Blog użytkownika lansalot

lansalot

lansalot lansalot 14.11.2019, 18:02
Podsumowanie 10 sezonu Pro Ligi w R6 Siege. Polak w finale!
156V

Podsumowanie 10 sezonu Pro Ligi w R6 Siege. Polak w finale!

W miniony weekend w Tokio doszło do decydujących starć w 10 sezonie Pro Ligi Rainbox Six Siege. Kto był największym przegranym a kto czarnym koniem rozgrywek, na koniec, komu udało się przytulić okrągłe 100k w amerykańskiej walucie? Zapraszam do podsumowania 10 sezonu Pro Ligi.

EUROPA - WSTĘP 

Europa jest na światowej scenie R6 Siege prawdziwym potentatem. Od początku Pro Ligi odbyło się 13 turniejów rangi Major i aż 10 razy triumfatorem był przedstawiciel starego kontynentu, dwa razy na najwyższym stopniu podium stawał reprezentant Ameryki Północnej i zaledwie jednokrotnie puchar wznosiła ekipa z Ameryki Południowej, kiedy to Team Liquid z Brazylii pokonał PENTA Sports (teraz G2) w finale 7 sezonu. Od tamtej pory, we wszystkich pięciu Majorach, ostateczny sukces należał do Europejczyków. Nic więc dziwnego, że to właśnie w gronie europejskich ekip, każdy wypatrywał głównego kandydata do wygrania finału 10 sezonu. Oczywiście zdecydowanymi faworytami do miana najlepszej drużyny w 10 sezonie były zespoły G2 - Mistrz Świata 2018 i 2019, zwycięzca 6 z ostatnich 9 Majorów oraz Team Empire - mistrz 9 sezonu Pro Ligi, Wicemistrz Świata 2019. Tuż za ich plecami plasowali się gracze Giants Gaming, którzy sensacyjnie pozbawili G2 awansu do finałów Pro Ligi w poprzednim sezonie. Stawkę zamykały składy: CHAOS, GiFu, PENTA oraz dwójka beniaminków w postaci Team Vitality oraz Natus Vincere (Na'Vi), którego barw broni Szymon "Saves" Kamieniak.

STATUS QUO       

Początek zmagań mocno przypominał to co działo się w minionym 9 sezonie Pro Ligi. Rosyjska maszyna Team Empire, pod wodzą nowej gwiazdy - JoyStiCK-a, zwanego przez wielu cyborgiem, roznosiła kolejnych rywali, zaliczając zaledwie 2 remisy z G2 i Giants w pierwszych siedmiu meczach. Ekipa Gigantów deptała Rosjanom po piętach, również wygrywając pięć meczów, ale niestety do remisu z Empire dorzucili minimalną porażkę 5:7 z G2, którzy kolejny sezon z rzędu nie mogli się odnaleźć w meczach online i na półmetku byli w dolnej połowie tabeli z bilansem 3-1-3. Bardzo dobrze radzili sobie beniaminkowie Team Vitality oraz Natus Vincere z Polakiem w składzie, zajmując kolejno 3 i 4 miejsce.

SIX MAJOR RALEIGH 2019     

W sierpniu, podczas przerwy w połowie sezonu, miał miejsce kolejny Major, odbywający się w USA w miejsowości Raleigh. W decydującym starciu zmierzyli się ze sobą finaliści ostatniego Six Invitationala (to największy Major i jest uznawany za Mistrzostwa Świata z pulą nagród 2,000,000$) G2 oraz Team Empire. G2, pomimo słabej formy w meczach online, zawsze byli potworami zmagań lanowych i w drodze do finału nie oddali nikomu ani jednej mapy, wygrywając wszystko jak leci, pokazując przy okazji tym, którzy myśleli że ten skład już się skończył, że nadal są ścisłą światową czołówką. Jednak, tym razem JoyStiCK, ShepparD, karzheka, Scyther oraz Dan zrewanżowali się G2 za przegrany ostatni finał i to oni wznieśli w górę trofeum, wygrywając pewnie 3:1.

NIESPODZIEWANA ZMIANA RÓL

Po amerykańskim Majorze, drużyny powróciły do codziennej rywalizacji o awans do finałów Pro Ligi. Ku zaskoczeniu wszystkich, Team Empire po pokonaniu G2, chyba poczuli się niezniszczalni i poznali smak sodówki w głowie. Remis z PENTA, wysoka porażka z G2 i kolejny remis z GiFu sprawiły, że niespodziewanie Rosjanie zostali przegonieni przez rewelacyjne w tej części sezonu G2, które w tym samym czasie zaliczyło wygrane 7:3, 7:3, 7:1 a tuż za nimi dzielnie walczył Saves wraz ze swoim Na'Vi.

TOXIC BEHAVIOUR      

Nagle scenę Rainbow Six Siege obiegła szokująca informacja. Lider Natus Vincere, Doki, dostał bana za toksyczne zachowanie i został wykluczony z gry na pół roku (wtedy nie było jeszcze wiadomo jak długo będzie trwało jego zawieszenie). Nie wiadomo do końca, co było przyczyną bana, ale spekuluje się, że chodziło o żarty pomiędzy Dokim a graczem G2 Pengu (przez wielu uważanym za najlepszego gracza globu), podczas codziennej gry rankingowej. Doki powiedział do Pengu, że go zabije i po chwili poprawił się, że go team kill-uje w grze a Pengu śmiał się mówiąc, że grożenie mu śmiercią może narobić koledze problemów i że to niegrzeczne, że niska osoba grozi w taki sposób osobie wysokiej. W miejsce zawieszonego gracza Na'Vi w trybie ekspresowym związało się z graczem o nicku Pie, który nigdy wcześniej nie zaznał smaku Pro Ligi ani nawet w Challengera (2 liga) i wrecz niedawno nie sprawdził się w drużynie walczącej o awans do Challengera i został z niej wyrzucony. Powiedzieć, że chłopak nie miał doświadczenia to nic nie powiedzieć, ale brytyjska organizacja potrzebowała gracza na cito, więc nie mogli wybrzydzać.

