Crapcom 6
Reklamowany jako największy projekt Capcomu i jednocześnie najlepsze wcielenie serii, szósta część opowieści o żywych trupach staje naprzeciw oczekiwaniom graczy. 600 osób pracujących nad grą, 4 kampanie i zapowiadane 30 godzin rozgrywki. Panie i Panowie ! Resident Evil 6.
Dobre złego początki.
Resident Evil 6 pozwala nam wcielić się w 7 indywidualnych bohaterów w 4 kampaniach nastawionych na kooperację, które przeplatają się ze sobą. Każda z nich oferuje inny rodzaj rozgrywki, nie sposób jednak oprzeć się wrażeniu „Jak coś jest do wszystkiego, to jest do niczego”. Zacznijmy od początku. Nieważne na którą kampanię się zdecydujemy , musimy przejść swego rodzaju samouczek będący wycinkiem z kampanii Leona. Tam poznajemy meandry sterowania, zapoznajemy się ze środowiskiem w którym przyjdzie nam spędzić trochę czasu i dostajemy pierwsze sygnały że coś w Resident Evil 6 nie zagrało. Prolog naszpikowany jest sekwencjami Quick Time Events które swoje czasy świetności miały na konsolach poprzedniej generacji. Kiedy jeszcze w poprzednich częściach Resident Evil takie rozwiązanie sprawdzało się całkiem dobrze tutaj po prostu irytuje. Teraz udowodnię dlaczego.
Niektóre QTE są na siłę ubarwione, gracz zmuszony jest nacisnąć kwadrat albo jakiś inny guzik rytmicznie w sekwencji, jeżeli zawiedzie cała zabawa zaczyna się od początku. Rozumiem, dodaje to element stresu i pompuje adrenalinę w trudnych sytuacjach ale … ja chcę tylko otworzyć drzwi! Nic więcej! Czy nie mogę nacisnąć wspomnianego kwadratu tylko raz?
Kiedy ukończymy tutorial wreszcie wcielamy się w skórę protagonisty ( lub protagonistki ) którego wybraliśmy na początku. Czy będzie to Leon, Jake czy ktokolwiek inny, gameplay z założenia będzie się różnił. To nie do końca prawda.

Różnice
Kampania Leona i Heleny jest czymś co miało szansę być najmocniejszym punktem gry, ale jest wprost przeciwnie. Rozdziały w których bohaterem jest agent Kennedy są stylizowane na horror, więcej tu jednak odniesień do Resident Evil 4 niż powiedzmy Resident Evil 2 czy 3. Usprawnione sterowanie daje nam więcej opcji ale jeszcze bardziej obdziera rozgrywkę z i tak nikłego klimatu, przynajmniej częściowo. Ciężko obawiać się oponentów kiedy wiemy że Leon i Helena mogą rozwalić im czerepy z półobrotu, cieszy jednak bardzo mała ilość amunicji która uniemożliwia zmianę rozgrywki w shooter. Brak amunicji zmienia się niestety w bardzo duży problem w ostatnich rozdziałach przygody ale bardziej zaliczam to na plus niż na minus. Kampanię Leona przechodziłem z zapartym tchem, aż do ostatnich dwóch rozdziałów które są największą porażką CAŁEJ gry. W 4 rozdziale przygoda zaczyna zjadać własny ogon, niech wystarczającą „rekomendacją” będzie fakt że ostatnie godziny gry to ciągle powtarzająca się walka z tym samym przeciwnikiem w różnych sceneriach. Wszystkie mocne strony rozgrywki Leona zamykają się w pierwszych dwóch rozdziałach, potem jest tylko gorzej.
Następni są Chris i Piers. Call of Duty w świecie Resident Evil. Gra starszym Redfieldem i jego kompanem to zwykły shooter TPP który bawi całkiem nieźle. Do rozgrywki Chrisem podszedłem z nikłymi oczekiwaniami. Zostałem zaskoczony na plus ponieważ jako shooter Resident Evil 6 sprawdza się całkiem nieźle (pomijając koślawy cover system). A i fabularnie kampania Chrisa prezentuje lepszy poziom niż rozdziały Leona . Warto zwrócić uwagę na kilka miejsc które zwiedzimy w przygodnie Chrisa. Szczególnie podobał mi się hol ze statuami.
Jake i Sherry to trzecia kampania. Ich gameplay miejscami inspirowany jest takimi seriami jak Tomb Raider lub Uncharted. Sczególnie jeżeli pod uwagę weźmiemy fragmenty w których pojawia się Ustanak. Bioorganiczny oprawca który ściga bohaterów przez całą przygodę. Na myśl od razu przychodzi Nemesis z Resident Evil 3 co jest słusznym skojarzeniem. Bydle sprawia wrażenie nie do pokonania, zmusza też gracza aby zaplanował swoje ruchy. W trzeciej kampanii pojawiają się też elementy skradankowe, czasami związane z Ustanakiem. Jake posiada również jedną umiejętność która odróżnia go od innych bohaterów, potrafi walczyć wręcz znacznie lepiej niż inni.
Czwarta kampania została odblokowana bez konieczności przejścia gry dzięki darmowej aktualizacji. Kim możemy pokierować pozostawiam wam do odkrycia.
Dodam tylko że ze wszystkich czterech, właśnie ta dodatkowa podobała mi się najbardziej, ze względu na rozwiązania które zostały w niej zaimplementowane. Ale, wszystko przed wami : )
Powraca również tryb Mercenaries działający na podobnych zasadach co Mercenaries Reunion z Resident Evil 5. Dodatkowo możemy spróbować naszych sił w Agent Hunt, trybie w którym stajemy po drugiej stronie barykady i w ciele potwora staramy się wyeliminować innego gracza kiedy ten prowadzi normalną rozgrywkę w kampanii.
Dotykając powierzchni
Resident Evil 6 działa na tym samym silniku co wszystkie gry Capcom w tej generacji. Mówię oczywiście o MT Framework. Uruchamiając RE6 trudno oprzeć się wrażeniu że grafika jest słabsza niż w Resident Evil 5. Jasne, otoczenie ma więcej detali, światło zmienia się dynamicznie, ale tekstury i modele czasami przedstawiają się bardzo źle. Mówię tutaj szczególnie o lokacjach znajdujących się w Chinach, pstrokate neony, wszechobecna żółć i czerwień zlewa się ze sobą tworząc nieczytelny pejzaż. Do innych lokacji nie mam zarzutów.
Dźwięk i muzyka są standardowe dla serii. Jęki i wybuchy wykonane poprawnie, żaden z przygrywających w tle utworów nie zapadł mi jakoś szczególnie w pamięć.

Wraz z premierą Resident Evil 6 uruchomiony został serwis społecznościowy ResidentEvil.net który po podłączeniu do konta PSN/XBL zlicza statystyki gracza, oferując różnego rodzaju wyzwania i bonusy.
Resident Evil 6 miał być najlepszą odsłoną serii. Niestety jest zaledwie poprawną grą.