowiednie combo. Wskoczył szybko na stopę,wtedy wielkolud chcąc sięgnąć go ręką, nadział się na pułapkę. Marcus używając portal guna, strzelił portal wejściowy na ziemię a wyjściowy na rękę, wskoczył w takim momencie, że mocno wyskakując z poartalu w ręce trafił na ''czuły punkt'' poniżej pępka olbrzyma. Ten skulił się z bólu, udostępniając drogę na sam szczyt głowy. Jak wiadomo każdy taki kolos musi mieć punkt ''śmierci'' Po szybkim dotarciu okazało się, że przeciwnik ma na szyi coś na wzór zakorkowanego wylotu powietrza jak w gumowej kaczce. Czym prędzej wyjął korek, gdzie zaczęło szybko uciekać powietrze, sprawiając, że kolos malał i malał. To co na pierwszy rzut oka wydawało się z kamienia, było z gumy zapełnione powietrzem. Zawartość walizki jednak było cenną wskazówką. Po tym tak naprawdę łatwym wyzwaniu i po skompletowaniu 3 czaszek, Marcus ochoczo wyruszył w kierunku ostatniego przedmiotu.
Miejsce, które wskazywał promień miecza ''gps'owskiego'' okazał się obskurnym opuszczonym mieszkaniem. Ściany były zabrudzone, tapeta wyrwana w kilku miejscach,po lewo od dużego pokoju znajdowała się kuchnia ze starym piecykiem i umywalką pełną naczyń zakrytych pleśnią.
Na środku pokoju znajdował się stół i krzesło, przy ścianie stał telewizor z potłuczonym ekranem. Po całym pomieszczeniu były porozrzucane różne przedmioty. Marcus podszedł do stołu, gdzie położony był Ipod. Po włączeniu go, ukazała się wiadomość''W ciągu 5 minut,utnij sobie palca a dostaniesz dokładną lokalizację ukrytej czaszki'' Po chwili pojawił się na ekranie Joker z Batmana, który przemówił w ten oto sposób: Ecie pecie, co powiecie, główne danie, obcinanie! Balon w szafce, nic na ścianie, krwawo będzie? to psychiczne załamanie! kilka minut mnie rozweselą, czy twe dłonie ten entuzjazm podzielą. Show must go on! Twardzielu !'' Po tej pięknej rymowance, Joker wyjął uśmiechnięty zabawkowy budzik i odliczał czas 5 minut.
Marcus szybko wziął się do roboty, szukając wszędzie wszystkiego co ostre. Gdy otworzył szafkę w łazienkce, wyleciały dmuchane balonowe zwierzaki, a w innej - konfetti. W zlewie naczynia były plastikowe, a z kranu wisiały kolorowe połączone ze sobą chusteczki. Na ziemi leżał gruby pręt, ale kuchenka gazowa nie działała. Zamiast ognia wypłynęła czekolada. W pokoju zaś była piła bez ząbek i obcęgi z odwrotnie zamykającymi się szczękami. To jakieś kur#^ żarty tego klauna - krzyknął z niedowierzaniem Marcus. Mało tego szkło w telewizorze to gruba folia, a zamiast kabla z wtyczką był dmuchany wąż. Joker w ekranie Ipoda, chichocząc, odliczał 60 ostatnich sekund (60,42,59,97,58 itd.) a nieszczęsny bohater miał już odgryźć sobie tego palca gdy nagle dostał olśnienia! Przecież na plecach mam piłe mechaniczną! W ostatnich emocjonujących sekundach odciął palca ze świeczkami w oczach i schował do kieszeni, mamrocząc coś pod nosem, że się przyklei. Joker ze złości wyjął gumowy młotek i bezskutecznie obijał ''wesoły zegarek'' który po skończonym czasie odliczania zaczął się z niego śmiać, skacząc zarazem. Obraz po chwili ściemniał i pojawiła się informacja ''czaszka lezy pod stołem...durniu''
Facepalm gwarantowany, ale cóż zrobić jeśli Marcusowi nie chciało się schylać wcześniej.
Z wszystkimi zebranymi czaszkami, szybkim krokiem zabrał się do chatki szamana. Ten w zamian podarował mu specjalne buty, które w zależności od przyciśnietego wcześniej guzika, zmieniał na specyficzne właściwości. Buty potrafiły sprawić, że troglodyta z Gears of War mógł biegać niczym struś pędziwiatr, wykonywać ogromne skoki na odległość kilkuset metrów, chodzić po wodzie i...kopać zadki przeciwników tak, że wylatywali w powietrze na sporą odległość.

