Blog użytkownika divinee

divinee divinee 16.05.2013, 14:14
Ultimate Vault Hunter Mode, czyli kiedy gra zaczyna nas oszukiwać...
4025V

Ultimate Vault Hunter Mode, czyli kiedy gra zaczyna nas oszukiwać...

Czy zdarzyło Wam się kiedyś, że przestaliście grać w dany tytuł (bądź przeszliście go rzucając soczystymi epitetami pod adresem twórców), gdyż czuliście się przez grę oszukiwani? Czy zdarzyło Wam się, że pomimo wszelkich starań, mechanika gry była bezlitosna, a Wy przegrywaliście mimo, iż graliście bezbłędnie?

Na wstępie zaznaczę, co dla wszystkich może nie być oczywiste, że poniższy tekst nie traktuje o poziomie trudności w grach (choć mogło by się wydawać inaczej). Nigdy nie narzekałem na zbyt wysoki poziom i nie mam nic przeciwko sytuacjom, w których gra dosadnie udowadnia mi, że jestem cienki jak moje wynagrodzenie "na rękę". Mam wtedy świadomość, że przegrywam bo jestem słaby lub po prostu lamię na maksa i w zasadzie jest w porządku. Wszak trening czyni mistrza. Nie udało się tym razem, to za którymś podejściem uda się na pewno. A nawet jak się nie uda to wyłącznie z mojej winy, gdyż zwyczajnie brak mi skilla i nie daję rady.

 

Sytuacja prezentuje się odmiennie w przypadku, kiedy mamy skilla a i tak przegrywamy. I - napiszę to ponownie - nie ze względu na poziom trudności, lecz błędy w mechanice, tudzież brak odpowiedniego balansu. Czasem gra posiada nad nami nieracjonalnie dużą przewagę lub ma błędy, które sprawiają, że wygrana bądź porażka nie do końca zależy od nas. Takie odczucia miałem ostatnio podczas obcowania z grą Borderlands 2 w trybie Ultimate Vault Hunter Mode i właśnie to skłoniło mnie do napisania poniższego tekstu.

 
Włączono maskowanie!
Jako pierwsze do odstrzału trafiają FPSy: Crysis 2 oraz Battlefield 3. Gry w zasadzie łatwe, lecz oszukujące gracza na pewnej płaszczyźnie. Obie chorują na syndrom "wszyscy wrogowie Cię widzą, nawet przez ściany", który potrafi popsuć radość z rozgrywki, szczególnie na wyższych poziomach trudności, gdzie takie rzeczy stają się mocno zauważalne. W pierwszej z nich - Crysis 2 - wystarczy zaledwie na chwilę wyłączyć maskowanie i dosłownie w ciągu sekundy wszyscy zaczynają do nas strzelać, nieważne gdzie aktualnie się znajdujemy. Może to być jedno z pięter wysokiego wieżowca lub dach jakiegoś niższego budynku. Nie ma to absolutnie żadnego znaczenia. Wystarczy, że jedna osoba znajduje się na linii naszego wzroku i już, jak za dotknięciem magicznej różdżki, wiedzą o nas wszyscy. Widzi nas gościu stojący kilka metrów dalej oraz ten znajdujący się tak daleko, że nawet go nie zauważysz. Widzi nas koleś odwrócony do nas plecami - ba! - widzą nas osoby stojące za murem bądź innym obiektem uniemożliwiającym kontakt wzrokowy. Jakim cudem? Mam wrażenie, że Crytek chciało w ten sposób poniekąd zatuszować braki bardzo słabego SI. Efekt jest taki, że w pewnym momencie gracz zaczyna czuć się oszukiwany. 
 
Dzień Świstaka.
Jeśli graliście w trzeciego Battlefielda na poziomie hard, z pewnością odczuliście (w mniejszym bądź większym stopniu), że tam sytuacja wygląda podobnie. Wrogowie są niesamowicie spostrzegawczy i precyzyjni. W pamięci najbardziej utknęła mi przedostatnia misja, rozgrywająca się w willi Kafarowa. Otóż rzeczony gościu ma w swojej chacie strzelnicę, przez którą gracz musi przebrnąć, co nie jest wcale prostym zadaniem z uwagi na to, że oponenci zachowują się tak, jakby widzieli nas przez ściany. Powtarzałem ten fragment tyle razy, że ostatecznie Battlefield 3 otrzymał u mnie podtytuł "Dzień Świstaka" ku czci filmu o tym samym tytule.
 