G2 VS NATUS VINCERE     

W 11 serii meczów wygrały wszystkie drużyny z górnej połowy tabeli i zrobiło się w teorii bardzo ciekawie. Giants mieli 6pkt przewagi nad G2 oraz Empire, ale grali z nimi w dwóch ostatnich kolejkach. Pojawiła się bardzo realna szansa, że na zakończenie sezonu trzy drużyny będą miały tyle samo punktów a w małej tabeli to Giants, którzy grali cały sezon na równym wysokim poziomie, zostaliby zrzuceni na 3 miejsce i stracili szansę na finały. 12 kolejka była kolejna niespodziewaną dawką emocji, ponieważ cała trójka... przegrała swoje mecze! Giants dali się pojechać niczym nowicjusze Team Vitality 7:0 (w przeciągu 3 ostatnich sezonów w europie taki wynik padł 4 razy). Na koniec dnia G2 mierzyło się z Natus Vincere w jednym z najdziwniejszych meczów ostatnich lat. Wyobraźcie sobie, że jesteście Mistrzem Świata i gracie z beniaminkiem. Dobrym, będącym tylko 1pkt za wami w lidze, ale nadal beniaminkiem. Dodatkowo pozbawionym jednego ze swoich liderów. Gracie ostatni mecz danego dnia i wiecie, że wasi rywale do awansu właśnie zaliczyli gigantyczne wtopy i masz wymarzoną wręcz okazję, aby umocnić swoją pozycję w tabeli. Co robisz w takiej sytuacji? Niszczysz. Na'vi zaczynali Konsulat w obronie, więc teoretycznie mieli przewagę w pierwszej połowie meczu. Jednak zmotywowani gracze G2, pokazali beniaminkowi ich miejsce w szeregu wygrywając pięć pierwszych rund w ataku. Każdy spodziewał się, że G2 łatwo poradzi sobie z osłabionym przeciwnikiem, ale nikt nie spodziewał się aż takiej skali porażki Brytyjsko-Polsko-Chorwackiego składu i nawet ostatnia wygrana runda w obronie nic nie zmieniła. Po pierwszej połowie meczu G2 prowadziło 5:1 i teraz przyszedł czas na obrone w wykonaniu G2. Ciężko powiedzieć, czy Pengu i spółka się rozprężyli, czy coś innego. Jedna runda w obronie w plecy, potem druga a nastepnie trzecia i czwarta... Po chwili mieliśmy już remis i dwie rundy do końca meczu. Natus Vincere, po przegraniu pierwszych pięciu rundy, wygrało pięć kolejnych i byli jedną rundę od zagwarantowania sobie remisu i nadal pozostawania w grze o finały zrównując się punktami z Team Empire. Jednak Szymon wraz z kolegami nie zadowolili się tylko remisem i kontynuowali serię wygranych rund aż do końca meczu, wygrywając w sumie 7 rund z rzędu (cały atak) i ogrywając G2 7:5 po niewiarygodnej remontadzie i tym samym wyprzedzając na dwie kolejki przed końcem G2 oraz Empire o dwa oczka w tabeli.

FINISH HIM!                    

W przedostatniej kolejce na rozkładzie mieliśmy dwa hitowe mecze. Giants mierzyli się z G2, oraz Na'Vi z Empire. Każda z tych drużyn miała jeszcze szanse na awans do finałów w Japonii a faworytami nadal były ekipy G2 oraz Team Empire, które miały jeszcze wszystko w swoich rękach i wygrywając oba ostatnie mecze meldowali się w Tokio. Na pierwszy ogień poszedł mecz Mistrzów Świata z liderem tabeli, którym wystarczał jedynie remis, aby zabukować sobie bilety do Japonii. Mecz był bardzo wyrównany i było widać że obie ekipy graja na maksa, ponieważ pojawiały się nawet nowe taktyki, wcześniej skrzętnie ukrywane przed rywalami i zachowywane na późną fazę meczów lanowych. Przy stanie 5:5 Giganci byli jedną rundę od upragnionego celu i wtedy Aceez, niesamowitym parkurem w ostatnich sekundach zagwarantował im wyjazd do Azji. Mecz ostatecznie zakończył się remisem, co oznaczało, że G2 mieli nadal 1 punkt straty do Natus Vincere, które w ostatniej kolejce mierzylo się z walczącą o utrzymanie ekipom CHAOS, co sprawiało, że marzenia Mistrzów Świata o finałach były już praktycznie tylko i wyłącznie matematyczne. W ostatnim meczu dnia, Na'Vi stanęło naprzeciwko Teamu Empire w czymś co można było śmiało nazwać meczem o drugie miejsce. Oba składy pokazały się ze świetnej strony, wygrywając rundy na przemian, ale w ostatecznym rozrachunku to Saves, Pie, CTZN, Kendrew i neLo wyszli z pojedynku zwycięsko, gwarantując sobie sensacyjny awans do finałów, pozostawiając za plecami dwa najlepsze teamy na świecie. W ostatniej kolejce Natus Vincere dopełnili formalności ogrywając CHAOS, co przy porażce Giants Gaming z Team Empire dało im ostatecznie pierwsze miejsce w Europie!