 
Gdy wszyscy po zebraniu niezwykle przydatnych rzeczy złożyli je do kupy, okazało się, że bronią na zombiaki były. 4 zółwie,4 bomby atomowe,samochód-robot,czołg z funkcją robienia kartonów i buty. Każdy oczywiście opowiedział swoją przygodę i zarazem kłócił się o wyższość swojego zdobytego cennego pomagiera. Do zespołu dołączył Claptrap, który powiedział, że wie, gdzie znajduje się szef wszystkich szefów wśród zombiaków.
Miejscem okazała się wielka podwodna baza, która posiadała kilka pięter z ogromnymi pomieszczeniami. W najgłębszym miejscu bazy zasiadał tajemniczy baddass wszystkich zombiaków na wyspie. Po jego pokonaniu, zombiaki przyjmowały rozkazy od tego kto pokona ich przywódcę.
Zadanie z pozoru proste, lecz było pełno obaw.
Na pierwszym piętrze były standardowe zombi, które zostały zmielone w równie szybki co efektowny sposób. Środkowe piętro było przegięte od zmutowanych zombie typu Nemesis, czy uzbrojone po zęby powolne mutanty. W tym momencie przydały się wszystkie z dostępnych pomagierów (oprócz atomówek :D) Wojownicze żółwie wykonywały morderczy balat na nemesisach, a czołg i camaro- a raczej tranformers bumblebee łatwo rozprawiał się z uzbrojonymi zombi-mutantami. Szybkość Marcusa dzięki magicznym butom zapewniały zmylenie i ogłupienie przeciwnika, zaś portal gun podrzucał przeciwników aż miło. Wtedy Dante wkraczał do akcji.
Walka trwała niecałe 10 minut,a na bohaterów czekało ostatnie piętro a w nim...
Brak zombiaków, zamiast nich ci, którzy gonili Isaaca. Kilku czarnoskórych z maczetami, Max Payne,Big Daddy (Bioshock), Hulk, Grayson (Bulletstorm), Barett i Red XIII (Final Fantasy), Ghost (Call of Duty) i Crash z wielką bazooką na jabłka. Poza tym dołączyli się ci, którym Niko Belllic ukradł pojazdy, czyli Bayonetta, Master Chief (Halo) i Batman. Cwany Niko wskazał 4 bohaterów jako winowajcę kradzieży aut, parkując je koło ich chatki :D   
Ta potyczka była z góry przesądzona, wszyscy mieli bronie w pełnej gotowości a twarze napięte ze złości. Za chwilę każdy miał ruszyć do boju, gdy nagle pojawiły się oślepiąjace światła wielkich reflektorów i wysuneły się ogromne telebimy. Z szarego miejsca zrobiło się pełne kolorowych lamp, wysuwanych kamer telewizyjnych pomieszczenie. Nagle w telebimie pojawiły się 2 sylwetki dobrze znanych postaci ''rozrywkowych'' Był to Deadpool i Duke Nuken!
Przybili sobie piątkę, a rozmowę wstępną zaczął Deadpool:

- wiiitamy w show telewizyjnym, króre oglądają wszyscy...oprócz was. Zostaliście wkręceni! a teraz uśmiech - w tym momencie pstryknął pamiątkową fotkę zdziwionych twarzy
- Tak jest Bejbe! To się nazywa megafucking kuźwa wkrętka :D Podpal mi cygaro kochany - powiedział Duke do Deadpoola
wyciągnął szybkim ruchem miotacz ognia i podpalił cygaro
- Wszyscy tu zebrani, wyluzujcie zwieracze! Oto wasza nagroda za dotrwanie do końca tego show TV - powiedział ekscytującym głosem Deadpool naciskając wielki czerwony przycisk, który sprawił, że z wielkich rur w suficie, wyleciały pieniądze fałszyfki z twarzą Deadpoola z narysowanym szczerbatym uśmiechem
- waszym głównym odbiorcą byli casuale i łamagi, którzy nie dosyć, że kur$^ dobrze się bawili, to przed seansem oglądali reklamy. Kasa płynęła aż fucking miło ! - krzyknął Duke
- rozejdzcie się do swoich uniwersów i opowiadajcie swoim wnukom o przygodach jakie tu napotkaliście. Filmiki z show już są dostepne w kanale Youtube. Miłego oglądania, dziękujemy za uwagę i dobranoc wszystkim. Muaahh :*
Powiedział Deadpool całując Duke'a i wychodząc ze studia.


A więc to by było na tyle, każdy dołożył cegiełkę do przestawienia, w którym 4 głównych bohaterów, połączyło siły, aby rozbawić publikę.
Po tym wszystkim każdy rozszedł się w inną stronę, uśmiechając się pod nosem. W krótkim okresie czasu kanał Youtube uzyskał ogromną liczbę widzów, a bohaterowie gier pokazali casualom jak powinno się grać na ''ekstremalnym hardzie''


The End

 

Tagi: ekstremalna hardcorowa opowieść o 4 takich co uratowali świat przed casualem opowiadanie Opowieść śmieszna opowieść zwariowana

Oceń notkę
+ 0 -

crossplay.pl
Oceń profil
+ +131 -
Tom19
Ranking: 40 Poziom: 75
PD: 53791
REPUTACJA: 38405