Blog użytkownika Princess Nue

Princess Nue Princess Nue 06.06.2016, 23:00
Księżniczka i hojnie obdarzone ninja, czyli o Senran Kagurze słów kilka.
669V

Księżniczka i hojnie obdarzone ninja, czyli o Senran Kagurze słów kilka.

Vitam, guten tag.
Dawno, dawno temu. No może i wcześniej, bo na początku żywota kieszonkowej konsolki Nintendo 3DS, pewien Japończyk przypomniał sobie pewną uniwersalną zasadę. Każda nowa generacja konsol potrzebuje nowych fanserwisowych tytułów. Zabrał się do pracy, dorzucił gameplay i rozpoczął udaną serię, która zdążyła trafić na cztery platformy i sprzedać w ponad milionowym nakładzie. No i dorobić się całkiem pokręconego uniwersum.

Kenichiro Takaki, bo o tym jegomościu mowa, kręci się zwykle przy produkcjach wydawanych przez Marvelous (AQL). Sprzed ery ninja dziewoj, najprościej z jego twórczości wspomnieć Half-Minute Hero, które zagościło pod koniec ostatniej dekady na PSP i po paru latach wylądowało przy okazji na pecetach. Sam pomysł z fanserwisowym beat’em upem nie można uznać za szczyt oryginalności, bo japońskich produkcji o cyckach zawsze było i będzie na pęczki, ale sam Takaki postawił sobie za cel odpowiednie zbalansowanie tych elementów z porządnie wykonanym gameplayem. No i dodajmy do tego dopiero co raczkującego wtedy 3DSa nie musiał się od razu kojarzyć z typowo „wesołymi tytułami”, które przez parę dobrych lat rozgościły się w dużej ilości na pierwszej przenośnej platformie Sony. Ale dziewicze tereny okazały się strzałem w dziesiątkę, a marka dzięki temu zdołała się nawet wybić na zachodnich rynkach i popchnąć kolejne odsłony na 3DSa, Vitę, PS4 i PC.

Moja przygoda z hojnie obdarzonymi ninja zaczęła się pod koniec roku pańskiego 2014, gdy radośnie eshop zatrzymał moją ochotę na ogranie wtedy nowiuśkich poków, blokując odpalanie gry i chcąc pobrać patcha (modern gaming jego mać). Wzrok skierował się na (trochę dla żartu?) kupioną przy okazji gierkę z animu dziewoją na okładce. Senran Kagura Burst. Od tego zaczniemy naszą wyprawę po serii i ten średniej długości wpis z [ACHTUNG]dużą dozą rysowanych mongoloidalnych cycków oraz tyłków i lekką dawką raczej niegroźnych spoilerów plus ciekawostek.[KONIEC ACHTUNG] 

 

Tytuły „Zakryjmy ten tytuł w eshopie, bo przebija cyfrową sprzedaż Pokemonów” Nintendo

 

 

Pierwsza część serii na zachodzie (w Japonii można uznać, że 1.5) to dość klasycznie skonstruowany beat’em up 2.5D. Podobnie jak w klasykach gatunku, jak np.: Streets of Rage, poruszamy się po planszach, tłukąc hordy przeciwników i wykonując coraz to bardziej długie kombosy. Czasami przydarzy się też potłuc z trudniejszym przeciwnikiem, czyli przykładowo dziewoją z innej frakcji. Do rozgrywki oddano ogólnie po 5+1 zawodniczek na każdą z dwóch ścieżek, które przez bicie niemilców zdobywają poziomy doświadczenia oraz rozwijają kolejne style walki odblokowujące nowe ataki.

