SKLEP

Blog użytkownika Azorus

Azorus Azorus 03.10.2017, 14:01
Moje spotkanie z Elite Dangerous
958V

Moje spotkanie z Elite Dangerous

Witam.

Kiedyś marzyłem o grze, której akcja toczyłaby się w kosmosie. Najlepiej jakby to był sandbox w stylu GTA, ale w kosmosie. Zacząłem szukać w internecie i znalazłem projekt “Star Citizen” wyglądało bosko. 

Ciągły brak nowych misji oraz wieczne dodawanie nowych statków, bez uzupełnienia zawartości gry mnie zirytowały. Zobaczyłem wtedy po raz pierwszy “Elite Dangerous”.

Witam.

Kiedyś marzyłem o grze, której akcja toczyłaby się w kosmosie. Najlepiej jakby to był sandbox w stylu GTA, ale w kosmosie. Zacząłem szukać w internecie i znalazłem projekt “Star Citizen” wyglądało bosko. Jednak wiedziałem, że laptop na którym gram tej gry nie udźwignie. I tak przez rok śledziłem postępy w “Star Citizenie”, które były znikome.

Ciągły brak nowych misji oraz wieczne dodawanie nowych statków, bez uzupełnienia zawartości gry mnie zirytowały. Zobaczyłem wtedy po raz pierwszy “Elite Dangerous”.

 

Przyznam oprawa graficzna była super, a ja sam wiele bym dał by pograć w taki symulator.

Jedyne co do pełni szczęścia mi brakowało w tym symulatorze to chodzenia po pokładzie i stacjach. Zacząłem się interesować tą grą coraz mocniej, jednak brałem pod uwagę również możliwości mojego sprzętu… Laptop 4GB DDR3, I5 2,4 ghz, oraz NVIDIA GF GTX660 mogło nie wystarczyć.

 

Pewnego dnia dostałem premię i postanowiłem ją przeznaczyć na zakup gry, długo rozważałem ryzyko zakupu “Elite Dangerous”, jednak pomyślałem “ a co mi tam, przynajmniej będę wiedział na czym stoję”. Zakupiłem grę, zainstalowałem i zaczęło się…

 

Gra chodziła płynnie, a widoki oszałamiały. Najpierw obejrzałem parę filmików na Youtube, później filmiki turtorialowe w grze. Zaczęło się, wprowadziłem nazwę komandora: AZORUS i oto widzę mój pierwszy wspaniały statek Sidewinder MK1 (tak myślałem na początku, że sidewinder jest super). Sprawdzenie poszczególnych modułów i mogę startować. No i zrozumiałem, że to nie będzie takie proste, powoli przychodził atak paniki. Co “R” do góry, “F” dół, obrót lewo, prawo góra, dół, przesunięcie w boki, lot do przodu do tyłu, podwozie. Czułem się przytłoczony taką ilością sterowania. Powolutku z trudem, ale wyleciałem. Pora poćwiczyć lądowanie… lecę.

 

Góra, dół, prawa, lewa i bramki moje. Poturbowałem się trochę, ale wleciałem do środka, udało się, SUKCES!!! Ale zaraz, dlaczego mi karę przyznano, co się dzieje, komunikat na dole pokazuje bym bezzwłocznie opuścił stację, o co chodzi? Dlaczego?

Przy tej adrenalinie i tylu emocjach nie udało mi się wylecieć na czas. Zostałem zestrzelony.

Okazało się, że nie poprosiłem o pozwolenie na dokowanie, więc stacja uznała mnie za intruza. Druga próba wylotu poszła już łatwiej, ponowny wlot do stacji w celu lądowania (tym razem ze zgodą na dokowanie), poszło dużo łatwiej. Zaraz, gdzie jest mój landing pad, gdzie mam wylądować? Dojrzałem w oddali miejsce z moim numerem, podleciałem i ląduje. Nagle alarm, migocze światło (myślę sobie: “co znowu do k.. nędzy?”). Panel statku wyświetlił mi komunikat “Landing gear not deployed” co oznaczało oczywiście moją głupotę, że nie wysunąłem podwozia. Po chwili już stałem na landing padzie. Myślę sobie, całkiem nieźle poszło, nawet gra nie jest taka trudna… Spoglądam na zegar minęło 5 godzin.

