SKLEP

ReDaaktorskie Odchyły

Pisane w kokpicie mecha
Daaku Daaku 23.12.2016, 21:25
Piątkowa GROmada #13
1253V

Piątkowa GROmada #13

Pechowa "trzynastka" akurat na świąteczną okazję. To się nazywa krytyczne wyczucie czasu!

Śnieg za oknem, niesione wiatrem echo trzepanych dywanów, mycie okien dla Jezusa, krzątanina w kuchni, mnóstwo igliwia pod choinką, niezdarne próby pakowania prezentów... Yup, święta w toku. A że w tym roku nasz piątunio wypada nam w przeddzień wigilii, to postanowiliśmy uderzyć w nieco bardziej nostalgiczną strunę. Zamiast więc skupiać się na tym, w co będziemy grać w święta moi dzisiejsi zGROmadzeni goście podzielili się z nami, do jakich wypróbowanych tytułów made by Nintendo najchętniej wracają. Będzie więc dużo wspominek, dużo ponadczasowości, a przede wszystkim - dużo grania. Wszystko to autorstwa samej śmietanki towarzyskiej spod znaku dużego N. Naprawdę warto przeczytać!

Pomysłodawca tematu: Rayos

Materiał sponsorowany: Dzisiaj wyszedł nowy numer najpoczytniejszego periodyka w całym juniwersie. REALista zaprosił do napisania artykułu Rogera Żochowskiego, a ten ujawnił całą prawdę o redaktorach PPE. Do przeczytania tylko w Srakcie


 

 

Rayos

 

No hej. To znowu ja. Rayos…. No hej. 

Mam nadzieję, że wybaczycie mi moją drugą obecnośc w GROmadzie, ale Daaku pogroził palcem i powiedział, że skoro zarzuciłem obecny temat naszego spotkania, to muszę się tu zjawić. No a skoro Nintendo is love, Nintendo is life, nie mogłem odmówić. Temat jest wyjątkowo znacznie bliższy memu sercu , gdyż dużo łatwiej pisać o ulubionych grach do których się najchętniej wraca, niż o kupsztalach o których chce się zapomnieć i wymazać z pamięci. Zaproponowałem Daakowi taki temat w sumie dla jaj, bo wiedziałem, że się nie zgodzi, ale… oops. [Joke's on you ;D - dop. Daaka

Gra Nintendo, do której zawsze chętnie wracam. Temat rzeka, szeroki niczym Dunaj nad Wiedniem i Budapesztem. Ale taka bardziej rwąca rzeka, niebezpieczna, z niestabilnym gruntem pod nogami, bo jest to temat niezwykle zdradliwy. Bo jak tu wybrać, pośród tylu świetnych gier, tę jedną? Jak to zrobić, jak rozdzielić czyste złoto od delikatnie mniej szlachetnego kruszcu? Zarzucając taki temat GROmady, nie byłem świadom problemu jaki mogę sam sobie przysporzyć, bo takich gier ja sam mam bez liku. Czy jakaś Zelda? Może Mario? Pokemony, Metroid, Donkey Kong, Excitebike, a może WarioWare lub Kid Icarus? Już w tym momencie wymieniłem kilka gier, kilka długoletnich serii najpopularniejszych tytułów ze stajni Nintendo, a to przecież zaledwie wierzchołek góry lodowej…

Zrobię trochę na złość panu przewodniczącemu komisji egzaminacyjnej i zacznę mój tekst od… końca. [not even mad - przyp. Daaka] Nie napiszę, jaką grę wybrałem i potem uargumentuję dlaczego. Postaram się określić Wam najpierw co sprawia, że chętniej wracam do ukończonych już tytułów, co takiego gra musi w sobie mieć, bym chciał w nią jeszcze raz zagrać.  Dopiero na sam koniec, po przedstawieniu moich argumentów i ułożeniu sobie w głowie tych wszystkich gier, przedstawię Wam, zapewne z ciężkim sercem, moją ulubioną grę Nintendo, do której wracam najchętniej. 

Pierwsza sprawa jest niezwykle trywialna i oczywista, nawet dla kogoś, dla którego grafika ma się nijak do ogólnego funu z gry. Jeśli gra wygląda kiepsko i ciężko się na nią patrzy, raczej nie będę chciał do niej wracać, chyba że pod pewnym warunkiem, np. powstał remake/remaster. Z tego to powodu olałem Super Mario 64, bo (pomijając brak N64) miałem do dyspozycji dużo lepszą, w moim mniemaniu, wersję na DSa. Jeśli mówimy o starszych grach z NESa, SNESa, sprawa grafiki jest tutaj dużo prostsza od przyswojenia. Gry z ery 8 i 16 bitowców były w 95% przypadków dwuwymiarowe, a kunszt ówczesnych grafików był tak duży, że nawet dziś patrzy się z przyjemnością na Super Mario Bros., Zeldę, Castlevanię, Super Mario World czy Super Metroid. Najciężej wrócić do starszych gier trójwymiarowych, nie tylko z powodu poligonów próbujących wybić nam oczy, ale również z powodu archaizmów, które, choć były pionierskie w tamtych czasach – dziś bardziej frustrują niż bawią.

