SKLEP

Blog użytkownika veteranus

veteranus
veteranus veteranus 17.10.2015, 18:39
Requiem
509V

Requiem

Poprzednio zamieszczony tekst w moim odczuciu nie zamknął ostatecznie wszystkich spraw. Poniższe wypociny mają na celu przedstawienie ostatecznego stanowiska.
 

Przeglądałem Wasze komentarze i najczęstszą reakcją na moją decyzję są wpisy typu: nie odchodź ostatecznie; rozumiem Cię ale nie poddawaj się; odpocznij jakiś czas; zaglądaj choć sporadycznie; jest jeszcze strefa retro…

I postaram się w tym krótkim tekście uzupełniającym ustosunkować się do Waszych „postulatów”.

Fakty są następujące: Wszyscy piszecie, zwłaszcza Ci starsi stażem Gracze pamiętający o 8-bitowcach, że jest strefa retro. No i fajnie. Tylko co z tego? Mam w domu w ciul starego sprzętu - komputerów, jak i konsol, akcesoriów i gier. Mania zbierania zakończyła się przed ośmioma laty, gdy PS3 zagościła w naszym pokoju. Ostatnim starszym sprzętem był Xbox, do którego w końcu się przekonałem. Zawsze - argumentując Wasze wywody - mogę siedzieć w starociach. Tylko po co? Po co wracać do czegoś, co już skończyło się? Minęło? Nie powróci? Nie chodzi tu tylko o piksele, które mogą co u niektórych wywołać obrzydzenie zwłaszcza po obejrzeniu grafiki z niektórych współczesnych gier. Mnie nie przyprawiają o mdłości, bo na pikselach się wychowałem. A i obecna generacja wcale nie jest tak odległa technologicznie w stosunku do poprzedniej, jak odległe były PS2 i PS3. Poza pewnymi wyjątkami. Nie chodzi też o konieczność wyciągania z szafy starych konsol, odwijania pozwijanych kabli, joypadów, ustawianie kineskopowca itd. To tylko drobne czynności. Po co wracać do przeszłości? W moim przypadku pytanie tym bardziej uzasadnione, że z powodu wielu czynników wciąż spoglądałem za siebie chcąc dojść przyczyny wielu niepowodzeń czy kwestii, zastanawiając się, czy mógłbym zrobić to i owo inaczej? Ojciec mi ostatecznie to spoglądanie się za siebie wybił z głowy - kazał zamknąć za sobą drzwi i przeć niezależnie od wszystkiego do przodu. Przeszłość się stała. Jest faktem dokonanym i nic tego nie zmieni. A że jest w niej sporo elementów niedoskonałych… Kto w życiu nie popełniał błędów?

To po pierwsze.

Po drugie, „nie odchodź ostatecznie”, „odpocznij”… Od czego odpocząć? Po co zaglądać na portal - poza nabijaniem licznika wejść - poruszający tematykę, która się wyczerpała? Która tak męczy, że aż irytuje? Nabijanie kabzy skurwysynom, którzy skundlili za cichym przyzwoleniem adaptujących się do warunków narzucanych przez owych drani, graczy, nie jest dla mnie. Banda gnojów zarabiających ciężkie pieniądze (co mnie nie przeszkadza, bo nie zaglądam nikomu w portfel) rządzi branżą, która bardzo przypomina naszą scenę polityczną: zabetonowana, jednolita, nudna, żałosna. Gdzie podziały się czasy, gdy fan wyścigówek mógł przebierać w bogatej ofercie, a dziś wybór ten ograniczony jest w zasadzie, zaledwie do produkcji Polyphony i Turn10? F1, Project Cars, The Crew czy Driveclub pomijam, bo to nieliczne wyjątki. Takich nielicznych wyjątków za kadencji konsol VI generacji było pod dostatkiem i wybór zadawalał każdego, nawet wybrednego gracza. Gdzie podziały się czasy, kiedy to fan sportowych w swojej decyzji nie był ograniczany przez EA i Konami, bo do wyboru były jeszcze Football Glory, This is the Football, Actua Soccer, Adidas Power Soccer? O innych dyscyplinach nie wspominając. Cóż stoi na przeszkodzie, by stworzyć dzisiaj nową odsłonę jajcarskiego NBA Jam? Albo NHL PowerPlay? Gdy Sony Liverpool wypuszczało Formula 1’96, dzierżyło licencję FIA. Nie przeszkadzało to jednak Sedze w wypuszczeniu na Saturna gry o tej samej tematyce, również opartej o licencję owej federacji.

Gdy Sega i Namco zaciekle rywalizowały o względy fanów bijatyk, nie przeszkadzało to zarówno im, jak i innym producentom gier z wskoczeniem i zapełnieniem owej niszy kolejnymi produkcjami. Dzisiaj, to tylko Mortal, Tekken, DoA… A gdzie Soul Calibur? A Virtua Fighter?

Banda gnojów reprezentujących wielkich owej branży na rozmaitych imprezach masowych stoi przed publiką, klepie banały wykute na blachę czy ładuje sucharami a’la Strassburger, a tępa gawiedź się cieszy i łyka to wszystko, bo jak to powiedziała jedna ze szmat polskiej sceny politycznej: ciemny lud wszystko kupi. I kupuje. A potem ględzi i narzeka. Zupełnie jak polscy wyborcy głosujący na te same parszywe ryje.