 

AMERYKA PÓŁNOCNA - WSTĘP    

Ameryka Północna jest drugą po Europie siłą w Rainbow Six Siege, z dwoma wygranymi Majorami, oraz licznymi wygranymi w turniejach mniejszej rangi zwanymi Minor. Głownymi faworytami tego regionu byly ekipy Evil Geniuses (EG) oraz Dark Zero (DZ) - zwycięzcy swojego regionu z sezonu 9 (EG przegrało w wielkim finale z Team Empire, mając 3 "piłki meczowe"). Źli Geniusze mają niby w swoim dorobku obie Amerykańskie wygrane w Majorach, ale to było dawno temu, kiedy grali jeszcze jako Continuum. Po zmianie organizacji zostali wielkimi pechowcami i od tej pory przegrali wszystkie trzy finały Majorów, do których dochodzili, dwukrotnie uznając wyższość G2, oraz raz wspomnianego wcześniej Empire. Resztę stawki zamykały znane z poprzednich sezonów składy: Team Reciprocity, Spacestation, Rogue, TSM ze świeżo nabytą streamerską gwiazdą sceny Beaulo z gigantyczną bazą fanów oraz nowym narybkiem w postaci '92 Dream Team oraz Susquehanna Soniqs, których barw broni jedyna (wedle mojej wiedzy) kobieta w Pro Lidze.

AMERYKAŃSKI SEN     

Na początku sezonu wielkim zaskoczeniem była półamatorska drużyna '92 Dream Team, która nie miała swojej esportowej organizacji. Dopiero po dwóch kolejkach nawiązali współpracę z Luminosity Gaming (LG), ale do tej pory udało im się pokonać drugą silę Ameryki Dark Zero aż 7:1. Po 5 kolejkach nowicjusze nadal plasowali się na najwyższym stopniu podium, zaskakując raz po raz profesjonalne ekipy swoim stylem gry, w którym było dużo naleciałości ze zwykłych rankingówek, co potrafiło całkowicie zaskoczyć przyzwyczajone do innego stylu gry zawodowe zespoły. Zaskakująco słabo spisywała się ekipa Beaulo, która dzięki przyjściu gwiazdy Twitcha, stała się najpopularniejszą drużyną w regionie. TSM, bo o nich mowa, przez siedem pierwszych meczów zanotowali zaledwie po jednej wygranej i remisie.

STABILIZACJA    

Z czasem styl LG został rozpracowany przez bardziej doświadczone składy i do przerwy w połowie sezonu to Dark Zero rozsiadło się wygodnie w fotelu lidera, mając za plecami Team Reciprocity oraz Evil Geniuses, które po bardzo nieudanym Majorze w Ralegh i wyeliminowaniu przez europejskich Gigantów już w fazie grupowej, zdecydowało się na drastyczną roszadę i ze składem pożegnał się kapitan Troy "Canadian" Jaroslawski, który przeniósł się do Spacestation a w jego miejsce powędrował z Modigga. Jednak nie przeszkodziło to najbardziej utytułowanej amerykańskiej drużynie dobrze wejść w rundę rewanżową notując na początku wygraną z Team Reciprocity, co pozwoliło im samodzielnie zająć drugie miejsce i odskoczyć głównemu rywalowi do walki o bilet do Tokio.

WALKA DO KOŃCA                   

Na dwie kolejki przed końcem, Dark Zero zapewniło sobie miejsce w finałach w Japonii i pozostała już tylko walka o drugą lokatę, w której korespondencyjny pojedynek prowadziłi ze sobą Evil Geniuses i Team Reciprocity. Smaczku tej rywalizacji dodawał fakt, że obie ekipy miały przed sobą mecze z pewnym awansu DZ, więc musiały pokazać się z najlepszej strony. Lekkim faworytem w tej walce byli Źli Geniusze, mając jedno małe oczko przewagi w tabeli, które powiększyło się do 3 punktów po remisie Team Reciprocity z Dark Zero w przedostatniej kolejce. W zaistniałej sytuacji do awansu EG potrzebowali zaledwie remisu z będącymi już na wakacjach graczami DZ. W połowie meczu, po obronie Dark Zero mieliśmy remis 3:3 dający lekką przewagę Evil Geniuses i wydawało się, że nic nie będzie w stanie odebrać im awansu. Dark Zero nie chciało jednak pozwolić bardziej utytułowanemu rywalowi na podróż do Azji i start w lanowym turnieju i rozgromili broniące EG aż 4:1, wygrywając całość spotkania 7:4 i dając Team Reciprocity szansę na wyrwanie Złym Geniuszom awansu w ostatniej chwili. TR już na początku swojego meczu pokazało wielkie zaangażowanie wychodząc na prowadzenie 4:2 po ataku, jednak po zmianie stron Luminocity doprowadziło do remisu, co tylko rozzłościło Team Reciprocity i szybko wyszli na prowadzenie 6:4 i do zwycięstwa potrzebowali już tylko jednej jedynej rundy. Jednak to LG wygrali kolejną rundę i przy stanie 6:5 dla TR o losach meczu i awansu decydowała ostatnia runda. W tej lepsi okazali sie gracze Team Reciprocity zrównując się z EG, z którymi mieli lepszy bilans meczów bezpośrednich i po raz pierwszy od piątego sezonu Evil Geniuses nie awansowali do finałow Pro Ligi.

