Wyleciało mi z głowy

a pozostać w niej powinno.

kALWa888 kALWa888 13.02.2015, 16:16
Weekendowe granie #56
981V

Weekendowe granie #56

Weekend tuż, tuż i to, że świeci słońce wcale nie czyni go mniej grywalnym. Bo czymże jest samo „Granie” bez „Weekendowego”? Chyba tylko graniem na nerwach. Samo „Weekendowe” bez „grania” też istnieć nie może, bo chyba nie powiecie „Weekendowe bieganie”? No, ja myślę.

Zaczęcie kolejnego odcinka w klasycznym stylu mogłoby być nieco problematyczne, bo w sferze „ukończonych” mam w sumie jedynie platynę w NieR (PS3), a o tej już się nieco rozpisałem w komentarzu WG#55 i nie za bardzo mam co dodać, żeby jednocześnie się nie powtarzać. Dlatego napiszę tylko, że całość nie była tak zła jak to mówili w Internetach. Najgorsze ze wszystkiego było przejście gry w mniej niż 15 godzin. Spanikowany i zdenerwowany spieszyłem się tak bardzo, że ukończyłem ją na poziomie Easy, w 6 godzin. Na szczęście wszystko jest już za mną i z dumą mogę odłożyć NieR (PS3) na półeczkę. Na pewno do gry jeszcze wrócę, by ulepszyć ostatnią, dodatkową broń, zebrać 100% słów (teraz mam ich 75%) i rozwinąć doświadczenie protagonisty do 99 poziomu (teraz mam 54 chyba poziom). Coś, co wymaga jedynie czasu, ale w tym momencie jest niewskazane, bo gry mam trochę dość (nie sądziłem, że kiedykolwiek to powiem).



Przejdźmy więc do przyjemniejszej części. Daniem głównym tego weekendu jest Ni no Kuni: Wrath of the White Witch (PS3), do którego w końcu powróciłem. Wcześniej miałem jakieś 25 godzin na liczniku i byłem w Hamelin zaraz przed walką z Porco Grosso. Po kilku próbach stwierdziłem, że zacznę od nowa, bo nie pamiętam co się dzieje w fabule, ani jak się walczy. Trochę mi się dłużyło, tym bardziej że gra powoli się rozwija. Każdy element mechaniki dostajemy dosyć późno, ale myślę że teraz, po blisko 60 godzinach gry, mam wszystko. Mogę więc latać, żeglować, czy teleportować się do wcześniej odwiedzonych miejsc. Taki czar teleportujący dostałem bardzo późno, do czego raczej nie jestem przyzwyczajony. Jeśli dobrze pamiętam to w Dragon Quest VIII: Journey of the Cursed King (PS2) (a dla niewtajemniczonych jest to gra od tych samych twórców) miałem go prawie od początku. Grając w Ni no Kuni: Wrath of the White Witch (PS3) robię od razu wszystkie zadania poboczne, jakie tylko mogę i nieraz męczyło mnie przemierzanie sporych odległości tylko po jedną małą rzecz. Teraz jest to o wiele bardziej przyjemne i aż chce się je wykonywać. Szkoda tylko, że przez niektóre walczyłem tak długo, że teraz mam nieco zawyżony poziom doświadczenia, i gra jest zbyt łatwa. Ogólnie jestem w momencie, w którym zdobyłem trzy kamienie i teraz szukam rozwiązania na połączenie ich z legendarną wróżką. Nie wiem jak daleko jest do końca, ale nie śpieszy mi się jakoś szczególnie. Gra mi się bardzo przyjemnie, tym bardziej że w końcu jakoś zaakceptowałem fakt, iż system walki jest mocno wadliwy. Głównie przez to, że jako gracz, nie mam pełnej kontroli nad całym zespołem. Oczywiście, mogę się przełączać pomiędzy postaciami, ale wtedy reszta i tak będzie robić swoje, a dostępne opcje nie pozwalają na dostosowanie ich zachowania do moich potrzeb -  o wiele lepiej było to rozwiązane w Final Fantasy XII (PS2). W przygodach Olivera wielkie znaczenie ma zbieranie potworków, które mogą walczyć w imieniu naszych postaci. W sumie to właśnie małe kreatury walczą najczęściej. Zadania poboczne o których wcześniej mówiłem (przez które mam zawyżony poziom) polegały na złapaniu ich. Jest taki Derwin, naukowiec, który te potwory bada. Na jego zlecenie łapiemy kilku i mu przynosimy, by mógł je sobie obejrzeć. To czy potworek zechce z nami walczyć, zależy podobno od przypadku. Nieraz jednak bywało, że gdy już go miałem w garści i chciał się poddać, jeden z moich zawodników go zabijał, przez co powiedzmy 2 godziny polowań szły na marne. Jest to jeden z problemów jakie sprawia ten system walki i myślę, że właśnie dlatego gracz ZAWSZE powinien mieć kontrolę nad wszystkimi zachowaniami postaci. Niby jest All-Out-Attack i All-Out-Defence, ale słabo to działa, bo postacie nieraz zamiast się bronić, walczą dalej. Niejednokrotnie traciłem przez to wszystkie punkty HP i pióro feniksa kilka razy w jednej walce, wcale nie takiej trudnej. Gdyby Ni no Kuni: Wrath of the White Witch (PS3) miało klasyczny system walki (jak w Dragon Quest VIII: Journey of the Cursed King (PS2) chociażby) to byłaby to gra chyba idealna. Jest naprawdę cudna. Zwiedzamy przepiękne krainy, poznajemy wzruszającą historię (która jest piękna właśnie dzięki swojej naiwności i prostocie) i milutko spędzamy czas. Jestem pełen podziwu dla ludzi odpowiedzialnych za design gry. Wiem, że to Studio Ghibli (których animacje uwielbiam), ale widać że Level-5 też co nieco od siebie dodało. Gdzie byśmy nie poszli (czy to pustynia, czy śnieżne krainy) widoki są prześliczne. Najbardziej urzekły mnie jak dotąd martwe krainy, gdzie żyją sobie kościotrupy i w wolnej chwili (a tych mają od groma, bo przecież nigdzie im się nie spieszy skoro są martwi) budują kasyno (którego jeszcze nie odwiedziłem). Ilekroć spotykam się z takimi miejscówkami (rodem z animacji Tima Burtona) mam ochotę zagrać jeszcze raz w MediEvil (PS One). Poniżej zresztą znajdziecie obrazek i jeśli nie złapie Was on z jajka, to nie wiem czy mamy o czym rozmawiać (no chyba, że obrazek nie oddaje pełnego piękna tej sceny).



