Blog użytkownika Monster Player

Monster Player Monster Player 13.11.2020, 02:42
Gry na premierę vs króliki testowe
220V

Gry na premierę vs króliki testowe

Kupowanie gier na premierę zawsze jest loterią. Trailery i Gameplaye, które udostępnił nam developer pokazują nam moc danej produkcji, skrupulatnie ukrywając fakty niczym telewizja chcąca po prostu zrobić szum w wiadomościach by przyciągnąć jak największą ilość oglądających. Jednak na gry wydajemy nie małe pieniądze, nie wiedząc że to my jesteśmy królikami testowymi...

Dawno, dawno temu za górami, za lasami, za morzami, w swojej małej jaskini żyłem sobie ja. Wraz z telewizorem, kanapą i Xboxem360 tworzyliśmy nierozłączną całość. W każdej wolnej chwili brałem kontroler i grałem, a każdą świeżo wydaną grę łykałem na premierę jak młody pelikan. Nie przejmując się za bardzo bugami czy glitchami cieszyłem się rozrywką jaką oferowała mi dana produkcja. Cena nie miała znaczenia, bo kto potwornemu zabroni.                    Nowe Pro Evo? Biorę! Nowy Assasin's? Biorę! Nowy Far Cry ? Biorę! Nowy Battlefield? Biorę! Nowe Call of Duty? Biorę! Kolekcja moich gier na X360 w ciągu kilku lat mieściła w sobie ponad sześćdziesiąt pudełek, wszystko kupione na premierę więc była warta nie mało, prawda? Otóż nie! 

Granek złota

Pierwsze pomarańczowe światło zapaliło mi się w głowie jak nastała nowa generacja konsol. Zauroczony reklamami nowej generacji i zniesmaczony nowym kształtem Xboxa wybór był oczywisty.  Zamówiłem grubo przed premierą Playstation4, wierząc że kontroler nie będzie tak tragiczny jak w wersji poprzedniej. I o dziwo był dopracowany, dobrze leżał w dłoni, a do tego nowości w stylu głośniczka, panelu dotykowego czy panelu świetlnego który zmieniał kolor w zależności od tego co działo się na ekranie szybko zastąpił mi świetny kontroler od Microsoftu. Problemem był brak miejsca w mojej norze, by dokładać kolejne sztuki do antycznej kolekcji. Nowa konsola ściągała czapki z głów, wiec wiedziałem, że już nie wrócę do poprzedniej generacji. Spakowałem więc moją kolekcję i ruszyłem wymienić stare na nowe. Akurat premierę miało NBA2K więc mój cel był dla mnie przejrzysty. Koszykówka, ewentualnie jeszcze jakaś gierka i oczywiście drugi pad bym mógł podzielić się wrażeniami z drugim Ogrem żyjącym w sąsiedniej jaskini. Szczęśliwy wszedłem do growej pieczary z wielką torbą wyładowaną moimi skarbami po brzegi, i położyłem mój dobytek na ladę za którą stał stary Troll. Po 20 minutach targowania wyszedłem zszokowany z jedną grą, kontrolerem i lżejszy o kilka srebrników. Pomyślałem sobie co do huby tu właśnie się odwaliło. Okradli mnie w biały dzień czy co? Gry za które wydałem garnek złota były wartę mniej niż sam garnek? Zszokowany wróciłem do domu, odpaliłem grę i szczęka mi opadła. Gra wyglądała obłędnie więc długo tłumaczyłem sobie, że wymieniłem ilość na jakość. Od tego momentu zacząłem walczyć z chęcią posiadania i starałem się przyjąć taktykę by daną produkcje ograć i wymienić, w końcu i tak prawie nigdy nie wracam do już ogranych produkcji a wartość gier spada szybciej niż pijany wujek z drabiny. 

Króliki Testowe

Zmieniłem stosunek co do trzymanych gier zbyt długo, ale nie zmieniłem podejścia co do kupowanych gier, aż do momentu gdy zapaliło się pierwsze pomarańczowe światło. Jako wieloletni fan historii o skrytobójcach w kapturach w zamierzchłych czasach, prawie nie spadłem z kanapy gdy zobaczyłem pierwszy trailer o przygodach Arno w Paryżu. Nowa jakość, nowe miasto, nowy bohater, nowa generacja. Nastał dzień premiery, zabrałem swoje srebrniki, pokonałem góry, przeszedłem lasy, przepłynąłem morza tylko po to by kupić swój egzemplarz ukochanej serii. Wróciłem do swojej jamy, włożyłem króliki do kołowrotka by mieć trochę elektryczności a krążek z grą do napędu konsoli. I to był szok! Ta jakość! Ta ilość postaci przelewających się przez ekran, jak i również sam osiemnastowieczny Paryż odwzorowany 1:1  robiło na mnie wrażenie jak dla moich królików świeża marchewka. Wszystko to było tak genialne że nie mogłem się oderwać od kontrolera. Nie przeszkadzały mi nawet sporadyczne błędy, w końcu to nic dziwnego w tak wielkiej produkcji, zresztą byłem już poniekąd przyzwyczajony z poprzedniej generacji. Wsiąkłem na dobre, a im dłużej grałem tym bardziej nie czułem satysfakcji z gry. Arno przyczepiał się do ściany jak fanboy do krytyki jego ukochanej konsoli. Skakał kiedy chciał, lewitował między budynkami i nie reagował na moje komendy, był nieposłuszny niczym moje króliki. Brak responsywności bohatera oraz wywalanie gry do pulpitu uświadomiło mi, że zapłaciłem nie małe pieniądze za przetestowanie gry. Nie mogłem w to uwierzyć i długo dochodziłem po tym do siebie tak jak Unity do formy. Skargi graczy były uzasadnione a gra była sukcesywnie łatana niczym moje dziurawe skarpetki, ale brzydki zapach pozostał. Gra w końcu została naprawiona, a jej cena za używany egzemplarz pół roku po premierze był mniejsza od ceny worka marchewek. Otworzyło to mi oczy a z biegiem lat, kolejne produkcje kupowałem z rozwagą, śledząc recenzje i podejmując rozważne decyzje. Wiem natomiast, że są tacy co biegną do sklepu zaraz po zobaczeniu trailera w TV.