Do powyższej dwójki dopisałbym jeszcze Resistance 2 - czyli grę, w której wrogowie atakują wyłącznie gracza. Pomijając już fakt, że jest to jawne oszustwo, w niektórych sytuacjach wygląda to wręcz komicznie. Szczególnie, gdy atakują nas chimery nie posiadające broni palnej. Chimery te występują zazwyczaj w ilościach hurtowych i podbiegają do gracza w celu zadania obrażeń.  Do dziś pamiętam sytuację, w której stałem daleko w tyle, a owe chimery i tak biegły do mnie całym stadem, omijając wcześniej moich kompanów, którzy prowadzili do nich ostrzał. Paranoja.
 
Kiedy spotkamy się na zakręcie...
Jako, że w dobrych wyścigach posucha, Shift 2: Unleashed zakupiłem w dniu premiery. Szybko jednak okazało się, że mechanika tej gry doprowadza mnie wręcz do szału. Każdy kontakt z innym pojazdem - zderzenie, stuknięcie, otarcie - kończył się na bandzie lub (jeśli takowej nie było) wypadnięciem z toru. Dostępna była też trzecia opcja - obracanie się w płaszczyźnie poziomej o 180 bądź 360 stopni. Nice. Każdy kolejny wyścig stawał się bardziej problematyczny, gdyż zasiadałem za sterami coraz szybszych aut, a te z kolei były ciężkie do ujarzmienia, szczególnie przy zawrotnych prędkościach. Sam model jazdy pozostawiał sporo do życzenia - auta były zbyt lekkie, niemal tekturowe i zbyt łatwo traciłem nad nimi kontrolę.
 
Jadę więc moim kartonowym autem najostrożniej jak tylko potrafię, żeby tylko nikogo nie stuknąć. Dojeżdżam do zakrętu, zaczynam więc hamować, a tu nagle BAAAM! i ląduję poza torem. Zaraz, zaraz... co się właściwie stało? Jechałem przecież bezbłędnie! Powtarzam więc wyścig, dojeżdżam do zakrętu zaczynając proces hamowania i JEEEB! po raz kolejny wypadam z toru. Gościu, który jedzie za mną perfidnie wjeżdża mi w tyłek! Kilka wyścigów później jestem już całkowicie pewien - AI w tej grze jest tępe jak nóż do smarowania chleba. Rywale zupełnie nie reagują na to, co dzieje się na torze. Jeśli ktoś przed nimi hamuje - wjeżdżają prosto w niego; gdy dochodzi do większej stłuczki - zamiast hamować lub ominąć kraksę, beztrosko doprowadzają do jeszcze większego karambolu. To jest jakiś kiepski żart. Zdaje się, że sztuczna inteligencja jest ustawiona na tryb "Destruction Derby" bo czysty przejazd graniczy z cudem. Za każdym razem ktoś wjeżdża mi w dupsko i wypadam z toru nie z własnej winy. Czuję się oszukany bo nie robię żadnych błędów, a mimo to ciągle przegrywam. Jedynym wyjściem z tej sytuacji wydaje się natychmiastowe wyprzedzenie wszystkich i odstawienie na taką odległość, aby nikt już we mnie nie wjechał. Po tygodniu frustracji gra ląduje na znanym portalu aukcyjnym. Mam serdecznie dość. Nie wiem, czy od tamtej pory zmieniono to jakimś patchem, lecz w pierwotnej wersji Shift 2 okazał się dla mnie całkowicie niegrywalny.
 
