noobkiller's speech

noobkiller noobkiller 18.09.2017, 19:05
Dogmaty świata gier vol.4ThePlayers
244V

Dogmaty świata gier vol.4ThePlayers

Skutek uboczny mojej pracy nad poprzednimi trzema częściami wpisu. Zupełnie przypadkiem, zupełnie bez planu.
Tym razem to już naprawdę zwieńczenie pewnego etapu.

Kompatybilność wsteczna! Wow!

Możliwe, że pewni obozowicze po raz kolejny poczują się urażeni, ale zamierzam temat ująć ogólnie, a nie (tylko) przez pryzmat ostatnich wydarzeń. Mogłoby się wydawać, że w tym środowisku jest to temat znany od zawsze i przerobiony już tysiące razy, a jak się okazuje, nic bardziej mylnego. Miło jest powspominać. Sentyment pełni znaczącą rolę w życiu każdego z nas. Jednak gdy staje się tak, że skupiamy na nim większość, bądź, co gorsze, całą swoją uwagę, nie zauważamy jak wiele przyszłości ucieka nam przez palce. W kontekście gier video taką podróżą do naszych wspomnień są gry z poprzednich generacji.

Kompatybilność wsteczna jest funkcją pozwalającą na taki powrót do przeszłości, przynajmniej o jedną generację. W całej długiej historii gier i konsol pojawiło się wiele różnych sprzętów; niektóre z nich posiadały w/w możliwość, inne nie. Żeby jednak nie cofać się zbyt daleko, podam nie-takie-odległe przykłady:  

Posiadając PlayStation 2 nie skorzystałem z tej możliwości ANI RAZU, ponieważ byłem skupiony na ogromie nowych produkcji, które zalewały rynek w niewyobrażalnym tempie. Kto grał, ten wie...

Posiadając Wii również nie odpaliłem ani jednego tytułu z GameCube-a... Kto posiadł, ten zrozumie...

Posiadając PlayStation 3 60GB z pierwszej partii, czyli model z kompatybilnością wsteczną, skorzystałem z tej OPCJI zaledwie parę razy. Do tego w przypadku zaledwie dwóch gier: Tekken 5 i GTA San Andreas. Wnioski?

Czy oznacza to, że jest to feature zupełnie niepotrzebny i powinno się o nim zapomnieć? Oczywiście... że NIE.

Zawsze lepiej coś mieć, niż nie mieć. Należy jednak pamiętać, że jest to TYLKO MOŻLIWOŚĆ, żadna konieczność. To dodatek i coś, co ma uatrakcyjnić produkt i wspomóc cel zakupu (czyli gry na obecną generację). Nie było to nigdy, nie jest i (chyba) nie będzie głównym powodem zakupu danego sprzętu. Jeśli to przeważyłoby nad chęcia zagrania w nowe, lepsze technologicznie gry to jaki byłby sens w kupowaniu nowej konsoli? Jaki byłby sens tworzenia takiego sprzętu?

Z tym incydentem jest też powiązany temat remasterów.

Sony, znane z rozpoczęcia tego przedsięwzięcia, otworzyło puszkę pandory. Oczywiście, jest to dobry biznes, ale kupowanie dwa czy trzy razy tego samego nie jest czymś, o czym marzą klienci. Trzeba przyznać, że PS3 przez dłuuugi czas było słabym punktem korporacji. Ciężki start, jeszcze cięższa cena i stosunkowo późna premiera sprawiły, że sprzęt zaczął naprawdę żyć po około dwóch latach. Na domiar tego ciężka architektura wcale nie pomagała developerom ratować sytuacji. Dzielony ram utrudniał także w innych sprawach - cross chat na PS3 okazał się niemożliwy. Można sobie pomyśleć, że ten moment słabości mamy już dawno nad sobą, ale... (ponownie) nic bardziej mylnego.

Błędy z poprzednich generacji potrafią ciągnąć się nawet do końca obecnej. Microsoft, któremu z Xboksem One w stosunku do konkurenta idzie gorzej niż w przypadku Xbox 360 vs PS3, szukając okazji do zyskania nowych klientów i utrzymania obecnych, wykorzystał sytuację i uderzył w czuły punkt Sony - w PlayStation 3. Oczywistym jest, że architektura poprzedniej stacjonarki od niebieskich jest ciężka do emulowania; zbyt ciężka, a co za tym idzie, zbyt droga, by się w to bawić. Gigant z Redmond wprowadził więc backward compatibility do Xboksa One i był to świetny ruch.Środowiska fanbojskie podkręciły sytuację eskalując znaczenie tej funkcjonalności i wynosząc ją nawet ponad nowe gry na wyłączność. Jednak rzeczywistość, w której przeszłość wygrywa z przyszłością, jest domeną zarezerwowaną wyłącznie dla fikcji literackich oraz powieści fantastycznych.

