Blog użytkownika Czarny Ivo

Czarny Ivo
Czarny Ivo Czarny Ivo 01.01.2019, 20:23
W co grałem w 2018 r. - Czarny Ivo edition
872V

W co grałem w 2018 r. - Czarny Ivo edition

Kolejny rok, kolejne podsumowanie. Zapraszam!

Ten wpis miał powstawać przez cały rok na bieżąco, ale oczywiście nie wszystko się udało, więc około połowy wpisywałem w ostatnich dniach :>

1. Never Alone (PS4) - początek zapowiadał bardzo fajną platformówkę. Trochę biegania, proste zagadeczki, mechanika skakania z wiatrem (od razu skojarzyło mi się z Ninja Gaiden 2 na NESa). Do tego bardzo uroczy klimat śnieżnej Alaski, rozkoszny lisek jako towarzysz (w tej roli występowała moja luba). Niestety w połowie gry trochę się zmieniło i jakoś wkradła się nuda, trochę frustracji spierdzielonego sterowania (rzucanie Bolą i "przyciąganie" duszków). Parę razy wkradł się glitch, co naprawdę było żenujące przy tak prostej gierce. Potem ograłem dodatek Foxtales i był spoko, ale okrutnie krótki, ale może to i dobrze. Ogółem średniawka minus. Jednak 100% wbite, bo trudno było tego uniknąć.

2. Trine 3: The Artifacts of Power (PS4) - byłem wielkim fanem pierwszego Trine'a, drugi wydał mi się słaby, ale przecenionej trójki nie mogłem sobie odmówić. Przede wszystkim bardzo ładna - charakterystyczna dla serii - oprawa. Do tego wprowadzono trójkę naszych bohaterów w pełen trzeci wymiar. Bałem się, że klimat na tym ucierpi, ale nie. W sumie uważam, że tytuł na tym zyskał. Dało to większe pole do popisu (łatwym) zagadkom i ogólnej eksploracji w poszukiwaniu "znajdziek". Niestety całość to trochę niewykorzystany potencjał. Przygoda kończy się zanim się na dobre zacznie, dokładnie to w połowie gry kiedy zaczyna się robić naprawdę ciekawie. Brakuje też trochę rozwoju postaci, przez co ich początkowy zakres ruchów wydaje się ubogi w porównaniu do poprzednich części. Ogółem spoko, ale przez powyższe wady pozostaje niemały niesmak. Również wbita platyna, bo wpada niemalże sama.

3. Unravel (PS4) - kolejna gra z promocji, którą jako fan platformówek chciałem sprawdzić. Na pierwszy szereg wychodzi klimat całej przygody. Przede wszystkim piękna, ujmująca i urocza. Biegamy sobie rozkosznym plecionym ludkiem, który żeby się nie zgubić w tym strasznym świecie zostawia za sobą włóczkę. Kosztuje go to niestety własne zdrowie, więc musimy co jakiś czas rozejrzeć się za kłębkiem czerwonej nici co by podreperować nasze siły fizyczne. A dodatkowo trzeba wiedzieć, że oprócz sekcji platformowych czeka na nas sporo zagadek i niektóre są tak wycyrklowane, że włóczki starczy nam na styk, więc nie warto robić błędów. Co się tyczy tej całej bieganiny, za czym właściwie nasz ludek dąży? Za utraconymi wspomnieniami z dalekiej przeszłości. Jak to było gdy był przyjacielem rodziny i jak zmieniała się wokół niego rzeczywistość. Wspomnienia jak pory roku, zaczynamy od tych najpóźniejszych najcieplejszych, aż do tych nie tak dawnych i zimnych. I to właśnie jest w tej produkcji piękne. Zagadki też są całkiem spoko. Co mi zgrzyta to fizyka poruszania się rodem z LBP. Niestety strasznie mnie wnerwia. Zawsze o coś zahaczymy, za słabo się rozbujamy i czasem ciężko przewidzieć trajektorię skoku. Ogółem na plus.