 Ale po cóż się w ogóle tłuczemy ulicznych łobuziaków i nabijamy poziomy? Pomijając cycki, cała fabuła kręci się wokół dwóch najważniejszych szkół dla shinobi (aka ninja). Hanzō National Academy to, pod warstwą normalnego liceum, elitarna placówka dla szczególnie uzdolnionych dziewoj z dużym potencjałem na „dobrych” skrytobójców. Dobrych, czyli pracujących dla dobra społecznego i państwowego, według wszelakich zasad i kanonu dzieła, z krystalicznie czystą przeszłością, oraz całym wianuszkiem biurokracji i górą pilnującą tego porządku. Do tej grupy trafiają wybrańcy, co w japońskich klimatach oznacza w większości urodzenie w rodzie z przynależnością do dobrej frakcji. Co Burst dobrze pokazuje, gdzie oprócz jednego pobocznego niewyjaśnionego przypadku, każda z dziewczyn ma lub miała plecy w postaci urodzenia w klanie shinobi. Czasami w dosłowny sposób jak Asuka czyli wnuczka najsławniejszego dobrego ninja, czy pokrętnie jak Ikaruga z nadania potężnego zaibatsu.

Druga ze szkół to Hebijo Clandestine Girls’ Academy. „Złe shinobi”, muh evil. W praktyce oznacza to działanie z prywatnego nadania, za pieniądze od wielkich korporacji i biznesmenów szukających ludzi od czarnej roboty. Poza ogólnymi zasadami wierności wobec góry i wykonania powierzonej misji, jest tutaj względna dowolność w metodach i stylu swojej działalności. Do tego Hebijo nie patrzy na przeszłość, akceptując wszystkich co są zainteresowani i potrafią trafić do dobrze ukrytej alma mater jakimś sposobem. Czy są z dobrego urodzenia i zamożnego rodu jak Homura, czy Yomi wyciągnięta wprost z ulicy. W zamian świeżutki rekrut dostaje się w machinę spartańskiego treningu, który raczej nie cacka się w zasady bezpieczeństwa i może zakończyć się śmiercią. Jeśli shinobi uczniak okaże się naprawdę dobry ma szansę na dostanie się do grona elitarnych shinobi – z lepszym uposażeniem i całkiem wesołym życiem. No i trudniejszymi misjami, ale to tak przy okazji. 

Czyli mamy dobro i zło, wiadome przeciwieństwa i wszystko wydaje się jasne. Tak może sugerować początek przygody w grze, ale jak to zwykle bywa średnia w tym prawda. Z obu stron mamy bandę najemników, gdzie każde zlecenie i misje można rozważyć w każdej skali szarości. Zabij ukrywającego się od dawna renegata, który złamał przepisy starszyzny dobrych shinobi. Niby proste, ale dodając do tego bandę dzieciaków którymi się dziadek obecnie zajmuje i to w pozytywnym świetle, całe zadanie obraca się na moralnie nieciekawe. A niewykonanie zadanie równoznaczne jest właśnie ze złamaniem zasad i śmiercią. Lub ukrywaniem się przed innymi skrytobójcami i byciem renegatem. Z drugiej kabany mamy przykład „złych shinobi”, którym celem jest zarabianie kasy na pomoc rodzinie czy biednym dzieciom z Afryki. Przez taką średniość moralności, cała zabawa między dobrymi i złymi ninja zwykle naturalnie utrzymuje się balans między obiema stronami. Plus dodatkowym obiektem, który to wszystko trzyma w ryzach, jest para legendarnych artefaktów zwanych jako Super Secret Ninja Art Scroll.

Tutaj dochodzimy do tematu, który też warto by było poruszyć – kim właściwie są shinobi w tym uniwersum? Z powyższych akapitów, to oprócz obowiązkowych cycków, można wysnuć wniosek o dobrze wysportowanej i wytrenowanej dziewoi do misji mniej jawnych. Ale jak tu wyjaśnić wizualnie bajerowe techniki, gdzie jedna z dziewczyn strzela deszczem pocisków z obracania parasolki, lub inna przemienia się w giganta miażdżąc tyłkiem przeciwniczkę? Tutaj na scenę wkraczają prastare zwoje sztuk ninja, które pozwalają na przekroczenie zwykłych limitów i czerpiąc siłę z natury oraz swojego wnętrza, pozwalają na przemianę w tryb bojowy i używanie tych fantazyjnych technik. Lub natychmiastowe walnięcie w twarz fanserwisem przez tryb frantic, czyli „taka przemiana co zabiera armora ale daje dmg”.  Obie wersje, czyli i normalny tryb bojowy i frantic, mają swoje odniesienie odpowiednio do ogarnięcia przez daną osobę  aspektów Yang i Yin. Jako swoisty dodatek do tego wszystkiego dochodzi jeszcze możliwość tworzenia tak zwanych barier shinobi – zamkniętych sfer, będących umiejscowionych obok normalnej ludzkiej rzeczywistości, które są jednak nieprzekraczalne przez „mugoli w kwestii ninjutsu”.

