SKLEP

ReDaaktorskie Odchyły

Pisane w kokpicie mecha
Daaku Daaku 09.06.2017, 09:50
Piątkowa GROmada #37
678V

Piątkowa GROmada #37

Dzisiaj GROmada dla odmiany o ludzkiej godzinie!

Pewnie kojarzycie osobę Rolanda. Całkiem nedawno wrzucił on na blogosferę swój dyptyk Na spontanie na kolanie, gdzie opisał swój kontakt z grami niejako definiującymi jego przyszłe gusta growe. Najwyraźniej takie wpisy nie były jednak w stanie w pełni wyczerpać jego weny pisarskiej, bo kiedy uderzyłem do niego z pytaniem o współprowadzenie dzisiejszej GROmady - tego samego dnia grzmotnął mi suty tekst o męczonym namiętnie Destiny i nazajutrz poprawił drugim tyle o świeżutkim Tekkenie 7. Normalnie ze świecą takich pozytywnych wariatów szukać!

Już po tym widać, że 37. odsłona zapewni Wam kawał solidnej lektury do piwka i pada. Sam jednak nie chciałem zostawać w tyle, dzięki czemu spod mojej ręki wyszło parę zdań o zachodnich superbohaterach oraz długo już przeciągane wprowadzenie do bardzo ciekawego tytułu sci-fi od Gusta - jedyny japoński akcent spośród czterech dzisiejszych tematów. Myślę, że w ten sposób wszyscy będą zadowoleni i każdy znajdzie poniżej coś dla siebie. No to jedziemy!

 

 

Roland Ninja

 

No i znów obywatel Daaku prosi mnie o pomoc w dopełnieniu materiału do Piątkowej GROmady, a ja nie mógłbym odmówić najstarszemu ziomkowi z PPE prawda? Nie ma co tutaj owijać mithril, więc od razu przechodzę do sedna. Tak więc w co to ja gram w ten piątek i nie tylko w ten, i w ogóle cholera przez cały czas?

 

DESTINY

 

Jak większość czytelników owego bloga wie, od miesiąca na tapecie u mnie, w jakiś 90% tylko jedna gra, a mianowicie nieodkryte, tajemnicze, niepoznane i zagadkowe "PRZEZNACZENIE" jakkolwiek je rozumieć.

Może nie każdy wie, a ci co już wiedzą to pewnie mają mnie już na czarnej liście, ale tak się składa że jestem jednym z największych wrogów grania online, a dokładniej to tych wszystkich wybrakowanych wybryków nastawionych stricte na competitive zadymę i czysty zysk z naiwniaków płacących za DLC vel. Counter Strike, Paladins, Battleborn, Star Wars: Battlefront, Overwatch, Playerunknown's Battlegrounds (ostatni uber popularny absurd, którego tytułu nikt nie potrafi wymówić) czy inne Owersrocz! Po prostu nigdy nie zrozumiem fenomenu ciągłego latania po tych samych mapach i tłuczenia się bez celu przez setki godzin! Dla mnie multiplayer online to wspólna zabawa, wspólny cel, osłanianie się, komunikacja, niecenzuralne komentarze w trakcie i radocha z wykonania zadania. Nie jara mnie ciągła gonitwa jak z jeżozwierzem pod spódnicą i lifespan na mapach na poziomie 30 sekund.

Nie znaczy to że nigdy w takie online nie grałem. Swego czasu robiło się karierę na serwerach Killzone 2, Halo 3 czy Crysis 3, jednakże zawsze nastawiałem się do tego bardziej na luzie bez żadnego zobowiązania, całkowicie rekreacyjnie, wyśmiewając przy tym nałogów, którzy ciągle podglądali swoją listę kill'sów żeby wiedzieć jakie mają ratio. Każda z wymienionych gier miała coś co ją wyszczególniało, a co mi bardzo przypadało do gustu. Halo posiadało głównie duże, monumentlane mapy i pojazdy, Killzone świetny tryb Warzone w którym cele zmieniały się w locie w trakcie jednej wielkiej wojny na mapach, a Crysis 3? No nie ważne jak nie krytykowany to ta MOC płynąca ze śmigania w Nanosuit na prawdę dawała kopa w całkiem porządnym trybie multi.

