BlooGamer

gramisan gramisan 15.09.2018, 16:30
PlayStation 4 i odzyskane dziedzictwo
1835V

PlayStation 4 i odzyskane dziedzictwo

Każdy gracz przez lata łapie zaległości. I nie chodzi mi tu wyłącznie o kupkę wstydu rozumianą w naszej nomenklaturze, jako tytuły odłożone na później, lecz o gry, które z dzisiejszego punktu widzenia w ogóle nie bierzemy pod uwagę. Wynikają one z bieżących preferencji, posiadanej platformy czy ogólnych trendów rynkowych.

Takich braków nie jesteśmy się w stanie ustrzec. Nieliczni mogą pozwolić sobie na każdą bieżącą platformę i przeznaczyć czas na ogranie wszystkich nowości. Nie znaczy to, że gracze powinni zamykać się w swoich złotych klatkach i obrzucać ekskrementami nieosiągalne w danej sytuacji tytuły. Zazdrość i owszem, ale może to być zazdrość zdrowa prowadząca do poszerzania horyzontów w przyszłości.

Nie ma jednej jedynej słusznej platformy do grania. Sam przez lata skakałem między obozami, a i tak nie ustrzegłem się braków. Jednak każdy taki przeskok był dla mnie nowym, cennym doświadczeniem. Po erze Nintendo, nadeszła grafika 3D, do której wprowadziło mnie PlayStation, po zakupie pierwszego komputera osobistego odkryłem cyberpunk i pierwsze połączenie gry cRPG z FPS’em w Deus EX, a Xbox 360 wraz z pierwszymi Gyrosami pokazał mi i całej branży system osłon. Kamienie milowe pojawiają się to tu, to tam i nie można ich dyskredytować tylko przez to, że pojawiły się na innej niż posiadana platformie. Raczej powinny prowadzić do chęci ich poznania w przyszłości.

Zresztą kurczowe trzymanie się jednego producenta sprzętu uważam za swego rodzaju dysfunkcję i świadome ograniczanie własnych możliwości. Długa rozłąka z konsolami Sony sprawiła, iż PlayStation 4 jawi się dla mnie jako nieprzebrane morze tytułów, w które zawsze chciałem zagrać, ale nie miałem ku temu okazji. I dzięki temu oferuje mi jedną z najbardziej zróżnicowanych ofert gier w historii. Niestraszne mi jest zjadanie własnego ogona przez branżę sandboksowymi znajdźkami, gdy po raz pierwszy w życiu dane mi jest zagrać w Shadow of the Colossus itd.

Czy rzeczywiście potrzebujemy wstecznej kompatybilności?

Nadrabianie przeze mnie zaległości jest o tyle fajne, że większość tytułów została przystosowana do dzisiejszych standardów. Przynajmniej graficznie, jeżeli jest taka potrzeba. Dzięki temu łatwiej mi wskoczyć w znoszone i niezbyt świeże buty. Nie bójmy się tego powiedzieć, strona wizualna w grach wideo jest ważna i jest częścią artystyczną, która starzeje się wyjątkowo szybko. Nie twierdzę, że odświeżanie szaty graficznej jest niezbędne do dobrej zabawy ze starszym tytułem, vide ukończone przeze mnie niedawno Okami HD, gdzie jedyną zmianą było podbicie rozdziałki. Tam akurat inne archaizmy przeszkadzały mi o wiele bardziej. Jednak dobrze zrobiony remaster czy nawet remake sprawia, że obcowanie z wiekową grą w ogóle nie musi trącić myszką i może spodobać się zarówno wyjadaczom, jak i zupełnie nowym odbiorcom.

Obawiam się, że gdyby Sony zdecydowało się na wsteczną kompatybilność wydawcom przestałby się opłacać taki interes. Remastery sprawiają, że o grze znowu jest głośno, recenzenci mogą zderzyć się z odświeżonym kodem i ocenić go z nowej perspektywy. Dodatkowo odgrzane wydania najczęściej są w niższych cenach, co jest w ogóle sytuacją win-win. Myślę, że zalew niepotrzebnie odgrzewanych wciąż świeżych kotletów w zawyżonych cenach z początku bieżącej generacji nastawił niektórych graczy skrajnie negatywnie do całego pomysłu. Z tej przyczyny nie da się nie chwalić inicjatywy Microsoftu. Bo odświeżanie gier na zasadzie podbicia rozdzielczości to jednak za mało by uzasadnić ich wydanie na nową platformę.

Co Wy o tym sądzicie? Jestem ciekaw Waszych opinii.

Nie tylko remastery

Ten tekst nie może obyć się bez wyznania win. Ja również bywałem ignorantem. Biję się w pierś, a me poliki czerwienią się ze wstydu: do niedawna gatunek jRPG dla mnie w ogóle nie istniał. A nawet szerzej, wszystkie gry z turowym system walki były dla mnie non grata. Tym sposobem przeszedłem przez erę pierwszego PlayStation nie umoczywszy pada w takich legendach jak Final Fantasy VII czy Vagrant Story. Przełamanie przyszło z grubej rury, bo wraz z Personą 5. Ta gra zabrała mi 130 godzin życia. Choć zabrała to chyba złe określenie, gdyż otworzyła mi oczy i już wiem, że nigdy nie skreślę tytułu przez przyzwyczajenia.

Z bardziej prozaicznych przykładów zmian, które w ostatnim czasie się dokonały we mnie, jako graczu. Od czasów PES’a gdy zwany był jeszcze ISS’em byłem wyznawcą piłki kopanej w wydaniu Konami. FIFA dla mnie nie istniała, tudzież odrzucała mnie przy okazji corocznych demek. Ostatnio jednak coraz mniej było we mnie motywacji by rozegrać meczyk, a gdy do tego dochodziło grałem niemalże mechanicznie. Potrzebowałem odmiany, ale nie potrafiłem jej dostrzec. W tym czasie w konkurencyjnej serii na dobre rozgościł się tryb Ultimate Team. FIFA 18 trafiła do mnie z przypadku przy okazji promocji w jednej z sieci elektronicznych na pakiet z trzymiesięczną subskrypcją PS Plusa. Przez długi czas nawet nie zdjąłem folii z pudełka, a przez myśl mi przeszła nawet dalsza odsprzedaż. Impulsem była chęć sprawdzenia Drogi do sławy, ale to właśnie Ultimate Team zmotywował mnie do intensywniejszego szarpania. Ponownie tytuł, który skreślałem z urzędu dał mi wiele radości (i wkurzenia, ale to oddzielny temat;).

Tak spojrzał na mnie Kiryu, gdy dowiedział się, że nigdy nie grałem w żadną grę z serii Yakuza. To była propozycja nie do odrzucenia. Nie żałuję.

Nie twierdzę, że należy się do czegokolwiek zmuszać. To nie jest tak, że nagle zapragnąłem zmieniać swoje wszystkie dotychczasowe preferencje. Ale tak jak Roger napisał w felietonie w 252 numerze PE – warto od czasu do czasu otworzyć się na nowe doświadczenia. Ostatecznie niczym nie ryzykujemy, a wiele możemy zyskać.

Tagi: playstation 4 remake remastery

Oceń notkę
+ +51 -

Oceń profil
+ +36 -
gramisan
Ranking: 2129 Poziom: 34
PD: 5588
REPUTACJA: 2532