Skoro już jesteśmy przy tych konsolach, to gram jeszcze w Resident Evil Code: Veronica X HD (PS3). Nigdy nie grałem w tę odsłonę ani na PS2, ani na Dreamcast, czy innej konsoli, dlatego nie mam porównania, ale ta reedycja wygląda niemal paskudnie. Widzę, że większość tekstur wygląda brzydko (parszywie wyglądają przede wszystkim otwierane drzwi) i co więcej, widać jakiś filtr, który sprawia że obraz jest dziwnie ziarnisty. Nie do końca mi się to podoba, ale gra jest bardzo wciągająca jak na klasycznego Residenta przystało. Denerwuje mnie jednak momentami przesadnie wysoki poziom trudności. Ta odsłona sprawia mi o wiele więcej trudności niż pierwsza część na PS One czy jej remake na GameCube. Wszyscy wiemy, że postacią steruje się jak czołgiem, ale nie byłby to problem gdyby nie fakt, że takie jaszczurki poruszają się na tyle szybko, że nie sposób za nimi nadążyć, czy ominąć ich ataku. W „jedynce” nigdy nie miałem z nimi problemu, tym bardziej, że posiadałem odpowiednią broń żeby ich zabić. Tymczasem teraz, gdy gram jako Chris, strzelbę muszę zostawić na ścianie, bo gdy ją zabieram, nie mogę iść dalej. W Resident Evil (PS One) znajdowało się starego grata, którym się zastępowało się tą dobrą i wszystko było cacy. Tutaj tego grata nie znalazłem i jestem zmuszony biegać bez strzelby, co z kolei sprawia, że w obliczu zmutowanych jaszczuro-ludzi jestem prawie bezbronny. Mimo to Resident Evil Code: Veronica X HD (PS3) bardzo mi się podoba. W nowych odsłonach brakuje tego biegania po lokacjach w poszukiwaniu kolejnych elementów układanek (w Resident Evil 5 (PS3) pamiętam tylko jedną misję o podobnym charakterze i to jeszcze w mocno zubożonej wersji). Lubię to oszczędzanie amunicji, ocenianie który z zombiaków godzien jest uśmiercenia, a którego można ominąć. Śmieszą natomiast mocno kiczowate scenki z tak słabymi dialogami, że aż głowa mała. Znalazło się nawet miejsce na wątek romantyczny, szkoda tylko że tak bardzo biedny. Mam wrażenie, że po raz pierwszy spotykam się w serii z takim kiczem (pomijając drewniane dialogi z Resident Evil, które bardziej raziły wykonaniem niż treścią – tutaj leżą oba elementy). Fabuła tych gier nigdy nie była czymś, czym się szczególnie interesowałem, ale nagle stała się bardziej interesująca. Mam taki plan, że jak dopadnę Resident Evil 2 (PS One) to sobie przejdę całą serię i utrwalę sobie fabułę. No, może pominę jednak Resident Evil 6 (PS3).



