SKLEP

Blog użytkownika Alexy78

Alexy78 Alexy78 17.11.2016, 12:24
Sadystyczne traktowanie graczy? Przez kogo? Przez gry oczywiście …
23361V

Sadystyczne traktowanie graczy? Przez kogo? Przez gry oczywiście …

Pochłonął Cię jakiś tytuł? Poświęcasz mu każdą wolną chwilę? Myślisz o nim, kiedy nie możesz grać? Tak? – to uważaj, bo gra (i białe karły) może sprawić Ci wiele krzywdy, o czym poniżej.

Biały karzeł – niewielki (rzędu rozmiarów Ziemiobiekt astronomiczny składający się ze zdegenerowanej materii, emitujący m.in. promieniowanie widzialne. Powstaje po ustaniu reakcji jądrowych w gwieździe o małej lub średniej masie. Mało masywne gwiazdy (od 0,08 do 0,4 M) nie osiągają w trakcie swojej ewolucji warunków wystarczających do zapłonu helu w reakcjach syntezy termojądrowej i powstają z nich białe karły helowe. Średnio masywne gwiazdy (od 0,4 do ok. 4 mas Słońca) spalają hel, dając białe karły węglowe lub węglowo-tlenowe. Pozostałością gwiazd o masach w zakresie 4-8 mas Słońca (na ciągu głównym) są białe karły z domieszką tlenuneonu i magnezu. (Wiki)

 

Elite Dangerous – tak, znów o tym tytule piszę – nie narzuca niczego, to gracz sam wyznacza sobie cele i później dzielnie dąży do tego, by je osiągać. Odwiedzi odległą planetę, pohandluje, powalczy, zadziała dla dobra swojej frakcji, czy podejmie się „community goala” budując jakąś bazę (dostarczając towary do budowy), czy dając się wciągnąć w wojnę w danym systemie (wybiera się frakcję latając po „Conflict Zone’ach"). Idąc z duchem swobody jaką oferuje rozgrywka postanowiłem usprawnić w swoim statku skoki nadprzestrzenne – tzw. FSD (Frame Shift Drive). Mając maksymalny możliwy moduł w swoim statku (6A) skoki jakie mogę obecnie realizować wahają się od 15 lat świetlnych (Ly), do 21, kiedy statek nie jest załadowany towarem, bądź wyposażony w np. pancerze (masa odgrywa krytyczną rolę). 

Zakończyłem więc misje oparte na handlu, który stał się obecnie najbardziej dla mnie dochodowym źródłem i udałem się do Inżyniera.

 

Ta kobieta wie, jak napsuć krwi. A zaczyna się tak niewinnie.

Na miejscu okazało się, że aby ową osobę udobruchać, należy dostarczyć jej jak najwięcej danych exploracyjnych, których… oczywiście nie miałem, bo sprzedałem te dane kilka systemów wcześniej w zaprzyjaźnionej bazie. Dane te są względnie łatwo zdobywane – wystarczy mieć odpowiedni skaner o zasięgu "nieskończonym" („Interstellar Skanner") - pozwalającym za jednym skanowaniem sprawdzić i pobrać dane z całego układu i każdorazowo odwiedzając dany układ, go zeskanować, co trwa kilka sekund, czyli niewiele.

Mając odpowiednią reputację w bazie inżyniera, dzięki wspomnianym danym właśnie, należy dla każdego poziomu rozwoju danego podzespołu dostarczyć również pewnych danych. W systemie Deciat akurat istotne są nietypowe dane dotyczące śladów po skokach nadprzestrzennych. Potrzebny w celu ich uzustaknia jest kolejny skaner – tym razem montowany w „Utility Points” statku.

Po zorientowaniu się w sytuacji podjąłem decyzję – warto spróbować.