Cieszę się, że wielu z Was deklaruje, że podziela moją opinię, ze mnie rozumie. Dla mnie oznacza to, że nie zwariowałem, skoro nie tylko ja dostrzegam patologie trawiące konsole. Nie tylko płatne dodatki, zabugowane gry, łatki zajmujące więcej niż sama gra, odgrzewane kotlety, mikropłatności itd. Ale i wielu przytacza casus Nintendo. Że to ostatni bastion ideałów stricte konsolowych. To ja Wam odpowiadam: już niedługo. Póki żył i okrętem dowodził Iwata, firma chadzała własnymi ścieżkami. Wiele decyzji było kontrowersyjnych, jak np. zapóźnione technologicznie konsole. I choć w przypadku Wii eksperyment się udał, bo gawiedź podnieciła się rzekomo rewolucyjnym kontrolerem, który skwapliwie podmałpowała konkurencja, o tyle Iwata zapewne nie znał polskiego porzekadła, że dwa razy nie wchodzi się do tej samej rzeki. I dlatego równie zapóźnione Wii U rychło stanie się sprzętem o wartości kolekcjonerskiej, bo śmiem twierdzić, że i nowa Zelda jest tworzona z myślą o NX. Na Wii U postawiono krzyżyk. Nintendo ma nowego prezesa i choć NX jest naznaczone duchem Iwaty Sana, to jednak ostatnie wieści głoszą, że jej wnętrzności mają być niezwykle mocne. To dobrze, bo mimo wszystko chciałbym zobaczyć Metroida w kapitalnej, niedostępnej dla PS4 czy XO, oprawie. Niemniej słychać też plotki o remasterze drugiej Zeldy… Nie chce mi się wierzyć, że i Nintendo się zacznie szmacić w sposób podobny do Sony… Chciałbym się mylić, ale ostatnio się rzadko mylę. Co wcale nie jest powodem do dumy.

Kilku z Was, z którymi szczególnie się zżyłem, zapewne zastanawia się, co będzie u mnie dalej. Niektórzy już wprost spytali. No cóż. Po tej pasji, która towarzyszyła mi niemal przez całe życie, pozostanie wielka pustka. Wyrwa, którą trzeba będzie czymś zapełnić, bo przecież przyroda nie znosi próżni. Plany mam w zasadzie nakreślone. Przez zimę wkuwanie angielskiego, nauka webdesignu. Na wiosnę chcę wyjechać. Zmienić pracę nie tylko po to, by więcej zarobić, nauczyć się czegoś nowego. Z przerażeniem stwierdziłem też, że w moje życie wtargnęła monotonia, a kto czytał Paolo Coelho, ten wie, że „monotonia zabija”. Piszę teksty do gazet, które się ukazują. Są to Fakty i mity oraz 4 wymiar. Ten drugi tytuł prasowy porusza tematykę, które mnie również rajcowała od najmłodszych lat, ale i ona się przejada. Zmęczenie materiałem, powtarzalność. Też myślę odpuścić. Nie definitywnie, ale dłuższa przerwa będzie wskazana. Jak wiecie, pisałem również do N+. Choć były to raptem dwa teksty, to i do N+ chciałem się dostać. Skoro 3D i programowanie nie wyszło, to chciałem być blisko branży. Wtedy, a było to 10 lat temu, nie wiedziałem, że pisanie zarówno do N+ jak i PE, to zajęcie po godzinach, jak określił to Butcher. Myślałem, że z tego da się wyżyć…

Wiecie, że książki zacząłem czytać dopiero od 15 roku życia, a wcześniej unikałem ich jak ognia, ograniczając się w dzieciństwie do komiksów, potem do czasopism? Gdy zacząłem czytać, nie sięgałem po książki fabularne, z dialogami, tylko popularnonaukowe. Po fabularne zacząłem sięgać dopiero od tego roku! I wciągnęły mnie! I myślę sobie: ileż przez te lata straciłem! Toż to strata, której nie sposób nadrobić! Pisząc nowsze teksty zauważyłem, że pisanie idzie mi lepiej. Rozmawiając dostrzegłem większą swobodę w wypowiadaniu swoich opinii.

18 urodziny pisma chciałem spędzić właśnie na imprezie, ale coś mi wyskoczyło. Żałuję, bo po pierwsze, była to idealna okazja by się pożegnać z grami, a po drugie, swojej osiemnastki też nie organizowałem.

Wiele człowiek stracił. Ale, czasu spędzonego z grami, choć pewna część mnie mówi, że mogłem go inaczej spożytkować, żałować nie będę. To był wspaniały okres, który chciałbym, aby się powtórzył. Ale nie powtórzy się. To się skończyło. Branża taka, jaką kochałem, już nie wróci. A z tym, co dzieje się obecnie, nie chcę mieć absolutnie nic wspólnego. Dlatego mówię: Trzymajcie się. Jeśli macie siły, by znosić to całe branżowe gówno, siedźcie w tym. Ja nie mam. Ten mój kolega, który broni idei remasterów, stwierdził sam, że PS4 to jego ostatnia konsola w życiu. Coś w tym musi być skoro mówi to fan Sony i grania.

Trzymajcie się!

Veteranus

Tagi:

Oceń notkę
+ +18 -

Oceń profil
+ +54 -
veteranus
Ranking: 41 Poziom: 66
PD: 37622
REPUTACJA: 16724
Miesięcznik PSX Extreme