Żyjemy w świecie, w którym każdy z nas tonie pod natłokiem zadań i obowiązków. Odpowiedzmy więc sobie szczerze: Kto ma czas grać w stare gry?

W myśl "A kto umarł ten nie żyje": Kto patrzy wstecz, ten się cofa.

PS. A właśnie! Przecież "Sony ma PS Now!". I do tego wrócę w ostatnim podrozdziale ;)

 

Musisz mieć PRO pada, żeby być PRO!

Kolejna z bzdur sprzyjających producentom sprzętów dla "pro graczy". Razer zaciera ręce i już bierze się do projektowania kolejnych, jeszcze dziwniejszych dizajnersko, produktów wyglądających na profesjonalne. Klawiatury, myszki, pady i arcade sticki za ceny wykraczające poza granice rozsądku to dziś temat wcale nie tak dziwny jak mogłoby się wydawać. Granice racjonalnego myślenia zostają przesuwane przez sprawne macki biznesu w zatrważającym tempie i już niedługo kupno kontrolera droższego niż nasz obecny sprzęt do grania stanie się czymś zupełnie normalnym. Oczywiście, czasem milisekundy mogą zdecydować o wyniku, ale zachęcam do stuknięcia się w łeb i uświadomienia sobie, że to nie pad jest winny ewentualnej przegranej, a zbyt małe lub brak umiejętności, brak szczęścia w danej turze czy słaby dzień. Ludziom, którym brak charakteru zawsze będą szukać wymówek. Analogicznie zaś Ci, którzy go mają, zawsze znajdą sposób, by wygrać. Jeśli jeszcze nie teraz, to, konsekwentnie dążąc do celu, z pewnością w niedalekiej przyszłości.

Jakiś czas temu popularne stały się sprzęty typu FragFX, co oczywiście wzbudziło sporo kontrowersji. Brak równych szans i chęć zarobienia na tych, którzy chcą mieć trochę łatwiej, na tych, którzy szukają wymówek i skrótów, zamiast umiejętności i rozwiązań. Dziś zarówno Sony i Microsoft mają w swoich ofertach profesjonalne pady i - co dziwne - ludzie rzucają się na nie jak ciepłe bułeczki, i co jeszcze dziwniejsze, tym razem nie ma już żadnych związanych z tym kontrowersji. W czym tkwi probleem? Korporacje zauważyły, że na naiwności wierze w to, że wygrywanie zależy w dużej części od pada, można nieźle zarobić. Proste i przyjemne.

W środowiskach grających hardkorowo w bijatyki modne są zaś arcade sticki, które też swoje potrafią kosztować. Niemal przyjęło się, że każdy pro-gracz w tym gatunku musi posiadać przynajmniej jedno takie urządzenie. Zabawne jest jednak to, że turniej w Street Fighter V potrafił wygrać chłopak grający... padem od PS1 ;)

 

Half-Life 2 jest piekielnie dobrą grą i tylko ignorant powie, że tak nie jest. ~Igor Chrzanowski

Igorze, chrzanisz. Tak samo jak chrzanią wszyscy wypowiadający się tak samo w kontekście innych gier. Nie chcę jeździć tutaj po HF2, a zamierzam wytknąć mitotwórcom pewną rzecz: jest coś takiego jak gust i nie da się bezapelacyjnie stwierdzić, że jakiś tytuł jest niekwestionowanym hitem i tylko ignorant powie, że tak nie jest. Jeden z użytkowników napisał w komentarzach o rewolucyjności tej serii i być może ma rację, ale nie jest to tak naprawdę jedyny rewolucyjny FPS, ponieważ jednym z takich jest także Call of Duty Modern Warfare. Niekwestionowany to jest Rocky Marciano... i Floyd Mayweather. W świecie gier, czyli w świecie czegoś, co może być uznane za sztukę, nie ma jednoznacznych pytań i odpowiedzi. Nie ma białego i czarnego, nie ma tylko niebieskiego i zielonego. Jedni za piekielnie dobrą grę mogą uważać Tekkena, inni zaś Fight Night, a ktoś jeszcze może za taką uważać grę, o której istnieniu mało kto pamięta lub wie. Nie ma piekielnie dobrych gier, o których tylko ignorant powie, że takie nie są. Jest za to masa świetnych dla wielu osób tytułów, które warto sprawdzić, nawet jeśli nie każdemu mogą się spodobać.

Do ignoranta mi daleko, a nie uważam Half Life 2 za piekielnie dobrą grę.

