Blog użytkownika tandiblue

tandiblue

tandiblue tandiblue 27.03.2017, 00:34
Żaber gra #01 czyli co słychać w żabim stawie
262V

Żaber gra #01 czyli co słychać w żabim stawie

Hejooo hej! Pomysł na własną serię blogów dotyczących mojej aktywności od dawna chodził mi po głowie. Kiedyś nawet żartowałem na ten temat na portalowym shoutboxie. Dostałem wtedy pomidorem od Laughtera, ale żarty się skończyły ;)

W pierwszym odcinku moje ostatnie zakupy growe, trochę o upadającej alchemii, żabi skok na platformę N oraz o dwóch takich, co chcieli swoją mangą podbić świat.


Stara miłość nie rdzewieje albo magia Nintendo wciąż na mnie działa. Wróciłem do 3DSa, aby nadrobić zaległości z tej platformy, która obrodziła w wiele interesujących tytułów. Na początek klasyki takie jak The Legend of Zelda: Ocarina of Time 3D (wydanie Nintendo Selects, a fuj! ;), Marian w wydaniu 3D oraz Mariany z serii Mario and  Donkey Kong czyli takie logiczne łamigłówki z Minisami (wydanie pudełkowe, niestety tylko z kodami, a fuj, fuj!!! - rzekną prawdziwi kolekcjonerzy).


 

 

 

Atelier Sophie: The Alchemist of the Mysterious Book (PSVITA)

Udało mi się ukończyć i wbić platynę w Atelier Sophie. Jeśli ktoś z Was chciałby ugryźć tę serię i zastanawia się od której części zacząć, to mogę polecić właśnie tę produkcję. Brak limitu czasowego, przystępny system alchemii oraz rozpoczęcie nowej trylogii Mysterious sprawia, że nie jest wymagana znajomość wcześniej wydanych gier. Dodatkowo jeśli jesteście uzależnieni od trofeów (he,he) to tutaj platyna do trudnych nie należy.

Wrażenia po ograniu jak najbardziej pozytywne, ale... no właśnie - mieliście kiedyś coś takiego, że grając w kolejną część Waszej ulubionej serii odczuwaliście, że twórcy spoczęli na laurach ? Taki syndrom "wypalenia" towarzyszy Atelier Sophie. Fabularnie nie jest źle. Opowiedziana w grze historia koncentruje się na tytułowej tajemniczej księdze i związaną z nią przeszłością. GUST jak zwykle eksperymentował z systemem alchemii i właśnie ten element wyszedł najlepiej w tej produkcji. Do dyspozycji gracza oddano kilka kociołków, które reprezentowane są przez plansze podzielone na pola. Układając składniki niczym jak klocki w Tetrisie, dążymy do otrzymania jak największych bonusów i efektów dla syntetyzowanych przedmiotów. Jest z tym mnóstwo zabawy i takie ulepszanie ekwipunku bardzo wciąga. Podobał mi się też pomysł z ograniczeniem poziomu doświadczenia do 20 lv (nie mylić z poziomem alchemii) i następnie zdobywanie już punktów, które przeznaczamy na ulepszanie zdobytych umiejętności lub aktywowanie nowych pasywnych skilli, które mogą okazać się wybawieniem w starciu z bardziej wymagającymi bossami.

Po postapokaliptycznej i melancholijnej serii Dusk, twórcy zdecydowali się na powrót do sielankowych klimatów typowych dla trylogii Arland. Nie do końca wyszło to jednak grze na dobre. Brakowało mi wyrazistych i barwnych postaci, gdzie się podziały te pikantne i sprośne dialogi? :( Relacje między postaciami są jak na mój gust zbyt ugrzecznione, żeby nie napisać mdłe. Projekty postaci również wypadły średnio, być może to kwestia zmiany stylu graficznego i zatrudnienia nowych osób odpowiedzialnych za ten element w grze. Do minusów zaliczyłbym jeszcze okrojony system walki. Dla mnie to taki półautomat, który ogranicza znacznie wpływ gracza na przebieg walki.

Z jednej strony kolejna odsłona alchemicznej serii sprawiła mi dużą frajdę  i nie pozwoliła oderwać się od Vity a z drugiej daje się wyraźnie odczuć, że seria obniża loty. Zobaczymy czym zaskoczy swoich fanów GUST z okazji dwudziestolecia serii - oby było już tylko lepiej.