Czym jest zatem ten wspomniany Super Secret Ninja Art Scroll? Jak sama nazwa wskazuje – pozwalają one danej osobie na użycie pełnego potencjału swoich sił, użycie najpotężniejszych technik znanych dla ogółu społeczności dobrych i złych shinobi. W kanonie Bursta, niezależnie od ścieżki, istnieje tych zwijków liczba dwa. Dla każdej ze stron po jednej, korespondują do wcześniej już wspomnianej koncepcji Yin i Yang (boom boom taoismic). Aby nie było jednak tak wesoło, to zwoje to obosieczne ostrza, z którym wiąże się duże obciążenie fizyczne i psychiczne, co ogranicza ich stosowanie do prawdziwych prawdziwych wybrańców. Dlatego też, obie placówki edukacyjne trzymają sekretne zwoje swoich stron w najlepszym ukryciu, by nikt niepowołany lub nieprzygotowany się do nich nie dostał. Tak, z pewnością szkoła jest perfekcyjnym miejscem do ich schowania…ups.

Sam Burst przedstawia losy bohaterek obu stron, gdy okazuje się, że ktoś wpada na pomysł bycia zbytnio ambitnym i złamania ustalonego balansu między stronami. Fabularnie obie ścieżki zaprezentowane w grze trochę się różnią w niektórych punktach, acz te najważniejsze wydarzenia pozostają na swoich miejscach. No i poznajemy postacie z obu stron po prawilnemu, czyli z każdej strony jakiej się da. Od cycków po tyłki.

Hanzo Academy

Czyli ta dobra banda, w której wesoły skład wchodzi typowy zestaw korespondujący z archetypami kreskówek z magicznymi dziewojami lecącymi w niedzielny poranek. Mamy więc główną postać i pierwsze okładkowe cycki w postaci Asuki. Wnuczka legendarnego shinobi Hanzo, czyli postać z potężnym potencjałem na ninję i na początku historii trochę takim sobie ogarnięciem technik i sztuk. Jej zwierzęciem duchowym jest żaba, które swoją drogą średnio lubi. Jiraiya Gouketsu Monogatari, here we go.

Następnie przewodnicząca klasy Ikaruga. Typowa perfekcyjna japońska dziewoja strzeżąca porządku i dobrych manier w grupie, z wysokim poczuciem odpowiedzialności. Taki lekki no fun allowed, zależnie od sytuacji. Plus lekko zfiksowana na temat swojego brata w późniejszym czasie, ponieważ powody. Jako duchowego strażnika ma feniksa. Jako przeciwieństwo tej panny, można postawić jedną z najbardziej pasujących do określenia „self-insert” postać w uniwersum. Katsuragi, bo tak się zwie blondwłosa dziewoja, ma oblubienie w damskich piersiach. Na masową skalę, co niemal każda postać w uniwersum poczuła na własnej skórze. Poza tymi ekscesami, praktykuje walnięcia z kopyta i praktykuje techniki spod znaku smoka. Łuk szczęśliwie nie dołączony, play of the game dla bastiona.

