Growy Przegląd Maniaka

Subiektywnie o graniu, konsolach, rynku okołogrowym i technologicznym. Dyskusyjnie, ale kulturalnie.

Matthias Matthias 28.10.2015, 15:22
Generacja pełna nienawiści, dziwactw i przekrętów
466V

Generacja pełna nienawiści, dziwactw i przekrętów

Jestem graczem od wielu lat i jak żyję, to takiej sytuacji na rynku nie pamiętam. Obecna generacja konsol jest wypełniona szeregiem dziwnych decyzji, idiotycznych rozwiązań i oszustw developerów. Zarazem jednak PS4 bije kolejne rekordy sprzedażowe, a po Xone sięga najwięcej osób od czasu wejścia Microsoftu na ten rynek. Paradoks w pogoni za paradoksem.

Gdzieś coś poszło nie tak, bo dzisiejsze fora zalewają analizy ilości pikseli, detali i szczegółowości. Gracze z ogromną ochotą dzielą się na obozy i walczą pomiędzy sobą, w najdrobniejszych szczegółach wytykając każdą wpadkę przeciwnika. Przy tym jednak z gwiazdkami w oczach lecą po kolejne produkcje, wyklinając je pod nosem, że na PC mają lepiej, więcej, ładniej. 
Ale tego PC nie kupują, bo nie wyobrażają sobie grania na nim. Oczywiście pozostają też gry, których na komputerach pojawia się mnóstwo, ale w większości są to garażowe indyki, lub konwersje z konsol, niejednokrotnie z obciętymi możliwościami ustawień graficznych. No więc, skoro tak źle i tak niedobrze, to co pozostaje? Dalej brodzić w tym bagnie, czy na stałe pożegnać się z ukochaną pasją? 

No bo przecież developerzy niejednokrotnie pokazują podkręcone i oszukane zdjęcia ze swoich gier, byleby zachęcić potencjalnych klientów. Potem, po roku, taka gra wygląda już zupełnie inaczej, znacznie gorzej, bo programiści muszą zweryfikować swoje śmiałe założenia. Dobrym przykładem jest The Division, które w początkowych materiałach wyglądało obłędnie, by ostatecznie dorównać poziomem do ulepszonego Watch_Dogs. Multiplayer w Uncharted 4 wygląda zauważalnie gorzej od singla, a gra przecież działa w niższej rozdzielczości. Halo 5 zmuszone jest korzystać z algorytmów inteligentnego skalowania rozdzielczości (znakomitego nomen omen) by zachować stałe 60 klatek. Rise of The Tomb Raider zaliczył marginalny skok jakości grafiki względem poprzednika, a Wiedźmin 3 przez pół roku po premierze działał na PS4 w średnio 20 klatkach na sekundę, przy czym na Xone korzystał z niższej rozdzielczości, by do tych magicznych 30 w ogóle dobić. 

Wspaniałe wyobrażenia nowej generacji w roku 2012 przytaczały niezwykłe, potężne sprzęty zdolne pociągnąć każdą grę w "mitycznych" 60 klatkach na sekundę, przy zachowaniu 1080p. Chociaż zależne to jest od wyboru producentów na etapie projektowania gry, to każdy chciałby bawić się w takich warunkach. Rzeczywistość szybko zweryfikowała te założenia. Sony dostarczyło "najmocniejszą konsolę świata", na której niejako zmusza się developerów do celowania w magiczne 1920x1080, a Microsoft wyskoczył z urządzeniem jeszcze słabszym. Niektórzy pro-znawcy tematu pukali się w czoło czytając, że PS4 korzysta z "dobrodziejstw" zaplecza od AMD, które przecież od lat jest w tyle za Intelem i Nvidią. Microsoft - gigant technologiczny - popisał się jeszcze bardziej i postawił wszystko na jedną kartę. A tą kartą był Kinect. Don Mattrick widział w tym urządzeniu ogromny potencjał, a konsola miała korzystać ze stałego podpięcia do internetu i wykorzystywać moc setek tysięcy serwerów rozsianych na całym świecie. Niedługo potem Mattrick wyleciał do Zyngi, a jego wspaniałe decyzje zostały docenione natychmiastowym zwolnieniem 8 kwietnia b.r. Pozostaje bezrobotny.

Kto wie, co byłoby, gdyby nie on? W Microsofcie za Xboxa One zaczął odpowiadać Phil Spencer, którego wizja wyraźnie odbiegała od wcześniejszych założeń. Odstawił Kinecta, podjął współpracę z developerami, zaczął rozmawiać z graczami o grach i o tym, czego oczekują od oprogramowania konsoli. Wyprowadził ten sprzęt z głębokiego dołka i niejako pozwolił na rozpalenie światełka w tunelu. Dziś mamy najlepszy line-up w historii Xboxa, za nami premiera Forzy 6, Halo 5, przed nami z kolei Rise of The Tomb Raider, Quantum Break, Scalebound czy Gearsy 4. Spencer wprowadził wsteczną kompatybilność, Xone otrzymał również najszybszy konsolowy interfejs w programie preview, którego premierę dla wszystkich wyznaczono na 12 listopada. Gracze dostali szereg usprawnień i po dwóch latach można śmiało stwierdzić, że Xone jest konsolą ze wszech miar kompletną, z wyjątkiem jednego, ale jakże istotnego szkopułu - mocy obliczeniowej. 

