Blog użytkownika Moonloop

Moonloop Moonloop 28.05.2020, 23:52
MORTAL KOMBAT "oddajmy Shangowi co królewskie" AFTERMATH
490V

MORTAL KOMBAT "oddajmy Shangowi co królewskie" AFTERMATH

Mortal Kombat ewoluuje. Doczekaliśmy się pierwszego w historii serii rozszerzenia fabularnego. Niedługo po moim narzekaniu, że po roku istnienia MK11 na rynku nie dostaliśmy zbyt wiele, okazało się, że jednak coś dostaniemy. Aftermath przewrócił do góry nogami mój poprzedni wpis o najnowszym Mortalu, ale też wcześniejszy na temat MK12. Pytanie, czy to dobrze, czy źle?

Zacznę od bardzo głośnego słonia w salonie, żeby jak najszybciej mieć to z głowy. Aftermath jest drogi i czy w ogóle powinien być płatny w pierwszej kolejności? Przecież po to chyba gracze kupowali Kombat Pack za te 150 zł (przy premierze), bo to season pass, a chyba po to jest season pass, żeby nie bulić potem dodatkowo za coś, co ma być częścią właściwej gry, w tym kluczowym rozwinięciem fabuły. Nie według Warner Bros. Tym samym, fani Mortal Kombat, którzy inwestowali w grę od początku, zabulili łącznie (kupując każdy element osobno, w podstawowych wersjach, w pełnej kwocie) około 570 zł. I kompletnie pomijam opcjonalne mikrotranzakcje. Nie chcę zbytnio rozwlekać tego akapitu, ani popadać w kiedyśtobylizm, ale trudno nie wspomnieć czasów kiedy dostawaliśmy od razu gry kompletne. Wysoka cena Aftermath boli głównie, bo cały pakiet powinien wchodzić w skład season passa, a płacimy prawie jak za nową grę, którą nie jest. Oczywiście zaproponowane bundle (After + KP oraz MK11 + After) są korzystne, ale nikogo to chyba nie dziwi. Ja, jako fan MK, nie będę przecież za każdym razem czekał rok żeby pograć za ludzkie pieniądze w ulubioną serię. Może czas się pogodzić z tym, że tak teraz wygląda model sprzedaży i koniec. To jest temat na dłuższego bloga, a raczej do dyskusji w większym gronie. Przejdźmy zatem do opisu "produktu".

Tekst podzieliłem na dwie części, w drugiej będą spoilery. Dam znać.

W skład Mortal Kombat Aftermath wchodzi nowy tryb fabularny (5 rozdziałów, niecałe 3h zabawy), 3 nowe postacie (Fujin, Sheeva i Robocop) oraz innego rodzaju dodatki takie jak np. powórt Friendship, nowe skiny, nowe/stare areny (Soul Chamber, Deadpool), itd. Trochę tego jest. Epilog Story Mode opiera się o postacie dodane do tej pory jako DLC (ale tylko te ze świata MK, zatem na szczęście bez udziału Spawna, Terminatora, Robocopa i Jokera), nie ma zatem powtórek.

Na powrót Fujina fani czekali od wieków i na szczęście można powiedzieć, że to nie tylko tanie zagranie NRS, ale naprawdę porządna postać, którą kapitalnie się gra. Podobnie Sheeva, która zarówno w gameplayu, jak i fabularnie, nabrała charakteru. Robocop jest specyficzny, ale ok. Jeśli już ładują nam do gardła postacie nie związane z uniwersum MK, to wolałbym Asha, ale przynajmniej głosu Robocopowi użyczył sam Peter Weller, więc developerzy naprawdę się tutaj postarali.

 

Friendship, jak Friendship, na pewno lepsze niż Babality, chociaż wszyscy wolelibyśmy Animality. Zawsze to jednak jakieś pole dla kreatywności twórców.

UWAGA, przechodzimy do części spoilerowej

Nowy tryb fabularny jest dobry i zaraz wyjaśnię dlaczego. Zakończenie oryginalnego MK11 było ciekawe, ale jednocześnie zbyt ogólne, niejasne i chaotyczne. Pozostawiono zbyt duży rozpoździel w obecnej linii czasu, bez konkretnego celu, który mógłby stanowić bazę dla Mortal Kombat 12. Już byliśmy w takim miejscu i nazywało się ono Mortal Kombat Armaggedon. Skończyło się rebootem i... tym razem też się tak skończy, ale od początku.