Pełen optymizmu przerobiłem swoją Condę ze statku przeznaczonego do handlu na statek ekspedycyjny. Ponieważ Anaconda pożera duże ilości paliwa (a na LPG przerobić się nie da ;)) zainwestowałem w dodatkowe zbiorniki tej substancji zwiększając pojemność z 32T do 224T – dodatkowo zamontowałem urządzenie do pobierania wodoru z gwiazd o przeciętnych właściwościach, ale też nie spodziewałem się musieć z niego korzystać (i się nie myliłem, jak się później okazało).

Do statku załadowałem hangar z myśliwcem oraz dodatkowe pomieszczenie na dwa łaziki (warto w odległych krańcach galatkyki mieć zapasowy pojazd),  pozostawiłem względnie mocne osłony (6A), by jakiś pirat nie zepsół mi podróży, ale doładowanie osłon tzw. "Shield Cell Banki" już wziąłem w niższej kategorii (4B) – powinny jednak dać radę uwzględniając posiadane przeze mnie 2 wyrzutnie "chaff’ów". Pancerza zbyt wiele nie montowałem z racji chęci redukcji masy. Zainstalowałem za to bardzo drogi, ale i względnie wydajny system AFM, który pozwala statek w bezkresnej przestrzeni naprawiać bez konieczności odwiedzania bazy (której może w pobliżu zwyczajnie nie być). Efekt był taki, że z ładowności 384 ton jaką mam do handlu, pojemność luku towarowego zmalała do zaledwie 32 ton – ale i to powinno względem moich celów wystarczyć.

Myśliwiec jest? Check, Łaziki są? Check.

Bardzo szybko okazało się, że mój generator mocy został o 16% przeciążony, więc musiałem poświęcić parę dodatkowych minut na zarządzanie modułami tak, by podczas walki automatycznie wyłączały się system np. w ładowni, czy hangaru dla łazików oraz paru innych – na szczęście się to udało.

Powyższe opisałem w pewnym skrócie, bo wymagało odwiedzenia dwóch innych baz, sprowadzenia z innych systemów komponentów jakie miałem tam składowane itp.

Ok – przygody czas zacząć!

Ale gdzie lecieć, by nie było nudno pomyślałem.. przypomniałem sobie wówczas o pewnej tajemniczej i opuszczonej przez ludzi bazie o której opowiadali inni gracze.

Sprawdziłem w sieci jej lokalizację oraz współrzędne i uznałem ją za doskonały cel, bo znajdowała się 419 lat świetlnych ode mnie (a 450Ly od ziemi) – czyli podróż dawała wiele możliwości eksploracji, ale i sama baza ponoć kryła w sobie tajemnicę do zbadania.

Celem nadrzędnym było jednak zebranie jak największej ilości informacji o systemach, przez które miałem przelatywać dlatego… nie wybrałem najkrótszej ścieżki, a ścieżkę ekonomiczną – bo i taka możliwość istnieje podczas planowania trasy – ścieżki, która charakteryzuje się krótkimi względnie skokami, ale i możliwością zbadania jak największej ilości systemów. W ten sposób planowana trasa do wspomnianej bazy wynosiła – uwaga – 96 skoków przez różne systemy!

Warto dodać, że na początek skorzystałem z posiadanego myśliwca, by nacieszyć się kanionami w bazie inżynierów oraz faktu, że miałem możliwość ich bazę odwiedzić w czasie dnia – bo latanie w nocy jest tam mocno utrudnione.

Latanie w kanionie na dużej prędkości do prostych nie należy, to symulacja i czuć bezwładność oraz siłę grawitacji nawet wobec małego statku

Może następnym razem będę miał kolegów do latania po tych kanionach, tak obiecują i obiecują... ;P

Baza inżynierów w Deciat ma naprawdę ciekawe położenie, a z konstrukcji pomostów można się domyśleć, że znaczna jej część umieszczona jest pod ziemią.

