BlogCraft

Roland Ninja

ROLAND NINJ4 ROLAND NINJ4 14.03.2015, 15:26
Pod kopułą deweloperskiego sadyzmu #3 - Błędne decyzje i ich skutki. Cz.2
1738V

Pod kopułą deweloperskiego sadyzmu #3 - Błędne decyzje i ich skutki. Cz.2

Witam ponownie! Chyba dwa dni przerwy starczyły na zapoznanie się z pierwszą częścią mojej listy bulwersu! Tak więc panowie i panie zapraszam na część drugą, lepszą, ciekawszą i bardziej kontrowersyjną no bo to w końcu numerki od 7 do 1! Jedziemy!

7.ONIMUSHA (PS2/XBOX - Lata: 2001 - ???)

Przedmiot sprawy: Co się stało z Samanosuke i Jubei? Capcomu równia pochyła cz.1

Ilu z was zadaję sobie to samo pytanie? Dlaczego przeżyliśmy kolejną generację konsol, a nie uświadczyliśmy kolejnej części tej zasłużonej i kultowej w pewnych kręgach serii? Dlaczego nawet nie odświeżono całej Quadrology do HD i nie wydano w stosownym pakiecie na PS3 i X360? Dlaczego Capcom zamiast rozwijać swoje najlepsze serie, pakuje forsę w zagraniczne studia które dostarczają nam całe morze chłamu, a oni zajmują się tylko i wyłącznie wyciskaniem kudosów z kolejnych edycji Street Fighter i marnych Resident Evil. Przecież ku-wa to co kiedyś było typowo "Capcomowskie" już dawno takim nie jest! Oni oprócz wspomnianych gier nie wyprodukowali na poprzedniej generacji, chyba niczego godnego uwagi! Zaczęli od Lost Planet, oddali chłopakom z zachodu, stworzyli DMC4 i oddali pałeczkę, sami bawią się i niszczą tylko serię Resident Evil. Gdzie czasy kiedy co roku wychodziło kilka-kilkanaście hitów spod ich dłuta? Onimusha to jedna z tych serii która poległa w morzu tych wszystkich chybionych decyzji firmy. Zamiast skupić się na wyprodukowaniu pełnoprawnego sequela na nowej generacji, takiego z otwartym światem, świetną oprawą z której słynęła seria, z nowymi bohaterami w roli protagonistów, a starymi w roli mentorów. Z całą masą questów, szlachtowania chmar demonów, nowym arsenałem, upgrade'owaniem postaci itd. itp. Ja w 10 min znalazłem pomysł na tą serię i dziwię się że Capcom od roku 2006 kiedy to pojawiła się ostatnia, najsłabsza część serii Dawn of Dreams, nie wie co dalej z tym IP robić? Kurde wysnujcie petycje i zapytajcie fanów czy chcą powrotu Onimushy, wynik będzie jasny już  pierwszym dniu, potem stwórzcie drugą w której fani będą podawać pomysły na grę i macie gotowy tytuł rękami fanów, czyli tak jak lubicie, cudzymi rękoma! Na prawdę dziwna to sprawa, zważywszy że Capcom nie za dobrze sobie poczyna na rynku. Wiadomo upadek to raczej im nie grozi, ale na pewno nie jedzą tam srebrnymi sztućcami kawioru z bieługi!? Potykają się na każdym kroku, zamykają każdy kolejny rok ze stratami, tak więc dlaczego forsa idzie tylko w SF, RE i inne wątpliwe przedsięwzięcia? Nie ma się co głowić i strzępić języka, wiadomym jest że jajogłowi z departamentu marketingu żółto-niebieskich wiedzą lepiej i za ch.. byśmy ich nie przegadali!

 

6.RESIDENT EVIL 4-6 (PS2/PS3/X360/PC - Lata: 2005 - Obecnie)

Przedmiot sprawy: Nie ma to jak zepsuć własną flagową serię! Capcomu równia pochyła cz.2

