Moje chaotyczne myśli zebrane do kupy...

...tylko czasu nie ma aby je spisać.

emas emas 02.11.2014, 12:32
Wspinaczka po gruzach cywilizacji - recenzja gry I Am Alive
1933V

Wspinaczka po gruzach cywilizacji - recenzja gry I Am Alive

W większości gier o tematyce post-apo świat zostaje zniszczony przez wojnę nuklearną, atak obcych czy epidemię zombii. Natomiast temat kataklizmu spowodowanego przez siły natury został poruszony w dosłownie kilku tytułach. Jedną z takich gier jest właśnie I am Alive.

Nasz bohater powraca do rodzinnego Havenport w poszukiwaniu żony i córki rok po tajemniczym wydarzeniu, które zmieniło całkowicie oblicze kraju. Czym dokładnie było owe „wydarzenie” (The Event) nie jest to w grze powiedziane. Twórcy nie tracą czasu na wyjaśnienie tego co się wydarzyło dzięki czemu gracz bardziej skupia się na opowiadanej historii. Patrząc jednak na to jak teraz wygląda miasto można snuć teorie, że było to ogromne trzęsienie ziemi (zapadnięte ulice, zawalone budynki i wieżowce), gigantyczne tsunami (ogromny statek wyrzucony daleko w głąb lądu czy też inny statek znajdujący się na samym środku ulicy, który odwiedzimy w późniejszym etapie gry) bądź też wybuch superwulkanu (wszechogarniający pył). Jedyne co wiemy na pewno to, że świat jaki znamy przestał istnieć. Niegdyś ogromna metropolia jest teraz kupką gruzu, a każdy dzień jest walką o przetrwanie.

 

 

Dotarcie do samego miasta staje się ogromnym wyzwaniem, gdyż jedyna droga prowadzi przez zawalony most. I w tym właśnie momencie wita nas jeden z najważniejszych i najlepiej skonstruowanych elementów rozgrywki – wspinaczka. Nie liczcie jednak na to, że będziecie się wspinać szybko i zwinnie niczym Nathan Drake w serii Uncharted. Tutaj każdy większy wysiłek wypala pasek staminy. Zaś podczas wspinaczki ten maleje w zastraszającym tempie plus do tego skok zmniejsza go o 1/3. Każdą wspinaczkę trzeba dobrze rozplanować, bo jeśli lekkomyślnie podejdzie się do sprawy to może się zdarzyć, że w połowie drogi pasek zmaleje do zera. Postać dopiero po wejściu na półkę może zregenerować siły. Trzeba mieć zawsze oko na to ile pozostaje nam sił i regenerować pasek za pomocą surowców jeśli takie posiadamy. Jeśli natomiast zdarzy się, że pasek staminy zmaleje do zera to wciskając R1 bohater ostatkiem sił będzie kontynuował wspinaczkę. Niestety zmniejsza to jego pojemność i dopiero zjedzenie prowiantu czy wypicie butelki wody przywraca się go do stanu wyjściowego. Bardzo przydatne są haki do wspinaczki wysokogórskiej, które możemy zaczepić w dowolnym miejscu i zregenerować siły. Niestety w grze można ich znaleźć dosłownie kilka.

 

 

Zaraz po przeprawieniu się przez most i po kilku chwilach spędzonych na ulicach miasta witają nas pierwsi bandyci. Trzeba dodać, że nasz bohater na początku gry jest całkowicie bezbronny. Nie liczcie na plecak wypełniony po brzegi arsenałem. Grę zaczynamy z jednym nienaładowanym pistoletem. I jak sam bohater przyznaje nigdy wcześniej nie strzelał. W późniejszym etapie gry dostajemy w swoje ręce łuk z jedną strzałą, którą możemy wyciągać z zabitych przeciwników. Dosłownie na sam koniec gry znajdujemy drugą strzałę, ale niestety po kilku użyciach rozpada się. Można też dostać shotguna od pewnego NPC za sporą ilość surowców. Wracając jednak do wątku starć z przeciwnikami to na dobrą sprawę są to rozbudowane sekwencje QTE, w których stosujemy jedną taktykę. Najpierw lokalizujemy przeciwnika z bronią palną. Czekamy aż do nas podejdzie i szybkim ruchem maczety podrzynamy mu gardło. Potem szybko mierzymy do kolejnego z pistoletu (gra zmienia widok na FPP). Możemy wtedy zastrzelić go na miejscu bądź jeśli w okolicy jest przepaść, wciskając „kwadrat” kazać mu się cofnąć i kopniakiem posłać go w jej czeluście. Ostatniego zaś możemy zabić używając maczety lub ewentualnie strzałą z łuku. W niektórych starciach wystarczy wyeliminować najsilniejszego z bandy. Wtedy reszta od razu się poddaje.