 

Na koniec świata i jeszcze dalej 

Osobiście nie jestem fanem gier polegających na eksploracji kosmosu i na No Man Sky nie czekałem tak jak część graczy, ale są osoby, które na premierę tej produkcji czekały i wydały swoje ciężko zarobione pieniądze tylko po to by przekonać się jak twarde może być lądowanie na obcej planecie. W teorii wszystko wyglądało rewelacyjnie, zwiedzamy różnorodne planety na których toczy się dzikie nieodkryte życie. Każdy świat miał być oryginalny i wyjątkowy a ogrom gry miał zawstydzić nawet największe studia tworzące gry od lat. Developerzy dostali kredyt zaufania, który bardzo szybko zamienił się w nie mającą końca krytykę studia. Produkcja Hello Games momentalnie spadło z ceny a gracze, którzy na No Man Sky w dniu premiery wydali nie mała sumkę pluli sobie w brodę. Na szczęście po wielu miesiącach ciężkiej pracy gra została naprawiona, ulepszona wygląda rewelacyjnie i jest aktualizowana do dzisiaj. Twórcy dopięli swego, wyprowadzając grę na wyższy poziom, ale ceny na wysokim poziomie już nie udało się utrzymać, obecnie produkcje idzie kupić za 1/4 ceny.  

Apokalipsa nadchodzi 

Fallout76 to jest gra na którą czekała największa społeczność miłośników apokalipsy wydawanej przez renomowane studio Bethesda. Tłumnie ruszyli do sklepów po premierową edycje ukochanej serii. Jakie musiało być rozczarowanie po uruchomieniu gry. Stary silnik graficzny oparty na części poprzedniej. Zrujnowany świat i to dosłownie bo błędy w tej grze goniły glitche, a o glitchach można by było pisać eseje. Pusty świat nie mający nic ciekawszego do zaoferowania, często wyrzucał gracza do pulpitu. Praktycznie nie dało się grać, mało tego Ci co kupili zestaw kolekcjonerski skarżyli się na to ze hełmy dodawane do gry pleśniały, to się nazywa prawdziwy realizm(hehehe). Gra spadła z ceny już po tygodniu, a po miesiącu była dodawana jako gratis do nakładek na analogi do kontrolera. Ci co kupili Fallouta76 na premierę naprawdę musieli czuć się oszukani. Tysiące aktualizacji później gra stała się w pełni grywalna i poprawiono większość błędów. Dodatki rozszerzyły grę o NPC, którzy powinni mieć swoje miejsce już od samej premiery. Apokalipsa od Bethesdy jest cały czas aktualizowana o nową zawartość co jednak nie zmienia faktu, że Ci co kupili grę na premierę zostali oszukani i nikt nie zrekompensował im w adekwatny sposób przeżytych frustracji oraz wydanych pieniędzy. Obecnie gra jest dostępna za 1/5 ceny wraz z dodatkiem Wastelanders.

Nowe konsole stare problemy 

Wychodzi nowa generacja konsol, stare gry znowu trafia do lamusa i będą warte tyle co patyczki do uszu. A stare konsole? no cóż trafią do szafy, i będą leżały nie używane. Ja swoich pozbędę się jak tylko otrzymam swoje nowe egzemplarze Xboxa i PlayStation. Już nie napalam się jak wygłodniały królik na sałatę ponieważ pierwsze wersje będą na pewno zawierały szereg błędów i niedoskonałości, może nie takie jak wersje poprzednie Xbox one (magnetowid) czy PlayStation4 (odrzutowiec) bo producenci nauczyli się na swoich błędach i błędach konkurencji, ale jakieś będą na pewno. Nie rozumiem też ludzi którzy są skłonni zapłacić nawet 4 razy więcej tylko po to by mieć nowa generacje konsoli do gier z grami ze starej generacji. Nowe konsole rozwiną skrzydła dopiero za kilka lat a do tego czasu gry w cenie z kosmosu zdążą spaść na ziemie. I najważniejsze że będzie można grać w nowe gry w oczekiwaniu na przeceny kolejnych nowych produkcji.

Ot krótka opinia wieloletniego gracza, który przeszedł wiele przepłaconych gier. Dajcie znać w komentarzach czy kupujecie gry na premierę i na jakiej produkcji zawiedliście się najbardziej. 

Niech rozsadek będzie z Wami! 

 

 

 

Tagi:

Oceń notkę
+ +4 -

Oceń profil
+ +19 -
Monster Player
Ranking: 5190 Poziom: 24
PD: 2269
REPUTACJA: 820