Po jakichś 30 minutach zabawy  - pełen optymizmu i radosnego entuzjazmu, przygotowany – jak mi się wydawało  - na wszystko – bo kto zagrozi Anacondzie, która w walkę nawet wdawać się nie chce – rozpocząłem podróż ku nieznanemu.

Lot poza oglądaniem ciekawych miejsc, mgławic, systemów z dwoma słońcami, jakąś okazjonalną walką z mniejszym przeciwnikiem przebiegał spokojnie – ot, skok za skokiem w połączeniu z obowiązkowym skanowaniem każdego układu po kolei. Nic wyjątkowego mnie nie spotkało – w niecałe 3h byłem na miejscu, w systemie, gdzie miałem znaleźć opuszczoną i tajemniczą bazę. Na jej znalezienie mając współrzędne potrzebowałem około 30 minut pomagając sobie co jakiś czas wystrzeliwanym myśliwcem, by szybciej sprawdzić  czy aby „ten cypelek na horyzoncie” nie jest poszukiwaną lokalizacją.

Baza stosunkowo niewielka i widać, że warunki "polowe".

Bazę znalazłem, grawitacja na akceptowalnym poziomie, odpowiednie miejsce do lądowania bez większych kłopotów zostało znalezione, a cała kolonia okazała się umiejscowiona w jednym z kraterów. Nawet ładnie się prezentowała – kilka namiotów, kilka budynków i silosów, jakieś magazyny podziemne…

W tym momencie zrozumiałem, że czas się przesiąść do łazika ;)

Na początek postanowiłem dokonać ogólnych oględzin z powietrza – po raz kolejny mały myśliwiec okazał się świetnym rozwiązaniem -  baza faktycznie okazała się opuszczona, jakiś powtarzalny komunikat nadal był słyszalny z głośników, ale widać, że leciał „z taśmy”. Widać było jednak ślady walki (!), uszkodzonych drzwi budynków czy ślady po laserach…

Długo nie zwlekając wróciłem do statku głównego, wylądowałem we wcześniej wybranym miejscu i ruszyłem badać obszar łazikiem posiadającym opcję skanowania obiektów.

Pomyślałem, że zacznę od strony głównej bramy ośrodka badawczego, by powoli przedrzeć się do centrum bazy i na koniec odwiedzić okolice w poszukiwaniu odpowiedzi na to, co się stało w ośrodku.

Spokojnie, aż za spokojnie.

Dalsza część będzie spojlerem, więc osoby grające, a które jeszcze miejsca nie odwiedziły, zachęcam do przeskoczenia te kilka linijek dalej.

Już na początku, po lewej stronie znalazłem miejsce gdzie mogłem pobrać dane, a z których dowiedziałem się, że na stacji była grupa badawcza inżynierów, których zapasy żywieniowe zostały skażone. Wysłali oni wezwanie o uzupełnienie zapasów, te jednak nie dotarły. Jadąc dalej i skanując kolejne obiekty (jest ich 5) poznałem całą historię, która skupiała się na tym, że ludzie Ci byli poddani eksperymentom związanym z zachowaniem się takich placówek wobec kryzysów, a jedna z osób, zamiast wzywać pomoc wysyłała tylko raporty o zachowaniu ludzi, kolejnych zgonach – jednocześnie samemu się karmiąc schowanymi proteinami. Co za pech, że została nakryta..., bo bazy nikt już żywy nie opuścił. Co ciekawsze, wszystko to zostało zakodowane, a jakaś instytucja planuje tą bazę do innych testów również w przyszłości wykorzystać…

Tutaj coś się działo...

 Pojeździłem, upewniając się, że co było do zabrania przez cargo scoop’a pojazdu, to zabrałem, poskakałem nieco po co ciekawszych konstrukcjach dzięki silnikom odrzutowym łazika – może nie wypadało, w końcu to grobowiec, ale chyba nikt nie widział ;)

Po śladach widać, że nieco kółek nakręciłem ;)

No i dowód na to, że zebrałem komplet informacji o zaistniałych wydarzeniach.