Kolejne postacie to Yagyuu i Hibari. Pierwsza to ogarnięta i utalentowa pannica, która zachowuje przez większość czasu spokój i skupienie na robocie. Druga to ciamajdowata acz pozytywnie nastawiona do wszystkiego dziewczyna, która z mizernym skutkiem próbuje dotrzymać poziomem do reszty. Czemu dwie postacie w jednym akapicie? Ponieważ Yagyuu ma wyraźną słabość co do panny  w różowej bluzie dresowej, gdzie niektóre ich spotkania kończą się na krwotoku z nosa godnym protagonisty haremowego animca. Co do ich stylów to mają one powiązania z siłami kałamarnicy (Yagyuu is squid now, kid now) i królika. Nie mogę nie wspomnieć, że Hibari najmniej mi pasowała po przejściu Bursta, więc czujcie się poinformowani.

Przy okazji jest ona oficjalną waifu Takakiego, więc pamiętajcie o tym pisząc do niego na twitterze.

Hebijou Academy / Homura Crimson Squad

Czyli trochę o tych złych. Na początek i obowiązkowo, best grill i okładkowe cycki europejskiego wydania Bursta, czyli Homura. Ognista dziewoja, która całą swoją uwagę skupia na byciu coraz lepszym shinobi. Jest na tym punkcie przez większość serii zafiksowana na maxa, powody zależne od odsłony uniwersum (siła i władza, mięso, Asuka, mięso, mięso). Przy okazji kobieta pracująca, oraz czasami mocno pokręcony tok rozumowania w zwyczajnych codziennych sytuacjach po tym jak utraciła swoją naturalną "krawędź" powstrzymująca różne dziwactwa. Zwykle powiązana z krabem z różnych względów.

Yomi, czyli japońskie spojrzenie na „szacunek ludzi ulicy”. Zamiast rapera z bandą złotych wisiorów, mamy oszczędną i miłą panią domu, potrafiącą zrobić potrawę z kiełków fasoli na tysiąc smacznych sposobów. I nie pozwoli na zbytnie szastanie pieniędzy i obnoszenie się z tym, o nie będzie takiego marnotrawstwa. Jako ninja paraduje z wielkim mieczem, chociaż przy okazji używa też bomb i naręcznej kuszy dla bardziej mobilnych celów.

Następna na liście jest Haruka. Dziewczyna ze skłonnościami mocnej dominacji i bawienia się przeciwnikiem na każdy możliwy sposób. A dość dobre ma do tego narzędzia, specjalizując się w tworzeniu różnego rodzaju wesołych eliksirów. Poza wspomnianymi lekko sadystycznymi skłonnościami (i bandą masochistów trzymanych w piwnicy), jest jednak zawsze na straży reszty swojej ekipy i przyjaciół, analizując sytuację i tworząc w większości przypadków logiczny plan działań.

Mirai czyli obowiązkowy w japońskich produkcjach z cyckami w postaci dziewczyny która nie należy do tych hojnie obdarzonych. I jest na tym punkcie mocno wrażliwa, co zbytnio nie dziwi. Oprócz tego nie gustuje też w byciu olewaną przez innych, czy na złe czy na dobre by to wyszło. Chociaż z kolejnymi częściami serii trochę zeszła z nerwami i zajęła się pisaniem wpisów blogowych na ppe siedzeniem przy kompie oraz zbieraniem figurek. Slippery slope.

Ostatnia z głównych Burstowych dziewoj to Hikage. Osobniczka pozbawiona emocji na samym początku, z biegiem czasu raczej dużo się ich nie nauczyła, acz stała się idealnym słuchaczem problemów i żali innych osób. Czasami w trollerski sposób, ale to swoją drogą. Zaś w wolnych chwilach uprawia zaawansowanie drzemki, lub przynajmniej poszukuje możliwości jej prawidłowego uskutecznienia.

Co do strażników duchowych to wszystkie przedstawicielki Burstowego Hebijo, a poza tym znane jako Homura Crimson Squad, mają za znak różnorakie rodzaje węży. Co nie jest przypadkiem.

