Lepsze niż Apothecary Diaries?
Kolejny sezon anime zmierza ku końcowi, więc pora na tradycyjne recenzje. Zacznę od najlepszego, moim zdaniem, serialu.
Jest to bowiem jedyne, co mogę napisać o Though I am an Inept Villainess. I tu powinienem postawić kropkę i dać ocenę - ale nie będzie tak łatwo, znacie mnie przecież ;). Plus, trzeba odpowiedzieć na pytanie z tytułu, prawda?
Maomao z Temu?
Główną bohaterką serialu jest Kou Reirin (będę zapisywał imiona postaci zgodnie z japońskim stylem), która należy do jednego z możnych klanów świata przedstawionego (o nim zaraz) i mieszka w Pałacu Cesarskim. Do tego jest kuzynką i miłością następcy tronu - księcia Gyoumei. Jest też piękna, spokojna i utalentowana. Wszyscy nazywają ją "Pałacowym motylem".
Tu na scenę wkracza deuteragonistka anime, Shu Keigetsu. Również należy do możnego klanu, mieszka w Pałacu Cesarskim. Jednakże, w przeciwieństwie do Reirin, jest uznawana za złą (stąd tytuł serialu) i określana mianem "kanałowego szczura". Niezły kontrast, nie?
A skoro kontrast to musi być też konflikt, prawda? I tak jest już w początkowej sekwencji serialu - Keigetsu wymusza zamianę ciał z Reirin. Od tej pory wiedzie ona życie "motyla", ale nie wie o tajemnicy, jaką skrywa jej nowe ciało... Tu jednak nie będę spoilerował. Napiszę o czym innym - relacji między naszymi protagonistkami. Wbrew pozorom, nie jest to typowe "dobra Reirin i zła Keigetsu", choć właśnie na to początkowo wygląda. Obie świetnie się dopełniają, w warstwie fabularnej wszystko jest dobrze zrobione, a i podobała mi się jedna zagrywka twórców - oczy obu bohaterek. Przyjrzyjcie się, jak będziecie mieć okazję ;).
Co ważniejsze jednak, sam motyw zamiany jest jedynie wstępem do fabuły, a nie główną jej osią. A tego się bardzo mocno obawiałem, tak szczerze pisząc. Widz zostałby zwyczajnie zamęczony rezultatem tego działania i do niczego by to nie prowadziło. Tymczasem, twórcy naprawdę stanęli na wysokości zadania i dali nam porządne anime.
Pałac Cymbałów
Dobra, pora zająć się pozostałymi postaciami serialu. Podobnie jak u Maomao (szczególnie w 1 sezonie), mieszkańcy Pałacu Cesarskiego są, delikatnie ujmując, durniami. Bo czemu następca tronu, wspomniany książę Gyoumei , który zna Reirin od lat, nie jorgnął się, że osoba, którą odwiedza nie jest nią? Idiota, nie?
Cóż, tu moja odpowiedź nie jest taka jednoznaczna. Raczej traktowałem tę zamianę jak eliksir wielosokowy z Harry'ego Pottera - patrzymy i widzimy to, co znamy. Nie dociekamy. Stąd dziwne zachowanie, absolutnie nie pasujące do Keigetsu (z duszą Reirin), ignoruje nie tylko książę, ale też dowódca straży, konkubiny innych rodów, a nawet służące... Poza jedną, która okazała się dość bystra, by zauważyć, że coś tu nie pasuje. Ponownie, dziwne, ale zrozumiałe.
Skoro mowa o Pałacu to bardzo przypomina on ten z Zielarki - ale nie ma w tym nic dziwnego. Jest tu zatem m.in. podział na cztery konkubiny i ich części Pałacu. Z tą różnicą, że tutaj poszczególne klany władają innymi żywiołami. Co za tym idzie - wspomniana zamiana jest dziełem właśnie magii, typowej dla tego świata, a nie jakimś "jednorazowym wybrykiem". I to też jest, w sumie na plus.
Jednakże, jest pewna różnica względem Zielarki, która mnie lekko zastanawia. Tutaj ani razu nie pojawia się Cesarz. Jest jego syn, jest Cesarzowa, są jego konkubiny - ale jego samego nie ma. Co ciekawe, podczas seansu jakoś nie zwróciłem na to uwagi - dopiero teraz, przy pisaniu, przyszło mi to do głowy.
Na koniec zostawiam najsłabszy element serialu - ponownie, protagonistka musi myśleć za wszystkich. Czyli tak samo jak Maomao w 1 sezonie. I nie mam tu nawet już na myśli wspomnianej zamiany, a późniejsze wydarzenia... W każdym razie, z jednej strony spodziewałem się nieco innego zakończenia, ale też wcale mnie ono nie zawiodło.
Jadno jednak muszę zaznaczyć - jest to zdecydowanie bardziej komediowe anime niż Apothecary Diaries. O ile tam były jeszcze jakieś dramaty (śmierć, otrucia itp.), tak tutaj jest tego niezwykle mało. I, w sumie, dobrze - bo dzięki temu nie ma się wrażenia "kalki".