 

LATAM - WSTĘP    

Ameryka Południowa nie jest wybitnie mocnym regionem, ale nie można ich lekceważyć. To reprezentant tego regionu - Team Liquid, jest ostatnim zespołem, który wyrwał zwycięstwo w finale Majora europejskiej drużynie PENTA (teraz G2). Jednak poza pojedynczymi wyskokami, LATAM ustępuje zarówno Europie jak i Ameryce Północnej. Głownym faworytem była ekipa Faze Clan, która od kilku sezonów zdominowała zmagania w Brazylii, wygrywając eliminacje do finałów Pro Ligi w sezonie 9, 8, 7, 5 a w 6 sezonie awansowali do finałow z drugiego miejsca. W walce o awans poza Faze Clan walczyły jeszcze doświadczone ekipy: Ninjas in Pyjamas (NiP), Team Liquid, Black Dragons, MIBR, oraz mniej doświadczone Team One, INTZ i Elevate.

DOMINACJA    

O lidze Ameryki Południowej nie ma się za bardzo co rozpisywać. Dość sporym zaskoczeniem była przez cały sezon postawa NiP, którzy od drugiej kolejki okupowali pierwszą lokatę i nie oddali jej do końca sezonu notując znakomite 33pkt na koniec. Na drugim miejscu, również od startu sezonu aż do jego zakończenia była ekipa dominująca przez ostatnie lata w Brazylii - Faze Clan. To w sumie tyle...

 

APAC    

Istnieje... Tyle wiem.

Jedyną ciekawostką jest półfinał (teoretycznie finał, ponieważ obaj finaliści mieli zagwarantowany start w Tokio) Wildcard vs Cyclops, w którym Cyclops prowadzili 6:3 i do wygranej potrzebowali zaledwie jednej rundy. W 10 rundzie mieli przewagę w obronie 4 vs 2 i 10 sekund do końca. Nie da się tego przegrać... i wtedy gra się wykrzaczyła i trzeba było rundę grać od nowa. Po restarcie Wildcard wygrało wszystkie rundy a co za tym idzie całą mapę 8:6. Podczas drugiej mapy, przegrywając 4:5 powtórzyli comeback, chociaż w mniejszej skali, wygrywając mapę 7:5 i cały mecz 2:0. Ostatecznie można jeszcze dodać, że od 3 sezonów monopol na reprezentowanie region APAC miały Australijczycy z Fnatic oraz Japońska ekipa Nora-Rengo i oba składy kolejno przegrały w tym sezonie z Singapurskim Aerowolf, którzy ostatecznie w finale pokonali również Wildcard 2:1.

 

TOKIO - JAPONIA

W sobotę 11 listopada 2019, zwycięzcy poszczególnych regionów rozpoczęli zmagania w finałach 10 sezonu Pro Ligi Rainbow Six Siege. Jako, że brakowało 3 teoretycznie najlepszych drużyn na świecie w postaci Team Empire, G2 oraz Evil Geniuses, finały zapowiadały się niesamowicie emocjonująco. Losowanie par wyszło dość zabawnie, równo parując Europę z APAC oraz obie Ameryki przeciwko sobie. No to pary rozlosowane, przeciwnicy poznani, taktyki przygotowane, tak więc można rozpoczynać mecze!

 

ĆWIERĆFINAŁY

Biorąc pod uwagę siłę regionów, drużyny z Azji oraz Australii były skazywane na bolesne porażki z przedstawicielami Europy. Zupełnie inaczej wyglądała sytuacja ze starciami reprezentantów obu Ameryk. Tam pojedynki wydawały się być bardzo wyrównane a w roli lekkich faworytów można było upatrywać Dark Zero oraz Ninjas in Pyjamas.

Ale lany rządzą się swoimi prawami. Niespodziewanie, sensacja APAC - Aerowolf pokazała, że wyeliminowanie potentatów swojego regionu nie było dziełem przypadku, stawiając się europejskim Gigantom na pierwszej mapie, wygrywając 4 rundy z rzedu, ale ostatecznie przegrywając mapę po dogrywce. Okazało się, że pełna hala w Tokio była dla Singapurczyków przysłowiowym 11 zawodnikiem i z każdą chwilą Aerowolf rozkręcał się ku uciesze zgromadzonych tłumów, kibicujących drużynie ze swojego regionu. Druga mapa, równie wyrównana jak pierwsza odsłona, zakończyła się juz wygraną Azjatów, także po dogrywce. Oznaczało to grę na decydującej mapie, którą było Wybrzeże. Mapa rozpoczęła się od równej wymiary ciosów i po 3 rundach mieliśmy 2:1 dla Giants Gaming. Po chwili nastąpiło przełamanie i trzy rundy z rzędu poleciały na konto Aerowolf, ale zaraz po tym, zupełnie jak w pierwszej mapie, kolejne 3 rundy z rzędu zdobyli Europejczycy, wychodząc na prowadzenie 5:4. Wydawało się, że będziemy mieli powtórkę pierwszego starcia obu zespołów, ale dziesiątej rundzie wiatr znowu zmienił kierunek, nie zmieniając siły a wraz z nim, uskrzydleni reprezentanci APAC pofrunęli po kolejne 3 rundy z rzędu wygrywając mapę 7:5 i dokonując pierwszej Gigantycznej sensacji, eliminując jednego z głównych faworytów do końcowego sukcesu 2:1 i niespodziewanie meldując się w półfinale. Warte odnotowania jest dodatkowo to, że Giants w przeciągu całego meczu, miało aż 11 rund więcej z pierwszym zabójstwem, dzięki nieznanym super mocom Aceez-a, który zanotował takich zabójstw aż 14, przy 7 drugiego najlepszego w tej statystyce gracza. Porażka Giants Gaming z Aerowolf, była pierwszą w historii porażką europejskiej drużyny z przedstawicielem APAC w turnieju rangi Major.