Senran Kagura 2: Deep Crimson, czyli zgodnie z numerkiem druga odsłona na handhelda Nintendo, a czwarta ogólnie. Sama podstawa została w teorii ta sama, czyli 2.5D beat’em up, ale reszta została ulepszona diametralnie. Ładniejsza grafika pokazująca ładne otoczenie w 3D, płynniejsza animacja, dodanie drugiej postaci partnerskiej, świetne walki arenowe które gameplayem skręcają już w musou, dobra drabinka wyzwań, zacny design przeciwników i wiele innych rzeczy. Tak, Deep Crimson to moja ulubiona część serii, która ma przy okazji najlepiej skonstruowaną ze wszystkich fabułę.

Cała zabawa kręci się na tym, na czym skończył się oryginał. Dziewoje musiały stawić czoła Orochi, gigantycznemu demonowi zrodzonemu z krwi, bólu i negatywnych emocji shinobi. Youma, bo tak zwie się cały gatunek tych nieludzkich i makabrycznych stworów, pojawiają się od początku istnienia ludzkiego w najróżniejszych postaci. Od mniejszych, opartych na najróżniejszych aspektach natury (zwierzęce, żywiołaki, roślinne), przez średnie wzorowane na istniejące byty czy osoby (jak generałowie, stosujący style i techniki byłych i teraźniejszych ninja), po gigantyczne demony przez duże D z całym wesołym wachlarzem niszczycielskich mocy powodujących zniszczenie i destrukcję na masową skalę. Do tych ostatnich należy wspomniany Orochi, wyciągnięty z japońskiej mitologii z oczywistym dodaniem cycków ponieważ Senran. Oprócz tego istnieją też dwa szczególne przypadki. Jeden będący fuzją między człowiekiem a demonem, gdzie może to być działanie zamierzone przez Shinobi (Deep Crimson) lub dzieło przejęcia z powodu nagromadzenia energii i morderczych myśli (Shinovi Versus). Drugi ze szczególnych przypadków, to antyczny Shin. Katalizator i największy gwarant powstawania wszystkich demonów, istniejący niejako poza czasem i przestrzenią. Dzięki czemu zwykle pozostaje w grach jako „coś co gdzieś jest i się czai”.

No i tutaj na scenę wchodzi właściwy cel istnienia shinobi jako takich. Bronienie ludzkości przed tymi maszkarami i ograniczanie skutków katastrof przez nie spowodowanych. Używanie nadnaturalnych mocy z toną fajerwerków i tworzenie specjalnych barier zyskuje w tym przypadku więcej sensu, niż na poczet skrytego ukradnięcia paru dokumentów ze skrytki jakiegoś biznesmena. O samym istnieniu Youma, ninja dowiadują się dopiero po zaliczeniu treningu (szkoły), gdzie oczywiście z pewnych względów fabularnych gra wyjawia to pannom wcześniej. Zwykle do eliminacji stworów wysyła się dobrze wyszkoloną elitę społeczności ninja (określaną w coniektórych częściach jako kagury), co nie gwarantuje zresztą powodzenia danej misji i może się skończyć w najlepszym wypadku szybką śmiercią. Gigantyczne Youmy to już kompletnie skomplikowana para kaloszy i nawet przy dobrych wiatrach może nie wystarczyć para wybrańców z wspomnianymi wcześniej super zwojami.

 Antyczni shinobi jednak i przed takim rozwojem wypadków się zabezpieczyli tworząc pewien przydatny artefakt, pod nazwą sfera reinkarnacji. Pozwala on, raz na sto lat, przywołać do istnienia wszechmocny byt którego celem i sposobem życia jest niszczenie i eksterminacja wszystkich demonów. Po unicestwieniu pomniejszych pierdół i zgromadzeniu energii, zapieczętowuje gigantyczne Youmy poza ludzkim wymiarem. Sam byt zaś wraca do postaci sfery reinkarnacji.

