Blog użytkownika Lukas Alexander

Lukas Alexander Lukas Alexander 25.07.2020, 21:36
Orły, którym obcięli skrzydła cz. 1
126V

Orły, którym obcięli skrzydła cz. 1

Po trzech miesiącach wracam z nową serią wpisów. Tym razem przedstawię wam niemieckie wojska powietrznodesantowe.

Przedmowa

     Po ponad trzech miesiącach od opublikowania ostatniej, ósmej części wpisów z serii „Kommando Brandenburg” wracam na scenę blogową. Przez cały ten okres koncepcja przyszłej pracy uległa kilkukrotnej zmianie, głównie ze względu na niedostatek materiałów źródłowych. Zaczęło się od formacji Waffen-SS w Normandii, a skończyło na jednej, konkretnie 12, dywizji „Hitlerjugend” podczas walk obronnych na północy Francji. Żaden z tych tekstów nie wyszedł ze stadium wczesnego rozwoju.
     Postanowiłem zmienić podejście i sięgnąłem na półkę z książkami, znajdując tam „Niemieckie Wojska Spadochronowe 1936-1945” autorstwa Nowakowskiego, Skotnickiego i Zbiegniewskiego. Ową publikacją posiłkowałem się kilkukrotnie podczas pisania o „Brandenburczykach”, i już wtedy zauważyłem, jak wiele informacji pozostało przeze mnie niewykorzystanych.
     A więc postanowione- jednostki powietrznodesantowe Wehrmachtu i Luftwaffe. Dotychczasowa formuła zostanie delikatnie rozbudowana, głównie za sprawą dodatkowych opisów sprzętu z którego korzystali żołnierze tych formacji. Ponadto postaram się umieścić w tekście odpowiednio spreparowane mapy, przybliżające czytelnikowi przebieg poszczególnych operacji. To tyle jeśli chodzi o sprawy organizacyjne. Zapraszam do lektury i dzielenia się spostrzeżeniami.

 

WSTĘP

     Dwudziestolecie międzywojenne było dla wojskowości okresem nietypowym. Z jednej strony, nowoczesna technika została zaprzęgnięta do pracy na rzecz sił zbrojnych, z drugiej zaś, pielęgnowane przez dziesięciolecia metody walki nie pozwalały na pełne wykorzystanie jej potencjału.

     Karabin maszynowy i nowoczesna artyleria stały się architektami pól bitewnych na cztery długie lata. To właśnie one zanegowały dotychczasowe sposoby wojowania, zmuszając żołnierzy do ciągłego krycia się w okopach. Zatrważająco wiele krwi musiało zostać przelane, zanim generalicja doszła do wniosku, iż gloryfikowany od wielu pokoleń manewr musi ustąpić miejsca znienawidzonej statyczności. 

     Z północy na południe. Ze wschodu na zachód. Europę poprzecinały głęboko urzutowane linie umocnień, na które setki tysięcy żołnierzy nacierały od frontu, pędząc wprost pod lufy broni automatycznej.
Wprowadzenie do służby czołgów tylko częściowo rozwiązało problem, ponieważ piechota wciąż musiała dotrzeć na pozycje przeciwnika, wcześniej zmiękczone przez pojazdy pancerne.

     Z samolotami było już lepiej. Ktoś zauważył, że można przy ich pomocy transportować ludzi, broń i amunicję ponad linią nieprzyjacielskich fortyfikacji. Niemcy przerzucali drogą powietrzną drużyny saperów, celem których było niszczenie rosyjskich linii kolejowych. Włosi dostarczyli na austriackie terytorium agentów, którzy zdobyli informacje wywiadowcze i wysadzili most w strefie przyfrontowej. Francuscy szpiedzy i dywersanci również korzystali z opisywanych wyżej metod.

Generał William Mitchell- autor pierwszej, dużej operacji powietrznodesantowej. Nie doszła do skutku.