Ile to już przerabiano ten temat? Ile to ludzi kłóciło się czy wręcz pobiło broniąc czy szydząc z wszystkich numerycznych części tej znamienitej serii wydanych po Resident Evil: Code Veronica? Ja sam nie raz miałem styczność z wręcz fanatycznym odzewem, gdy tylko wspomniałem o tym jak bardzo słabym tytułem jest RE4 czy o tym jak to ta część zepsuła wszystko co było po. Osobiście myślę że kiedyś mój idol Shinji Mikami powinien zostać wykastrowany za to co zafundował po swoim wielkim powrocie do serii za sprawą iście INFAMOUS Resident Evil 4! Gdy owa produkcja ujżała światło dzienne jako ex na GC, cały świat zachłysnął się nowym dynamicznym podejściem do gry, piękną oprawą graficzną, rewolucyjnym podejściem do strzelania za pośrednictwem kamery z nad ramienia (Wszyscy zapomnieli że ów patent pojawił się pierwszy raz w grze Kill: S.W.I.T.C.H od Namco) czy wielkim powrotem Leona, którego wszyscy uwielbiali od RE2. Całkowicie przymknięto oko na wszystkie absurdy miałkiej jak żwirek w kuwecie fabuły, na obwoźnego sprzedawcę (SICK!), na wypadające z wrogów fanty czy bieganie po lokacjach ni w ząb nie pasujących do realiów. Wszyscy z bomby zapomnieli o tym jak bardzo uwielbiali klasyczne podejście do serii z tą całą tajemniczą otoczką i fabułą kręcącą się wokół znanej wszystkim Umbrella Corp. Gra okazała się hitem kasowym, prawdziwi, ortodoksyjni fani byli zniesmaczeni, ale mainstream oszalał i już czekał na kolejny sequel. Resident Evil 5 wydano 4 lata po premierze czwórki, gra nie różniła się w założeniach praktycznie niczym. Zaserwowano nam przelot z Europy do realiów czarnego lądu, piękną oprawę godną nowej generacji, całkiem znośną historię która tym razem trzymała się głównej osi serii, parę znanych kultowych postaci, jeszcze bardziej dynamiczny gameplay oraz kolejną porcję absurdu! Jak wspomniałem gra broniła się przywiązaniem fabularnym do głównej serii, ciągle to zarzucała nas jakimiś smaczkami czy aluzjami do oryginalnej pentalogii, ale z drugiej strony ten sam bezmyślny styl gry, który zmienił survival horror w TPP shooter, wskazywał na powielanie błędów wychowawczych też przy kolejnym dziecku. To co grało na korzyść piątki to ostatnie rozdziały i finał zamykający odwieczną walkę z pewnym, wrednym blondasem o iście brytyjskim akcencie. Może właśnie dlatego RE5 zostało lepiej przyjęte przez ortodosków, jednak to wciąż nie było to. Przysłowiowy gwóźdź do trumny wbiła serii część szósta! Nie ma co tutaj nawet dużo pisać. Średnia ocen na świecie na pułapie 6.5 chyba mówi już sama za siebie! Gra była festiwalem wszystkich największych głupot jakie pojawiły się na przestrzeni, a których upchano tutaj wszystkich po trochu. Słowo survival już na stałe zniknęło z serii, RE6 to typowy, całkowity shooter TPP, który próbował się ratować pojedynczymi niby-residentowymi rozdziałami za pomocą których straszono może tylko nieopierzonych szczyli. Akcja, akcja, akcja, wprowadzała w końcu straszną monotonię, a wszędobylskie QTE i fabularne animozje dopełniały obraz rozpaczy. I tak oto słynna seria sięgła dna! Capcom wpadł na pomysł wydania pierwszego pełnoprawnego RE na handheldach za sprawą premiery 3DS'a i Resident Evil: Revelations. Wieszczyli powrót do korzeni, zadowolenie wszystkich fanów, fabularne nawiązania do spuścizny czy wszędobylski oldschool'owy feeling, który niejednemu zjeży włosy na karku. Połowicznie się udało, gra zdobyła pozytywne noty, lepsze od dużej odsłony, ale nie wiadomo dlaczego się nie sprzedała!? Szybko więc ulepszona wersja trafiła też na konsole stacjonarne. Może i był to lekki powrót do korzeni, ale to w dalszym ciągu nie było to na co czekają wszyscy fani od ukończenia Code Veronica i wspaniałego remake'u pierwszego RE. Kolejne nadzieje można pokładać w sequelu Revelations, który dopiero co zlądował na wszystkich znaczących się platformach i zaszczyci też swoją obecnością, prawie zapomniane PS Vita. Jednakże to nadal półśrodki, to nadal tylko spin-off i nawet powrót Claire Redfield i wielkiego zapomnianego Barry'ego Burtona na pewno nie przywróci serii dawnej chwały. Świat nadal czeka na prawdziwe Resident Evil 7, takie które swoją oprawą wypali nam gały, fabułą zgwałci naszą emocjonalną sferę, a klimatem zniszczy jaźń na poziomie komórkowym! Wciąż wierzymy że Capcom się ogranie i dostarczy nam tytuł który zapiszę się na kartach historii.

 

5.DINO CRISIS (PSX/DC/XBOX - Lata: 1999 - 2003)

Przedmiot sprawy: Nie ma to jak zepsuć kolejną własną serię! Capcomu równia pochyła cz.3