Wciąż będąc na konsolach gram jeszcze w Resident Evil 5 (PS3) w kooperacji z Anduliną. Pierwsze przejście na Normal mamy za sobą. Nie spodziewałem się, że tak będzie, ale właśnie przechodzimy grę drugi raz, tym razem na poziomie Veteran. Jeśli chodzi o scenki fabularne, to pomijając to wszystko co się w nich dzieje, naprawdę fajnie wyglądają niektóre z akcji czy pojedynki z Weskerem (ŁESKA!!!!). Może podobają mi się, bo te z Resident Evil Code: Veronica X HD (PS3) to bieda straszna, a na jej przykładzie widać, że twórcy już wtedy mieli pociąg do tak efektownych scen. Jednak dopiero w Resident Evil 5 (PS3) wygląda to dobrze. Jakby jednak nie było, kilka motywów to przegięcie – jak np. walenie pięścią w wielki głaz. Chris stał się w ogóle jakimś z lekka tępym osiłkiem. Zawsze inaczej go widziałem. Teraz jest taki… amerykański i to w najgorszym wydaniu. Wciąż jednak z kimś gra się naprawdę wyśmienicie i aż zachciało mi się poznać więcej gier, które oferują możliwość kanapowej współpracy. Wracając jednak do tematu. Przeszliśmy również dodatkowe epizody z edycji Gold. Lost In Nightmares to żywy dowód na to, że można zachować fajny klimat, eksplorację i poszukiwanie elementów układanki z klasycznych odsłon i nowoczesny charakter rozgrywki. Podczas przemierzania posiadłości nie spotkaliśmy ani jednego zombie (a szkoda), a pierwszy przeciwnik pojawił się dopiero po zejściu do makabrycznych piwnic (po godzinie grania). Drugi epizod, Desperate Escape, to esencja „piątki” czyli masa umarlaków (jedni z piłą, inni z cygarem i minigunem) i potężny chaos. Walka o ogarnięcie jazdeczki. Tak bym to nazwał. Zabawa jest, a to najważniejsze. Metalowcy som nejlepsze. Tak samo jak czewrone kaptórki.




Na konsolach poza tym zostało jeszcze jedno trofeum za wszystkie medale w grze wieloosobowej Enemy Front (PS3) i póki co kończę przygodę z tym crapem, po to aby za jakiś czas wrócić i w kampanii dla jednego gracza wbić platynę. Ekipa jest, chęci jest, pad jest! Dlatego idziemy na PC, gdzie gramy w pierwszą odsłonę klasyka, jakim jest Max Payne! Głównie dlatego, że marzy mi się platyna w Max Payne 3 (PS3) i podejrzewam, że nie niebawem powrócę do gry, aby mocno pomęczyć się z najtrudniejszymi poziomami. Dlatego odświeżam sobie dwie pierwsze części, w które ostatnio grałem jeszcze za czasów, gdy chodziłem do szkoły i łykałem banieczki, bo zarywałem przy grach nocki i spałem na lekcjach (ach, złote czasy, złote wspomnienia). Co tu dużo mówić. Długo nie pograłem, bo jednak wolę grać na konsolach (ale wersji na PS2 nie mam i nie chcę mieć), ale jest to bardzo zacna gra i do tej pory nie wiedziałem jak mało z niej pamiętam i jak mocno tęskniłem. Uwielbiam monologi Maxa, który (głównie w komiksach) komentuje to co go spotyka. Klimat ogólnie mówiąc jest bardzo brudny i ponury (w odróżnieniu do „trójki” gdzie jest raczej "tylko" brudno), ale jednocześnie w jakiś sposób zróżnicowany. Przemierzamy zasyfione i osrane miejscówki gdzie przesiadują ćpuny, czy nawet gotycki klub nocny, w którym spotykają się sataniści, którym przewodzi Jack Lupino (nawet nazwiska/pseudonimy do postaci pasują: Payne, Jim Bravura, Mona Sax itp.). Oprócz tego mamy sporo nawiązań nawet do mitologii. Wspomniany klub nocny nosi nazwę RagnaRock, co widać na poniższych obrazkach - swoją drogą, trochę mi w trójce brakuje tych komiksów, ale z drugiej strony dzięki temu że zostały zastąpione filmikami, gra stała się bardziej poważna. Prawda, że ładne? Już się niecierpliwię do kolejnej sesji.




No nic, tyle ode mnie. Filmów nie oglądam, jeno tylko gram. Teraz coś muzykę jakąś włączyłem. Massive Attack z albumu Mezzanine. Pure genius, powiadam, pure genius. Łapcie link, a potem go klikajta i słuchajta, oto muzyka bogów.



Tymczasem zapraszam Was do komentowania, spamowania czy co tam lubicie wypisywać. Dzielcie się tutaj tym w co gracie, czego słuchacie i co w weekend porabiacie. A że widzę, że mało ostatnio komentarzy, to mam dla Was info:

kto nie komentuje ten Hantos!!!

Tagi:

Oceń notkę
+ +14 -

Oceń profil
+ +19 -
kALWa888
Ranking: 440 Poziom: 50
PD: 17188
REPUTACJA: 3446