Blog użytkownika Kerrou

Kerrou Kerrou 29.12.2020, 18:20
Wandering Witch: The Journey of Elaina - Elaina no Tabi
249V

Wandering Witch: The Journey of Elaina - Elaina no Tabi

Baśniowa oprawa, skoczny opening i opis zapowiadający produkcję dla raczej młodszych widzów. Cóż mogło pójść nie tak? Otóż wiecie...w sumie wszystko.

WAŻNE! Wpis pochodzi z mojego bloga na platformie blogspot: jeżeli natrafilibyście na niego jakimś cudem i będę tam podpisany imieniem i nazwiskiem: to ja. Nie wystawiam też ocen liczbowych stąd "0" w metryczce KONIEC WAŻNEGO!

Do obejrzenia Wandering Witch zasiadałem, wcześniej widząc zaledwie wspomniany na wstępie opening. Uznałem, że fajnie by było obejrzeć coś tak "luźnego", co mogłoby sobie nawet i w tle lecieć, kiedy robię coś innego. Pierwsze zgrzyty zaczęły się jednak, kiedy gdzieś w komentarzach zacząłem czytać jak "wholsome" to anime nie jest, a każdy kolejny tylko to wszystko potwierdzał. Kiedy ludzie tak usilnie próbują cię do czegoś  takiego przekonać to no...nigdy tak nie jest. 

Odpaliłem jednak ten pierwszy odcinek i już wtedy, nawet pomimo zalewu słodyczy i bajkowości, jaka wylewała się z ekranu, czułem, że coś jest nie tak. Może to przez to, że zaraz przed seansem poczytałem wspomniane już komentarze, ale no...tam po prostu w powietrzu unosiło się coś niedobrego. Później nadszedł drugi odcinek, kiedy moje odczucia zaczęły się powoli potwierdzać, aż bańka w pełni pękła przy epizodzie z numerem trzecim. I wiecie co? W sumie dobrze, że  tak się stało. Ale może po kolei.

Źródło: https://tiny.pl/7vlm4

 

Wandering Witch przyjdzie nam podróżować razem z tytułową Elainą, młodą, osiemnastoletnią wiedźmą. Zafascynowana książką o przygodach wiedźmy Nike, postanowiła zrobić coś więcej niż tylko je czytać i szybko została uczennicą, a później "certyfikowaną" czarownicą. Otrzymuje przydomek Popielnej Wiedźmy (Ashen Witch) i wyrusza w świat. 

Tyle wystarczy wam za główny zarys fabuły, bo i cała reszta historii będzie nam pokazywana w formie (w większości) niepowiązanych ze sobą epizodów. Tu czy tam znajdziemy jakieś mniejsze bądź większe nawiązanie, pojawi się kilka powracających postaci, ale to tyle: poza samym motywem podróży, poszczególne odcinki nie będą ze sobą jakoś straszliwie powiązane. Jedynym co będzie je łączyć (i w efekcie w ostatnim odcinku będzie w pewnym sensie rozwinięte), to motyw podróży właśnie. Całość mocno zalatywała mi genialnym Kino no Tabi (stąd nawiązanie w tytule), lecz nieco mniej "poważnym" jako całość. Okazało się, że moje skojarzenie nie było bezpodstawne, bo i autor oryginalnej powieści (podobno) wzorował się właśnie na tym. No cóż: mocno to czuć. 

Źródło: https://tiny.pl/7v4jh

 

Czy jednak podróże Elainy cechuje równie wysoka jakość jak te Kino? Tutaj niestety polemizowałbym. Kino no Tabi (o którym kiedyś koniecznie muszę napisać, ale to nie czas i miejsce na to) w każdym odcinku potrafiło poruszyć widzem do głębi i sprawić, że zacznie...no, myśleć. Nie było taniego wyciskania łez, szokowania czy "filozofowania dla filozofowania". Sama Kino była tam obserwatorem, a to do nas - widzów - należało ocenienie tego co tam zobaczyliśmy. Dlatego też główna bohaterka była taka nieco "bezpłciowa", a nieco więcej charakteru miał jej...motocykl. Elaina z kolei charakterek już ma, chyba nawet nieco za dużo. Jest zarozumiała, zapatrzona w siebie, narcystyczna. Jest tego jednak na tyle "mało", że z jednej strony ciężko traktować ją jako "awatar" widza, a z drugiej jako pełnoprawną postać z krwi i kości. Możliwe, że wy po seansie odniesiecie inne wrażenie, ale takie było moje. 