4. Metal Slug Anthology (PS4) - kompilacja niemalże wszystkich części jednej z najlepszych strzelanek w historii. Cóż się może nie udać? Przecież to brzmi doskonale! Jednak marzenie potrafią być brutalnie zdeptane przez lenistwo/partactwo developerów. Zdawać by się mogło, że "hoho!" PS4 - konsola nowej generacji. Wszyscy wymagają 1080p jak nie 4k i najlepiej w 60fps, a wydawca nie potrafił zapewnić płynnej rozgrywki w grze sprzed 20 lat. Kurna co ja gadam płynnej rozrywki, w to się nie da grać!! Lag kciuk-ekran telewizora sięga dobrej sekundy. W grze gdzie wymagana jest niebywała precyzja i refleks to jest zwykła podłość. To jakby ktoś dał ci extra grę, ale w niezdejmowalnej folii. Możesz patrzeć, nie cieszyć się nią. Mimo to w bólach ukończyłem wszystkie części. Porobiłem trofea z ratowaniem jeńców, ale to tyle. Bardzo smutne doświadczenie.

5. Layers of Fear: Masterpiece Edition (PS4) - do warstw strachu przekonał mnie unikalny klimat grozy, entuzjastyczna rekomendacja kolegi i przecena na PSN. Przyznam, że jeśli chodzi o formę gierka naprawdę trzyma wysoki poziom. Takich wizualizacji koszmarów nie widziałem nigdzie indziej. Wszystko wygląda jakby pracowali przy tym prawdziwi malarze - propagatorzy Beksińskiego. Oprócz tego na ścianach można spotkać dzieła różnych artystów, ale z racji mojej ignorancji rozpoznałem tylko "Nocną Marę" Fusliego. Niestety na tym zachwyt się kończy. Po 2 rozdziałach przyzwyczaiłem się już do specyficznego otoczenia i przestało robić takie wrażenie. Jumpscare'y pozrywały sobie ścięgna i straciły impet, więc co pozostało? Rozgrywka, a tej praktycznie brak. Tutaj wyłącznie chodzimy powolnie kulejemy i się rozglądamy. Czytamy sobie teksty poznając historię i już. Kurde włączam grę, żeby (o dziwo!) POGRAĆ. Tu nie ma gry, tu bardzo szybko wkrada się potworna nuda. Ponad połowę gry przemęczyłem się do napisów końcowych, no ale odpaliłem jeszcze dodatek. Był on nieco ciekawszy, bo interakcji zdawało się być więcej. Mimo wszystko strasznie się wymęczyłem. Autentycznie byłoby lepiej poczytać książkę o malarstwie. Wtedy przynajmniej, nawet jeśli mamy chore nogi, nie trzeba kuleć ...

6. Professor Layton and the Miracle Mask (3DS) - po kolejnym zawodzie na PS4 z odsieczą pełną humoru przyszło mi Nintendo. Wstyd, że użytkując już 3DSa od ponad dwóch lat, przeszedłem zaledwie kilka gier. Wróciłem do kieszonsolki, bo miałem na niej pewne zaległości. Z profesorem spędziłem około 40 godzin i o kurde, ależ to był dobrze spędzony czas. Zabawna, urocza przygoda i mnóstwo, MNÓSTWO fantastycznych zagadek. Niektóre banalne na parę sekund, niektóre w sam raz i jeszcze parę ciężkich, że zwątpiłem czy jestem jeszcze istotą rozumną. Brodacz z owłosioną klatą w lustrze sugerował, że jednak bliżej mi do małpy. Na szczęście jak sam Hershel powtarza "nie ma zagadki bez rozwiązania", w końcu udawało się trafić na właściwy trop, choć przyznam, że bardzo pohańbiłem swoje ego wydając czasem parę hint coinów. Całością byłem ogólnie zachwycony, a fakt, że w przyrodzie istnieje jeszcze 5 przygód z serii pozwolił mi z większym optymizmem patrzeć w przyszłość.