Super Mario 3D Land (3DS)

Twórcy platformówek patrzcie i uczcie się od Nintendo! Ile to świetnych pomysłów można zawrzeć w jednej grze pokazuje Super Mario 3D Land. Praktycznie każdy następny poziom zaskakuje czymś nowym. O ile wcześniej byłem sceptycznie nastawiony do 3D, tak w tej produkcji nie jest to tylko zbędny bajer. Projekty poziomów to mistrzostwo świata np. ten stylizowany na ośmiobitową grafikę i odniesienia do poprzednich gier z Marianem (kto grał na NES, ten poczuje powiew nostalgii). Jako gracz opętany manią zbieractwa i maksowania gier na pewno spędzę z wąsatym hydraulikiem jeszcze wiele godzin, aby w każdym poziomie znaleźć wszystkie sekrety i te poukrywane monety z gwiazdkami. Obecnie jestem gdzieś w połowie gry, więc jeszcze trochę zabawy przede mną.

Azure Striker Gunvolt (3DS)

Naiwnie liczyłem na to, że Mighty no.9 stanie się godnym następcą Mega Mana. Niestety, wyszła z tego kupa i rozglądałem się za czymś, co będzie równie udane jak np. Mega Man Maverick Hunter X (PSP) czy seria Mega Man ZERO/ZX (GBA/NDS). Na szczęście szukać nie trzeba było długo, bo ten sam zespół, który współtworzył crapowate Mighty No.9 zrobił też na boku całkiem udane Azure Striker Gunvolt.

Protagonista, tytułowy Gunvolt to jeden z adeptów - tak w grze określana jest grupa ludzi, która nabyła nadnaturalne moce. Niestety, specjalne zdolności stały się dla adeptów ciężarem, bo z tego powodu stali się zagrożeniem i byli dyskryminowani. Pod opiekuńcze skrzydła wzięła ich korporacja Sumeragi lokując w tzw. obozach ochronnych. Jak to z korporacjami bywa rozpoczęto pod płaszczykiem badań przerażające eksperymenty dla własnych korzyści. Tyle fabuła, choć ta w takich grach nie jest najważniejsza, to całkiem przyjemnie się śledzi opowiadaną historię.

Deweloper nie tylko czerpie pełnymi garściami z tego co było najlepsze w serii Mega Man , ale też daje wiele pomysłów na ciekawą rozgrywkę od siebie. Oprawa graficzna budzi słusznie skojarzenia z serią od Capcomu. Wystarczy spojrzeć na ten charakterystyczny styl graficzny, tryskający żywą paletą barw, projekty bossów czy płynną animację. Nowością jest mechanika polegająca na używaniu podstawowej broni (pistoletu) jako narzędzia do oznaczania wrogów i następnie wykańczania ich zdolnością specjalną (w tym przypadku atakiem elektrycznym). O tym, czy sprawnie poradzimy sobie  przeciwnikami decyduje stopień otagowania (tych jest kilka), rodzaj posiadanej broni i rozważne używanie ataków specjalnych. Największym wyzwaniem i daniem głównym są oczywiście walki z bossami. Tutaj trzeba umieć przewidzieć ich ruchy i uderzyć w odpowiednim momencie w ich słabe punkty. System rozwoju bohatera czyni tę produkcję jako doskonały tytuł do maksowania i przechodzenia po kilka razy. Na przenośną konsolkę Ninny dostępny jest również sequel, więc kiedyś pewnie sięgnę po "dwójkę".
 


 

 

 

BAKUMAN

Kończę właśnie czytać pierwszy tom Bakumana. Przyznam, że zaciekawił mnie pomysł na mangę... o robieniu mangi. Przy okazji sporo się dowiedziałem ciekawych rzeczy o tym, jak to wygląda "od kuchni". Sporo jest tu odniesień do branży M&A, przewija się wątek mrocznych stron zawodu mangaki. Fabularnie jest to przyjemna lektura o dwójce zapaleńców z marzeniami, z dużą dozą humoru, chociaż niektóre wątki wydają mi się zbyt naciągane. Jeśli ktoś jest uczulony na pozostawiającą do życzenia wiarygodność, to musi przymknąć oko na pewne rzeczy albo sięgnąć po coś innego. Warto jednak dać szansę Bakumanowi i zwrócić uwagę na tę charakterystyczną kreskę Takeshi Obaty (Death Note). Uwielbiam dokładne, obfitujące w szczegóły rysunki, a w Bakumanie takich kadrów można znaleźć wiele.

Tagi:

Oceń notkę
+ +13 -

Oceń profil
+ +3 -
tandiblue
Ranking: 3631 Poziom: 26
PD: 2919
REPUTACJA: 23