Postacie różne - wolumin pierwszy

Hanzo, tutejszy genialny żółw i dziadek Asuki. Legendarny dobry shinobi, który co ciekawe zbytnio nie pchał się do bycia w elicie i skupiał się na normalnej ninjowej robocie przez cały swój wesoły żywot, często i gęsto przekraczając granicę zdrowego rozsądku dla swoich przyjaciół. No i cycków, ale to swoją drogą. Za te dzielne czyny, jego imieniem została ozdobiona najważniejsza alma mater dobrej strony, a on sam zajął się kucharzeniem. I szukaniem okazji do zobaczenia wesołych widoków wśród w otoczeniu swojej wnuczki, często i gęsto pomagając im również ze strony zawodowej.

Nauczycielem dla ekipy Asuki jest czterdziestolatek inżynier Karwowski Kiriya. Facet po przejściach, zarówno życiowo jak i w samym fachu nauczycielskim. Stara się nie dawać forów swoim podopiecznym i wyciągnąć z nich prawdziwy potencjał, w trosce o ich późniejszą działalność w trudnym bytowaniu jako shinobi.  

Tymczasem Suzune, czyli nauczycielka obu ekip Hebijo. Zawsze poważnie podchodząca do sprawy, nie daje taryfy ulgowej swoim uczniakom (z pewnego dobrego powodu z przeszłości). Średnie ma szczęście co do facetów, acz powolutku i to udaje się jej układać. No i ma własną wesołą rywalkę z akademii Hanzo, w postaci Daidouji. Muskularna pannica, z aparycją typowego szkolnego delikwenta i ulicznego wojownika. Żyje dla walki i coraz to większych wyzwań, cały czas nie zapominając o chęci wygrania nad tą jedną jedyną osobą. Strażnicze duchy natury to odpowiednio jastrząb dla Suzune i tygrys dla Daidouji.

Żeby nie było za mało facetów, w grze przewija się również brat Ikarugi o imieniu Murasame. Po początkowym angście na dziewoję z pewnych względów, braciszek wraz z nadejściem Deep Crimson przemienił się w rasowego siscona. Aktualnie nie zawaha się zmotywować Ikarugi, wyzywając ją na pojedynek nie mając nic na sobie oprócz bokserek. No i ma bardzo wesoły atak w postaci wbicia się głową w ziemię.

Hiss, hiss, snek waifu.

Co tam jeszcze Deep Crimson robi dobrze, oprócz dużego i właściwego wszczepienia lore w rozgrywkę, całkiem intensywnego schwarz charakteru i wielkich bossów? Z pewnością dobrze balansuje serious buisness z typowo luźnymi akcjami (scena na pociągu, never forget), rozwijając postacie płynnie i naturalnie. Jak wspomniałem przy opisach postaci, Hibari początkowo nie należała do moich ulubionych postaci. Tymczasem po wydarzeniach z oryginału ogarnia się, zaczyna sensownie korzystać ze swoich mocy i mocno niektórych trollować w pewnych momentach. No i tak w ramach bonusu dostajemy parę całkiem zacnie zrobionych dlcków, które zamiast być skórką/postacią/pierdołą jak to u japońskich devsów często bywa, mają też całkiem fajny zestaw misji mniej lub bardziej fabularnych. We shmup now.

Acz jak to w świecie zawsze jest jakaś łyżka dziegciu w tej beczce miodu. SK2 poradziła sobie relatywnie średnio na starcie (~40k) w swoim ojczystym kraju, z powodów dość różnych. Taki sobie marketing, pewne bugi na starcie, wydanie w okolicach premiery kolejnej odsłony (wtedy już popularnej) marki o zegarkach i youkaiach. No i przy okazji duża część klienteli mogła woleć poczekać na kolejną część Senran Kagury na pewien inny sprzęt o lepszych bebechach i możliwościach wyświetlania cycków i tyłków.

Tagi: 3ds anime cycki Ninja psvita senran kagura senran kagura: estival versus

Przejdź do strony
Oceń notkę
+ +15 -

Top Satyr
Oceń profil
+ +56 -
Princess Nue
Ranking: 236 Poziom: 56
PD: 22699
REPUTACJA: 7147