 Ach ten Capcom i wiecznie błędne decyzje. Nie tylko wielka seria Resident Evil padła ofiarą ich wątpliwych decyzji i totalnego fail'a ludzi od PR. Kolejnym przykładem z wielu jest znana już tylko graczom z dłuższym stażem, zapomniana licencja Dino Crisis. Gra debiutowała w czasach szaraka, była ciekawą odskocznią od zombiaczej serii, ot przedstawiono nam wizję wyspy opanowanej przez dinozaury przeniesione za pomocą swoistej Time Machine do naszych czasów. Skojarzenia z Jurassic Park jak najbardziej na miejscu, tylko że ta wizja była bardziej mroczna i krwawa! Gra posiadała niesamowity i sugestywny klimat zaszczucia i ciągłego strachu, a to za sprawą innowacyjnego w tamtych czasach A.I. gadów, które nie odpuszczały w ściganiu swojej ofiary, przechodząc nawet przez drzwi! Cały gameplay był bardzo podobny do tego z RE, były odpowiedniki skrzyń, system leczenia z nowością w postaci możliwości wykrwawienia się na śmierć, system eksploracji też był bliźniaczo podobny. Złośliwcy mówili że Capcom poszedł po najmniejszej linii oporu i podmienił zombie na dinusie i wydał grę pod nowym tytułem. Było to bardzo mylne, a przynajmniej ludzie podchodząc do tego tytułu z takim przeświadczeniem bardzo się mylili. Gra była genialna, świeża i inna niż do główny AS żółto-niebieskich. Gra wylądowała też w wypolerowanej wersji na Dreamcast. Nic dziwnego że doczekała się równie dobrego sequela. Było kontrowersyjnie bo Dino Crisis 2 uderzyło bardziej w akcję i wesołe strzelanie z wszelakich giwer do biednych gadów, no ale survivalowy gameplay i felling nadal miał tam miejsce. Szukanie kluczy, rozwiązywanie technicznych zagadek, strategiczne myślenie w walce i ekonomiczne zarządzanie zasobami lekarstw i amunicji nie wyparowało w magiczny sposób. Nowością były automaty w których zawsze można było uzupełnić ammo czy apteczki za wirtualną walutę pozyskiwano poprzez ponownie wybijanie wyginiętych!? Psuło to trochę imersję, ale jak wspomniałem reszta broniła się staroszkolnym podejściem do Horroru i nadal można było podskoczyć parę razy w fotelu. Gra była świetna, dobrze wyważona, ubarwiona dynamicznym OST w stylu tych od Hansa Zimmera i grafiką na wysokim na tamte czasy poziomie. Szczególnie że była też mocnym tytułem zamykającym erę PSX. Wraz z nową generacją wszyscy fani myśleli że doczekają się godnego sequela serii, wiedząc że pewne wątki w dwójce zostały nie domknięte i ktoś tam miał po kogoś wrócić. Na świat wyciekły pierwsze newsy odnośnie części trzeciej, dopóki nie pokazano pierwszych screenshot'ów i gameplay'u świat czekał z niecierpliwością. Niestety po pierwszych konkretach jedyne emocje jakie towarzyszyły milionom to zażenowanie i WTF piszące się na twarzy! Nie dość że gra dostała głupią wyłączność tylko dla debiutanta od MS w postaci Xbox, to jeszcze wyskakiwała fabularnie jakieś 400 lat w przyszłość do opanowanego przez Cyber-Dinozaury (Sick) porzuconego statku kosmicznego! Główni bohaterowie, latający na jet-packach, wyglądali co najmniej jak wycięci z taniego anime, o gębach szukających rozumu. Babka mimoza bez charakteru, a koleś podobny zupełnie do nikogo i zachowujący się jakby jakiś compsognathus odgryzł mu cojones! I tak latali se, to se biegali po takich samych pomieszczeniach, halach i innych laboratoriach wybijając zmutowane gady i ciągle wiejąc przed cyber-T-rexem którego ktoś obdarł ze skóry i wywalił flaczory na wierzch! Odzew wiary był okrutny! Gra poległa sprzedażowo sprzedając się zaledwie w 200k sztuk na całym świecie i zgarniając oceny na poziomie 5! Jak się domyślacie i wiecie, mamy rok 2015 od premiery tego potworka minęło 12 lat i o kontynuacji ni widu ni słychu, więc wątpię że kiedykolwiek doczekamy się sequela dwójki czy reebootu godnego aktualnych standardów. Swoją drogą jak ma to wyglądać jak RE6 to ja stanowczo podziękuję!

 

4.DEVIL MAY CRY - DMC (PS3/PS4/X360/XONE/PC - Rok: 2013 - 2015)

Przedmiot sprawy: Dante ściął włosy, a Capcom na dnie! Capcomu równia pochyła cz.3

W tym wypadku nawet nie mam chęci, ani sił żeby cokolwiek więcej dodać. Na prawdę szkoda gadać! Powiem tak. Jak kurde można zniszczyć tak kultową postać jak Dante? Jak kurde można próbować wymyślić od nowa przygody tego hardcore'owego łowcy demonów? Kto w ogóle pozwolił na splugawienie spuścizny geniusza Kamiyi? Kto wpadł na genialny pomysł oddania produkcji nowej części studiu spoza Japonii? I kto do cholery wpadł na idiotyczny pomysł reeboot'u w trakcie gdy serię poznały i pokochały już miliony za sprawą czterech części wydanych na dwóch poprzednich generacjach? Pytań w głowie rodzi się jeszcze więcej, no ale nie ma co na to marnować czasu. Po prostu w tym przypadku Capcom dał dupy po całości, zezwalając na wydanie tego marnego reebootu. Można by się domyślać że po niezbyt zachwycającej sprzedaży DMC4, Capcom szukał pomysłów jak pociągnąć dalej tą historię, ale chyba sami nie wiedzieli że się puszczą z motyką na słońce jeżeli zechcą zerwać ze stworzonymi przez siebie realiami świata Dantego. Przecież to tak jakby teraz ktoś chciał nakręcić od nowa Ojca Chrzestnego! Po prostu się nie da i nie ważne jakich dobrych aktorów by nie obsadzono, mieliby oni na sobie ciężar Marlona Brando, Ala Pacino czy Roberta Duvalla. Takim właśnie aktorem był nowy Dante, czy raczej Emo-Dante, który wyglądał jakby na co dzień podniecało go cięcie się żyletkami, myślenie o śmierci i robienie sobie trwałej. Od razu na starcie każdy fan serii wiedział że z takim kimś nie da się utożsamić, nie ważne jakim kozakiem by nie był to nie polubisz postaci która wygląda jak człowiek nikt, jeez i jeszcze ta gładka buźka lowelasa oraz "szczylski" głos nastolatka z tanich amerykańskich seriali! Gra całkowicie zrezygnowała z eksploracyjnych elementów pierwszych części DmC na część totalnej młócki z design'ersko wykręconymi monstrami, akurat element maszkar wypalił, no ale reszta? Szkoda gadać! Gra okazała się komercyjną klapą, a jej jedynymi fanami zostali ci którzy w poprzednie części nie grali, albo ci którzy jarali się tym całym festyniarstwem i burzą rozbłysków. Gra sprzedała się słabo nawet pomimo całkiem dobrych ocen. Konwersja gry w wersji definitive na konsole nowej generacji jest chyba wystarczającym dowodem na to że Capcom chce jeszcze ugrać trochę "dziaczków" na tej kasowej porażce. Szczerze to wątpię że wypolerowana do Full HD i 60FPS'ów gra jeszcze kogoś zainteresuje przy burzy hitów jaką szykuje dla nas rok 2015.

