Blog użytkownika petanorech

petanorech

petanorech petanorech 28.05.2020, 21:12
Mortal Kombat 11: Aftermath - moja opinia/recenzja
216V

Mortal Kombat 11: Aftermath - moja opinia/recenzja

O komiksach będzie później :D! Kupiłem, a właściwie dostałem najnowsze rozszerzenie do Mortal Kombat 11. Zapraszam do lektury oraz na bloga http://ultimatemk.blogspot.com/



Wreszcie wylądowało na dysku! Po małych zawirowaniach z premierą (!) i po instalacji (!!) wreszcie odpaliłem najnowszy dodatek do Mortal Kombat 11. Dla niewtajemniczonych - Aftermath - czyli po polsku "Następstwa" to swego rodzaju paczka zawierająca trzy nowe postacie - Sheeva, Fujin oraz Robocop, nowe stroje oraz rozwinięcie fabuły znanej z podstawki. Jak wypada całość? Czy warto wydać na to rozszerzenie 170 zł?

Zajmijmy się najpierw nowymi wojownikami. Jak napisałem we wstępie dostajemy ich trójkę - dwie znane z poprzednich gier Mortal Kombat - Sheeva oraz Fujin oraz gościnnie pojawia się Robocop. Zacznijmy może od Super Gliny - wiadomo goście mają pierwszeństwo. Bałem się o jego występ w Mortal Kombat, gdyż w filmie była to postać silna, ale jednocześnie bardzo wolna. Jednak skoro udało się z Terminatorem to może i uda się z inną maszyną? Robocop nie jest zły i na pewno w rękach doświadczonego gracza będzie niebezpieczną bronią, ale podobnie jak i inne 'gościnne' postacie nie pasuje on do klimatu gry. W dziewiątce dostaliśmy jeden gościnny występ (Freddy, nie liczę exclusive'a w postaci Kratosa), w X/XL i 11 jest już czterech. Wolałbym dostać mniej dodatkowych wojowników, albo w zamian za postacie z innego uniwersum, odkurzyć jakiegoś fightera, który dawno nie pojawił się w MK, a których Boon i spółka sukcesywnie pomijają. Moze Havik, Shujinko, Chameleon, Reiko panowie?

Z powrotu pozostałych wojowników bardzo się ciesze. Przyznam się bez bicia, że szczególnie raduje mnie powrót Fujina. Nieobecny od 'Armageddon' Bóg Wiatru przez lata był dosłownie upraszany przez fanów sagi. Chociaż w 'X' został wpleciony w fabułę to dopiero w 'Aftermath' jest w pełni grywalny i jak dla mnie gra się nim znakomicie. Przeszedł on delikatny lifting, dodano mu nowe ciosy specjalne (teleport) jak i te znane z MK4/Armageddon (kusza!). Sheeva nie zmieniła się prawie wcale, ale czy to minus? Na pewno nie i miło ją ponownie widzieć. Nie grałem nią dużo, ale mam wrażenie, że jej 'uppercut' ma mniejszy zasięg niż innych postaci. Stomp - ponownie świetnie sprawdza się jako 'spam' (ahhh, piękne czasy MK9).

Otrzymujemy również trzy nowe areny. Dwie znane z poprzednich części - Soul Chamber oraz Dead Pool. Dead Pool to jedna z moich ulubionych aren z całej serii (wraz z Living Forest) i wygląda świetnie - bogata w szczegóły, elementy otoczenia, które można wykorzystać w walce oraz oczywiście można wykonać na niej Stage Fatality! Obie plansze są również ciekawie wplecione w 'Story Mode'.

Dodatkową i bardzo ciekawą areną jest natomiast ta trzecia - nowa. Nazywa się 'Retrocade' i podczas walki na wielkim rzutniku pojawiają się areny z pierwszych części Mortal Kombat! Po bokach widać również standy z MK: Deception, a całości towarzyszy 'klasyczna nutka'. REWELACJA!

Rozszerzenie elementu fabularnego to dla mnie pretekst by wpleść w historię postacie z obu dodatków. Czy to źle? Może się tak wydawać jednak w tym elemencie fabuła broni się sama. Zaryzykuje nawet stwierdzenie, że jest lepsza niż w podstawowej wersji gry! Chociaż wciąż pojawiają się zapoczątkowane już w 'reboocie' podróże w czasie, to mimo tego nie drażnią one tak bardzo. Może dlatego, że więcej tutaj zwrotów akcji, mniej 'marvela' lub to, że nowi wojownicy w pewnym momencie ładnie zazębiają się z fabułą podstawki. Gra zaczyna się tam gdzie kończy się jedenasta część - Bóg Ognia Liu Kang pokonuje Kronikę i postanawia przywrócić wymiarom równowagę, gdy nagle odwiedzają go Nightwolf, Fujin oraz Nightwolf. Przez kilka następnych rozdziałów poświęconych wyżej wymienionym oraz, Sheevie i Sindel bawiłem się świetnie co raz to bardziej kibicując... zobaczycie sami ;). Sama fabuła starcza na dwie-trzy godziny zabawy.

Jeżeli jednak liczyliście, że po zakończeniu dodatku dostaniecie klarowną odpowiedź 'co w kolejnym MK' to niestety się zawiedziecie. Ponownie czeka na nas jedno z dwóch zakończeń. Pomimo, że każdy kto ukończy fabułę i choć troszeczkę zna twórców wie jak prawdopodobnie zakończy się 'Aftermath' to drugie zakończenie również cholernie mi się podobało. Jakkolwiek zacznie się dwunasta część - będę zadowolony :)

Podobnie jak i użytkownicy podstawowej wersji gry dostajemy nowe/stare wykończenia - Friendship i Stage Fatality. Wykończenia na arenach są świetnie i wspaniale wkomponowały się w klimat gry - są brutalne i cieszą oko. Drugie skończenie... jest prześmiewcze i jak nazwa wskazuje takie ma być. Osobiście - ani mnie grzeją, ani ziębią. Przy niektórych nawet na mojej twarzy pojawił się uśmiech.


Co jeszcze? Dostajemy zestaw klasycznych skórek. Scorpion z 'Mortal Kombat (2011)', Sub-Zero z MK: Deception (oryginalny strój nie ten alternatywny :D) oraz Frost z MK: Deadly Alliance. Mnie najbardziej cieszy 'oryginalny' strój Frost, chociaż pozostałe ciuszki również wypadają genialnie. Być może twórcy wyciągną wnioski, że zamiast jednej i tej samej 'skórki' w kilkunastu wariantach kolorystycznych lub różniących się drobnymi detalami lepiej wrzucić do gry klasyczne stroje z poprzednich odsłon. Do zamówień przedpremierowych dodany został również motyw systemu.

Czy warto? Dla fanów 'Mortal Kombat' to pozycja obowiązkowa i zważywszy na to, że wersja kompletna (podstawka + Kombat Pack + Aftermath), pudełkowa ma się w Europie nie ukazać (czy aby napewno?) to polecam kupić ten dodatek. Innym odradzam - poczekajcie na przecenę. Dla was to 170 zł za 3 postacie, 3 skórki i 3h zabawy w 'Story Mode', więc jeżeli macie ochotę wydać pieniążki na coś innego to nie wahajcie się.

 

autor - petanorech, 2020
http://ultimatemk.blogspot.com/

Tagi:

Oceń notkę
+ +4 -

Oceń profil
+ +20 -
petanorech
Ranking: 1308 Poziom: 42
PD: 10665
REPUTACJA: 1707