Jak się okazało, kanonicznym zakończeniem MK11 nie było to "najlepsze" (Liu i Kitana wspólnie władają klepsydrą), ale to środkowe, czyli Bóg Ognia Liu tworzy nowy timeline, mając Raidena za doradcę. Inaugurację nowego świata przerywa pojawienie się Shang Tsunga, Fujina i Nightwolfa. Okazuje się, że bez korony Kroniki, klepsydra do tworzenia nowej linii czasu pęknie. Shang składa propozycję aby wysłać go w niedaleką przeszłość, aby mógł zapobiec zniszczeniu tej korony. I tak też robią.

Co jest najlepsze w tym dodatku? Odpowiedź jest prosta - Shang Tsung. Kiedy tylko wyjawiono, że ta postać pojawi się jako DLC i będzie miała twarz i głos samego Cary'ego Tagawy, pomyślałem że wielką szkodą i straconą szansą jest to, że nie ma go w Story Mode. Na szczęście nie popełniono tego błędu. Shang nie tylko występuje w epilogu, ale jest jego centralną postacią. Oglądanie go to czysta przyjemność. To jest ten sam Shang, którego znamy: przebiegły, jadowity, złośliwy, pewny siebie, manipulujący, traktujący wszystkich jak pionki. Może to dziwne porównanie, ale od razu przychodzi mi do głowy serial Czarna Żmija. Tsung to podobna postać, niby wiecznie pomiatana, ale zawsze jest o krok dalej od innych. Przez cały czas kiedy grałem w Aftermath, uśmiech nie schodził mi z twarzy. Jakby sam Shang to było mało, gra go przecież Tagawa. Dla wielu fanów z mojego lub zbliżonego rocznika, filmowy Shang Tsung, to jest właśnie perfekcyjny Shang Tsung. Szyderczy, wiecznie "usmiechnięty" głos Tagawy, przeciąganie słów, akcent - definiują dla mnie zajebistość tej postaci.

Fujin, chyba na przeprosiny, nie tylko powrócił jako grywalna postać, ale odgrywa ważną rolę w nowym Story Mode.

Nightwolf trochę odstaje, ale nie będę się już go czepiał, zwłaszcza że tryb fabularny daje jednak kopa tej postaci.

Nie będę opowiadał szczegółów całej fabuły, bo to bez sensu, zwłaszcza że jeśli czytacie sekcję spoilerową, to zapewne graliście, natomiast jest kilka elementów, na które chciałbym zwrócić uwagę.

Myślałem przez chwilę (przez mini chwilę), że gniew fanów w kwestii dużych zmian w charakterystyce Sindel (o których pisałem jakiś czas temu), sprawi że developerzy to odkręcą. Gówno. Pojechali z tematem na maksa i jestem ciekaw, co powie na to fanbase. W każdym razie, Królowa "mój pierwszy mąż był pizdą, a Shao mi podbija krainy i ma fajne muły" Sindel okazuje się być bardziej dwulicowa niż sam Shang. Taki sobie plot device, a ewentualny twist i tak został spalony wcześniej. Przyznam, że niechętnie grało mi się parą Sindel/Shao, bo po prostu mnie wnerwiali. Ja naprawdę lubię Shao Kahna, a tutaj robi on siebie totalne pośmiewisko, po raz kolejny dając się zrobić w konia (jest bliski pobicia rekordu Shujinko). Mniejsza z tym.

Ostatni akt jest dosyć dramatyczny. Gra zbliża się ku końcowi, a wszyscy dobrzy bohaterowie zaczynają padać jak muchy, z ręki Shao Kahna (czyli robi się Armaggedon 2). Automatycznie zaczynamy się niepokoić, czemu ten dodatek niszczy pozytywne zakończenie? Wiadomo było jednak, że przecież Liu cośtam konspirował z Fujinem na początku, i w którymś momencie będą musiały pojawić się tego efekty. Przypomina mi to trochę finał pierwszego sezonu Mortal Kombat Conquest, w którym Shao wytłukł wszystkich. Początek drugiego sezonu (który nigdy nie powstał), miał pokazać, że całość była tylko wizją Kung Lao. Tutaj dzieje się podobnie. Wszyscy pomordowani, Shang Tsung oczywiście okazuje się być o krok przed wszystkimi, zabija Shao i Sindel i zabiera się do kształtowania nowej linii czasu. Na to wbija Liu Kang, który tym razem był tą jedyną osobą, która przejrzała naszego ulubieńca.