 

3.TEKKEN 6-7 (PS3/PS4/X360/XONE -  Lata: 2009 - 2015)

Przedmiot sprawy: Festival błaznów, balans oraz tanie i brzydkie festyniarstwo!

W 2009 roku na konsolach ówczesnej nowej generacji, wylądował pierwszy next-genowy Tekken. Świat wstrzymywał dech kiedy chwytał za pady w dniu premiery. Czego oczekiwano? Pięknej oprawy godnej konsol nowej generacji. Mistrzowsko wypracowanego balansu na wzór tego z najlepszej części serii w postaci Tekken 5: Dark Ressurection. Nowych postaci, o indywidualnych nowych stylach walki, ciekawym charakterze i stylowej aparycji w konwencji całej serii. No i tryb Arcade/Story znany z serii. Co dostaliśmy? Oprawę z poprzedniej generacji osmoloną tylko nowoczesnymi rozbłyskami, refleksami i marną rozdziałką w 1024x768! Balans leżał i kwiczał, poprzez dodanie trybu rage, który pozwalał przepakowanyi juggle'ami postaciami na praktycznie ciągłe wygrywanie bez większego wysiłku. Warto wspomnieć że połowa roosteru postaci nie zazębiała się z resztą, oferując wachlarz ciosów który miażdżył większość innych postaci poprzez ciągłe combo z którego nie było ucieczki, a rozsmarowywanie na ścianach to już temat na zupełnie inny epitaf! Z pięciu postaci jakie debiutowały w najnowszej odsłonie, może dwie się do czego nadawały. Mianowicie  Lars Alexanderson, nieślubny syn Heihachiego, miał powera i fikał takie miażdżące akrobacje że można było skończyć pojedynek z bananosem na twarzy. Jego fryz, no typowa japońska przesada i wiocha. Dalej był/było/była Leo, której płeć dopiero przy okazji zapowiedzi kolejnej części potwierdzono. Babochłop nawet solidnie potrafił przylać, więc pomimo wyglądu ratowało się to coś stylem. Reszta to śmiech na sal i żal który ścisnął zada wielu! Bob! Kurna napchany hamburgerami, yankeski grubas, który to niby za pomocą jakiś specjalnych technik i eksperymentów był silny jak byk i szybki jak strzała! Było to tak głupie jak brzmi! Zacząłem mylić Tekkena ze Street Fighter! Następnie Miguel, kurna torreador! Że niby fikającymi przed bykami kolo w swoim fikuśnym żabocie, umie przywalić korzystając ze swoim nieprzeciętnych umiejętności? NOT! Arisa Boskonovitch? Cóż typowy "Tekkeński" wygłup w stylu Gona, Mokujina czy Kuma/Panda. Jej kształty i słodycz można było przełknąć, no ale już te wszystkie cyber-gadżety wyskakujące z kończyn, psuły odbiór i całkowicie przepakowały tą postać. I gdzie tutaj znakomite debiuty na modłę Dream-Team z T3, znakomitego trio z T4 czy wielkiej piątki z T-piątki? Do tego jeszcze ten miałki tryb story z debilnym boss'em, który kończył się po czterech walkach! Oczywiście obiecywano przed premierą zrewolucjonizowanie gatunku, jakie to były bzdury to już każdy fan miał okazję sprawdzić. T6 bawił tylko kanapowo i to laików którzy nie korzystali z nowinek w postaci Rage i innych udziwnień. Marti mnie to że zapowiada się powtórka z rozrywki, gdyż nadchodząca wielkimi krokami część siódma, zapowiada się na kontynuacje leniwej polityki Namco. Grafa niby ma śmigać na Unreal Engine 4, a wygląda jakby została pisana pod PS3 i X360 co najwyżej. Kurde ludzie przecież to tylko dwie postacie i arena na raz na ekranie! Tam powinien być już fotorealizm pociągnięty tym specyficznym Tekkenowskim sznytem! Nowe postacie też jakieś nijakie. Jeszcze Perski książe jako tako mi pasi no i ta latynoska piękność w stylu Christie też może dać radę, ale już jPopowa przesłodziaszna nastolatka, pomykająca w różowych słuchawkach i kocich rękawicach to kurna... no bez przesady! Od tego jest już w serii Xiaoyu! Jak widać z T7 może być różnie, jeżeli twórcy popracują nad perfekcyjnym balansem postaci to grafa i festyniarskie rozbłyski, których nie mogło zabraknąć, pójdą w cień i znów wszyscy dorobią się odcisków na kciukach, zszarganych nerwów w starciach online/kanapa i wyszczerzonej japy po ograniu trybu story wszystkimi postaciami, kolekcjonując przy tym całą galerię i elementy do kustomizacji postaci. Tego chcemy, tego oczekujemy i zobaczymy co nam przyniesie przyszłość.