 

Pora zapoznać się z nawigacją, patrzę panel 1 obecny system oraz najbliższe systemy, misje, kontakty i jakieś systemy. Panel 2 czat, spoko łatwy w obsłudze, panel 3 helm, SRV, a zobacze później do czego to. No i panel 4 statystki, moduły, firegroupy (o poustawiam co mam ) no i ładownia oraz jakieś systemy do uruchomienia. Dobra zapoznałem się mniej więcej gdzie co jest. Pora obrać cel podróży.

 

Kliknąłem na mapę galaktyczną i znowu uczę się… lewo, prawo, góra , dół… zoom in i

zoom out… ożesz w morde jeża…!!! Co to k… ma być?! Czy ja dobrze widzę?! Naprawdę wszędzie tam można polecieć?! Byłem pod wrażeniem świata jaki ujrzałem.

Pokazywał on, że jestem atomem ziarnka piachu,

niczym w stosunku do całej galaktyki, którą ujrzałem. Tyle gwiazd, tyle systemów, a w każdym systemie wiele planet i księżyców. Po chwili sprawdziłem mapę systemową i postanowiłem iść dalej do przodu.

 

Przyszła pora by zarobić trochę pieniędzy, zacząłem robić więc misje kurierskie.

Najpierw przewoziłem dane, ponieważ nie zajmują miejsca w ładowni, która Sidewiner MK1 ma bardzo niewielką. Jednak zarobek też nie powalał. Co jakiś czas do niewielkiej ładowni wrzucałem i transportowałem niewielkie ilości towaru. Przy jednym z takich przelotów, gdy dolatywałem w supercruise do stacji, stało się coś nieoczekiwanego.

Systemy zaczęły się dziwnie zachowywać. pokazał mi się wektor wyjściowy. Myślę sobie, że znowu coś spieprzyłem.

Nim się obejrzałem wyrzuciło mnie z trybu lotu w supercruise, a przede mną pojawił się drugi Sidewinder. Dokonano na mnie interdykcji, czyli wyciągnięcia z supercruise, a czytałem że tak robią piraci.

Po chwili na czacie pojawił się napis “Give me Your cargo”. Pomyślałem, że nie oddam towaru i pieniędzy na które tak ciężko pracowałem. Wyciągnąłem więc Hardpointy (2x pulse laser). Zacząłem strzelać do przeciwnika, a on we mnie. Po 1 minucie klient nie miał już tarcz i szły mu uszkodzenia statku, ja jeszcze 60 % tarcz miałem. Po 3 minutach wymijania się ucieczkach i atakach, dorwałem go.

  • Nareszcie pierwsza wygrana.

Doleciałem na stację i oddałem towar. Miałem wystarczająco pieniędzy, by powymieniać moduły na lepsze co też uczyniłem. Znalazłem lepsze silniejsze bronie. Postanowiłem oddać się interdykcji i sprawdzić ich działanie. Wyleciałem i błąkałem się po systemie z 20 min. po czym zaczęło się, ktoś mnie wyciąga.

Szybko zredukowałem prędkość do zera, wypuściłem harpointy i strzelam… ale zaraz coś trudniej mi idzie, co jest. Czemu nie umiem gościa trafić. Przy jednej kresce tarczy postanowiłem uciec, użyłem turbo i w nogi...Uciekłem.

 

Po powrocie na stację, przyjrzałem się lepiej sprzętowi, który zakupiłem.

Wymieniłem broń typ pulse laser (gimbaled) na burst laser (fixed). Co to oznaczało, dokładnie to, że fixed strzela tylko do przodu, a gibaled poruszają się za celem.

Wymieniłem broń tym razem na Multi cannon gimbaled (czyli karabiny).

Towar nareszcie był chroniony przed piratami i mogłem spokojnie latać.

 

Po uzbieraniu odpowiedniej ilości pieniędzy postanowiłem zmienić statek, na coś ładniejszego z większą ilością uzbrojenia i ładowni. Z uwagi na moje ograniczone fundusze wybór padł na statek  “Adder”. Wyposażyłem go w dwa małe i jeden średni harpoint.

Myślę sobie a to dopiero będzie maszyna do zabijania.

Ładownia jednak przy minimalnych tarczach miała 26t.

Jednak ustawiłem dla pewności najlepsze tarcze i ładowność wynosiła 18t.

Zbierałem coraz więcej misji z towarem.

