SKLEP

Random Sanity

sweet moon sugar
Rankin Rankin 09.11.2016, 10:32
Space Truck Simulator w świecie Elite Dangerous
931V

Space Truck Simulator w świecie Elite Dangerous

Tak się złożyło, że jakiś czas temu stałem się szczęśliwym posiadaczem Elite: Dangerous. W jaki sposób ogarnąć tę otchłań contentu bez dna? Wieki temu bardzo dużo grałem w Frontier: First Encounters, czyli Elite 3 i mimo niezaprzeczalnego natłoku bugów po dziś dzień miło wspominam tamtą grę, , więc zadecydowałem oto podzielić się swoimi wrażeniami i spostrzeżeniami z niemal na pewno najlepszej kosmicznej gry od czasu Freespace 2.

Gutamaya Juliet Charlie Romeo, welcome.

Początek

Przede wszystkim mała, prosta, ale nie dla każdego oczywista porada: co jest potrzebne do grania? Oficjalne wymagania sprzętowe gry są chyba już standardowo w dzisiejszych czasach mocno zawyżone - wcale nie jest potrzebny procesor czterordzeniowy. Moja dwurdzeniówka wspierana 8 giga ramu i względnie (?) mocnym (?), ale już dziś leciwym GTX750 (nie, nie Ti, zwykłym) bez marudzenia dźwiga grę na wysokich detalach oferując komfortowy framerate. Gra wspiera najróżniejsze metody sterowania; oczywiście najlepszą opcją jest flight stick, ale na głupim padzie 360 gra mi się tak komfortowo, że w ogóle nie czuję pilnej potrzeby zakupu drążka z przepustnicą (jedynie celowanie czasem na tym traci), no i oczywiście jest też stare dobre kombo m+k, do którego prywatnie nie byłem w stanie się przekonać ze względu na nieco nieintuicyjne interpretowanie myszy (trzeba centrować na ekranie aby przerwać obrót). W razie wątpliwości można zawsze kupić grę przez Steam, co daje opcję pełnego, bezproblemowego zwrotu z wytłumaczeniem, że sprzęt za słaby, o ile tylko nie nabiło się w grze więcej jak IIRC godzinę-dwie.

A więc zaopatrzony w grę i nadzieję, że będzie się dało grać pobrałem sporą liczbę gigabajtów, po czym wreszcie odpaliłem grę. Pojawił się wewnętrzny launcher (eugh), w którym musiałem założyć konto Frontier (eughhh). Garść formalności i czekania na zładowanie później byłem w menu gry. Pierwsze co zrobiłem to odpalenie treningu, żeby ogarnąć podstawowe rzeczy. Kolejną porcję ładowania później byłem w grze. Pierwsza radość - działa, działa płynnie, i wygląda genialnie:

Co dalej? Po dwóch godzinach misji treningowych (oglądanie filmików sobie odpuściłem) byłem mniej-więcej gotowy na rozpoczęcie kariery pilota w maleńkiej pierdole zwanej Sidewinder:

Przy okazji zapoznajemy się z głównym nurtem designu statków w Elite 4 konkretnie i serii Elite ogólnie: klin. Wąski klin, szeroki glin, gruby klin, chudy klin, takim opisem odhaczyłem zdecydowaną większość projektów maszyn sterowanych przez gracza, za wyjątkiem dzieł Gutamaya i Sand-Kruger. W przytłaczającej większości przypadków klinowy design po prostu oznacza, że statek ten istniał już w Elite 1, które nie dałoby rady wyrenderować na ówczesnym sprzęcie bardziej złożonych projektów. Może brzmi to trochę nieapetycznie, ale w praktyce nic nie przeszkadza, a gdy gra całkiem odchodzi od tych ram, robi to spektakularnie.

Anyway, mamy Sidewindera, jesteśmy na kosmicznym odpowiedniku zapyziałej wioski, pora zacząć zarabiać kokosy, ale w początkowej maszynie będzie to dość trudne.