 

2.SUPER MARIO BROS. 2 (NES/SNES/Wii - Lata: 1989 - 1993 - 2010)

Przedmiot sprawy: Paskudny żart z ludzi zachodu! Czyli jak to Japońce uważają się za Hardcore'ów!

O tym wypierdku chyba słyszał już każdy fan Nintendo i nie tylko! Jedna z najsłynniejszych marek świata, zanim opierzyła się i dojrzała do roli dorosłej kwoki znoszącej złote jaja, zaliczyła astronomiczną wpadkę, której po dziś dzień nie wybaczyło wielu. Big-N po światowym sukcesie Super Mario Bros. dostało solidnego kopa jak po pół litrowym Red Bullu, który dosłownie wystrzelił ich ambicję w przestrzeń kosmiczną. Było raczej jasne że trzeba kuć żelazo póki gorące i stworzyć sequel, jako że najprostszą metodą od zawsze była funkcja copy/paste tak więc uderzono w tym kierunku. Prawdziwe Super Mario Bros. 2 uderzyło w rok po premierze jedynki, gra jako proving grounds wybrała na początku tylko rodowitych graczy z Japonii. Szybko okazało się że gra była graficznie niemal że identyczna z oryginałem, ot usprawniono wiele elementów, dodano parę nowych power-up'ów, ale przede wszystkim zaserwowane znacznie większy poziom trudności. Ten ów jak się okazało, potrafił doprowadzić największych twardzieli do płaczu! Nintendo uznało że gra jest za trudna dla nich samych, więc pewnie cieniasy z reszty świata zaczną strzelać sobie samobóje po sesji z grą! Tak oto zakiełkowała w tych małych żółtych ludzikach wspaniała myśl! Nintendo na rynku wydało też platformówkę Yume Koujou: Doki Doki Panic, która jak się domyślacie nie miała żadnych szans w starciu z braćmi hydraulikami, tak więc jako że ludzie z zachodu nie mieli okazji ograć SMB2, nie widzieli rzeczonej gry, nawet się głupki nie skapują jak dostaną przebierańca w masce SMB2! Praktycznie całkowity kod źródłowy Yume Koujou przerobiono tak aby wyglądał na sequel SMB, głównych bohaterów podmieniono na Mario, Luigi'ego, Toad'a i Peach którzy by również grywalni. Jednakże cały gameplay pozostał bez zmian, ot zmieniła się tylko historia i gama kolorów. Gra po trzech latach od premiery pierwszych przygód panów od usług specjalnych dla kobiet w średnim wieku, wylądowała na starym kontynencie i w USA. Każdy kto po raz pierwszy odpalił z bomby zamieniał się w żółtego, jednookiego Minionka i jedyne słowo jakie znał to WHAAAAAT!!! Niby Super Mario, a tu na starcie absurdy, o jakimś Żabim Królu świata snów, czy coś w ten deseń! Cała gra miała być właśnie jakimś snem głównych bohaterów, którzy podróżowali po świecie który całkowicie odbiegał od tego co widziano poprzednio. Mario z ekipą zaczęli latać na latających dywanach, obrzucać dziwne czerwone ludki rzepami (Sick!) nurkować w wazonach zamiast rur (Sick2!) i walczyć z wątpliwej płci trąbo-nosymi różowymi kurde jaszczurkami czy czym to było!? Absurd gonił absurd, a z każdym kolejnym krokiem, obraz zażenowania się poszerzał. Media odkryły że ów twór to podróba prawdziwych przygód braci, świat się oburzył i obraził na firmę która w mgnieniu oka zamieniła się w Small-N! Najśmieszniejsze było wszystko po SMB2, bo wiadomo że Nintendo zrehabilitowało się całkowicie za sprawą Super Mario Bros. 3, pełnoprawnej części która została wydana na całym świecie w takiej samej formie i była po prostu grą genialną, no ale niesmak pozostał i do dziś ta wtopa odbija się echem. Nintendo które nigdy nie przyznaje się do błędów, bardzo szybko zaaplikowała parę rozwiązań i postaci z tego potworka w kolejnych częściach serii, uznając grę za kanoniczną i godną uniwersum i dlatego właśnie tłuczemy nijakie Shyguy'e po dziś dzień. Wraz z premierą super duper konsoli SNES, Nintendo wpadło na kolejny genialny pomysł zarobienia na tym samym i wydało chyba jeden z pierwszych HD Remasterów w historii! Mianowicie pakiet Super Mario All-Stars był składanką całej trylogii Super Mario Bros. oraz niespodzianka! Dodatku w postaci Super Mario Bros. - Lost Levels, pod którym kryła się oryginalna dwójka! Czyżby Japończycy uznali że dopiero w roku 1993 zachodni gracze dojrzeli do tego że móc w końcu pograć w ten hardcore'owy tytuł? Ja wyżej podpisany ograłem prawdziwe SMB2 i to podrobione dopiero 2 lata temu właśnie w wersji All-Stars i powiem tak. Oryginalna dwójka na prawdę jest hardcore'owa, może przytłoczyć i zszargać nerwy, no ale skoro udało mi się ją ukończyć to chyba nie było aż tak źle. Dla mnie to normalny poziom scroller'ów tamtych lat, które z reguły były trudne. No a jeśli chodzi o to drugie coś, to no cóż? Zmusiłem się i ukończyłem ale nie chcę tego pamiętać, bo kapa totalna i nawet jako to Youme coś tam, nie broni się zupełnie niczym, a monotonia po prostu odstręcza od dalszego grania. Oto historia tego jak to Nintendo też zrobiło kiedyś ludzi w bambusa i nawet nie potrafiło się przyznać do błędu. Nie ładnie!