PlayStation 4 jest zauważalnie mocniejsze. Niemal każda multiplatforma wygląda na tym sprzęcie lepiej, gry ekskluzywne potrafią wydłubać gałki oczne, co najlepiej widać po Uncharted 4 czy Horizon, a na horyzoncie majaczą już produkcje od Sony Santa Monica czy Sony Bend. DriveClub pozostaje najładniejszymi wyścigami tej generacji, nowy Ratchet&Clank będzie z kolei najładniejszą platformówką. Japończycy doskonale zdają sobie z tego sprawę i na każdym kroku podkreślają, że PS4 ma wielką moc. Marketingowo to działa - PS4 jest najszybciej sprzedającą się konsolą w historii firmy, osiągając miesięczne setki tysięcy nowych nabywców. 

Tylko gdzieś w tym całym zalewie ogromu graficznych fajerwerków ucieka to, co w grach przecież najważniejsze. Niesamowity gameplay. Na forach spotkać możemy mnóstwo osób narzekających na niezwykle słabą rozgrywkę w The Order 1886, pomimo obłędnej grafiki. Ludzie narzekają też na ograniczenia w DriveClub, na najsłabszą część serii inFamous, drewnianego Killzone'a, słabo wyglądające Detroit na zwiastunach czy No Man's Sky z aliasingiem z czasów gier 8 bitowych, a przy tym dalej nieokreślone pod względem ciekawych rozwiązań w rozgrywce. Podobnie jak Dreams. Gry na wyłączność dla PS4 z wyjątkiem Bloodborne nie zachwycają recenzentów, a firma sama niejako przyznaje, że zawaliła końcówkę tego roku. Przyszły rok jawi się dla posiadaczy PlayStation w bardzo różowych barwach. 

Pozostaje jeszcze jedna rzecz, która zasadniczo odróżnia te dwa urządzenia. Można ją określić mianem "funu" i przykucia do ekranu, jaki odczuwamy podczas obcowania z każdą z konsol. Osobiście jestem wielkim miłośnikiem rozgrywki sieciowej, lubię rywalizację z drugim człowiekiem. Na Xboxie One w tym roku dostałem Gears of War: Ultimate Edition, Forzę 6, nowe Halo (gdzie tryb multi jest klasą samą w sobie), mam też do dyspozycji Titanfall, Horizon 2 albo cały szereg multiplatform z Black Ops III i Battlefrontem na czele. Na PS4 za to... jedyne warte uwagi multi jest w The Last of Us - grze wydanej pierwotnie na PS3 w roku 2013. Tęgie głowy z Sony implementują multiplayer do nowego Uncharted, który może być jakimś sposobem rozgrzeszenia. Jest jeszcze Driveclub, łatany miesiącami, wspierany i udoskonalany. Nie od dziś wiadomo, że to właśnie rozgrywka sieciowa przyciąga do ekranu na dłużej. Na rynku widzimy rosnącą tendencję zadowolonych posiadaczy Xboxa One, którzy grają w ekskluzywne dla tego sprzętu hity miesiącami - nie z braku wyboru, bo ten jest ogromny, a z powodu ich gigantycznej miodności. Nadchodzące blockbustery w postaci Scalebound czy Crackdown mają ten trend podtrzymać, a pod koniec roku kolejna petarda w postaci nowych Gearsów. 

Spencer wykonuje kawał dobrej roboty, ale nie przynosi to wymiernych korzyści sprzedażowych. Dzisiejszy trend obfituje w pogoń za ilością pikseli. Jeżeli gra działa w 900p, jest szykanowana i wyśmiewania na forach, co widać po multiplayerze Uncharted 4. Jeżeli osiąga 1080p, to zwykle kosztem czegoś. Na Xboxie ostatnie trzy gry na wyłączność działają w 1080p/60fps, lecz daleko im do spektakularnej oprawy. Doceniam i bardzo podziwiam 343 Industries czy Microsoft za podjęcie takich decyzji w przypadku Halo 5. Wbrew powszechnym przekonaniom, podążyli na przekór i postawili na wydajność - betonowe 60 klatek. Chciałbym, by każda kolejna gra na Xone sprostała tym założeniom, bo mam dosyć graficznych batalii - chce cieszyć się płynną i wciągającą zabawą. 