Between you and us, that thing that killed you is a total dick.
Tym oto sposobem dobrnęliśmy do ostatniej stacji, jaką jest Borderlands 2. Osobiście uważam, że seria Borderlands ma idealnie wyważony poziom trudności - nie jest łatwo, lecz nie jest też przesadnie ciężko. Gra jest przy tym na tyle rajcowna, że micha mi się jarzy nawet kiedy ginę. Tak przynajmniej było do niedawna, ale o tym za chwilę. Borderlands 2 możemy ukończyć na trzech poziomach. Są to kolejno: Normal Mode, True Vault Hunter Mode oraz Ultimate Vault Hunter Mode. Problem polega na tym, że ten ostatni jest totalnym przegięciem. Jeśli wydaje się Wam, że Gearbox wydłużyło zabawę w jakiś kreatywny sposób, to macie rację - wydaje się Wam. Całość sprowadza się do czystego oszustwa - wrogowie mają ogromną ilość HP (4x więcej niż przedtem) i zadają nieracjonalnie duże obrażenia. Badassy występują o wiele częściej i w większych ilościach. Nasze bronie nagle zdają się być strasznie słabe, a tarcza (choćby nie wiem jak dobra) schodzi nam niesamowicie szybko. Gra staje się mocno niesprawiedliwa, ponieważ rola gracza jest tu niewielka, a o sukcesie decyduje głównie posiadany ekwipunek. Ogólnie rzecz biorąc brakuje po prostu balansu, niektóre moby zadają kosmiczne obrażenia, zdecydowanie nieproporcjonalne do stopnia zagrożenia, jaki powinni stanowić. Tytuł ten stał się zupełnie niegrywalny w trybie Single Player, a tak się składa, że niewiele osób z mojej friend listy gra w Borderlands 2. Granie w co-opie przestało być już opcją, a stało się wymogiem. W pojedynkę nie ma tu czego szukać, a przecież tak być nie powinno. Silniejsze jednostki kładą gracza jednym ciosem. Bardzo często nie ma gdzie się schować, gdyż jesteśmy atakowani z wielu stron jednocześnie, a niektórzy przeciwnicy podbiegają do nas i zadają ogromne obrażenia wręcz, lub wysadzają się zabierając nas ze sobą.
 
Nie zrozumcie mnie źle - gra nie powinna być łatwa, lecz brakuje tu jakiegokolwiek balansu. Ktoś powie, że przesadzam i żebym zagrał w Dark Souls. Różnica polega na tym, że tam zwycięstwo determinowały umiejętności gracza. Jeśli przegrywałem, to byłem po prostu za cienki. Ani przez chwilę jednak nie odczułem,  że gra jest wobec mnie nie fair, a mając dobrego skilla i walcząc uważnie (robienie uników, parowanie, etc) można było pokonać każdego, nawet mimo teoretycznej przewagi. W Borderlands umiejętności gracza mają marginalne znaczenie, możliwości taktycznych jest tyle co kot napłakał, a cały mechanizm opiera się głównie na matematyce i algorytmach. Obecnie gra ma zbyt dużą przewagę nad graczem i zupełnie nic nie można z tym zrobić. Wbicie kolejnego levelu nie przynosi wymiernych korzyści (poza skill pointem do rozdania), gdyż wrogowie zawsze mają taki sam lub wyższy poziom od naszego. Drop rate dobrych broni jest tak śmiesznie niski, że często trzeba walczyć z oponentami za pomocą śmieciowego ekwipunku (legendarki 50-55lvl i tak niewiele tu pomagają). Ten tryb to jakaś porażka. Mam 57 poziom, a kładzie mnie pojedynczy mob. Gra po prostu mnie oszukuje. 
 
Część osób przestała grać w Borderlands 2 z powodu braku balansu. Ultimate Vault Hunter Mode sprawia więcej kłopotów niż jest tego wart, wydłużając kampanię w najgorszy możliwy sposób: sprawiając, że wrogowie są niemal niemożliwi do pokonania. Dla mnie jest to pójście po najmniejszej linii oporu. UVHM jest trudny, lecz nie w zabawnym tego słowa znaczeniu. Poziom ten rodzi frustrację, potęgowaną brakiem jakiejkolwiek nagrody. Po długich zmaganiach zirytował mnie na tyle, że postanowiłem napisać do Gearbox (a co!). Oto odpowiedź, jaką dostałem:
 
Hey,
Thanks for writing in.
I'll be sure to pass along your feedback to the team, and appreciate you taking the time to provide us with it.
Thanks,
David
 
 
Długo zastanawiałem się jak zakończyć powyższe wywody. Idealnym podsumowaniem okazało się jedno z wielu zdań wypowiadanych przez New-U Station w momencie respawnu.
 
"The Hyperion Corporation is sure none of that was your fault."

Tagi:

Oceń notkę
+ +1 -

Oceń profil
+ +13 -
divinee
Ranking: 902 Poziom: 47
PD: 14280
REPUTACJA: 1328