 

1.TENCHU (PSX/PS2/PSP/XBOX - Lata: 1998 - 2009)

Przedmiot sprawy: Najbardziej zmarnowana licencja świata, która nie zasłużyła na swój los! Debilne decyzje w Activision cz. 2

Wspomnień czar, sentymentalne chlipanie w kącie, niesamowite lata spędzone z tą serią, popadanie w fascynacje i późniejszy fanatyzm kultury tych najsławniejszych cichych zabójców świata! Późniejszy żal, rozczarowanie, chwytanie się za głowę i żałoba nad grobem tego poległego, zhańbionego Ronina. Tak oto rysują się wszystkie emocje które nachodzą człowieka gdy wspomni sobie jedną z najukochańszych i najbardziej zbezczeszczonych serii, serii która gnije opuszczona w rynsztoku zapomnienia! Całkowicie nie rozumiem tego co się powyrabiało ostatnimi laty na rynku? Wielkie serie umierają na rzecz nowych IP, z których może 50% jest czegoś warta, a drugie 50 to crapy bez przyszłości! Dlaczego zamiast inwestować w znane marki i np. zafundować ludziom porządną kontynuację czy reeboot na wzór wszystkich licencji jakie przejęło Square-Enix i gier jakie wydało w ostatnich latach, to developerzy posiłkują się wydawaniem wątpliwej jakości szmir, które nawet nie wiadomo czy się sprzedadzą! Jak taki olbrzym jak Activision mógł zmarnować potencjał który drzemał w tej wielkiej niegdyś serii? Przecież było tak dobrze!? Jako europejscy wydawcy dwóch pierwszych części japońskiego studia Aquire, zarobili parę kokosów, a po premierze świetnej części trzeciej stworzonej przez studio K2 pod czujnym okiem ojców z Aquire, świat wręcz oszalał na punkcie Rikimaru i spółki. Co więc się wydarzyło że moloch nagle oficjalnie stwierdził że nie ma pomysłu na serie i oddał prawa do serii From Software, wraz z rozgrzebanym i niedokończonym projektem K2 w postaci Tenchu: Kurenai (Fatal Shadows)? Wszystko wskazuje na to że wręcz obleśnie leniwe Activision przyjęło politykę wydawania, prostych jak konstrukcja cepa Shooter'ów, które są tanie i szybkie w produkcji i zamiast skupić się na ambitniejszych projektach, wolało przypływ szybkiej gotówki za pomocą copy/paste! Jak się dzisiaj toczą losy Acti chyba każdy już wie, bo oprócz serii Call of Duty, nie są już znani z niczego innego! No ale seria Tenchu wpadła w ręce utalentowanego From Software, które przez ostatnie lata dostarcza światu, jedne z najlepszych Dark Fantasy RPG'ów! Dlaczego więc posiadając zasoby, technologię i dobre kontakty z ojcami serii developer, nie robi zupełnie nic w temacie tej kultowej marki? Jedynymi ruchami jak do tej pory były potworki pokroju Tenchu DS, dostatecznego Tenchu: Time of the Assassin's na PSP i niby pełnoprawnego Tenchu 4 (Shadow Assassins) wydanego na Wii i PSP, które poprzez tunelowy charakter działań, absurdalny brak linki z hakiem i walki skrojone pod machanie Wiimote'm, zakrawało na rozbój i żart z wieloletnich fanów! Już samo wydanie gry na silniku godnym poprzedniej generacji ostro zastanawiało.

 

From Software niejako miało pomysł na rozwój serii, ale już gorzej było z realizacją i platformą docelową. W 2007 roku znikąd nagle wypierdło coś co zwało się Tenchu Z, gra wyszła tylko na X360 i opowiadała historię wyrzuconą gdzieś w daleką przyszłość. Rikimaru jako Grand Master Azuma Ninja Clan wybierał nas jako nowego ucznia, można było stworzyć własną postać od zera, bez żadnych ograniczeń. Gra składała się z 50 misji rozlokowanych na 15 różnych mapach. Grafika stała na poziomie oprawy z przeskoku generacyjnego, czyli stary silnik pokolorowany nowoczesnym oświetleniem, blurem i innymi trikami ukrywającymi biedną geometrię i kamienne twarze bohaterów którzy nawet nie ruszali ustami! To nawet w Tenchu 2 była dwuwymiarowa animacja ruchu ust! No ale dobra. I tak przez większość gry wykonywało się misje nadane przez Rikimaru, które polegały na znanych już celach. Wykradnij coś, przejdź niewykryty z punktu A do B, ubij cel albo wszystkich na mapie, śledź wroga, porwij dziewuchę itd. itp. Z czasem wdzierała się monotonia, no ale fun był, przynajmniej połowiczny. Z nowości można by wymienić, mądrzejszych wrogów, co to wyczuwali nas po bliskich spotkaniach z szambem czy innym kompostownikiem, mieli lepszy wzrok i łazili po śladach niczym Genome Soldiers z MGS. System stealth kill też wzbogacono, o standardowe dziś zabójstwa zza węgła, krawędzi, przyklęku, z sufity, czy osłony terenowej, można było nawet podtopić typa czy ubić po cichu czterech wrogów na raz. Jak widać pomysł był, no ale wydanie Tenchu tylko na X'a z góry skazywało grę iście japońską na słabą sprzedaż. Dziwi brak późniejszej konwersji na PS3. Jak widać pomysł był, można było co nieco ulepszyć i przeć dalej w przyszłość, no ale From Software chyba się zraziło i zabrało za całkowicie inne projekty.