Pojedynek pomiędzy Faze Clan a Dark Zero zapowiadał się bardzo wyrównanie. Najlepsza drużyna USA, kontra dominator ostatnich sezonów w Brazylii. Mecz rozpoczął się zgodnie z przewidywaniami i oba zespoły dzieliły się wygranymi w pierwszych 3 rundach. Wtedy wiatru w żagle dostała ekipa z Ameryki Północnej, wygrywając 5 rund z rzędu i przy stanie 6:2 gwarantując sobie przynajmniej dogrywkę. Faze Clan stać było jedynie na odbicie 3 piłek setowych i ostatecznie pierwszą mapę, która była ich wyborem, przegrali 5:7. Po krótkiej przerwie obie drużyny przystąpiły do walki na mapie wybranej przez Dark Zero, co stawiało ich w roli faworyta. DZ na wstępie pokazało, czyim wyborem była ta mapa prowadząc na starcie 3:0, będąc w obronie. Będący przyparci do ściany Brazylijczycy, postawili się wymęczając kolejne rundy na swoją korzyść, doprowadzając do remisu 4:4 i tym samym odwrócili trochę szalę przewagi na swoją korzyść, będąc do końca regulaminowych rund w obronie. Jednak ostatecznie to Dark Zero wygrało 3 rundy i całość mapy 7:4, kończąc tym samych azjatycką przygodę ekipy z Ameryki Południowej. Pomimo dwóch w miarę wyrównanych map, trzeba przyznać dość sporą wyższość zwycięzców, u których najsłabszy gracz na przestrzeni całego meczu miał KD 1.0, podczas gdy w ekipie Faze Clan, zaledwie jeden gracz miał KD powyżej 1 a reszta miała więcej zgonów niż zabójstw.

Przed kolejnym starciem pomiędzy Amerykami, lekkim faworytem, były Ninje w Piżamach, które bardzo pewnie wygraly sezon regularny w swoim regionie, podczas gdy Team Reciprocity wyrwał awans z gardła zmagającym się z problemami EG. Ku zaskoczeniu wszystkich, to ekipa z USA zdominowała wybraną przez siebie mapę, jaką było Wybrzeże, pokonując Brazylijsko-Hiszpański skład 7 do 3, od początku odskakując przeciwnikowi i utrzymując spokojną przewagę do końca. Drugie starcie rozpoczęło się dość podobnie i dość szybko TR wyszło na prowadzenie 5:2 na mapie wybranej przez NiP. To jednak nie podłamało drużyny z regionu LATAM i po trzech kolejnych wygranych doprowadzili do remisu 5:5 i pachniało dogrywką, do której ostatecznie doszło po dwóch kolejnych rundach. W dogrywce gracze Team Reciprocity, którzy grali wyśmienite zawody, wygrali obie rundy, dość niespodziewanie łatwo radząc sobie z Ninjas in Pyjamas 2:0. Amerykanie z Kanadyjczykiem w składzie zagrali świetny, równy mecz i każdy z nich zaliczył KD na plusie w przedziale 1.31 do 1.58 przy głownie ujemnym bilansie przeciwników z wynikami 0.4, 0.6, 0.7, 0.8 i jednym jedynym graczem na plusie z wynikiem 1.05.

Pół roku temu Szymon Kamieniak, grał w europejskim Challengerze pod szyldem MnM i pewnie nawet nie marzył o tym, aby za 6 miesięcy wylądować w stolicy Japonii. Mimo swojego nadal dość niewielkiego doświadczenia w meczach na najwyższym światowym poziomie, oczywistym faworytem tej walki byli zwycięzcy europejskich zmagań. Jednak trema robi swoje i początek meczu był prawdziwym kubłem zimnej wody. Zanim Na'Vi wygrało swoją pierwszą rundę, na wybranej przez siebie mapie, cztery sztuki powędrowały na konto Australijczyków. Przełamanie dobrej passy Wildcard, poprzez wygranie rundy wlało w serca fanów Natus Vincere odrobinę nadziei na powtórkę meczu z G2 i wygranie wszystkiego do końca. Jednak w życiu nic dwa razy się nie zdarza i Wildcard po chwili prowadziło już 6:1, potrzebując jednego punktu do wygrania pierwszej mapy. Saves wraz z kolegami powalczyli ile sił, ale udało im się ugrać jedynie trzy rundy, zanim przegrali swoją mapę 4:7. Po przerwie przyszedł czas na rozegranie mapy wybranej przez Wildcard. Był to ostatni dzwonek dla Natus Vincere, aby się obudzić i nawiązać walkę. Chłopaki zrobili to w niesamowitym stylu, pokazując zespołowi z APAC, czym jest europejski Siege gromiąc ich, na ich własnej mapie aż 7:1! Decydującą mapą był Klub. Oba składy walczyły zawzięcie okładając się równo ale to Wildcard, po wygraniu rundy na 6:5, znalazł się jako pierwszy przed szansą na wygranie meczu. Na'vi udało się jednak doprowadzić do dogrywki i chwilę później wyjść w niej na prowadzenie, stawiając tym razem przeciwnika w sytuacji być albo nie być, co ostatecznie im się udało i w decydującej mapie o awansie miała zadecydować ostatnia 15 runda. Wildcard, grając w obronie, stanęło przed wielką okazją, wyrzucenia zwycięzcy europejskich eliminacji, jednak świetna postawa Bena "CTZN" McMillana, który w decydującej rundzie zaliczył trzy zabójstwa, poprowadziła Natus Vincere do półfinału, eliminując ostatnią drużynę z regionu gospodarza imprezy.