Sam serial także jest nieco "luźniejszy". Na wstępie wspomniałem, że wcale nie jest tak "podnoszący na duchu" jak ludzie piszą, ale nie znaczy to, że mrok wyziera po chwili z każdego zakątka. Zwyczajnie historiom przedstawionym w poszczególnych odcinkach brakowało często jakiegoś morału, nie dawały mi "paliwa" do późniejszych rozmyślań, tak jak robiło to Kino no Tabi. Kilka razy próbowało (chociażby w odcinku drugim), ale nieco zepsuło całość, dopowiadając później nieco za dużo. I wiem, że wspominałem, że poszczególne epizody aż tak bardzo się nie łączą, ale jednak większe czy mniejsze nawiązania czasami się pojawią, w większości raczej psując odbiór niż go poprawiając. Szczególnie odczujecie to w przypadku postaci Sayi. Jak początkowo sympatyczna by nie była, tak po czasie zaczyna człowieka irytować niesamowicie. 

Bardzo fajne jest to, że Wandering Witch nigdy nie popada w przesadne skrajności i po odcinku wypełnionym mrokiem, zazwyczaj możemy się spodziewać czegoś może i nie tyle radosnego, co względnie przyjemnego. Nigdy nie przesadza się ani w jedną ani w drugą stronę, co daje wybrzmieć obu motywom. Bardzo fajna sprawa, serial dzięki temu nie męczy tak szybko, jak mógłby gdyby zaczęto przesadzać w którąkolwiek ze stron. Nie ukrywam jednak, że te "mroczniejsze" opowieści były właśnie tymi lepszymi. Czekajcie szczególnie aż dotrzecie do odcinka oznaczonego numerem dziewiątym: ostrzeżenie na jego początku nie wzięło się znikąd. Oj będzie się działo. 

Źródło: https://tiny.pl/7v4p7

 

Całość anime jest okraszona przyjemną dla oka, baśniową oprawą. Nie wyróżnia się co prawda pod względem kreski czy stylu niczym szczególnym, ale bardzo przyjemnie się na to patrzy. Całość minimalnie (ale tak naprawdę tyci-tyci) przywodziła mi na myśl Little Witch Academia. Ot, ani nie jest realistycznie, ani wszystko nie jest przesłodzone do granic, a całość leży gdzieś tak po środku i wszystko śledzi się z przyjemnością, a sporo widoczków tylko brać i wrzucać na tapetę. Równie dobra jest ścieżka dźwiękowa, szczególnie niesamowicie wpadający w ucho śpiewany przez Reinę Uedę opening. Ciężko wyrzucić go ze swojej głowy i jeszcze długo po obejrzeniu będziecie go sobie nucić pod nosem.

Źródło: https://tiny.pl/7v4pg

 

Dosyć często w tekście porównywałem Wandering Witch do Kino no Tabi i nie bez powodu. Przygody Elainy są nieco uproszczoną i - nie będę wam tutaj kłamał - gorszą kopią tamtego anime. Pomimo wszystko, warto dać i temu dziełu szansę, bo sam podszedłem do niego bez przesadnych oczekiwań, a bardzo miło się zaskoczyłem. Całość bardzo dobrze balansuje pomiędzy mrokiem i baśniowością, nie dając nam się zmęczyć ani jednym, ani drugim. Nie będzie to co prawda anime, jakie zapamiętałbym na całe lata, ale jeżeli kiedyś ujrzymy drugi sezon, to na pewno z chęcią go obejrzę. Jeżeli jednak musicie wybierać czy towarzyszyć w podróży Elainie czy Kino, proszę was: wybierzcie tą drugą. Wiedźma na pewno da sobie radę sama ;)

Tytuł polski/angielski: Wandering Witch: The Journey of Elaina
Tytuł oryginalny: Majo no Tabitabi
Rok produkcji: 2020
Typ: seria TV
Ilość odcinków: 12
Czas trwania odcinka: 24 minuty
Studio odpowiedzialne za produkcję: C2C

Tagi: anime majo no tabitabi wandering witch wholesome

Werdykt
  • + Przyjemna dla oka oprawa wizualna
  • + Motyw podróży w jakimkolwiek tekście kultury zawsze przyjmę z otwartymi ramionami
  • + Bardzo dobry balans pomiędzy "mrocznymi" i "radosnymi" odcinkami
  • - Główna bohaterka potrafi momentami zirytować
  • - Czasami niepotrzebnie dopowiada za dużo
  • - Kilka odcinków potrafi nieco się dłużyć
0.0
Kerrou
Kerrou Jak zżynać to od najlepszych, a Wandering Witch lepszego celu niż Kino's Journey obrać nie mogło. Przyjemna opowieść z kilkoma fajnymi zwrotami fabularnymi, ale nic co zapamiętacie na lata. Warto jednak dać Elainie szansę, a później...obejrzeć przygody Kino.
Oceń notkę
+ +7 -

Oceń profil
+ +81 -
Kerrou
Ranking: 223 Poziom: 61
PD: 29999
REPUTACJA: 8422