     Mało kto wie, że na luty 1919 roku zaplanowana została pierwsza w dziejach, masowa operacja powietrzno-desantowa. Jej autorem był ówczesny głównodowodzący Sił Powietrznych USA- generał William Mitchell. Planował on zrzucenie całej dywizji piechoty na zaplecze niemieckiego frontu w rejonie Ypres. Atak „spadochroniarzy” miało poprzedzić bombardowanie pozycji przeciwnika. Jak pokazała historia, wojna zakończyła się w listopadzie 1918 roku, a pomysł forsowany przez Mitchella został schowany do szuflady, ponieważ nie znalazł poparcia wśród amerykańskich wojskowych elit.
Wszystkie, wyżej przedstawione przedsięwzięcia nie miałyby racji bytu, gdyby nie pewien, niezbyt skomplikowany w swej budowie wynalazek...

     Spadochron, bo o nim mowa, okazał się niezwykle przydatną nowinką, wprowadzającą do ówczesnej sztuki operacyjnej powiew świeżości. Pierwszy sterowalny egzemplarz wykonali w Stanach Zjednoczonych Charles Leroux, będący pilotem balonowym, i jego kolega Joe Loyal.
W kwietniu 1889 roku zademonstrowali oni swój wynalazek na poligonie pod Berlinem. Jak nietrudno się domyślić, widownię stanowili oficerowie Cesarskiego Sztabu Generalnego. Wykonano dwa, zakończone pomyślnie skoki z balonu, z czego drugi z wysokości 1000 metrów.


„Taki zeskok będzie dla wroga totalną niespodzianką. W ten sposób niewielu ludzi może opanować przez zaskoczenie nieprzyjacielską kwaterę główną. Gdyby ktoś potrafił jeszcze tym sprzętem sterować...”.
                                                                                                                                Hrabia von Schliefen

I

NARODZINY NIEMIECKICH WOJSK POWIETRZNODESANTOWYCH

     Pierwsza wojna światowa zakończyła się dla Niemiec w sposób niespotykany, i jednocześnie kompromitujący. Niezwykłość owego wydarzenia polegała na tym, iż wojska liniowe wciąż obsadzały linię frontu, posiadały zdolności operacyjne, i nic nie wskazywało na to, że w najbliższej przyszłości miałoby się coś w tej materii zmienić. Siły zbrojne spełniły swój obowiązek, a mimo tego, zostały zmuszone do kapitulacji.

    Miejsce Armii Cesarskiej zajęła Reichswehra, będąca od samego początku pod ścisłą kuratelą alianckich komisji wojskowych. Siły zbrojne Republiki Weimarskiej zostały pozbawione potencjału ofensywnego poprzez drastyczne ograniczenie liczebności, wydłużenie okresu służby (celem zmniejszenia odsetka społeczeństwa posiadającego wyszkolenie) i zablokowanie dostępu do nowoczesnych rodzajów broni. Jak pokazała historia, zakazy traktatu wersalskiego były w kreatywny sposób omijane, a armia szykowała się powoli do przyjęcia na swoje łono wojsk pancernych i lotnictwa.
 

Spadochroniarze Armii Czerwonej podczas skoku z Tupoleva TB-3.

 
     Po dojściu Hitlera do władzy trend ten uległ eskalacji, a co za tym idzie, siły zbrojne stawały się coraz nowocześniejsze i liczniejsze. Jako że mówimy o spadochroniarzach, to warto spojrzeć na wschód, ponieważ właśnie ZSRS było drugim, obok III Rzeszy, państwem które dostrzegło olbrzymi potencjał wojsk desantowanych z powietrza.
Już we wczesnych latach ‘20 na sowieckim poligonie w Lipecku pierwsi, niemieccy lotnicy potajemnie uczyli się min. obsługi spadochronów. Po zniesieniu części ograniczeń Traktatu Wersalskiego w 1927 roku, mogli oni oficjalnie  przekazywać swą wiedzę w cywilnych placówkach (aerokluby, będące de facto ośrodkami szkoleniowymi dla przyszłej Luftwaffe) oraz samodzielnie rozwijać koncepcje zapoznane w ramach niejawnej, wojskowej współpracy.

