Ghost Of Yotei - załapało aż miło, no w końcu
Znowu któryś już raz z kolei, nie dałem się wciągnąć, przekonać od samego początku jakiejś gry. Czemu tak jest nie wiem, ale podejrzewam ironicznie jak kiedyś już pisałem, że może zależy to od danego dnia, pogody, temperatury, a nawet ułożenia księżyca na niebie poprzedniej nocy. Tak czy inaczej, co by to nie było, GOY podobało mi się na swój sposób od samego początku, zachwyciłem się nawet po swojemu w pierwszych godzinach przygody, ale nie było to na tyle mocne, abym został na dłużej czy wciągnął się po samą szyję. Odpuściłem, odłożyłem i jakoś długo nie wracałem w gąszczu innych gier, które pojawiały się jak grzyby po deszczu, ze względu na świetny ostatni okres pod względem conajmniej świetnych szpili. Kiedy usłyszałam, że YOTEI obchodzi swoje pierwsze urodziny i zaraz będzie również dostępny duży, fabularny dodatek, zapaliła mi się lampka, jak pewnemu pomysłowemu Dombromirowi, aby coś z tym zrobić. Wszystkiemu temu, towarzyszyło również zdziwienie i przemyślenia dlaczego ja tak robię. To grasz w te gry czy co robisz, rok od premiery, a Ty jeszcze nawet do połowy mapy nie dobrnąłeś, to po co w ogóle kupujesz, inni już dawno mają platyny zdobyte itd, itp. OK. Czas usiąść z powrotem i włączyć tryb "gracza +" który potrafi wycisnąć i zobaczyć więcej niż inni (z przymrużeniem oka, bo ja taki gracz jak każdy inny). No i .......


No i załapało. Oj jak załapało, SUCKER PUNCH, studio odpowiedzialne za grę znowu to zrobiło jak w pierwszej odsłonie, gdzie również zachwycałem się nie samą grafiką, samą w sobie technicznie, ale wizją artystyczną, klimatem, widokami i ogólnymi wyjątkowymi mechanikami. Tu jest więcej, lepiej i jeszcze ładniej. Ostatnio sam słynny twórca PLAYSTATION - KEN KUTARAGI, powiedział w jednym z wywiadów coś w stylu, iż gry nigdy nie wyglądały lepiej i twórcy nie mieli takich możliwości na pierwszym plejaku. No i faktycznie coś w tym jest, dobrze prawi. Zresztą coś ostatnio oprócz grafiki zaczyna się dziać - mam na myśli większą integrację ze światem przedstawionym, co widać chociażby w grach takich jak na przykład ROBOCOP, CONTROL.

W GHOST OF YOTEI mógłbym spędzać całe dnie i w ogóle stamtąd nie wychodzić. Odkrywanie tego fenomenalnego świata dosłownie uzależnia. Co chwilę odkrywam coś nowego, kiedy myślałem, że już dużo rzeczy udało mi się poznać, mechanik, zadań, to za jakiś czas ku mojemu zaskoczeniu pojawiły się zupełnie nowe. I gdy ktoś powiedziałby w tym momencie, że zaczyna się tego robić za dużo, ja wręcz przeciwnie - liczę na więcej. Co chwilę jestem czymś zaskakiwany, i spodobało mi się to tak bardzo, że obecnie całkowicie zbaczyłem z głównego kursu fabularnego, i jeśli tak podoba mi się już sama przystawka, to pomyśleć co będzie z daniem głównym, a wiem już, że będzie to dalej soczyste mięsko. Jeden ze znajomych twierdzi nawet, iż wszystko to połączone w jedną całość właśnie, to jedna, wielka petarda. Kłócić się nie będę i absolutnie nie zamierzam, bo ma chłopina całkowitą rację. Są miejsca takie, o których istnieniu nawet nie miałem pojęcia, bo mapa tego nie pokazuje, a ja nie miałem pojęcia, że gdzieś można się dostać w taki, czy taki sposób. A jak nie od dziś wiadomo - eksploracja to moje drugie imię.

I to jest właśnie to piękno i sedno eksploracji w YOTEI. Poszukać kogoś, odkryć coś, dostać się gdzieś. Zdobyć coś. Poczekać do ranka, do nocy. Znaleźć coś. Ale tak wymyślnymi sposobami etc, iż w końcu jest to gra, która wyraźnie różni się od innych. Widziałem nawet opinie, że to ciągłe "utarte" schematy i ciągle to samo - a ja się z tym nie zgodzę. Dla mnie to właśnie takie środowisko, mechaniki, pomysły sprawiają, że chce mi się grać. To że nie stało się tak od początku, nie ma tu znaczenia, bo ja tak już po prostu mam, co pisałem wcześniej. Zresztą z ASSASINS CREED VALHALLA mam prawie dokładnie tak samo. Zrozumiałem, zauroczyłem i zakochałem się dopiero po czasie. Ale wtedy już na całego. Oderwać się nie mogę, micha się cieszy na całą szerokość, tu cudowna Japonia, tam Anglia, Irlandia, Francja, Norwegia i inne mityczne krainy. Ale o tym w swoim czasie 😉. Jeśli człowiek da się YOTEI pochłonąć, to tytuł to odpowiednio wykorzysta i wynagrodzi.