 

Cóż stało-stoi na przeszkodzie żeby wydać remake, reeboot czy całkowicie nową część serii, całkowicie dostosowaną do dzisiejszych standardów? Ja bym widział to tak. Wielki otwarty świat, usytuowany w jednej z prowincji feudalnej Japonii, w trakcie kolejnego zaognionego konfliktu pomiędzy Lordem Gohda i całkowicie nowymi zagrożeniami. Rikimaru jako Grand Master, więc rozwinięcie idei tworzenia własnego bohatera, ale takiego z krwi i kości na wzór Mass Effect, a nie tylko pustego avatara. Rozwijanie umiejętności i ekwipunku postaci na wzór tego z serii Assassin's Creed z elementami RPG. W ogóle to wzorować się pod wieloma względami na AC właśnie tylko dodać Tenchu własnego mrocznego klimatu i charakteru godnego poprzedników. Fabuła pełna smaczków i nawiązań do oryginałów. Cały system Stealth Kill oparty na tuzach gatunku, a walka typowo skillowa i wymagająca niczym starcie w Demon's Souls ze stalowym szkieletem uzbrojonym w dwumetrową katane! System oceniania wykonanych misji bez zmian w stosunku prawdziwej trylogii. Wrogowie z realistycznym A.I. z wchodzącym w rachubę węchem, słuchem i sokolim wzrokiem. Cykl dnia i nocy, oraz zmienne warunki pogodowe wpływające na trudność w wykonaniu zadania. Kolorowy wskaźnik zagrożenia jak niegdyś, oraz ukrycia jak w Tenchu 4. Oprawa wykorzystująca możliwości dzisiejszych sprzętów, stworzona tak aby czuć ten niesamowity feeling KKW tamtych lat. Wodospady, wiśniowe sady, pagody, skąpane w mroku miasteczka oświetlone bujającymi się na wietrze lampionami, ludzie wykonujący codzienne czynności, okazy lokalnej fauny przemykające co rusz przed nosem, wkurzające koty zdradzające naszą pozycję, olbrzymie zamki władców, lochy i przerażające pełne pułapek jaskinie, obozy wojenne, forty w środku lasów i na szczytach gór, flota statków bujająca się w miastach portowych. Wszystko to ubarwione piękną oprawą dźwiękową, charakterystycznym szumem gór i potoków, nocnymi koncertami cykad, roślinnością poruszającą się na wietrze, szczękami mieczy w oddali, echem strzałów z odległych armat i to wszystko w akompaniamencie muzyki mistrza Noriyuki Asakura. Dodatkowo moc sidequestów, zdmuchiwanie świec, roznoszenie krwawych śladów po tatami, przebieranie się za strażników, wykorzystanie Semimaru Ninja Dog do odwrócenia uwagi, wybór własnego stylu walki, jeden lub dwa miecze, wspinanie po murach zamku niczym pająk itd. itp.

 

Skoro ja, jeden człowiek, uber-fan Tenchu mam taką wizję, to jakim cudem tak utalentowany i duży zespół ludzi z Activision i im przyległych czy From Software, może stwierdzać publicznie że nie ma pomysłu na serię!? To powiedzcie oficjalnie że chodzi tylko i wyłącznie o kasę, chociaż o tą nie powinniście się martwić, bo gdyby nowe Tenchu wyszło to zaręczam że świat rzuci się na to jak wygłodniały pies Villas'owej na soczysty kawał schabu! Pozostaje tylko mieć nadzieję że From do spóły z Aquire, przywrócą kiedyś świetność tej znakomitej marce, bo kto jak kto ale Japońce powinni sobie z tym poradzić bez problemów.

 

Epilog wyliczanki

Tak oto prezentuje się moje top największych głupot jakie można było popełnić w tej uwielbianej przez nas branży. Jednym razem czynnikiem zła był kryzys twórczy który dopadał developera, drugim razem lenistwo, jednakże zawsze kropką nad i jest kasa, szybki i tani skok na nią lub jej brak. Szkoda że dożyliśmy czasów w których nie liczą się tytuły ambitne i rozwijanie wypracowanych dotąd idei, a tylko tanie powielanie schematów, bez większego wysiłku i po kosztach. Ambitne tytuły można policzyć na palcach jednej ręki tak samo jest z kontynuacjami wielkich serii które na prawdę godne są legendarnych poprzedników. Pozostaje nam tylko mieć nadzieję że sytuacja się jeszcze nie pogorszy i kiedyś my fani pogramy w gry które nas wychowały i będziemy się czuć jak za szczyla.

 

DLC - Najświeższe bzdury i absurdy na rynku.

 

RISE OF THE TOMB RAIDER - Absurdalna ekskluzywność serii która od stu lat wychodzi na wszystkich liczących się sprzętach, a teraz ma ukarać innych graczy durną ekskluzywnością na XBox One!? Tak, a potem wszyscy usłyszą że jednak wychodzi Definitive Edition na PS4, bo jak wiadomo MS nie umie utrzymać przy sobie ex'ów.