7. Lara Croft and the Temple of Osiris (PS4) - kolejna promocja na PSN kusiła tym bardziej, że miałem styczność z poprzedniczką omawianej pozycji. Tu się nie zawiodłem, ale też nie zachwyciłem. Przyzwoity produkt. Można było postrzelać, rozwiązać proste zagadeczki, pokonać paru większych bossów. Bardzo spodobał mi się element RPG. Możemy zakładać na siebie różne pierścienie i amulety, które uposażają nas w efekty takie jak szybsze/mocniejsze strzelanie, pociski zamrażające, większy promień bomb, szybszy bieg i wiele innych. Sprawiło to, że odwiedzanie wcześniej oczyszczonych grobowców stawało się banalne i zachęcało do bicia rekordów. Pół gry przeszedłem solo, a drugie pół z moją połówką i tak najlepiej ogrywać ten tytuł. Zagadki nabierają wtedy głębszego smaku i ogólnie jest raźniej.

8. Metroid: Samus Returns (3DS) - obawiałem się tej gry. Nie podobały mi się ostatnie dokonania developera, który przy niej dłubał i czy zapowiadana umiejętność prześwietlanie otoczenia na wczesnym etapie gry nie zaburzy metroidowego jestestwa. Na szczęście obawy szybko zostały rozwiane gdy uruchomiłem 3DSa i ruszyłem w kolejną misję z kosmiczną łowczynią Samus Aran. Mamy tu do czynienia z bezpieczną formuła tak jak to miało miejsce w odsłonie Fusion. Nie mamy przed sobą całego otwartego świata, w którym musimy latać i kombinować gdzie teraz się udać tylko są pewne segmenty, w których pchamy fabułę do przodu, aż ostatecznie otworzymy drogę do kolejnego segmentu i na dobrą sprawę do poprzedniego nie musimy już w ogóle wracać, choć warto to zrobić w celu uzyskania lepszego sprzętu! W sumie dla każdego coś miłego. Można sobie po prostu popykać i dobić i zabić ostatniego bossa, a można też sobie poeksplorować. Podobała mi się też metoda dobierania się do znajdziek. Z racji posiadania skanera łatwo było dowiedzieć się gdzie są, ale trzeba było trochę ruszyć głową by się do nich dobrać. Ogółem bardzo mi się ten Metroid podobał, więc polecam.

9. Luigi's Mansion 2 (3DS) -  nie miałem okazji grać w część pierwszą na GC, a nie uśmiechało mi się kupować używki bo wygórowanej cenie. Choć z drugiej strony wersji na 3DSa nie wyrwałem jakoś dużo taniej, więc biznesu nie zrobiłem, no ale w końcu dobrałem się do pełnoprawnych przygód brata Łukasza na wyłączność. Gierka bardzo mi się podobała. Naprawdę zachwycony byłem zagadkami i wykorzystania w nich tak pospolitej machiny jaką jest odkurzacz. Walka też się sprawdzała, bo z czasem duchy przybierały na wytrzymałości, jak i na umiejętnościach i należało przyjmować odpowiednią taktykę by je pokonać. Samo wykorzystanie sterowania sprawiało, że naprawdę czułem, że się z nimi siłuję i nie mogę pozwolić się im wyrwać. Problemem tylko był brak checkpointów. Choć zginąć było raczej trudno to mi się jednak zdarzało i nawet nie taka zła była konieczność powtarzania levelu, bo są krótkie jak olewamy skarby, no ale ... no właśnie - zabijało to trochę chęć powtórnego przeczesywania posiadłości w poszukiwaniu cennych guldenów. Ogółem bardzo na plus ekspoloracja, zagadki, przeciwnicy i bossowie. Staroszkolnie z nowoczesną iskrą.

10. Killzone 2 (PS3) - nie mam za wiele do powiedzenia oprócz tego, że naprawdę przyzwoita strzelanina. Dobry, brudny klimat wojny, ale odcień sci-fi nadaje trochę żywszego kolorytu smutnej szarości kolejnych misji. Po ogranym w zeszłym roku Resistance 3, Doom'ie czy Wolfie trochę kulał wg mnie arsenał, a sami Helghaści zdawali mi się być wszyscy cyborgami, zdolnymi przyjąć kilka magazynków ołowiu zanim wyzionęli ducha, ale ta nieskrępowana eksterminacja umiliła mi kilka wieczorów. Jedynie Radec napsuł trochę krwi. Ogółem w porządku, jak dla mnie lepsze od trójki.