Podstawy latania

A zatem tak - każdy statek wyposażony jest w standardowe silniki, oraz w tzw. Frameshift Drive (FSD), czyli napęd nadświetlny i zarazem nadprzestrzenny. Napędem konwencjonalnym poruszamy się przy lądowaniu lub startowaniu, a także podczas walki i wbrew pozorom zachowane są tu w większości rzeczywiste prawa fizyki, od których jedynym odstępstwem jest limit prędkości ruchu (około 200-300 m/s w zależności od konfiguracji statku) i rotacji. Większość niuansów fizyki jest po prostu ukryta przed graczem poprzez domyślnie włączony system asysty lotu, który automatycznie hamuje ruch/obrót gdy gracz puści drążek. Prywatnie nie bawiłem się jeszcze dużo z wyłączoną asystą, ale przypuszczam że prędzej czy później będę musiał, żeby poprawić swoje wyniki bojowe i móc robić manewry typu strzelanie do tyłu. Poza tym i tak większość czasu gracz będzie spędzał z włączonym FSD, który to system ma dwa tryby: Supercruise i Hyperspace. Supercruise służy do poruszania się wewnątrz układów słonecznych, wliczając w to układy wielogwiezdne. Jest o tyle specyficzny że prędkość w tym trybie ograniczona jest polem grawitacyjnym, albo mówiąc po ludzku - im bliżej gwiazd i planet, tym wolniej maszyna może się poruszać. Główny problem jest z doborem prędkości, maszyna musi odpowiednio zwolnić przed celem, a bardzo łatwo tu przedobrzyć i przestrzelić. Rule of thumb? Jeśli nie jest się pewnym, lepiej trzymać "przepustnicę" w dolnej okolicy niebieskiego zakresu. Gra sama powie nam kiedy jest pora na wyłączenie FSD, a prawidłowo zrobione wyskoczenie z Supercruise wyrzuci nasz statek jakieś 8-10 kilometrów od celu niezależnie od tego, jaki dystans mieliśmy przy wyłączaniu napędu.


po lewej - "niebieski zakres"

Hyperspace służy do podróży między układami słonecznymi. Aby go odpalić potrzebny jest punkt docelowy. Ustala się go z poziomu mapy gwiezdnej. Potem wystarczy odpalić FSD, skierować się w stronę gwiazdy docelowej i po kilkunastu sekundach jesteśmy w podróży.

Przypuszczam że największym problemem dla początkujących graczy będzie głupie lądowanie. Po pierwsze, po zbliżeniu się na 7,5 km do stacji należy wejść w panel celów (X+lewo na padzie), wybrać stację i podświetlić "request docking". Bez zgody stacji czekają nas poważne kłopoty, od rosnącej grzywny po bezceremonialne rozwalenie naszego statku wielkimi działami. Gdy mamy zgodę, trzeba wlecieć do wnętrza (jeśli stacja takie ma), wysunąć podwozie i wylądować na wskazanym hangarze, będąc skierowanym we właściwą stronę. Jeśli ktoś się tego lądowania boi, w niemal każdym doku można kupić automatyczny system lądowania - gdy stacja zgodzi się nas przyjąć na pokład, wystarczy wyzerować ciąg, a komputer błyskawicznie zajmie się resztą, szybciej i precyzyjniej od gracza.

P.S. mały protip - gapicie się na wielki kloc stacji Coriolis i nie macie pojęcia, z której strony jest wlot? Zaznaczcie ją jako cel, a jej model 3D na panelu statku będzie miał na ścianach strzałki wskazujące właściwą stronę:


dwie strzałki (góra-lewo i góra-prawo) wskazują wlot (szczelina w centrum)

Jak pozbyć się Sidewindera?