 

STREET FIGHTER V - Głupota jak powyżej tylko w opozycji w postaci PS4. Można rozumieć ten ruch niewygodnym dla bijatyk padem od X'a, no ale z drugiej strony po co odbierać komuś możliwość gry w tytuł który zna każdy i ograł każdy na wszystkich możliwych sprzętach od automatów po handheldy! Czemu ma służyć ta głupia ekskluzywność, skoro i tak wiadomo że każda kolejna inkarnacja gry Turbo-Super-Uber i tak wyjdzie na XO!?

 

CRASH BANDICOOT - Ile to już czasu świat czeka na prawdziwą godną kontynuację przygód kurokrada? Każdy wie że od kiedy licencja wpadła w łapska Vivendi Universal, przygody rudzielca schodziły coraz bardziej na psy! Nadzieja ożyła gdy Sony użyło pewnego podprogowego przesłania gdy startowało z PS4 na rynku. Świat zawrzał i wszystko wskazywało na to że Crash wraca do Sony i być może do ojców serii z Naughty Dog! Niestety jak się okazało Sony negocjowało odkupienie licencji od VU, ale ci nie ustąpili i nadal trzymają Crasha w hibernacji, zapewniając świat że mają jakiś plan! Każdy z nas wie że to bzdura i Crash dzięki nim obrośnie legendą Walta Disneya i jego rzekomego wyjścia z lodu w czasach animacji komputerowej!

 

INSOMNIAC GAMES - Świat ogarnął mały huragan i fala obelg psychofanów Sony gdy dowiedzieli się że Insomniaki zdradziły i otwierają swoje studio dla innych platform! Moim zdaniem to też głupia decyzja, bo wiadomym jest jakie płynną korzyści z pracy dla jednej firmy. Bycie swoistym freelancerem wychodzi dzisiaj już tylko największym i najbogatszym w branży. Insomniac u Sony mieli wszystko, zapewnienia wsparcia finansowego, pomoc w odkrywaniu tajników sprzętowych czy innych aspektów współpracy. Insomniac zamienił to na robienie gier na własną rękę i co z tego wyszło? Wydali gdzieś tam kiedyś grę Fuse, o której już nie pamięta nikt, teraz pojechali z tym czymś ekskluzywnym na XOne, jak to było? Sunset Overdrive tak? I co oceny na poziomie 7, szczeniacki humor i nic poza odstresowującym szlachtowaniem maszkar, o którym za rok też już nikt nie będzie pamiętać! No i jak lepsze to niż Ratchet & Clank które znają wszyscy! Czy Resistance, które swego czasu nazywano PS'owskimi Gearsami? Dobrze że nadal trzymają piecze nad marką Ratcheta i Sony nie zamknęło przed nimi drzwi.

 

SONY - Nie ma to jak mieć w zanadrzu największą ilość ekskluzywnych licencji na rynku, jeszcze z czasów PSX i PS2 i praktycznie przez rok od premiery PS4 nie wykorzystać żadnej z nich! Czy oni na prawdę nie wiedzą że jak ruszą takie tuzy jak Syphon Filter, Medievil, Jak & Daxter, Dark Cloud, The Getaway, to świat się na to rzuci jak głodny na suchary! Ostatnio coś tam w temacie ruszyło i najprawdopodobniej Sony szykuje się do wyciągnięcia asów z rękawa, jednakże moim zdaniem powinni tym wystrzelić od razu na starcie konsoli, a nie po dwóch latach od premiery.

 

NINTENDO - Wydawanie usprawnionej wersji 3DS'a która otrzyma gry całkowicie dedykowane tylko temu handheldowi jest co najwyżej śmiesznie absurdalne! Że przez tyle dekad pan Miyamoto i spółka nie nauczyli się że nie robi się takiego czegoś graczom którzy już zakupili pierwszą edycję systemu! Kiedyś machali tymi swoimi gadżetami do konsol, ram do N64 czy napęd optyczny na który powychodziło 5 gier na krzyż, drukarki nie drukarki i inne link kabelki o marnej funkcjonalności. Za wszystko trza było płacić dodatkową kasę, a funu jak na lekarstwo. Czemu ma służyć machanie wiernym fanom przed nosem, transparentem o treści "Nie kupisz nie zagrasz!" to na prawdę nie wiem! Sam jestem wściekły jak pies, bo wstrzymywałem się z zakupem 3DS'a ze względu właśnie na ewentualną ulepszoną wersję z dwoma analogami, gdy po trzech latach wydano budżetówkę 2DS, powiedziałem no to chyba na tyle w tej kwestii. Kupiłem więc "Czydesia", a po trzech miechach dowiedziałem się że wychodzi New 3DS! WTF! Szkoda gadać panowie i panie!

 

No i to na razie tyle, mam nadzieję że podreperowałem trochę bibliotekę blog'ów na PPE które są coraz krótsze i wielu przypadkach, całkowicie o dupie Maryni. Jeszcze tylko Elyta trzyma poziom. Pozdro dla nich.

Tagi: Devil May Cry Dino Crisis Onimusha Resident Evil tenchu

Oceń notkę
+ +13 -

*Anti-Society B-Stard* B-)
Oceń profil
+ +126 -
ROLAND NINJ4
Ranking: 21 Poziom: 79
PD: 62056
REPUTACJA: 27805