PÓŁFINAŁY

Po niespodziewanym wyeliminowaniu Giants Gaming, przez Singapurskiego debiutanta w finałach Pro Ligi - Aerowolf, cała stawka wydawała się wyrównana i ciężko było określić, kto w tym gronie jest największym faworytem. Doświadczenie przemawiało po stronie Dark Zero, Aerowolf, mimo debiutu w finałach Pro Ligi, był nieobliczalny i właśnie wysłał do domu największego faworyta, Team Reciprocity rozbił najlepszym zespołem z Brazylii, a Natus Vincere reprezentowało najmocniejszy region, ale nie miało doświadczenia w finałach i przed chwilą męczyli się z kolejnym debiutantem z najsłabszego regionu. Mimo wszystko doświadczenie i forma wydawały się sprzyjać drużynom z USA i była duża szansa na Amerykański finał.

Aerowolf, jako ulubieniec widowni, marzył o sprawieniu kolejnej sensacji. Na ich drodze stanęło Dark Zero, równie doświadczona drużyna, jak ich poprzedni przeciwnik, którego się nie przestraszyli i ostatecznie odnieśli zaskakujący sukces. Ale tym razem po przeciwnej stronie grał Mattew "Hotandcold" Stevens, który przez cały mecz był hot, niczym Carolina Reaper i w meczu, który zakończył sie po zaledwie 20 rundach (7:3 i 7:3) zanotował 22 fragi, przy zaledwie 8 zgonach, notując genialne KD ratio na poziomie 2.75, praktycznie w pojedynkę roznosząc Singapurczyków na strzępy i zapewniając swojej drużynie pierwszy finał Majora w historii.

Drugi półfinał zapowiadał się na dużo bardziej wyrównane spotkanie. Pierwsza mapa, która była wyborem Natus Vincere, był Konsulat, na którym Na'Vi zrobiło historyczny comeback przeciwko G2. Team Reciprocity grało tą mapę w tym sezonie zaledwie dwa razy w lidze oraz raz w finałach przeciwko NiP. Bilans to 2 wygrane i jeden remis. Europejczycy, poza pokonaniem na tej mapie G2, grali ją jeszcze trzykrotnie, raz przegrywając z Team Empire i 2 razy wygrywając, w tym raz 7:1. Wydawało się, że ta część meczu powinna należeć do drużyny naszego rodaka, co Na'Vi szybko udowodniło zaczynając od wygrania 4 pierwszych rund, dwukrotnie wygrywając na czas. Jednak taki początek spotkania nie zniechęcił Team Reciprocity, którzy szybko się przebudzili i doprowadzili do remisu 4:4. Doskonałą mapę rozgrywali CTZN z Na'Vi oraz Skys z TR, robiąc z pierwszej mapy swój prywatny pojedynek. Skys zanotował w tej części meczu 21 fragów a jego rywal pokusił się o rekord zabójstw podczas jednej mapy w finałach Pro Ligi, posyłając do piachu łącznie 23 przeciwników. Mecz był wyrównany, tak samo jak walka obu fragerów i doczekaliśmy się dogrywki, w której oba zespoły wygrały swoje ataki i jak na zakończenie ćwierćfinału, tak teraz na dzień dobry w półfinale Natus Vincere doprowadziło do rozegrania ostatniej, 15 rundy. Tym razem Team Reciprocity pokazali stoicki spokój i wygrali decydującą rundę bez straty w ludziach, pokonując Europejczyków na ich własnej mapie. Wybór mapy TR, trochę dziwił, ponieważ zdecydowali się na Villę, którą grali w tym sezonie zaledwie dwa razy i ani razu nie wygrali, ledwie raz remisując. Natus Vincere nie grało tej mapy ani razy w tym sezonie, tak więc nie było wiadomo czego się po tej mapie spodziewać, ale biorąc pod uwagę, że Amerykanie wygrywali do tej pory na tej mapie ponad 60% ataków i był to ich wybór, wydawało się, że ekipa Polaka będzie miała wielki problem z pozostaniem w grze. Tak jednak nie było i Na'Vi po przegraniu mapy numer 1 powtórzyło wyczyn z pierwszego meczu, gromiąc rywali 7:1 i doprowadzając tym samym do decydującej mapy, którą znowu był Klub. Początek mapy należał do TR, ale przy stanie 2:1 dla Amerykanów, Na'Vi wygrali 4 rundy z rzędu wychodząc na prowadzenie 5:2, będąc zaledwie jedną rundę od zagwarantowania sobie minimum dogrywki. Team Reciprocity, musieli rzucić wszystko na jedną kartę i doprowadzili do wyniku 5:6, potrzebując wygrać jedno starcie w obronie, aby doprowadzić do dogrywki. 12 runda, była bardzo wyrównana, ale Natus Vincere uzyskało przewagę dzięki świetnej grze Pie, który wcielił się w rolę CTZN, z ostatniej rundy ćwierćfinału i zanim wylądował sześć stóp pod ziemią, posłał tam 3 graczy TR, dając swojej drużynie przewagę 3 na 2 w ostatnich sekundach rundy. Świetnie skoordynowany atak Natus Vincere, pozwolił Kendrew na zaplantowanie defusera i mimo iż TR wyrównało stan graczy, musieli odbić defuser, co okazało się ponad ich siły i Szymon Kamieniak wraz ze swoimi towarzyszami broni zameldowali się w wielkim finale.