Wiele lat szukałem czegoś co połączyłoby te wszystkie cechy w jedną całość i podało w tak wysublimowany sposób jak zrobili to chłopaki z Bungie w Destiny! Na początku byłem strasznie sceptycznie nastawiony do tej gry, właśnie dlatego też dopiero teraz w nią gram. Wszystko wynikało z niedoczytania konkretnych "recek" i niewiedzy, jest to na prawdę MY BAD! Gdyby nie jeden użytkownik portalu, którego nicka już nawet nie pamiętam (była ostra dysputa w temacie online multi;-) i świetna cena pakietu Destiny: Complete Collection na PSN to pewnie do dzisiaj byłbym w błędzie i nie poznałbym tego znakomitego FPS'a!

Poczucie pędu na wróblach robi dobrze

 

W sumie nazywanie tego tytułu FPS'em jest nie na miejscu i godzi w jego ogrom. Destiny to bardziej MMO-RPG-FPS i nie jest to skrót na wyrost! Rozwinięcie tej przydługiej nazwy jest tym co urzekło mnie w tej grze, a przede wszystkim to że nie jest to gra stricte competitive i bezcelowa młócka jest tak na prawdę tylko dodatkiem do zabawy, która głównie skupia się na działaniach solo lub w 3-6 osobowych zespołach żywych towarzyszy broni. TAK! W Destiny jest fabuła! I TAK! Jest kampania! I CHOLERA TAK! To najlepsza kampania co-op w kosmicznym shooter'ze w jaką kiedykolwiek grałem!

Po trzech latach od premiery, gdy już gra dorobiła się mnóstwa obszernych dodatków (TAKEN KING RULEZ!), gdy wszystkie błędy zostały wyeliminowane, a struktura online rozrosła się do niebotycznych rozmiarów i nabrała świetnego balansu, Destiny stało się aktualnie najlepszą grą ze swojego gatunku, którą można polecić każdemu bez wyjątku. Na dodatek graficznie też nic, a nic się nie zestarzała prezentując, pieczołowicie oddane tereny planet naszego układu słonecznego w bardzo dalekiej, pełnej ludzkiej ekspansji i odkryć przyszłości. Zmienne pory doby potrafią robić dobrze. Dźwięk z kolei to klasa sama w sobie i wystarczy że przytoczę nazwisko autora całej oprawy do serii Halo, Martina O'Donnela, które mówi samo przez się nadając grze Epickości przez duże E!

Bo prawdziwi faceci grają laskami ;)

 

Jednak grafika i muzyka są tylko posypką na tym wielowarstwowym torcie. Jak wspomniałem powyżej Destiny jest czymś w rodzaju rasowego MMORPG, albo raczej FPS's z bardzo rozbudowanymi elementami MMORPG. Na początku tworzymy postać tzw. Guardiana, wybieramy jego podstawowe cechy wyglądu, rasę oraz klasę bazową, jedną z trzech czyli Titan (typowy energetyczny mocarz), Hunter (Szybki i podstępny skrytobójca) oraz Warlock (Kosmiczny Mag!), RPG jak się patrzy prawda? Po przejściu pierwszej misji SOLO, gdy odkryjemy podstawy i porwiemy nasz pierwszy statek, lądujemy w ostatnim ludzkim mieście (o fabule później) swoistego HUB'u, w którym poznajemy mnóstwo NPC będących w przyszłości naszymi pracodawcami albo kontrahentami w licznych transakcjach na swoich licznych "straganach". The Tower jawi się jak miasteczko z każdego pierwszego lepszego Monster Hunter Like tytułu, w którym możemy uzupełnić zapasy, w spokoju upgrade'ować postać, przyjąć nowe zlecenia, popchnąć fabułę do przodu, pohandlować, pogadać z i innymi graczami, upchać zbędny sprzęt w wirtualnej skrzyni, przyłączyć się do jednego z bractw, odkodować zebrane na polu bitwy schematy broni i sprzętu, a nawet zapuścić muzę w lokalnej spelunie! Ufff gdybym to wszystko wymieniał ustnie to już dawno bym się zapowietrzył, bo tak na prawdę to nie wiem czego tam nie można robić? Każdy weteran Monster Hunter czy Demon's Souls odnajdzie się w Tower bez problemu.