     „Ta twierdza zatrzyma każdego wroga, który będzie chciał wtargnąć na nasze ziemie”- rzekł marszałek Petain, podczas oprowadzania sowieckiego generała Szczerbakowa po umocnieniach Linii Maginota.
„Ta twierdza w przyszłości nie odegra żadnej roli, jeśli tylko przeciwnik (…) zaatakuje przy użyciu skoczków spadochronowych. Wtedy nie tylko tę, ale każdą inną twierdzę będzie można łatwo unieszkodliwić i zająć zaplecze frontu”- zareplikował Rosjanin.
                                                                                                                                    Francja, rok 1932.

     O zaangażowaniu Armii Czerwonej w rozwój wojsk aeromobilnych świadczą między innymi manewry z lat 1935 (Białoruś) i 1936 (Ukraina), kiedy to zademonstrowano atak na lotnisko przeprowadzony z użyciem 1800 (1200 w ‘36) spadochroniarzy. Obiekt został zajęty, co umożliwiło lądowanie samolotom transportującym na swych pokładach kolejne tysiące piechurów, lekkie czołgi i artylerię. Zagraniczni obserwatorzy byli zdumieni możliwościami oferowanymi przez formację tak bardzo niedocenioną w ich krajach.

     Pierwsze miesiące formowania niemieckich wojsk powietrznodesantowych sprowadzały się głównie do analizowania i adaptowania poszczególnych koncepcji, określania sposobu organizacji i typowania kierownictwa. Najwyższe stanowisko przydzielono Hermannowi Göringowi, będącemu jednocześnie premierem Prus i zwierzchnikiem tamtejszej policji. Jak nietrudno się domyślić, pierwsi kandydaci na skoczków spadochronowych wywodzili się właśnie ze służb porządkowych. Ich entuzjazm do poprawiania kondycji fizycznej i nauki nowego rzemiosła przyćmiły niedostatki w wyszkoleniu wojskowym oraz brak znajomości taktyki, tak bardzo istotnych w specyficznych warunkach operacji powietrznodesantowych. 

Generał Kurt Student

     Osobą odpowiedzialną za organizację i szkolenie spadochroniarzy został mianowany major Kurt Student. Jako były lotnik i komendant jednej ze szkół Luftwaffe, doskonale rozumiał potrzeby formacji którą mu powierzono, oraz wiedział jak wielkie możliwości operacyjne stwarza właściwe jej wykorzystanie. 
Filar jednostek powietrznodesantowych stanowiły pododdziały strzelców spadochronowych (Fallschirmjäger) i piechoty transportowanej na pokładach szybowców (Luftlande-Infanterie). 
Ich główną siłą było ponadprzeciętne wyszkolenie, umiejętność walki w nietypowych, szybko zmieniających się warunkach oraz samodzielność. Bardzo duży nacisk kładziono na planowanie i szczegółowe zapoznanie wszystkich żołnierzy z założeniami nadchodzących misji po to, aby mogli ją z powodzeniem zakończyć nawet w wypadku utraty, bądź zgubienia dowódcy. Realia operacji powietrznodesantowych potwierdzają słuszność ostatniego założenia- żołnierze zazwyczaj lądują w rozproszeniu, i niepożądanym jest, aby tracili czas na wzajemne poszukiwania w momencie, gdy jeszcze posiadają inicjatywę.

     29 stycznia 1936 roku Hermann Göring wydał odpowiedni rozkaz, tworząc tym samym niemieckie wojska powietrznodesantowe. Jako pierwsza weszła w ich skład jednostka policyjna „General Göring”,  uprzednio przekształcona w pułk (1 kwietnia 1935) i podporządkowana lotnictwu (24 września 1935). 
Wraz z upływem czasu formacja zwiększyła swą liczebmość, więc wydzielono z jej składu batalion, który następnie przemianowywano na Pierwszy Pułk Strzelców Spadochronowych ( Fallschirmjäger Regiment 1).