Niektórzy powiedzą - kup PC. No ok, ale na PC nie pogram w Uncharted, Horizon, Halo, Forze czy niektóre gry dostanę z dużym opóźnieniem, jak nowy Need for Speed. Czy stać mnie na każdą platformę? Nie. Nie mam pieniędzy, by zainwestować w dobry telewizor, każdy sprzęt, nagłośnienie, monitor, skrzynkę z GTX980Ti, a do tego jeszcze, by zasilić każde z tych urządzeń bajkowym zestawem gier. Kiedyś wybór pozostawał prosty - w roku 1995 kupowaliśmy PSX i mieliśmy wszystko, co warte uwagi. W roku 2002 analogiczna sytuacja nastąpiła z PS2. W roku 2006 jedyną opcją braną pod uwagę był Xbox 360, szczególnie w Polsce, którego warto było wymienić na PS3 w roku 2009, kiedy debiutowało Uncharted 2. A dziś, w roku 2015? Wybór jest szalenie trudny, bo każda platforma ma swoje wady i zalety. Jednocześnie pomimo wyraźnych wad, każda zdobywa nowe rzesze zwolenników w zastraszającym tempie. 

W Polsce rządzi PlayStation - pod względem marketingowym jest dalece przed Xboxem. Proporcje w sklepach także rozkładają się na korzyść Japończyków, a polski oddział Microsoftu próbuje dość nieudolnie kopiować udane pomysły konkurencji. Efektem jest choćby program XY, prowadzony przez Marcelinę i Piotra. Słaby duet w słabej formie, słaba prezentacja i równie słabe żarty. Wszelkie znaczące wydarzenia na polskim growym rynku momentalnie zgarnia PlayStation - ich konsola sprzedaje się rewelacyjnie. Kinga może i przez niektórych odbierana jako pusta lala, wykonuje kawał dobrej roboty, a na Warsaw Games Week ustawiały się kolejki, by tylko uchwycić ją na zdjęciu. Marcelina i Piotrek podobnego doświadczenia nie zaznali. 

Ten tekst jest jednym wielkim zlepkiem oczywistości i przemyśleń, które pozostaną bez żadnej konkretnej puenty. Nijakie, jak nijaka jest obecna generacja. Można drążyć temat przez wiele dni, można odnajdywać kolejne wpadki i wtopy, można krytykować ostatnią konferencję Sony i brak prawdziwie dużych, znaczących tytułów. Ale każdy co bardziej zapalony miłośnik tej branży doskonale o tym wie. Co w sytuacji, kiedy chcemy się dobrze bawić, a zależy nam na wysokiej jakości obrazu? Na Xone mamy dobrą zabawę, na PS4 lepszą jakość obrazu, a na PC z kolei najładniejszą grafikę, ale bez dużych gier na wyłączność. Paradoks goni paradoks, bo jeżeli nie stać Cię na każdą platformę, musisz pójść na duży kompromis, lub kierować się upodobaniami. A jeżeli ich nie posiadasz, to stajesz przed prawdziwym dylematem. Wyzwaniem i próbą nerwów. Po roku przesiadasz się na platformę konkurencji, by po kolejnych dwunastu miesiącach wylądować przed małym ekranem monitora. Dochodzisz do wniosku, że to nie to i powracasz do konsoli, lecz w momencie jej posiadania chcesz już kupić te drugą. 

Doszło do tego, że co więksi gracze z poprzednich generacji zwyczajnie odchodzą od grania, bo jeśli jest w co, to nie wygląda, a jeśli wygląda, to zazwyczaj wymaga ogromnych nakładów finansowych. Nie martwi Was, że dzisiejsi "gracze" w komentarzach na profilu Xboxa pytają, czy Halo 5 będzie na Xboxa 360? Albo czy Xbox 360 odpali gry z Xboxa One?
Dokąd zmierzasz branżo z tą generacją? Sony błądzi i szuka - odnoszę wrażenie, że dalej nie do końca wiedzą, jak mają całe to PS4 ukierunkować. Microsoft z kolei ma Spencera - ten chce gier, gier i gier, które będą maksymalnie grywalne. Chwała mu za to, bo zadanie ma szalenie trudne, ale na chwilę obecną wszyscy Ci, którzy stawiają gameplay ponad grafikę, powinni docelowo zwrócić uwagę na Xboxa One. 

Tekst nie ma na celu wywołania wojenek konsolowych, wszechobecnych w dzisiejszym internecie. Podkreśla jednak współczesną rynkową sytuację i oddaje pole do popisu dla kreatywnych czytelników do podjęcia merytorycznej dyskusji o paradoksie tej generacji. Najsłabszej i najnudniejszej, a jednocześnie najlepszej sprzedażowo w historii. 

Tagi: obecna generacja ps4 sprzedaż xbox one

Oceń notkę
+ +18 -

Oceń profil
+ +27 -
Matthias
Ranking: 1728 Poziom: 40
PD: 8961
REPUTACJA: 3382