 

Poznawałem coraz to nowsze i ciekawsze zakątki naszej galaktyki. Jako Ziemianin postanowiłem odwiedzić mój ojczysty system czyli Sol.

Okazało się jednak, że system ten wymaga zezwolenia wydawanego przez Federację i nie mogę tam w tej chwili wlecieć. Postanowiłem nieopodal zrobić misję dla Federacji i nim się spostrzegłem miałem już upragniony permit oraz parę rang w Federacji. Ziemia nieco się zmieniła z uwagi na globalne ocieplenie. Wschodzące słońce sprawiało cudowny efekt, gdy wschodziło nad Ziemię, wprowadzając w osłupienie. Mars był już terraformowany. Jednak nic nie zrobiło na mnie takiego wrażenia, jak lot przez pierścienie saturna.

 

Wraz z postępem zarabiałem coraz to większe ilości kredytów.

Nareszcie miałem tyle pieniędzy, bym mógł kupić Cobrę MK III. Statek cudo.

Tym razem, gdy po raz kolejny odchodziłem od gry spojrzałem na ilość przegranych godzin, która wynosiła już ponad 200.

Gra wciągnęła mnie na maksa. Myślałem że tylko o tym jakie moduły i ulepszenia kupię do pojazdu oraz jaki kupię następny statek. Nadeszła pora by to kupić dodatek DLC Season Pass Horizons.

Oczywiście Główna Zaletą tego dodatku była możliwość lądowania na planetach jednak nie na wszystkich. Misje sprawiały coraz to większą przyjemność.

Ale człowiekowi zawsze mało więc zrobiłem misje jedna za drugą aż do zgrałem do kolejnego uprawnionego statku Asp Explorera, który pozostał do tej pory jednym z ulubionych pojazdów. Miał dużą widoczność, 6 hardpointów i olbrzymią ładownię. Zacząłem latać dalej (z uwagi na skok staku ponad 20Ly).

Była to kwestia czasu, nim zarobię na upragnionego przez wszystkich “Pythona”. Elite Dangerous to gra, która pozwala Ci się uspokoić, cieszyć widokami oraz cudnymi maszynami. Jednak gra ma także swoją ciemną stronę o czym przekonałem się tuż po zakupie “Pythona”.

Gdy leciałem moim niezwyciężonym statkiem z najlepszymi modułami wart ok. 160 mln. i jeszcze bez kwoty na ubezpieczenie, mój synek zaczął płakać. Wstałem od laptopa i poszedłem zobaczyć co się dzieje. Biedaczek miał zły sen, utuliłem go do snu i po 5 min. wróciłem do gry. Gdy spojrzałem na ekran widok ten zmroził we mnie krew. Widziałem jak mój statek jest rozdzierany na strzępy przez innego gracza, a po chwili jego wybuch i rebuy screen. Mój świat legł w gruzach. Mimo iż teoretycznie Mógłbym sprzedać mój wcześniejszy statek wraz z modułami co dałoby mi odpowiednią kwotę na ubezpieczenie, to gra jeszcze wtedy nie pozwalała na taką operację. Jedyną opcją, którą mogłem wybrać, to darmowy statek w systemie startowym.

Obraziłem się wtedy na Elite i nie grałem przez półtora miesiąca. Po tym czasie postanowiłem, że się nie poddam i uzbieram ponownie wymaganą kwotę. Zapamiętałem jednak lekcję, którą dała mi ED, by nigdy, przenigdy nie latać bez kwoty na ubezpieczenie.

 

Po powrocie stwierdziłem, że przydałby mi się drugi pilot do pomocy. Akurat mój brat miał wtedy urodziny i wiedziałem, że lubi podobne klimaty, więc mu zakupiłem podstawowy egzemplarz gry. W listopadzie 3302 mój bracik otrzymał ED wraz z maszynopisem  wzywający do służby, pieczęciami i podpisami Admirała Federacji, Królową Arrisę Duval oraz Aliantów. Dodatkowo widniały podpisy osoby polecającej cmdr. Azorusa oraz Pani Major Ministra Finansów - mojej żony. Dodatkowo do listu dołączyłem dużu schemat Sidewindera oraz kodami startowymi do odpalenia statku (czyli gry), którymi były nr seryjne. Oczywiście list był opieczętowany odpowiednio. Zapakowałem go do koperty z opisem "TOP SECRET" "Confidential" itp. Od tej pory zacząłem latać razem z bratem czyli cmdr. OLO71.