FINAŁ     

Specjalnie w tytule blogu nie napisałem czy nasz rodak wygrał finał czy nie. Teraz masz ostatnią okazję, aby zobaczyć go samemu poprzez link powyżej, do czego każdego bardzo zachęcam a tych, którzy sobie to odpuszczą zapraszam do opisu poniżej.

Od początku esportowych zmagań w Rainbow Six Siege, reprezentanci Europy i Ameryki Północnej wiele razy stawali ze sobą w szranki w wielkich finałach Majorów, jednak ostatni raz zawodnicy z USA wygrali z Europejczykami w finale 3 sezonu Pro ligi pod koniec 2016 roku w Katowicach. Od tamtej pory jednokrotnie wygrali Majora w lutym 2017 roku, ale tam w finale mierzyły się dwie ekipy ze Stanów Zjednoczonych. Jak do tej pory, w Tokio, Dark Zero wygrało pewnie swoje oba mecze po 2:0, podczas, gdy Natus Vincere musiało wyrywać swoje wygrane przeciwnikom z gardeł. Przebieg meczów oraz doświadczenie obu zespołów stawiało Dark Zero w roli lekkiego faworyta i dawało nadzieję kibicom z USA na przełamanie złej serii i ponowne wywalczenie tytułu mistrza Pro Ligi dla ich regionu, kosztem wielkiego rywala.

BANOWANIE MAP

Pierwszą drużyną podejmującą decyzję w sprawie map było DZ, które zdecydowało się na wyeliminowanie z gry Willi, a Na'Vi pozbyło się Banku. Po pierwszych banach przyszedł czas na wybór swoich map. Dark Zero zdecydowało, że chce zagrać na Konsulacie, na którym kilka godzin wcześniej Natus Vincere przegrało po dogrywce z ich dobrymi znajomymi z regionu - Team Reciprocity. Na'Vi postawiło na Wybrzeże - jedną z popularniejszych map w Europie. Po wyborze pierwszych dwóch map, obie drużyny miały jeszcze po jednym banie, po których zostawała wyłoniona mapa decydująca, wybór której należał do Europejczyków. DZ wyrzuciło z gry Klub, który już dwukrotnie w roli mapy decydującej dał wygraną Natus Vincere i ekipie Saves-a pozostały już tylko dwie mapy: Kafe Dostojewski oraz Granica. Zespół ze starego kontynentu, zdecydował się na zbanowanie Kafe, co oznaczało, że w przypadku remisu 1:1 o ostatecznym wyniku zadecyduje Granica.

KONSULAT                

DZ weszło w mecz na ostrej, wygrywając w ataku pierwszą rundę bez straty w ludziach, co było świetnym otwarciem meczu i dorzuciło na głowy niedoświadczonych graczy z Europy dodatkową presję. W drugiej Amerykanie kontynuowali swoją dobrą grę eliminując trzech graczy Na'Vi i doprowadzając do przewagi 4 na 2 na minutę przed końcem rundy. Jednak Szymon "Saves" Kamieniak, wraz z Benem "CTZN" McMillanem, najpierw wyrównali straty a później doprowadzili do wygranej swojej drużyny notując równo po 2 fragi. Trzecia runda była kolejną porcją bezradności Dark Zero, którzy znowu wychodząc na prowadzenie 4 na 2, najpierw sami zabili swojego gracza z defuserem a później z niewiadomych przyczyn nie zaplantowali i czas dobiegł końca, dając Natus Vincere prowadzenie 2:1. Kolejne dwie rundy wyglądały niczym skopiowane na xero. Dark Zero obejmowało lekką przewagę, dającą im możliwość podłożenia rozbrajacza i uniemożliwili Na'Vi odbicie punktu, co dało im w rezultacie prowadzenie 3:2 będąc w ataku. W ostatniej obronnej rundzie Europejczycy pokazali, dlaczego są uważani za jedną z drużyn, najlepiej marnujących czas atakujących i wygrali ją znowu za pomocą kończącego się czasu, nie dając przeciwnikowi szansy na zaplantowanie defusera. Pierwsza połowa mapy zakończyła się remisem 3:3, co dawało broniącym w drugiej połowie mapy Dark Zero lekką przewagę. Wtedy Na'Vi pokazało, że wygranie 7 rund z rzędu, w tym 6 w ataku, przeciwko Mistrzom Świata G2, nie było przypadkiem i wygrali trzy rundy z rzędu w ataku gwarantując sobie dogrywkę. W kolejnej rundzie zastępujący zbanowanego Dokiego, Pie, podłożył rozbrajacz, ale DZ udało się odbicie defusera i zmniejszyli straty do 4:6, przedłużając swoje nadzieje. W kolejnej rundzie gracze ze Stanów Zjednoczonych, całkowicie się pogubili i rozbiegli po całej mapie nie pilnując punktu, co skrzętnie wykorzystał neLo, podkładając rozbrajacz na minutę przed końcem rundy a pilnujący flanki Pie posłał w 5 sekund do piachu 3 wracających obrońców. Jeszcze lepszą robotę wykonał Mint z Dark Zero, eliminując 4 graczy atakujących. Pozostając sam na sam z Pie z koniecznością zrobienia ace-a, aby wygrać rundę, udało mu się odszukać kulą Pie-a, ale zabrakło mu czasu na rozbrojenie defusera i tym samym, mimo ace-a gracza Dark Zero, to Natus Vincere było jeden krok bliżej ku upragnionemu tiumfowi, wygrywając pierwszą mapę 7:4.