Koniec spojlera.

Dzięki silnikom odrzutowym łazika można przy odpowiednio niskiej grawitacji wskakiwać nawet na obiekty o kilku metrach wysokości, bądź odpowiednio ustawionym skutecznie amortyzować upadki z tychże.

…. i udałem się z powrotem do statku.

Bardzo zadowolony z masą danych eksploracyjnych – a minęło już 5h od czasu, kiedy wyruszyłem ku przygodzie, zacząłem planować podróż powrotną. Ekonomiczne poruszanie o wielu małych skokach spowodowało, że miałem ponad połowę paliwa w baku więc na powrót spokojnie by starczyło – mając jednak na uwadze, że „fuel scoop’a” także posiadam postanowiłem nieco podróż wydłużyć i lecieć „na około” w ostateczności tankując paliwo z napotkanych słońc. Dodatkowo za cel wziąłem centrum Federacji i Zacharego Hudsona, bo wciąż miałem na uwadze, że potrzebuję – oprócz danych z eksploracji – również dane pozostawione w chmurach po skoku w nadprzestrzeń innych statków, a nie ma miejsca bezpieczniejszego do ich zbierania jak okolice baz federacji, do której się należy. Robiąc to wcześniej w systemach mi wrogich, nie raz i nie dwa byłem z zaskoczenia zaatakowany przez statek, który miał czystą kartotekę, więc odpowiadając ogniem z dział, automatycznie stałbym się poszukiwanym – czyli bez ucieczki zapewne finalnie zestrzelonym przez grupę stróżów prawa…

Planowanie trasy "na około" miało, jak się zaraz okaże, swoje skutki... Ten kolorowy bąbel to najgęściej przez ludzi opanowane systemy w podziale na rządzące nimi frakcje. Niebieski ostrosłup do góry nogami to moja aktualna pozycja - znaczek "steam" na dole, to miejsce docelowe jakie wyznaczyłem sobie w pakiecie "drogi okrężnej"

Kolejne kilkanaście, kilkadziesiąt skoków wykonałem bez większych przygód – powiem więcej – sprawdzałem pocztę na tablecie podczas grania co jakiś czas wykonując rutynową procedurę skanowania i przygotowania statku do kolejnego skoku. Czasem jakiś pirat się pojawił (skąd oni na obrzeżach się znajdują zawsze mnie dziwi – rozumiem przy szlakach handlowych, ale takich „za*upiach” gdzie ja się znajdowałem?... – powiedzmy, że gra dba, by nawet explorator za sterami nie zasnął ;)), to albo uciekłem mając już naładowany FSD, albo względnie krótko powalczyłem z jakimś mniejszym statkiem (Federal Assult Ship, Python). Przyznam, że mając Anacondę, tylko jednego statku piratów się boję – innej Anacondy właśnie, tym bardziej kiedy moja nie jest w trybie bojowym. Ale inna Anaconda się nie pojawiła, więc spokojnie przemierzałem galaktykę dalej…

Aż do momentu.

Wykonując kolejny, chyba sto pięćdziesiąty któryś skok tego dnia, działając w pełni rutynowo … jego zakończenie było więcej niż zaskoczeniem.

Wpadłem na białego karła. Pierwszy raz w grze, w której spędziłem ponad 330h. Czytałem o tych tworach, czytałem o ich mocy, widziałem je na filmikach i wiedziałem, że lepiej się do nich nie zbliżać. I zwykle problemu nie ma – tyle, że biały karzeł (white dwarf) się „kręci” i boja do której się dolatuje czasami bywa umieszczona w stożku takiego "tworu". A stożek ten oprócz niesamowitej siły przyciągania jest też silnie promieniotwórczy cieplnie. Wiem, że są tacy, którzy potrafią tą zapadającą się gwiazdę wykorzystać do podładowania FSD dla oddania jednego większego skoku...ale ja do nich póki co nie należę.