Zazdroszczę tym, którzy kupili te wersje PS5 z tymi panelami i controllem w wersji GHOST OF YOTEI. Wierzę, że na żywo, na półce musi to naprawdę robić wrażenie i dodawać takiego ekstra " feelingu" do gry, czy w trakcie samej gry. Ja gram na "zwykłym" PS5 Pro i jestem bardzo zadowolony. Zresztą gdzie kto z Was by nie zagrał - premierowa PS piątka, slimka, jest świetna i świeża wiadomość. SONY właśnie wypuściło specjalny upscaler dla "słabszych" PS5 o nazwie QSSR - QUICK SPECTRAL SUPER RESOLUTION, który naprawdę poprawia ogólną jakość obrazu, ale nie że ooo - teraz wiecie 4K, RT, tylko w jego stabilności, klarowności, ostrości i spójności. Nie ma nie lubianego przez graczy migotania, szmerów. I to jest rewelacyjna wiadomość. I nie jest to pic na wodę. I trzymam kciuki i życzę graczom posiadającym takie konsole, aby zagościło to w większej ilości gier.

Odkrywanie mapy, podziwianie świata to jedno, ale walka to też ważny element, dający nie mniejszą satysfakcję i ciekawe doznania. Różne style, poziomy trudności, techniki. Siekanie dawno nie było tak miłe. Zresztą ja lubię osobiście gry o samurajach, roninach i ninja wszelakich w takich klimatach. Do dziś mocno pamiętam grę z COMMODORE 64 - THE LAST NINJA, pamięta ktoś? to było coś. W YOTEI przesuwając panel dotykowy w prawo, nasza propagonistka ładnie chowa ostrze , katanę, odachi, strzepując krew po walce/walkach. Dodatkowe zlecenia, mini gry, retrospekcje z przeszłości, nudzić się nie sposób.

JIN SAKAI, KIEDY DOWIEDZIAŁ SIĘ O TRZECIEJ CZĘŚCI, ŻE POWSTAJE I BĘDZIE JEGO POWRÓT

Gorące źródła (ze względów 18+ nie wstawię tu zrzutu ekranu ze źródła 😱😛) lisie nory, ołtarze, przygody pełną parą. Wszystkiego nie zdradzę, bo nie chcę spojlerować, ponieważ pewne "nowości" odkrywamy/dochodzą wraz z postępem. Ogólnie jest tego tak fajnie dużo, jak w TSUSHIMIE, lecz wydaje mi się, iż tutaj jest to wszystko zrobione bardziej przejrzyście.

Co do YOTEI, to pokaz jak gra może być również małym dziełem sztuki, pokazująca kunszt, że gra może być czymś więcej. Jeśli powstanie z tego trylogia, a wierzę że tak będzie, to będzie to jedna z najlepszych trylogii nie tylko na PLAYSTATION, ale i w ogóle. Mógłbym tak rozpływać się, zachwycać, pisać komplementy cały dzień, ale czy to coś zmieni? Ten kto już perełkę ma za sobą ten wie, a ten kto jeszcze przed sobą, to wystarczy że włączy to będzie szybko wiedział o co chodzi. Gier idealnych nie ma i YOTEI również nią nie jest, można przyczepić się do mimiki, a według usłyszanych przeze mnie teorii, że gra wygląda tak, bo miała mniejszy budżet, tak samo poprzednik, i nawet jeśli (co pewnie jest totalną bzdurą), to bardzo kurczę dobrze!, ale jeżeli tak na mnie działa, fascynuje mnie, dostarcza mi czegoś wyjątkowego, to ja poproszę więcej. A jeśli to będzie jeszcze za mało, to zawsze można wykonać pewne "combo" polecam - spójrz w fajne miejsce przez lornetkę, przejedź się na koniu pośród drzew, zrób zdjęcie, przymknij oczy i zagraj pieśń ATSU.

Nie wiem jak Wy, ale ja uwielbiam tego typu gry. Pewnie nie tylko ja. I wiem i rozumiem, iż nie wszyscy gustują w takich produkcjach i nie wszyscy podzielają i rozumią mój entuzjazm. Nie ma problemu. Ale wiedzcie, że takie gry są potrzebne, dla ducha, dla spokoju, relaksu i odprężenia. Tu można i grać tradycyjnie, i świetnie się bawić, podziwiać, delektować i chłonąć wszystko do samego końca. Każdy pixel, linijka kodu to coś wyjątkowego, niespotykanego nigdzie indziej. To jest GHOST OF YOTEI - następca nie mniej wspaniałego GHOST OF TSUSHIMA - gra, która długo pozostanie ze mną w pamięci i którą skończę z przyjemnością i o której już sporo dyskutuję z innymi graczami. I to jest też pewny przykład, że SONY jak chce to potrafi, że studia Sony potrafią i niech wraca do tego jak najszybciej. Będzie to dobre dla wszystkich.

Dzięki za chwilę uwagi, do usłyszenia.