Po ogarnięciu ogromu tego wszystkiego, wybraniu dodatkowej podklasy (po dwóch DLC są ich 4), broni, uzbrojenia, umiejętności specjalnej, koloru fatałaszków i innych, zaczyna się prawdziwa zabawa! Symbolicznie wracając na orbitę naszym statkiem, który jest swoistym avatarem, wraz z postępem w fabule podbijamy kolejne planety i poznajemy nowe tereny działań. Na każdej planecie wypełniamy misje, misje i jeszcze raz misje, których jest chyba setka! Prawie każdą możemy wykonać w pojedynkę, ale to wspólna zabawa w 3 osobowym FireTeam'ie jest tym czym żyje Destiny! Mamy parę typów misji, są te fabularne z trybu story (ubarwione wstawkami FMV), questy poboczne, Patrole czyli zwiedzanie planet w stylu Free Roam i wykonywanie mini zadań oraz farming loot'u oraz minerałów (TAK! RPG GOD DAMNED!;-) Są też czy raczej przede wszystkim, Strike'i i Raid'y, tryby w których dowiadujemy się co to jest prawdziwy towarzysz broni! Strikes to misje w trakcie których przebijamy się przez hordy przeciwników, zwieńczane starciem z uber boss'em, który to nie pada nawet po tysiącu kul! Ale tam jest ciśnienie i adrenalina na finale, uwielbiam strike'i! Raid to wariacja na temat z tą różnicą że wymaga 6-ciu sprawnych strzelców, którzy współpracując przedzierają się do celu podróży otwierając kolejne bramy, portale i ubijając monstra w dziesiątkach na metr kwadratowy! Oba tryby to kooperacyjna miazga bez konkurencji na rynku. Do tego wszystkiego są jeszcze Areny czyli Destiny'owska Horda oraz Crucible czyli pospolita PVP wyrzynka dla pół-mózgów lubujących się w panice przełajowej;-P Trochę pograłem więc parę blach już zgiętych;-)

Profilaktycznie, siej pożogę!

 

Żeby nie przedłużać i zmieścić się w tym blogu, z i tak już za długim materiałem nadmienię że w trakcie wszelakich misji, zadań pobocznych, walki w "tyglu", na arenie czy w trakcie "Szturmu" zdobywamy, różne rodzaje waluty, punkty exp. wykorzystywane do upgrade'u postaci i sprzętu oraz cały gwiezdny transporter, w pełni modyfikowalnego "złomu" (broń, zbroje, artefakty itd. itsre.) do wykorzystania we własnym destrukcyjnym celu. Sprzęt dzieli się ze względu na status częstotliwości (Common, Rare, Legendary, Exotic) oraz na typ obrażeń (Void, Arc, Kinetic, Solar). Jest tego cholerstwa TYLE że już dawno temu się zgubiłem, i tak po raz kolejny do znudzenia będę zaznaczał ile w tym RPG. Już na dobitkę dodam że można jeszcze wykonywać tzw. Bounties, czyli pospolite misje polegające na na wystrzelaniu określonej liczby graczy w Crucible, wygraniu meczu czy odbyciu Patrolu np. na Marsie. Jeezas! No nie mogę przestać! Daaku nie bij! ;-P Wstydem byłoby zapomnieć o sezonowych wyścigach "wróbli" czyli ścigaczy przypominających te z VI episodu Gwiezdnych Wojen oraz misjach typu nightfall, czyli codziennych misjach dodatkowych dla addict-hardcore'ów takich jak np. Rozbo. Pozdro BTW!;-)