11. Grim Fandango Remastered (PS4) - od lat polecał mi tę grę kolega. Dosłownie od lat, więc kiedy nadarzyła się okazja kupna na PS Store w promocji za 6,25 zł nie mogłem nie kupić. Przede wszystkim siłą tej produkcji jest humor, humor i jeszcze raz ciekawa historia. Są zwroty akcji, knowania i wszystko okraszone bezbłędnym humorem Tima Schafera. Niestety musiałem sporo korzystać z solucji, bo zagadki są nie do przebrnięcia. Za młodu radziłem sobie przyzwoicie z point n clickami pokroju Broken Sword czy później z Syberią, ale tu nie ma logiki. Tu jest zwariowany umysł twórcy i musiałem się wspomagać. No ale przede wszystkim chłonie się tutaj historię.

12. Bioshock: Infinite (PS3)  - i, ponownie, gra do której namawiał mnie kolega (jak i do całej trylogii). Do pierwszej części podchodziłem dwa raz i mimo że mi się podobała jakoś nie chciało mi się grać dalej. Tutaj od początku zaciekawiła mnie historia, a i strzelając i czarując czerpałem wiele radości. Najbardziej podobała mi się pułapka kruków! Do tego urocza Elisabeth była bardzo pomocną postacią, jednak to fabuła pozostała najmocniejszą stroną produkcji i strasznie mi się to podobało. Generalnie zwykle wystarczy mi pokonanie złych kosmitów, ale rycie bani jakie zafundował mi trzeci Bioshock również witam z otwartymi rękoma. Najfajniejszą postacią był dla mnie Songbird. To była taka niby nieistotna historia w tle, ale była dla mnie piękna.

13. Mega Man 2 (NES) - W końcu przyszła pora na jakieś retro i postanowiłem sobie odświeżyć dawno nieogrywanego blue bombera. Zaczęło się niewinnie i niespodziewanie, bo w sumie to myślałem, że spróbuję pokonać metalmana z założeniem, że pewnie mi się nie uda bo zwykle mnie zabija i wyłączę. Jednak go pokonałem, a gdy już miałem jego moc, wszystko wydało się prostsze i jakoś dobrnąłem tak aż do przedostatniego bossa w zamku Willego. Tam się trochę namęczyłem, aż zrobiłem sobie dzień przerwy i potem już jakoś poszło. Zdumiony jestem, że tak dużo z tej gry zapamiętałem i radziłem sobie z kolejnymi planszami i przeciwnikami. A co do samej produkcji to jest cały czas fantastyczna. Genialna muzyka i świetnie zaprojektowane plansze. Mega Man u swego szczytu.

14. Contra - gra legenda, o której nie trzeba pisać i którą przechodzę bez problemu na jednej kontynuacji w jakieś 15 min. Nie wspominałbym o niej, bo co to jest 15 min gry, ale jak zwykle zrobiłem to grubo ponad kilkanaście razy w zakrapiane piwkiem wieczory, więc warto odnotować poświęcony na nią czas. Poza tym na jednym z for znajomy zadał pytanie czy na ostatnim bossie da się zniszczyć wszystkie 4 gniazda obcych zanim rozwali się serce. Doszedłem tam z różnymi broniami i DA SIĘ, ale tylko z S'ką. Tylko ona wystrzeliwuje pociski pod odpowiednim kątem sięgając gniazda bez uszkadzania serca.

15. Battletoads - gra o której napisałem już wszystko co miałem do napisania, w szczególności w recenzji tutaj. Udało mi się ją przejść w zeszłym roku, ale nie dawało mi spokoju, że nie na jednym continue, Co jakiś czas podejmowałem kolejne próby i w końcu się udało. Mogłem ukontentowany odłożyć kartridż do pudełka.

16. Jackal - tej gry również nie mogło zabraknąć w corocznym zestawieniu. To taka odskocznia gdy już Contrę się przejdzie zbyt wiele razy. Dwa jeepy uzbrojone w karabin i granaty i już chce się grać. Do tego dochodzi piękny, honorowy i humanitarny motyw ratowania jeńców wojennych. Takie gry powinno się nagradzać za wartości, które propaguje.