Wniosek? Szanujmy się i przestańmy wypowiadać się tak arbitralnie, bo każdy może sądzić inaczej. Myślałem, że osoby parające się dziennikarstwem wiedzą o czymś takim jak obiektywizm i chociaż próbują (bo wiem, że w pełni obiektywny to nikt nie jest) iść w jego stronę.

 

#4ThePlayers!

Hasło, które zna każdy amator i specjalista od gier video. Mocna kampania marketingowa w połączeniu z solidnym produktem przyniosła PlayStation 4 ogromną popularność, a co za tym idzie, także spore zyski dla Sony. Łatwa architektura, zmieniony kontroler oraz pro-developerskie i pro-klienckie podejście sprawiły, że słupki sprzedaży przerosły wszelkie prognozy i najśmielsze oczekiwania. Z obiektywnego punktu widzenia i z czysto biznesowego kontekstu wygląda to na sytuację win-win oraz obustrony sukces. Czy jest tak oby na pewno?

I tak, i nie. W pewnych kwestiach owszem, w niektórych już mniej. A mogłoby być inaczej. I na tym, co chętnie bym zmienił, gdybym tylko nazywał się Kazuo Hirai, zamierzam się teraz skupić.

Faktem jest, że mocną stroną marki PlayStation od zawsze są gry. Zarówno te na wyłączność, jak i to, że najpopularniejsze marki, liczące się na rynku od zawsze musiały liczyć się z japońską platformą. Od czasów szaraka nie uległo to zmianom, ale wraz z postępem czasu pojawiły się nowe możliwości. Możliwości, które nie do końca zostają wykorzystywane tak, jak powinny. Bez owijania w bawełnę, pora zwrócić uwagę na mankamenty, które budzą niesmak:

Brak klasyków z PS1: Absurdalne i zupełnie niezrozumiałe posunięcie. Zwłaszcza, że zarówno PS3 i PS Vita posiadają te funkcjonalności. Nie posiadam ogromnej biblioteki zakupionych klasyków, ale uważam, że brak możliwości odpalenia ich na obecnej konsoli, skoro poprzednie to mają i jest to fizycznie możliwe, jest kpiną.

Płatne remastery z PS2: Kolejny chory wymysł pozbawiony logiki. Zamiast możliwości odpalenia kupionych wcześniej klasyków z PS Store, dostajemy możliwość... ponownego ich zakupu! Fakt, nad każdym tytułem pracują osobno, ale jeśli już uznali, że to konieczny zabieg (choć jak dla mnie zupełnie niepotrzebny, wystarczała taka sama emulacja jak na trójce), to Ci, którzy kupili grę na PS3, wersję ulepszoną powinni dostać po zniżce lub za darmo.

PS Now: Samo istnienie tego rodzaju usługi jest zrozumiałe. Problemem są zasady jego działania. Jest to feature, który może sprawić, że PS4 wyjdzie obronną ręką w boju na placu kompatybilności wstecznej. Nadal nie wiem dlaczego nie umożliwiają zagrania na czwórce w gry, które ktoś zakupił cyfrowo na plejaka trzy. Fajnym rozwiązaniem byłoby też automatyczne odpalanie streamingu gry z chlebaka, której płyta znajdzie się w napędzie czwórki. Sony, what the fuck?!

W przypadku takich zaniedbań chyba zgodzicie się ze mną, że logika jest zachwiana?

This is for the payers.


ETENSZYN PLIS!

Do końca (następnego) tygodnia zamierzam umieścić jeszcze 4 wpisy. Po nich prawdopodobnie będe musiał udać się na banicję od tego portalu. Jeśli podobają Ci się wpisy na moim blogu, odnajdziesz mnie za jakiś czas na internecie pod tym samym nickiem ;)

To jeszcze nie pożegnanie, a tymczasem:

Parę miesięcy z Amazon Kindle 8 - na co to komu?,

Miesiąc z iPhone SE - cała prawda z perspektywy doychczasowego użytkownika Androida,

Hipokryzja i ułomność moderacji na PPE - o wybiórczej tolerancji i kolesiostwie słów kilka,

Jak przechytrzyłem PPE, czyli wpis po którym dostanę bana ;)

CUMMING SOON!


A już po przeniesieniu się na inny serwis:

Dogmaty świata gier vol.5,

Króltura: Ergo Proxy,

ZAPRASZAM!


KONKURS! 

Kto zliczy wszystkie Prosiaki i EAster eggi w tym wpisie, może liczyć na małą nagrodę! ;)

Tagi: half life 2 kompatybilność wsteczna playstation Playstation 2 playstation 3 playstation 4 playstation 4 pro playstation now xbox xbox 360 xbox one

Oceń notkę
+ +5 -

They see me trollin', they hatin'
Oceń profil
+ +16 -
noobkiller
Ranking: 667 Poziom: 46
PD: 13261
REPUTACJA: 3656