     W roku 1936 Dowództwo Wojsk Lądowych również zapragnęło mieć na podorędziu jednostki powietrznodesantowe. Wśród żołnierzy Wehrmachtu ogłoszono rekrutację do Kompanii Piechoty Spadochronowej (Fallschirm Infanterie Kompanie), która zaczęła szkolenie 4 maja 1937 roku. Wtedy również zdecydowano, że w niezbyt odległej przyszłości formacja rozrośnie się do rozmiarów batalionu, nad którym dowództwo obejmie major Richard Heydrich, wykładowca taktyki z Poczdamskiej Szkoły Wojskowej. Co warte odnotowania, nie był on typowym biurokratą i przeszedł pełne szkolenie skoczka spadochronowego, razem ze swoimi młodymi podkomendnymi. 1 czerwca 1938 roku oficjalnie powstał Batalion Piechoty Spadochronowej (Fallschirm Infanterie Batallion).

Żołnierze podczas ćwiczeń.

     Heydrich skupiał się bardzo mocno na ofensywnych aspektach prowadzenia walki, upodabniając swoich podwładnych do żołnierzy typowych oddziałów szturmowych. Skojarzenia z komandosami są jak najbardziej na miejscu, ponieważ i tutaj dążono do wszechstronności, chęci przejmowania inicjatywy oraz odporności na trudne warunki. Spadochroniarze uczyli się prowadzenia ciężarówek, czołgów, a nawet… parowozów. Normą były forsowne marsze na duże odległości i skoki nad losowo wybranym terenem.

     Wspomniane wyżej jednostki zostały włączone w skład 7 Dywizji Lotniczej (Fliegerdivision 7). Co ciekawe, „Siódma” otrzymała swoją nazwę tylko po to, aby zmylić nieprzyjacielski wywiad, ponieważ w rzeczywistości była ona typowym związkiem powietrznodesantowym. Oprócz piechoty w jej skład wchodziła eskadra rozpoznawcza (Aufklärungsstaffel), dywizjony transportowe (Transportgruppen), pułk lotnictwa szturmowego z bombowcami nurkującymi (Schlachtgeschwader mit Stukagruppen), pułk myśliwski (Jagdgeschwader). Pierwszym dowódcą mianowano generała Kurta Studenta.
Spadochroniarze mieli wziąć udział w zbrojnej aneksji Czechosłowackich ziem, ale podpisanie Układu Monachijskiego doprowadziło ostatecznie do zażegnania kryzysu. Zamiast tego przeprowadzono manewry.

     Oprócz 7 Dywizji Lotniczej istniał jeszcze jeden związek transportowany drogą powietrzną, a mianowicie 22 Dywizja Piechoty (22 Infanterie Division Luftlande lub 22 Luftlande-Division). Jej trzon stanowiły trzy pułki piechoty (po trzy bataliony każdy) wsparte pułkiem artylerii (trzy dywizjony). 
Obydwa wyżej opisane związki przeszły swój chrzest bojowy podczas inwazji na Polskę.

Przegląd sprzętu cz. 1

Składany nóż grawitacyjny 

Nóż grawitacyjny po rozłożeniu.

     Ostrza tego typu wprowadzono na wyposażenie aby umożliwić spadochroniarzowi wydostanie się z plątaniny linek i uprzęży w sytuacji, kiedy wylądował on na drzewie bądź w zbiorniku wodnym. Skoczek spętany elementami swojego osprzętu był praktycznie bezbronny i stanowił doskonały cel.
Kappmesser był wykorzystywany przez Luftwaffe od 1937 roku. Zasada jego działania była prosta- po zwolnieniu blokady, ostrze wysuwało się z wnętrza rękojeści do przodu pod wpływem własnego ciężaru, a następnie samoczynnie unieruchamiało, korzystając z tego samego mechanizmu, który służył do jego odblokowania (ruch klingi ograniczał specjalny bolec wmontowany w jej końcówkę). Powierzchnia tnąca znajdowała się tylko z jednej strony. Z tyłu umieszczono składany, zaostrzony kolec i strzemiączko umożliwiające przywiązanie linki. Okładzina rękojeści produkowana była z drewna bądź bakelitu (tworzywo sztuczne na bazie żywicy). 
     Noże grawitacyjne był cenione przez żołnierzy, szczególnie ze względu na niewielką masę i poręczność, gwarantujące przewagę gdy dochodziło do walki wręcz, przez co górowały nad standardowymi bagnetami będącymi na stanie jednostek piechoty. 
Oprócz lotników i spadochroniarzy z Kappmesserów korzystali również strzelcy-narciarze (Skijäger), którzy musieli ograniczyć wagę przenoszonego ekwipunku do operacyjnego minimum, aby nie zmniejszyć swojej mobilności. 
Po wojnie, zarówno Bundeswehra jak i NVA (Nationale Volksarmee) korzystały z tego typu broni. Każda z armii przeprowadziła własne modyfikacje, choć w przypadku modelu zachodnioniemieckiego nie zostały one zastosowane, powodując powrót do założeń z lat ‘30.