 

Pod moją opieką brat szybko osiągnął wymarzone rangi oraz dzięki mojej pomocy dość szybko zakupił Cobrę MK III, w tym czasie nareszcie udało uzbierać mi się ponownie na “Pythona”. Właśnie wtedy pojawił się patch “Guardians”.

Po patchu dojrzałem również nową ciekawą gwiazdę - pulsar.

Była taka piękna, postanowiłem sprawdzić czy jest możliwość zatankowania z tej gwiazdy.

Bo przecież, co może pójść źle, najwyżej wyrzuci mnie z Supercruise… prawda?

Wyrzuciło mnie z supercruise (tak jak zawsze), ale coś było w tym wszystkim innego. Statek nie przestawał się przegrzewać, a komunikaty zaczęły zalewać mi cały prawy panel…

Gravity drain, Radious… FSD malfunction, chaff malfunction, thrusters malfunction.

Naprawiałem systemy co chwilę i je na nowo załączałem. Wiedziałem, że nie skończy się to dobrze. Szybko obrałem kurs wyjścia na inny system. Rozpocząłem ładowanie FSD.

Po chwili przestało ładować z komunikatem FSD Malfumction. Ponowiłem próbę, ale statek mój zaczął się obracać w stronę gwiazdy. Zdałem sobie sprawę, że wleciałem jak ćma do lampy na owady. Moduły ulegały zbyt częstym awariom i nie nadążałem z naprawą, bym mógł bezpiecznie wylecieć. Po parunastu próbach poddałem się. Mogłem tylko powoli patrzeć jak mój ASP ginie w świetle gwiazdy. To druga nauka jaką mi dała ta gra.

 

Postanowiłem dokupić pamięci do komputera i zwiększyłem ją do 12 gb ddr3, by gra działała jeszcze płynniej. Dokupiłem także nowe słuchawki bezprzewodowe.

 

Razem z bratem zaczęliśmy latać na ruiny starożytnych obcych (oczywiście brat już się zdołał dorobić ASP Explorera).

Te ruiny pozwoliły nam się wybić i dzięki nim zakupiliśmy nasze pierwsze “Anakondy”.

Nie zdawaliśmy sobie jednak sprawy z tego, że wyposażenie tego olbrzyma będzie sporo kosztowało - ok 5-6 razy tyle co statek. Przy Anakondzie już szło wszystko z górki. Znacznie szybciej zarabiało się pieniądze i robiło misje. Wspólne latanie dało nam dużo zabawy.

Zacząłem czytać blogi gracza ALEXY78, były bardzo ciekawie opisane, więc zawsze byłem ciekaw co nowego napisze. Chciałem wtedy wstąpić do grupy“The Winged Hussars”, ale rekrutacja była już zamknięta. Jednak dzięki uprzejmości ALEXY78, który mnie zarekomendował szybko trafiłem w szeregi husarzy.

Miesiąc później ja i mój brat kupiliśmy do gry  po HOTAS-ie T-FLIGHT X

(najtańszy hotas na rynku, na inny mnie nie stać). Zwiększyło to immersję w grze.

Oczywiście na nowo trzeba było nauczyć się latać.

Latam z grupą TWH do dzisiaj jak i mój brat. Eventy, konkursy oraz wszelkie inne aktywności znacząco wpłynęły na moją rozgrywkę w tym świecie gry.

A sama gra stała się praktycznie jedyną w którą gram.

Fakt faktem, ED jest wymagająca i potrafi gracza ośmieszyć i zgnoić, jednak również pokazuje nam piękno wszechświata i pozwala się nim delektować oraz bawić na placu zabaw jakim jest nasza galaktyka.

Chciałbym podziękować Alexy78, za pomoc przy husarzach oraz za teksty, które pisze.

Drakowi za przyjęcie oraz mojemu bratu OLO71 za to, że zawsze jest przy mnie.

Jeżeli zastanawiasz się nad kupnem tej gry, to nie zastanawiaj się dłużej. Kup i ciesz się tym tytułem.

Do zobaczenia w świecie ELITE komandorzy. o7

Tagi: elite dangerous Elite Dangerous Horizons

Oceń notkę
+ +27 -

Oceń profil
+ +8 -
Azorus
Ranking: 2957 Poziom: 24
PD: 2273
REPUTACJA: 983
Miesięcznik PSX Extreme