17. A Way Out (PS4) - kupione na premierę. Strasznie nie mogłem się tej gry doczekać, bo koniecznie chciałem przejść ją wraz z moją narzeczoną (już żona). Całkiem fajna historia o przyjaźni i zaufaniu i choć rozgrywka trochę kuleje to jest wystarczająca by się nią cieszyć z partnerem. Zwykle rozwiązujemy jakieś proste zagadki, ale największą frajdę mamy ze współpracy z drugim graczem, gdy nie raz przyjdzie nam synchronizować nasze ruchy by osiągnąć cel. Oprócz tego są też mini gierki, w których możemy sobie rywalizować. Całość splatynowałem, a później pomogłem wbić wszystkie dzbanki koledze, który nawet nie ma PS4 :D Jeśli macie z kim grać na kanapie bardzo polecam.

18. Batman The TellTale Series (PS4) - Zwykle lubię gry od TellTale, bo to dobra odskocznia od strzelania i ratowania świata. Nie wiele wymagają, wciągną w jakąś przyjemną historię, a i platyną na końcu nas uraczą. Niestety tutaj cholernie się zawiodłem. Tym bardziej, że zepsuta została historia o Batmanie. Większość czasu spędzamy jako Bruce Wayne i wciągani jesteśmy w fabułę wprost z dupy. Jedyne fajne elementy detektywistyczne jako Gacek sprowadzone zostały do minimum. Wielkie rozczarowanie i ... platyna na pocieszenie.

19. Another World (PS4) - była promocja na PS Store i nie mogłem sobie odmówić tej podróży do przeszłości. Pamiętam jak zachwycony byłem tą grą jako mały dzieciak. Mimo, że postać nie była komandosem tylko zwykłym gościem, który ginie od ukąszenia skorpionopodobnego stwora, nie odrzuciła mnie. To była prosta, ale piękna historia o przyjaźni z całkiem wymagającymi zagadkami i sekcjami platformowymi. Ogrywałem ją tyle razy, że ku memu zdziwieniu dokładnie pamiętałem cały początek. Co, jak i gdzie trzeba zrobić. Do zdobycia pistoletu laserowego udało mi się przejść bez zgonu. W ogóle kończąc całość udało mi się zginąć poniżej 50. razy. Do calaka musiałem pofarmować skuchy :P Wciąż bardzo dobra, piękna gra i bardzo dla mnie nostalgiczna.

20. Tales from Borderlands (PS4) - w ogóle miałem w to nie grać, ale żona wypróbowała sobie darmowy pierwszy odcinek i tak mi się spodobał humor tu zawarty, ze złożyliśmy się na pełen produkt. Nie grałem w żądną część Borderlands, więc pewnie jakieś smaczki mi umknęły, ale bawiłem się świetnie. Bardzo fajna opowieść, dużo śmiechu i czasem jakieś wzruszenie. Na koniec epicka walka jednocząca wszystkich naszych przyjaciół. Duży plus i należna platyna.

21. Child of Light (PS4) - do tej gry również nakłoniła mnie żona:P Obejrzała jakąś recenzję w necie, pokazała i przekonała. Całkiem fajna produkcja łącząca elementy platformowe z RPG i walką turową. Połączenie dziwne, ale naprawdę fajna przygoda. Ukończone w kooperacji z ukochaną, więc sprawdziłoby się również wespół z pociechami. Opowieść jest bardzo bajkowa, oniryczna i najmłodsi również by się cieszyli, że pomagają rodzicom w starciach z potworami.

22. Shadow Warrior (PS4) - absolutnie jedna z najlepszych gier jakie ukończyłem w tym roku. Pożyczyłem od kolegi i z początku myślałem, że to jakieś badziewie. Niby ósma generacja, a grafika jak z PS2, ale kurde! Przecudowna oldschoolowa rozgrywka, masakra demonów, zdobywanie nowych umiejętności, wspaniały prostacki humor. Najdziwniejsze było to, że mimo że to FPS to świetnie mi się używało białej broni. Po skończeniu kampanii spróbowałem swoich sił na najwyższym poziomie trudności. Za pierwszym podejściem zginąłem na pierwszym starciu z demonami, ale się nie poddałem i potem udało się dobić do czwartego rozdziału. Odpuściłem jednak, bo to gra pożyczona, a chciałbym mieć pretekst żeby kupić sobie pudełko na własność.