Bandoliery

Żołnierz noszący bandoliery na amunicję 7,92 x 57 mm Mauser.

     Początkowo spadochroniarze wykorzystywali typowe, skórzane ładownice mieszczące łącznie 30 nabojów karabinowych osadzonych w łódkach. W warunkach operacji powietrznodesantowych, gdzie żołnierze walczą przez pewien czas bez jakiegokolwiek wsparcia logistycznego, zapas amunicji przenoszony w taki sposób może okazać się niewystarczający. Dosyć szybko wzięto ów problem pod lupę i zaprojektowano nowy rodzaj oporządzenia.
     Bandoliery były niczym więcej niż brezentowym pasem noszonym przez szyję, do którego powierzchni przyszyto po 6 ładownic, zapinanych z obu stron zatrzaskami. Kieszeń taka mieściła po dwie łódki, każda z pięcioma nabojami 7,92 x 57 mm, co w sumie dawało 120 sztuk amunicji przenoszonej w zestawie. Całość była mocowana szlufkami do pasa głównego.
Materiał posiadał barwę szaroniebieską, szarozieloną, bądź brązowożółtą (wersja tropikalna).
     Wraz z wprowadzeniem do służby karabinów FG42 zaprojektowano nowy typ bandolierów, posiadający po każdej stronie 4 kieszenie na 20-nabojowe magazynki nowego typu.

Ochrona dodatkowa

Nakolanniki drugiej wersji.

     Strzelcy spadochronowi zabezpieczali się na różne sposoby przed kontuzjami wywoływanymi w momencie lądowania. W skład takiego wyposażenia wchodziły: bandaże na kostki (Fallschirmschützen-Binden), nakolanniki (Fallschirmschützen-Knieschützer) oraz nałokietniki (Fallschirmschützen-Ellenbogenschützer). 
Te ostatnie zostały bardzo szybko sklasyfikowane jako niepotrzebne i wycofano je ze służby. 
Bandaże wydawano w parach (8 cm x 5 m każdy), i przed skokiem owijano sobie nimi stopy w kostce.
     Nakolanniki występowały w dwóch wariantach. Pierwszy z nich noszony był pod spodniami, i wyglądał jak opaska z wszytymi pionowo poduszeczkami amortyzującymi. Na jego brzegach znajdowały się metalowe uszka i pasujące doń otworki. Po włożeniu jednych w drugie przeciągało się w środku specjalny sznurek, który spinał całość. Po wylądowaniu skoczek odrywał obydwa ochraniacze, sięgając do wnętrza spodni przez otwór w nogawce. Rozwiązanie okazało się niepraktyczne, w związku z czym zaprojektowano zupełnie nowy model, jednocześnie pozostawiając obecny wariant w służbie.

Ochraniacze kolan pierwszej wersji. Były one noszone pod spodniami.


     Nowe nakolanniki wyglądały jak kwadratowe, watowane poduszeczki z poziomymi przeszyciami tworzącymi 5-6 wałeczków. Noszono je na spodniach i mocowano przy pomocy elastycznych taśm zakończonych haczykami. Skojarzenie z dzisiejszym osprzętem jest jak najbardziej na miejscu.
 

Ciąg dalszy nastąpi

Tagi:

Oceń notkę
+ +7 -

Oceń profil
+ +14 -
Lukas Alexander
Ranking: 2272 Poziom: 34
PD: 5916
REPUTACJA: 866