Mógłbym tak pisać w nieskończoność bo po prostu jaram się tym tytułem, który swoją przytłaczającą naturą, po prostu wciągnął mnie jak czarna dziura (bez podtekstów;-)! Wiem że tekst jest długi i można go odbierać jako swego rodzaju recko-blog, ale po prostu nie wiem jak krócej można by było ująć to jak bardzo mi się ów gra podoba i jak inaczej zachęcić do zabawy innych? Mam nadzieje że pomimo tego że za rogiem już czai się Destiny 2, to mój wywód mimo wszystko przyciągnie jeszcze paru strażników na rubieże kosmosu, do wspólnej batalii przeciwko ciemności. Aha miało być jeszcze coś o fabule... cyt. Piotr "Glaca" Mohamed "GROŹNY PALEC WYCIĄGNIĘTY W MYM KIERUNKU"... Daaku już kończę, słowo STRAŻNIKA! ;-)

Nad ziemią zawisa mini-księżyc, ludzkość dzięki niemu rozwija się technologicznie i leci w kosmos, natrafia se na różne inne, wrogie jak cholera rasy oraz wszechobecną ciemność! Wszystko trafia szlag gdy mroczna powódź zalewa ziemie, ludzie popadają w niełaskę kosmosu, po wielu latach podnoszą się z kolan za sprawą niejakich, uśpionych strażników, tu wkraczamy my i wszystko zaczyna się od nowa bla bla bla i terefere. Tak pokrótce. Odkrywanie fabuły z podstawki średnie, odkrywanie tej z pierwszych mini DLC, już lepiej, ale to z The Taken King rządzi po całości! TYLE!

Do zobaczenia w TOWER!

Ten moment zadumy, EPICKO!

 

 

TEKKEN 7

 

HA! Myśleliście że to już koniec, niedoczekanie wasze! Dostałem pozwolenie od szefa, więc jadę dalej z tematem i spróbuję to zrobić w dwóch akapitach.

Pomimo tego że większość czasu poświęcam Destiny, zdarzają się lekkie i krótkie momenty znużenia ciągłym strzelaniem i wtedy w takich momentach braku weny zarzucam sobie zazwyczaj jakiś niezobowiązujący tytuł na krótkie posiedzenia. Tak się składa że parę dni temu miała miejsce premiera "podważonego" króla bijatyk czyli Tekken 7. Ja jako wiele razy zawiedziony i rozczarowany, ale jednak wierny fan musiałem nabyć grę w czasie premiery tak też zrobiłem. Jak tylko wróciłem z "Nie dla idiotów", podjarany od razu wrzuciłem płytę do napędu. Pierwsze wrażenie? Powiem że nie było tego WOW jakie towarzyszyło mi podczas premiery Tekken 5. Na początek oczywiście i tutaj brak niespodzianki PATCH! I 20 min. czworonogowi w rzyć! Potem nazbyt enigmatyczne, jakieś takie chaotyczne intro, któremu brak mocy sławetnego otwarcia z T5, jednak jest lepiej niż w "Crappen 6". Gdy w końcu po pół godziny zobaczyłem odświeżone logo serii i napis press any button, poczułem się jak u domu!

Zaraz po, pojawiło się znajome menu które funkcjonuje chyba już od czasów Tekken 5: Dark Resurection. Podziałka trybów na online i offline, to już było. Galeria? Też, ale nie w takiej formie! Pierwszy pozytywny zaskok to właśnie galeria która jest hołdem dla całej historii serii, można w niej obejrzeć wszystkie możliwe FMV z wszystkich Tekken'ów nawet tych o skrótowcu TTT. Intro z T2, ciary na całym ciele i przed TV znów siedzi 11-letni szczyl trzęsący się z podniety! Oprócz filmików można odsłuchać każdy możliwy soundtrack, Moonlight Wilderness i szklane oczy wpatrują się w ekran. Poza tym masa artwork'ów i opisów postaci, no w końcu! Prawdziwa encyklopedia Tekken. Ktoś podłapał temat od Edka Boona i wykorzystał w bardzo poprawny sposób. Warto nadmienić że galeria daje też możliwość podmiany oryginalnego OST z T7 na te z poprzednich odsłon, a nawet zmiksowania go w swoją tracklistę, mega sprawa!