Jak możecie się domyśleć, ja właśnie w taki stożek wpadłem prosto po opuszczeniu nadprzestrzeni… !

I się zaczęła część sadystyczna gry, o której wspomniałem na samym początku bloga.

Zacząłem umierać, ja i mój super hiper duper sruper statek ;)

Na początku z zimną krwią upewniłem się jakie system działają, obrałem kolejny cel – i zacząłem ładować silniki do następnego skoku. Z zimną krwią, bo alarmy się rozszalały, na pokładzie pojawił się ogień a statek otrzymał 200% przegrzania temperatury. Heat Sinki pomagały na kilkadziesiąt sekund, ale po chwili zaczynała się historia od nowa. Z czasem kolejne systemy zaczęły szwankować i tak jak miałem już FSD naładowane, tak napędy („Thrustery”) zaczęły szwankować i nie mogłem ustawić statku w linii skoku.

 

FSD ma jeszcze 8% - uda się...

Kiedy Thrustery się obudziły FSD doznało „resetu”. Z czasem wysiadł hud – więc nie mogłem łatwo spozycjonować staku nie mając wyznacznika celu, dodatkowo w wyniku promieniowania do wnętrza kabiny dostała się próżnia… i już słyszałem tylko swój oddech oraz odliczanie czasu na ile wystarczy mi powietrza zanim się uduszę.

Przypomniałem sobie o zamontowanym systemie naprawczym, i kiedy wysiadły mi osłony statku a pancerz zaczął już topnieć, po tym jak wystrzeliłem heat sink’a zaczałem naprawiać FSD,  a potem Power Plant, a potem Thrustery, a potem nawet heat sink (wyrzutnia) się zepsuł i już trwale na ponad 200% tempertury działałem.

Czas uciekał, powietrza zostało na 7 min, pancerz na poziomie 50%, bo osłon już dawno temu nie miałem. Ale mówię – po kolei, na spokojnie, naprawiamy i wylatujemy z tego piekła. Krótko przeszła mi myśl przez głowę, że mam dane exploracyjne do stracenia – dane z blisko, albo ponad – bo dokładnie nie wiedziałem – 150 różnych układów słonecznych i nie tylko, materiały zebrane z bazy a i ubezpiecznie statku, to ponad 10 mil CR…. – ale tak naprawdę liczyły się głównie dane exploracyjne – będę mógł je jakoś wykupić, odnaleźć – NIE!

Oto co biały karzeł w krótkim czasie robi z Anacondą. Skalpuje na żywca.

4 minuty powietrza, 30% pancerz statku, wszystko się topi. Panika. Reaktor zasilania wysiadł, FSD kwiknęło i padło, Trustery pracują jak chcą. Naprawiam reaktor.

Już tylko 20% pancerza (prawy dolny róg)

System naprawczy wolniej naprawia niż się reaktor psuje...

3 minuty powietrza 20% pancerz statku.

Reaktor padł. System naprawczy padł. Thrustery kończą funkcjonować. Statek w ostatnich swoich chwilach już tylko dryfuje bezlitośnie rozrywany na strzęprzy przez pole białego karła ("chrzanionego")

Pilot nadal nie godzi się ze swoim losem – bo jest naiwny.

To koniec.

Przynajmniej się nie udusiłem. Statek wybuchł jak jeszcze miałem 1 minutę powietrza – mogłem zaszaleć.

I to by było na tyle.

Najmniej ciekawe ujęcie mojego statku jakie kiedykolwiek zrobiłem. Tak kończy statek pilota o względnie małym doświadczeniu i braku szczęścia. Tak kończą się marzenia o poprawie parametrów napędu FSD.

Cisza. Narastająca frustracja – prawie 7 godzin gry poszło w pustkę kosmiczną.

Utrata wszystkich danych. Strata ponad 10 mil CR na ubezpieczenie. Koszmar.