Przede wszystkim na początkowych etapach lepiej nie bawić się w ogólnego dostawczaka. Sidewinder ma bardzo małą ładowność i nawet po wywaleniu całego zbędnego sprzętu typu skanery, tarcze itd. sytuacja nie poprawi się zbyt mocno, zresztą z początkowymi funduszami nie ma co liczyć na margines profitu większy niż około kilkunastu (tak) kredytów. Co nie znaczy że należy pozbyć się ładowni, o nie. Po prostu trzeba zacząć jako kurier. Czym się różni kurier od handlarza? Ano tym, że handlarz działa na własną rękę i ogranicza się do wchodzenia na commodity market, natomiast kurier wchodzi w Mission Board i szuka zleceń typu "zabierz X towaru Y na stację Z", albo "znajdź X sztuk Y i przywieź je nam tutaj". Ten pierwszy typ misji jest dość prosty, wystarczy wejść na gwiezdną mapę, znaleźć punkt do celowy, wybrać plot route (wyznaczenie trasy) i można skakać. Z drugim typem jest trochę gorzej, bo potrzebne jest pewne olatanie, żeby można było domyślić się w gwiazdach o jakim typie ekonomii sprzedają potrzebne fanty, a nie zawsze jest to oczywiste (szczególnie łatwo pokręcić towary z Extraction z towarami z Refinery). Po garści testów metodą prób i błędów zacząłem się skupiać właśnie na tych dwóch misjach, pomijając wszelkie oferujące walkę, rozumując że bez porządnych dział byłoby to dość niezdrowe. Od czasu do czasu gra urozmaici doznania, najczęściej na ostatnią chwilę, dając albo ciasny limit czasowy, albo przesuwając punkt docelowy do innego systemu gwiezdnego, albo wreszcie wrzucając piratów polujących konkretnie na nasz ładunek. Takie urozmaicenia są o tyle pożyteczne, że ich wynikiem jest całkiem solidna premia do wypłaty, a kłopot ze spełnieniem warunków jest zazwyczaj minimalny. Wkrótce też wymieniłem moje Space Tico na Space Toyotę, czyli Addera:


tak, zdecydowana większość statków jest nazwana po gatunkach węży

Z Adderem można robić już trochę więcej kombinować, więc mogłem przyjrzeć się specyfice inżynierii statków. Generalnie statek posiada cztery typy slotów: hardpoints, czyli broń, utility, czyli zewnętrznie montowany sprzęt typu point defence, core internal, czyli rzeczy bez których statek nie zadziała, oraz optional internal, czyli cała reszta. Każdy element wyposażenia posada dwa podstawowe parametry: rozmiar (1-4), który określa w jakie sloty możemy przedmiot wmontować, oraz klasę (H-A), która oznacza ogólnie pojętą wydajność. W przypadku broni sprawa się dodatkowo komplikuje, gdyż po pierwsze jest całkiem sporo diametralnie odmiennych typów dział (samych laserów są cztery typy, Beam, Burst, Pulse, Mining), oferujących różne typy obrażeń (thermal lepiej pali tarcze, kinetic lepiej dziurawi pancerz), oraz różne metody montażu. Te ostatnie są może najważniejszym parametrem: bronie "fixed" oferują największy DPS, ale trzeba je wycelować dokładnie w cel, co w ogniu walki może być dość trudne; bronie "turret" automatycznie śledzą cel i mogą strzelać w każdym kierunku, ale za to mają najmniejsze DPS i największą cenę (spokojnie z 20-50 razy więcej od identycznej broni Fixed), bronie "gimball" wreszcie są kompromistem - są montowane na wieloosiowych przegubach i mogą automatycznie śledzić cel w wąskim zakresie, a ich DPS i cena są gdzieś pomiędzy fixed a turret. Dla balansu część broni istnieje wyłącznie w gatunku Fixed, przede wszystkim plasma i railgun.

Uff.

Górnictwo (in space!)

Co zrobiłem mając zapas funduszy w portfelu i taką mnogość opcji? Zrobiłem najgłupszą możliwą rzecz, czyli zająłem się górnictwem. Zakupiłem rafinerię (kategoria optional internal, wyższa klasa oznacza m.in. więcej slotów na przerabiane surowce, co jest bardzo ważne), dorzuciłem laser górniczy (zajmuje jeden slot na broń) i huzia na najbliższe pole asteroidów. Górnictwo w Elite Dangerous jest proste jak konstrukcja cepa: podlatujemy do asteroidu, łupiemy weń laserem górniczym, w końcu odpada fragment zawierający minerały. Otwieramy luk ładowni, podbieramy rzeczony fragment, trafia on automatycznie do rafinerii. Ta, po przerobieniu dostatecznej liczby kamieni wyrzuca jednostkę surowca już jako towar do ładowni właściwej. Tyle teorii. A w praktyce...