No, i tu się robi ciekawie bo możemy wybrać, czy walczymy jako Shang, czy Kang. Za pierwszym razem wybrałem Shanga. Uwielbiam tę postać, ale ona zawsze dostawała w dupę. O ile startował z dobrej pozycji, na koniec zostawał z niczym. Tutaj zaś była szansa aby zawojował w jednym z dwóch zakończeń Story Mode. Niestety, zakończenie Shang Tsunga rozczarowuje. Owszem, facet wygrywa, bracia Fujin i Raiden sa jego sługusami, a świat stoi otworem dla jego podbojów, ale jakieś to po prostu bez jaj. To zakończenie, mimo że cieszy, jest tak samo "puste" jak pierwotne zakończenie MK11, a wręcz przypomina jedno z prostszych endingów ladderowych. Dokąd z tego punktu iść? Cholera wie.

Bałem się, że zakończenie Liu Kanga będzie tak samo słabe, ale na szczęście się myliłem i oby to było ostateczne, kanoniczne, prowadzące do MK 12 zakończenie. Końcowa scena jest prosta. Bóg Ognia Liu Kang, pojawia się w dalekiej (dla nas) przeszłości w klasztorze Shaolin, aby rozpocząć szkolenie Kung Lao. Tego Kung Lao - praprzodka niesfornego młokosa w metalowym kapeluszu. Postaci legendarnej, która istnieje w lore Mortal Kombat od dekad, o które powstał cały serial telewizyjny (Conquest), a która nigdy nie pojawiła się w samej grze.

Jeżeli to jest podbudówka pod Mortal Kombat 12, w którym zobaczymy pierwszy, ale prawilnie pierwszy, prastary turniej Mortal Kombat, z legendarnym Kung Lao szkolonym przez Boga Liu Kanga, to czeka nas najlepszy, najbardziej przemyślany i świeży soft reboot na jaki NRS mogli wpaść. Wprawdzie, w tym zakończeniu Liu wymazuje Shang Tsunga z historii, ale to jest Mortal Kombat. Tutaj nie da się kogoś po prostu wymazać, coś wymyślą. Jeśli jeszcze Paolo Montalban zostanie zeskanowany i nagra dla Kung Lao dialogi, to już padnę ze szczęścia.

Autentycznie jaram się tym pomysłem. W końcu zakończenie, które ma sens, i które stanowi zapowiedź Mortala, który może pokazać coś naprawdę nowego (a nie tylko kolejny retelling pierwszych części), wprowadzić nowe interesujące postacie i opowiedzieć fascynującą historię, bez kolejnego przenoszenia w czasie klasycznych postaci.

Niestety, to jest NRS i może okazać się, że znowu dojdzie do jakiegoś przeskoku, znowu zrobią coś wbrew temu co zapowiadali, znowu będą chcieli nadmuchać za mały balon za dużą ilością powietrza. Okaże się.

Mortal Kombat Aftermath to fajna rzecz. Nadal uważam, że za droga, ale jeśli się to przełknie na wstepie, to raczej trudno potem żałować. Czytałem na necie komentarze, że sam Fujin jest warty tej ceny. O ile nie mogę się z tym zgodzić, to jednak Fujin to Fujin. Bardzo długo na niego czekaliśmy, a do tego gra się nim naprawdę świetnie.

Ostatecznie, jestem zadowolony, bo fabularnie skierowano serię na właściwe tory, a nowe postacie, nie są tylko zapchajdziurami, ale porządnie przygotowanymi, bardzo grywalnymi wojownikami.

Czy czeka nas coś jeszcze? To wiedzą tylko NRS. Obiecano wsparcie dla gry na lata, ale nie sądzę żeby czekało nas jeszcze coś w stylu Aftermath i może dobrze, bo lepiej żeby już nie mieszali bardziej w fabule. Jest dobrze.

Tagi:

Oceń notkę
+ +12 -

Oceń profil
+ +91 -
Moonloop
Ranking: 917 Poziom: 45
PD: 12263
REPUTACJA: 5494