No i kurde jest trzeci akapit, no po prostu nie da się inaczej;-) Dobra nie ma co przynudzać i trza przejść do mięska. Jeszcze nie zabierałem się za szumnie reklamowaną odpowiedz na "Mortal Kombatowski" tryb story czyli The Mishima Saga, który pewnie zjara mnie jak dobre zielsko, jeszcze będzie na to czas. Na razie pobawiłem się w treningu żeby rozruszać te skostniałe kciuki oraz zabrałem się z marszu za mój ulubiony tryb Arcade? Ghost Battle? No właśnie gdzie to do cholery jest? Aha! W tej odsłonie nazywa się to Treasure Battle, swoisty miks wspomnianych wyżej trybów ze znanym z Dark Ressurection Gold Rush. O co biega? A no klepiemy w nieskończoność kolejnych coraz silniejszych przeciwników, awansujemy w rankigach, zdobywamy kupę siana oraz zależnie od naszych umiejętności (Perfect, Double Perfect, Great) dostajemy też skrzynie ze skarbami a w nich kasa oraz elementy do kustomizacji. Uwielbiam ten tryb i na razie w nim spędzam większość czasu. Chciałem pograć online i masochistycznie dostać trochę po zadku, ale nie ma takiej możliwości w tej grze, bo Namco znów pokpiło tą sprawę! Po jakiś 20-30 próbach połączenia się z innym graczem na razie sobie odpuściłem, serwery po prostu leżą i kwilą jak zarzynany prosiak! I tak mamy rok 2017 w którym u konkurencji, tłumy tłuką się każdego dnia na upchanych po brzegi serwerach! Po prostu Żal. Oprócz serwerów leży też to o czym krzyczą tłumy na światowych portalach! GRAFIKA! To jest po prostu jakiś nieśmieszny żart żeby tak wyglądała bijatyka w tych czasach! Gdzie jest ten Unreal Engine 4 to ja nie wiem! Jak zobaczyłem kanciate bary Kazuyi niczym z T5 to zacząłem się śmiać na głos, no kaman dwuletni Mortal Kombat X na najnowszym build'zie UE3 wygląda lepiej niż T7! Do tego ta rozdziałka jako 3/4 Full HD!? Parodia! Dobrze że animacja śmiga gdzieś na poziomie tych 45-55 klatek (PS4) o 60 możemy zapomnieć chyba że na PRO.

Jak na razie za krótko gram żeby napisać coś więcej, wiec zabieram się za dalsze oklepywanie gąb znanych i nieznanych bohaterów, o dobra okazja żeby krótko napisać o rosterze. Wkurza mnie ponowna obecność takich przypałów jak Bob, obojnak Leo czy debiuty w postaci pedzia Claudio, infantylnej Lucky Chloe i mutanta Gigasa! Z drugiej jednak strony fajnie że okroili trochę skład bo było tego już stanowczo za dużo, tym samym seria wraca na właściwe tory wyznaczone przez pierwszą pentalogię, czyli rozstania i powroty. Z nowych postaci podchodzi mi lala Katarina i chyba tylko ona, bo wolę swoje stare trio Kazuya, Lee, Asuka.

Na razie odczucia są mieszane, z jednej strony wielki zwrot w kierunku starych odsłon z drugiej techniczna padaka, świetna encyklopedia, ale i niezbyt przemyślany do końca roster. Hiperbola co tu dużo gadać, trzeba zagłębić się bardziej w tytuł. Jedno wiem na pewno, jest dużo, ale to dużo lepiej niż w najgorszej części serii, znienawidzonym przeze mnie "Shitkken 6"!

Tagi: ar nosurge Daaku destiny marvel heroes omega piąteczek piątek piątunio roland ninja tekken 7

Przejdź do strony
Oceń notkę
+ +27 -

SW-7888-0046-7787
Oceń profil
+ +245 -
Daaku
Ranking: 1 Poziom: 95
PD: 105586
REPUTACJA: 88268
Miesięcznik PSX Extreme