Plan rozbudowy statku i poprawy statystyk FSD - poszedł się .... paść na łące.

Agonia trwała blisko 15 minut. Miałem niesamowitego pecha wyskakując z nadprzestrzeni prosto w stożek białego "chrzanionego" karła. Nie miałem szans.

Mały statek o mniejszej masie, może miałby szansę się wydostać. Ja nie miałem – będąc zaskoczonym i zbyt pewnym siebie za późno zaczałem reagować nie doceniając powagi sytuacji. Za późno powyłączałem niepotrzebne w tym momencie systemy, by reaktor będąc notorycznie uszkadzanym dał radę obsłużyć systemy potrzebne do skoku - pojawiał się "overload damage" który również uniemożliwiał wykonanie skutecznego skoku ratującego życie.

Ba – nawet za późno pierwszego heat sink’a wystrzeliłem.

Nie miałem – i nadal nie mam wielkiego doświadczenia w naprawianiu systemów – jakież było moje zdziwienie, że thrustery podczas naprawy są wyłączane… a statek zaczął wirować wokół własnej osi. I wiele innych.

Porażka, poczucie straconego czasu, straconej możliwości badań u inżyniera. Bezsilność wobec losowego zdarzenia. Trauma. Smutek. Żal. Rozpacz(?). Klawiaturze się oberwało (choć nie tak jak u naszego tenisisty ;))

Pomyślałem, że do gry długo nie wrócę. Albo wcale. Never - I hate this game!! 

Uczcijmy to minutą ciszy.

Dziękuję ;)

Wytrzymałem jeden dzień 0_o.

Choć przyznam, że próbowałem się wciągnąć w inny tytuł i poświęciłem 2h na ponowne rozpoczęcie Mass Effect 3... ale jak zobaczyłem Normandię, to zachciało mi się ją pilotować i ... już było posprzątane.

Żeby było ciekawiej – trafiłem od tamtego czasu jeszcze 2 razy na białe karły – tak jak mi się to wcześniej nie zdarzało, tak teraz takie przypadki mógłbym wręcz nazwać notorycznymi (3 razy biały karzeł w 15h grania)– wiążę to z tym, że nadal zbieram dane exploracyjne latając w trybie ekonomicznym i nie pomijając dłuższymi skokami niebezpiecznych miejsc. Tym razem miałem jednak szczęście i wyskakiwałem w miejscach, gdzie miałem szanse na wyhamowanie statku i szybką ucieczkę zanim proces niszczenia podzespołów się na dobre rozpoczął.

Tak wygląda biały karzeł z bezpiecznej odległości - o ile ma się szczęście wpaść do systemu w odpowidnim miejscu.

Obecnie łączę handel z eksploracją i badaniem śladów po skokach. Wczoraj udało mi się poprawić skok o 1,5 Ly, to jest niewielką wartością, ale kto wie, może kiedyś podbiję do poziomu np. 3 z 5 u inżyniera i zrobią to, o czym inni się chwalili – poprawię zasięg skoku o np. kolejne 15-20Ly, bo i to jest możliwe.

Jeśli dotąd dotarłeś/dotarłaś, to dziękuję za przeczytanie powyższego – wierzę, że nie przynudziłem. Warto zaznaczyć, że to jedna z szeregu przygód jakie gra „bez fabuły” ze sobą niesie. Fenomen sadystycznej gry u mnie wciąż trwa. To chyba miłość - kochać i nienawidzieć jednocześnie ;)

Pozdrawiam,

o7

CMDR Alexy78

P.S. W galerii umieszczam zdjęcia pełnej jakości.

 

 

 

 

 

Tagi: Elite Dangerous Horizons

Oceń notkę
+ +26 -

The Winged Hussar
Oceń profil
+ +150 -
Alexy78
Ranking: 9 Poziom: 78
PD: 59046
REPUTACJA: 67888
Miesięcznik PSX Extreme