WYBRZEŻE              

Wybrzeże jest mapą, której w tym sezonie Dark Zero jeszcze nie grało w ramach rozgrywek 10 sezonu Pro Ligi. Natus Vincere rozegrali ją raz, z opłakanym skutkiem, przegrywając wysoko z Giants Gaming 2:7. Obecnie jest to chyba jedna z najbardziej sprzyjających ofensywie map, więc DZ zaczynające od ataku mogli zyskać nikłą przewagę psychologiczną przy zmianie stron. Po trzech pierwszych rundach Dark Zero prowadziło zgodnie z planem, dwukrotnie wybijając wszystkich obrońców i jednokrotnie dając się pokonać po odbiciu podłożonego rozbrajacza, po szalonej akcji Kendrew, który będąc sam na dwóch przeciwników (jeden był obalony) poszedł po piłkarsku "na raz" i udało mu się rozbroić defuser, na ułamki sekund przed tym jak gracz DZ zdołał do niego dotrzeć. Drużynie Polaka udało się jednak odbić od ściany i pozostali niepokonani w obronie już do końca, prowadzać przy zmianie stron 4:2 i przechylając psychiczną przewagę na swoją korzyść. Dark Zero udało się rozpocząć swoją obronę od minimalnej wygranej, ale później do głosu doszli gracze z Europy, wygrywając każdą kolejną rundę i tym samym zostając Mistrzem 10 sezonu Pro Ligi Rainbow Six Siege a Szymon "Saves" Kamieniak został pierwszym polskim mistrzem Majora! MVP meczu finałowego został Pie - gracz, który przypadkiem, z powodu bana dla Dokiego, został w trybie awaryjnym dodany do składu a wcześniej nie znał nawet smaku Pro Ligi i został wyrzucony z drużyny walczącej o awans do Challengera.

KORONACJA

CO DALEJ?

Za niedługi czas rozpocznie się 11 sezon Pro Ligi. W Europie do elity awansowały dwie świetne drużyny z Challengera, pewnie pokonując w barażach dwie najsłabsze, ale bardzo doświadczone drużyny z Pro Ligi. BDS Esports dodatkowo wyeliminowało z Minora Dreamhack Montreal 2019 G2 a ostatnio w eliminacjach do kolejnego Minora, ledwie z nimi przegrali. Ich liderem jest Shaiiko, który powraca do gry po skróceniu bana za oszukiwanie, którego możliwe że nigdy się nie dopuścił a jedynie był za dobry, jak na tamte czasy. Do tej pory, zdania co do jego gry są mocno podzielone, pomimo iż takie same cuda wyczynia online oraz podczas turniejów lanowych z sędziami za plecami. Drugim debiutantem jest rosyjskie Forze, które w rosyjskiej lidze walczy z Team Empire jak równy z równym a w ostatnim Six Invitational 2019 doszli do półfinału (będąc uczestnikiem Challengera!) i tam dopiero odpadli z późniejszym zwycięzcą G2. W lutym odbędą się kolejne Mistrzostwa Świata (Six Invitational 2020), do których nadal nie zakwalifikowali się obrońcy tytułu G2 (wygrana w poprzedniej edycji gwarantowała awans do Majora w Raleigh), których czeka na początku grudnia Minor OGA PIT, dający wygranemu awans do Six Invitationala.

Ciekawie zapowiada się również dalsza przyszłość najlepszego gracza wielkiego finału Pro Ligi - Pie. W trakcie 11 sezonu skończy się ban dla Dokiego, który nadal oficjalnie jest graczem Natus Vincere a Pie jest jedynie jego zmiennikiem. Czy zostanie w Na'Vi i zajmie miejsce któregoś z obecnych graczy, czy odejdzie do innej organizacji, tego nie wie jeszcze nikt, ale pewnie w najbliższych miesiącach zostanie podjęta jakaś decyzja w tej sprawie.

To tyle. Mam nadzieję, że miło spędziliście czas czytając moje wypociny i że udało mi się chociaż jedną osobę zachęcić do śledzenia Pro Ligowych zmagań w Rainbow Six Siege. Pozdro! :)

Tagi: R6 siege esport ubisoft rainbox six

Oceń notkę
+ +4 -

Oceń profil
+ +5 -
lansalot
Ranking: 1960 Poziom: 34
PD: 5876
REPUTACJA: 189