 

Na duży plus zasługuje to, że przeciwnicy nie czekają na swoją kolej, tak jak to jest w serii AC. Jeśli rzucisz się z maczetą na jednego reszta nie będzie się biernie patrzeć tylko od razu cię zaatakują, a wystarczą dwa-trzy uderzenia maczetą i zgon na miejscu. Tak samo w przypadku kiedy opuścisz broń celując do nich. Od razu atakują. Jeśli zbyt długo będziesz trzymał ich na muszce zaczną wątpić, że broń jest naładowana. W każdym starciu będziemy mieli do czynienia z grupą przeciwników. W późniejszym etapie gry będą to nawet sześcioosobowe grupy, gdzie nawet dwóch będzie w posiadaniu pistoletu. Pojawią się nawet opancerzeni kolesie, których można zabić tylko celnym strzałem (wciśnięcie R3) w głowę. Niestety bolączką gry jest to, że każda walka wygląda tak samo. Jedyne co się zmienia to ilość przeciwników w grupie przez co musimy trochę więcej kombinować z użyciem pistoletu, łuku i maczety, ale i tak ostatecznie powtarzamy te same czynności. Wielka szkoda, że nie da się przejść obok bez walki czy też nie można przekupić napastników. Można też przyczepić się o to, że wszyscy bandyci bez wyjątku używają maczet, ale to tylko taka mała uwaga.

 

Oprócz innych ludzi twoim największym wrogiem będzie gęsta chmura pyłu, która spowija miasto. Pełni ona podobną rolę do mgły z serii Silent Hill. Ogranicza widoczność, a przy okazji skrzętnie ukrywa niedoskonałości graficzne. Przebywanie w niej powoli kurczy pasek staminy przez co nawet zwykły spacer podnosi ciśnienie. Trzeba szukać miejsc gdzie można wspiąć się ponad poziom pyłu by móc spokojnie oddychać. Z każdym kolejnym krokiem siły maleją, a trzeba musi ich jeszcze starczyć na wspinaczkę. Jednakże spowite ulice miasta kryją masę surowców potrzebnych do przetrwania. I teraz rodzi się pytanie czy warto zaryzykować i przeszukiwać ulice czy może jednak nie?

 

 

Wspomniałem wcześniej o NPC. W mieście oprócz tych co chcą nas zabić i okraść spotkasz na swojej drodze ludzi, którzy przeżyli kataklizm, i którym możemy pomóc oddając im nasze zapasy. Starsze małżeństwo poprosi o butelkę wina, umierający poprosi o ostatniego papierosa, zaatakowany przez bandytów chłopak będzie potrzebował apteczki, a schorowana matka zapragnie świeżego pomidora. Niektórych NPC trzeba będzie odbić z rąk kanibali czy też uratować przed gwałtem. Za zaoferowaną pomoc otrzymujemy strzępki informacji, które przybliżają nam historię miasta i tego co wydarzyło się po „wydarzeniu”. Co najważniejsze za pomoc bliźnim otrzymujemy tzw. Retry, które w grze występują w postaci kamery. Jest to bardzo ważny element rozgrywki, gdyż pozwala nam na kontynuację gry od ostatniego checkpointa po naszym zgonie. Tak w I Am Alive mamy ograniczoną ilość kontynuacji po śmierci. Grę na normalnym poziomie zaczynamy z trzema kamerami. Jeśli zginiemy mając zero kontynuacji naszą przygodę musimy zacząć od początku rozdziału.