23. Thomas Was Alone (PS4) - Kolejna gra logiczna. Usłana jest naprawdę fajnymi zagadkami, do których rozwiązania potrzebujemy różnych zdolności kierowanych przez nas klocków. Mamy klocki wysokie, skoczne, grube służące za trampolinę lub antygrawitacyjne, które zawsze były na opak. I tu kolejna fajna rzecz, że to nie są po prostu zwykłe klocki. To są postacie z krwi i kości, które mają swoje imiona, uczucia i marzenia. Jeden wspólny cel - wydostać się z "gdziekolwiek teraz się znajdują". Zaszczepiona tu całkiem fajna filozofia przywiodła mi na myśl inną fajną grę - World of Goo. Polecam.

24. Full Throttle (PS4) - klasyka ze złotej ery przygodówek point n click. Mój kolega w podstawówce miał hopla na jej punkcie, więc gdy na PSN była promocja nie mogłem nie skorzystać. Bardzo mi się podobało, ale bez rewolucji. Dużo humoru i zagadek, których bez wsparcia z internetu bym nie rozwiązał. Ogółem na plus ale Manny Calavera wypadł lepiej.

25. Super Mario 3D Land (3DS) - od początku wiedziałem, ze ta gra bardzo mi się spodoba i jak tylko ją dorwałem nie było zawodu. Wesoło, kolorowo, świetnie zaprojektowane i nietrudne poziomy. Radość z eksploracji i wbijania trzech gwiazdek pomagała zasnąć z uśmiechem na ustach. Po pokonaniu ostatniego bossa odblokowała się druga, nieco trudniejsza część. Tu dobrnąłem do 7. świata, ale w końcu odpuściłem. Niestety pod koniec mnie znudziło bo "nowe" plansze to tylko remixy z pierwszej części i jakoś mi się odechciało. Ważne, że Luigi uratowany i bracia są już kwita.

26. Valiant Hearts: The Great War (PS4) - Przede wszystkim bardzo ciekawa historia, momentami wzruszająca.. Pokazanie cierpienia i beznadziei po obu frontach Pierwszej Wojny Światowej. Całość bardzo okraszona bardzo fajną rozgrywką nastawioną na zagadki logiczne. Kombinowanie z używaniem przedmiotów, pociąganiem dźwigni czy współpracą między różnymi postaciami. Dodatkowo w każdym rozdziale znajdziemy ciekawostki historyczne. Można olać, a też można się czegoś dowiedzieć. Dobra produkcja.

27. Tekken Tag Tournament 2 (PS3) - dawno temu napocząłem kolejny turniej o tytuł żelaznej pięści, ale nie poświęciłem mu odpowiednio dużo czasu. To był udany powrót bo zakończony nietrudną platyną. Niestety nie jest mi pisane w pełni świadome granie w bijatyki 3D. Mimo, że czegoś tam się nauczyłem to i tak walcząc z kolegą najlepiej grało mi się "mashując". Jako laik powiem, że mi się podobało. Głęboki system combosów, efektowne walki i mocarne Tagi. Bolało tylko, że nawet grając w Arcade gra udaje, że gram z innymi graczami. Do tego takimi co lubią przebierać swoje postacie kostiumami rodem z parady równości. Cierpiał na tym klimat.

28. Goof Troop (SNES) - jeśli komuś brakowało tej gry w Encyklopedii to nie obawiajcie się - już ją dodałem. Straszne niedopatrzenie! Odnośnie samej gierki to nie jest to zbyt długa opowieść, bo zaledwie ma 5 plansz, ale to bardzo przyjemna zabawa w szczególności, i z naciskiem, na dwóch graczy. Wtedy naprawdę lśni. Współpraca, wspólne rozwiązywanie zagadek, dzielenie porażek, błędów i walka z bossem ramię w ramię. Relacja ojciec-syn pokazana równie dobrze co w najnowszym God of War ;-)

Tagi:

Przejdź do strony
Oceń notkę
+ +51 -

Everybody Dance Into The Light
Oceń profil
+ +91 -
Czarny Ivo
Ranking: 53 Poziom: 70
PD: 43789
REPUTACJA: 16229