Uchyliłbym kapelusza
Kończy się kolejny sezon anime, a wraz z nim pierwsze seriale. Poniżej recenzowany miał chyba największy hype ze wszystkich - i nawet dla mnie nie jest to zbyt dziwne.
No dobra - niestety, jak to zwykle bywa, hype był IMO odrobinę przesadzony. Swoje powody podam w dalszej części tekstu, ale już teraz musze napisać jedno: Witch Hat Atelier jest bardzo dobrym anime, któremu do wybitności jednak trochę brakuje.
Ale po kolei.
Kapelusz pełen magii
Bohaterka serialu jest młoda dziewczyna o imieniu Coco, córka wiejskiej szwaczki. Na skutek działań grupy antagonistów (o nich za moment) zamienia w kamień swoją matkę i cały dom. Robi to, oczywiście, nieumyślnie, ale tragedia się stała. Z "pomocą" przychodzi jej mag o imieniu Qifrey, który akurat odwiedzał tę okolicę, w tym szwalnie matki Coco. Zabiera ją do swojego atelier (stąd tytuł), czyniąc ją swoją czwartą uczennicą. Tłumaczy też jej (oraz widzom) na czym polegają świat i magia.
I akurat sama kreacja świata przedstawionego bardzo przypadła mi do gustu - oto dostajemy fantasy, w którym każdy może być magiem, o ile potrafi rysować kreski, strzałki i kółka w miarę równo. By jednak uniknąć nadużywania magii (w tym do wojen), magowie zgodzili się ukrywać prawdę przed światem zewnętrznym. Oczywiście, znalazła się grupa magów, którzy zdecydowali się tego nie przestrzegać - i to właśnie oni są odpowiedzialni za to, co zrobiła Coco. Ale od czego rycerze, którzy mają pilnować, by nikt postronny nie dowiedział się o magii, prawda?
Nie jest to może jakaś super nowość, ale jednak miła odskocznia od standardowego "magowie to wybrańcy i są obdarzeni nadludzką mocą" na rzecz "każdy może być magiem, dlatego trzeba magię ukryć, by nie zostala użyta do złych celów". I, przyznam, takie przedstawienie świata bardzo mi przypadło do gustu - przynajmniej na początku. Bo potem jest, niestety, dużo gorzej, ale o tym za chwilę.
Na pewno na pochwałę zasługuje oprawa. Wizualnie jest to po prostu piękne anime - widać, że twórcy przyłożyli się w pełni. Postacie nie są "armią klonów", a do tego żadna nie jest potraktowana po macoszemu - nawet taka najmniej potrzebna fabularnie. W kwestii udźwiękowienia także nie mam się do czego przyczepić. I dobrze :).
Dziury w kapeluszu
Niestety, w tym momencie muszę zacząć wyliczać to, co w anime mi się nie podobało. Przede wszystkim miałem olbrzymi problem z postaciami - mimo różnych zabiegów fabularnych, żadnej nie udało mi się polubić. Coco jest niezbyt bystra, do tego naiwna i raz za razem wpada w praktycznie tę samą pułapkę. Ale, jest młoda, więc nie ma co. Gorzej, że Qifrey także zachowuje się jakby magiem został wczoraj. Do tego jego umiejętności rozwiązywania konfliktów między uczennicami są zerowe...
Inna sprawa, że i one same są dosyć... nijakie i lekko sztampowe. Agott to typowa "wiem wszystko, jestem prawie dorosła!", która dodatkowo już na samym początku prawie zabija Coco (!) z jakiegoś totalnie bzdurnego powodu ("bo jest spoza "świata magii" i trzeba jej pokazać, że się do tego nie nadaje!"). Tetia to wesoła dziewczyna, o której praktycznie nic nie wiem. Poza tym, że ma skłonność do nadmiernego dziękowania (!). Jest jeszcze Richeh, która ma być tą "cichą i spokojną, ale potężną i potrafiącą wszystko, ale nie robiącą szumu wokół siebie". No i interesują ją tylko te zaklęcia, które jej się podobają. I.. tyle mogę o tych postaciach powiedzieć. Trochę mało, nie sądzicie?
Co gorsza, o rozmaitych pobocznych postaciach mogę napisać jeszcze mniej- ot, są, mają swoje lepsze i gorsze strony... Do tego o większości jednak już zdążyłem zapomnieć :P. Tak były interesujące/ważne dla mnie :D. A antagoniści to już w ogóle nuda – (MINOR SPOILER ALERT!) szczególnie, że nie bardzo widzę sens we wręczaniu małej dziewczynce „czegoś”, czego nawet nie umie użyć – co oznacza w sumie czekanie, aż sama się dowie jak tego używać.
Drugą dużą wadą była dla mnie szwankująca budowa świata. Nie mam bowiem pojęcia, jakim cudem antagoniści, posługujący się nieskrępowanie "czarną magią" nie przejęli jeszcze kontroli nad tym światem. No, bez jaj - żaden z "dobrych" nie umie nawet odwrócić działania zaklęcia, którego na początku użyła Coco. By to zrobić, najpierw trzeba rozpoznać ten czar - to logiczne. ALE, by go poznać, Coco musi go wskazać w Księdze w Bibliotece... do której nie ma dostępu, bo najpierw musi zostać pełnoprawnym magiem. Rozumiem "gonienie króliczka", ale to podejście zakrawa na idiotyzm.
Nie mogę tu także przemilczeć zakończenia sezonu - czyli klasycznego do bólu cliffhangera! Wiecie, że nienawidzę cliffhangerów, prawda? Co gorsza, w chwili, gdy piszę te słowa nie ma nawet informacji o drugim sezonie. Trochę słabo - zakończyć serial niemal pewną śmiercią wszystkich postaci i nabrać wody w usta. Ale może wkrótce jakieś info się pojawi?