 

Odnośnie fabuły to napiszę tylko tyle, że nasz bohater spotyka małą dziewczynkę, którą omyłkowo bierze za swoją córkę, przez co wplątuje się w ciąg wydarzeń. Przejście głównego wątku zajmie około 4-5 godzin. Eksploracja w poszukiwaniu surowców wraz z odnalezieniem wszystkich NPC wydłuży czas spędzony z grą do 9-10 godzin. Do tego dochodzi jeszcze poziom trudności Survival, gdzie surowców i amunicji jest znacząco mniej, a po przejściu rozdziału nie odnawiają się nam kontynuację.

 

 

W I Am Alive nie ratujesz świata i nie stajesz się bohaterem ludzkości. Tutaj chodzi o tak proste sprawy jak powrót do domu i odnalezienie rodziny. To dorosła gra, która porusza kontrowersyjne tematy i pokazuje najciemniejszą stronę ludzi. Na swojej drodze spotkasz bandytów, którzy zabiją za butelkę wody oraz kanibali. Będziesz świadkiem gwałtu, zmuszania do prostytucji, tortur i wiele razy staniesz przed dylematem czy pomóc innej osobie czy też pilnować własnego nosa. Jest to najczystszy survival. Tutaj trzeba liczyć się z każdym surowcem. Każda butelka wody pitnej czy puszka z jedzeniem jest warta zdobycia, a każdy pojedynczy nabój jest na wagę złota. Dwa razy się zastanowicie czy użyć produktu czy może zostawić go na "cięższe czasy". Momentami grze blisko do horroru. Takie miejsca jak ogarnięte ciemnością tunele metra czy wąskie korytarze statku będziecie zwiedzać z duszą na ramieniu. Przechadzka po mieście w chmurze pyłu w nocy potrafi spowodować szybsze bicie serca.

 

 

Tytuł przeszedł długą drogę. Od pierwszej zapowiedzi na targach E3 w 2008 roku dużo się zmieniło. Premierę przekładano kilkukrotnie, było też nawet słychać pogłoski o zawieszeniu prac. Ubisoft podziękował studiu Darkworks, które początkowo miało stworzyć grę i przekazał tytuł w ręce wewnętrznego studia Ubisoft Shanghai co spowodowało zaczęcie prac od początku. Początkowo akcja miała przebiegać w Chicago, a nasz bohater miał założyć obóz dla tych co przetrwali kataklizm. Misje opierały się na poszukiwaniu wody czy żywności, ratowaniu innych ocalałych i ochroną obozu przed bandytami. Zbyt długo czasu powstawała gra i za dużo jej produkcja kosztowała. Ubisoft na szczęście nie porzucił projektu, ale przez minimalizację strat gra mocno straciła na warstwie wizualnej i została wydana w cyfrowej dystrybucji. Graficznie nie jest to może poziom serii AC, ale nie jest też aż tak tragicznie. Chociaż tekstury ludzkich szkieletów mogą przerazić. Natomiast trzeba pochwalić twórców za to, że bardzo dobrze oddali katastroficzny klimat oraz za design zniszczonego miasta.

Tagi: i am alive gra i am alive recenzja

Werdykt
  • + klimat
  • + fabuła
  • + wspinaczka
  • + AI przeciwników
  • + zakończenie
  • + zniszczone miasto
  • - krótka, przez co pozostawia ogromny niedosyt
  • - walka
  • - graficznie może niektórych odpychać
  • - czasami drobne opóźnienia w sterowaniu
8.5
emas
emas Bardzo dorosły tytuł z ciężkim klimatem o brutalnej rzeczywistości postapokaliptycznej i najprawdziwszy survival.
Oceń notkę
+ +22 -

Oceń profil
+ +51 -
emas
Ranking: 101 Poziom: 67
PD: 38492
REPUTACJA: 10526