Po pierwsze, "ręczne" zabieranie kawałków skały na pokład statku międzygwiezdnego wymaga ogromnej koncentracji i ruchów nieomal baletowych, a każde nieopatrzne zderzenie tylko odrzuca i tak ruchomy cel. A kiedy już zbierzemy pierwszą garść kamyków okazuje się, że żaden parametr rafinerii nie jest tak ważny, jak "kosze" na surowce i że bez modeli z wyższej półki z minimum trzema koszami nie ma co startować bo zaraz zacznie się spamowanie alertami o nieprzetworzonych surowcach i braku miejsca. Po trzecie i najważniejsze? Zwyczajnie się nie opłaca. Dwie godziny górnictwa w początkowym statku daje zysk w okolicach 10k kredytów, jeśli się poszczęści. Można alternatywnie próbować misji z dostarczeniem konkretnego minerału, ale tu znowu mamy sytuację taką, że rafineria ciasna, a my szukamy i szukamy i szukamy asteroida z pożądanym surowcem.

Jest co prawda właściwa metoda na górnictwo, ale wymaga ona po pierwsze, dużo funduszy i łatwego dostępu do stacji największego rozmiaru (zaraz się okaże "dlaczemu"), po drugie, statku z względnie dużą ilością miejsca w ładowni, czyli IMO minimum Type 6 (na upartego może w Kobrze da radę, ale meh). Robi się to tak - bierzemy rzeczony transporter i:

  • ładujemy najlepszą możliwą rafinerię, tj. z maksymalną ilością kubków na surowce
  • montujemy system sterowania limpetami (tj. dronami) ładującymi towar do ładowni, możliwie najlepszy dostępny gatunek (Loading Limpets)
  • montujemy system sterowania limpetami analizującymi skład asteroidu (Prospector Limpets)
  • calutką resztę optional internal przerabiamy na cargo hold, tak, wywal te tarcze i módl się, że piraci ogolą innych, a ciebie przegapią
  • kupujemy drony (tak, trzeba je osobno kupować i zajmują każda 1 tonę), jeśli nie polujemy na konkretny materiał, starczy tak z 5-10, w przeciwnym razie raczej koło 30
  • drony dostępne są tylko w stacjach Coriolis, czyli tych największych, ha ha kill me

Wtedy górnictwo robi się tak, że podlatujemy na pole asteroidów, odpalamy dronę ładunkową bez wskazywania celu (bardzo ważne! Inaczej drona jest praktycznie zmarnowana), a ona już zajmie się grzecznym i szybkim pakowaniem asteroidowych farfocli do naszej ładowni. Po kilkunastu minutach roboty zdechnie, a wtedy można postawić nową i dalej dziurawić skałę laserem górniczym. Jeśli szukamy konkretnego minerału, trzeba wcześniej odpalać limpety systemem prospector i poczekać na wynik analizy. I tak można pracować, choć profity są nadal raczej niewielkie i trzeba latać do stacji-rafinerii (czyli zazwyczaj nie tych, które są w układach z dobrymi polami zasobów), a nie stacji kategorii extraction.

Zniechęcony, a może raczej zniecierpliwiony, wróciłem do targania zasobów i mordowania frajerów, którzy mi na drodze stawali, dobiłem się już naprawdę dobrego statku, jakim jest Cobra Mark III.

Tagi: elite dangerous

Przejdź do strony
Oceń notkę
+ +21 -

sweetroll conneiseur
Oceń profil
+ +59 -
Rankin
Ranking: 276 Poziom: 48
PD: 15286
REPUTACJA: 9983
Miesięcznik PSX Extreme