 

Przyjemność płynąca z obsługi gry to druga sprawa, którą biorę pod uwagę, jeśli chcę do jakiejś gry wrócić. Czy w dany tytuł nadal gra się równie przyjemnie co kiedyś? Czy rynek zmienił tak bardzo moje podejście do danego gatunku przez ostatnie 5-10-15 lat, że np. Banjo-Kazooie jest dziś niegrywalny z powodu kiepskiej kamery czy utrudnionego sterowania? Oczywiście, że nie, gra jest piekielnie grywalna po dziś dzień, zwłaszcza w wersji na X360/X1. Wracając do głównego tematu: to, że w jakąś grę kilka lat temu grało się z przyjemnością i miód wyciekał wszelkimi możliwymi wyjściami z konsoli i TV, nie znaczy to, że jest tak też dziś. Rynek zmienia się nieustannie, zmieniają się standardy, zmieniają się koncepcje i czasem jest nam trudno wrócić do ukochanego kiedyś tytułu, gdyż nagle, przyzwyczajeni do czegoś nowszego, rzuceni zostajemy do przedpotopowego sterowania, obsługi inwentarza czy systemu zapisów. Gra powinna być responsywna i przyjemna w odbiorze, niezależnie od tego czy gramy w nią w premierę czy 10 lat później.

Tytuł musi mieć w sobie „to coś”. Ten magiczny składnik, którego nie jesteśmy w stanie określić, jednak, kiedy go nie ma – czujemy to. Czujemy, że jest coś nie tak z tą grą, bo chociaż bawimy się świetnie – czegoś nam brakuje. Game feel jest kwestią bardzo zdradziecką i niezwykle mityczną, z którą musza borykać się twórcy gier. Jak stworzyć coś, czego nie czuć póki tego nie brakuje? Wykładów, tekstów, rozprawek, analiz i przykładów na to, jak poprawić game feel jest cała masa, jednak nas – graczy – ta kwestia nie interesuje. My chcemy mieć najlepszą grę do której chcemy wracać. Musi być w niej coś co nas do niej przyciąga. Np. coraz wyższa tonacja dźwięku punktowania w Mario (damn, jakie to dobre!) czy poczucie mocy broni którą strzelamy (jakakolwiek broń w DOOM). Gra musi dać nam jasno do zrozumienia, że nas nagradza, że czujemy się zwycięzcą, czujemy, że dominujemy. Tytuł musi zaspokoić właśnie te najbardziej bazowe potrzeby gracza – poczucie spełnienia, sukcesu i zwycięstwa. Gra nie może nas zanudzać, bo przecież oczywiste, że wtedy nie będzie się nam chciało jej w ogóle kończyć, a co dopiero wracać po jakimś czasie.

Czy mieliście tak, że wracaliście do danego tytułu tylko ze względu na soundtrack? Bo ja tak, ale ta kwestia zarezerwowana jest głównie dla gier muzycznych/rytmicznych. Dlatego oleję ten temat i chciałbym jeszcze porozmawiać o kwestii tego, czy sama gra nas w ogóle chce zachęcić do ponownego przejścia. Czy fakt, że wiemy co, gdzie i jak musimy zrobić odrzuci nas od gry? Nie każdy ma przecież ochotę grać w tytuł który jest liniowy i doskonale wie, że w 43 minucie i 19 sekundzie zza winkla w CoD4 wyskoczy Ivan z kałachem, a jak go zabijemy to uruchomimy kolejne skrypty. Najłatwiej w tej kwestii mają gry z losowo generowaną zawartością, która niejako daje nam nieskończone możliwości growe. Za każdym razem kiedy odpalimy grę, nigdy nie jesteśmy w stu procentach pewni, czym tym razem tytuł nas zaskoczy. Rougelike korzystają z proceduralnie generowanych poziomów nader chętnie i wychodzi im to bardzo umiejętnie, w Isaaca potrafię grać godzinami i nigdy się nie znudzić m.in. właśnie z tego powodu. Innym aspektem, którym gra może przyciągnąć do siebie jest dodatkowy content do odblokowania po kolejnych przejściach, czy to nowe stroje postaci, czy nowe poziomy trudności, czy nowe wyzwania. Im gra dłużej nas nagradza za jej kolejne ukończenie, tym chętniej do niej wracamy. Sam osobiście również chętnie wracam do otwartych gier RPG w których zawsze możemy zrobić coś inaczej niż zrobiliśmy wcześniej. Podjąć inne decyzje, wybrać inną frakcję, wyrżnąć wszystkich. Gra jednak nie musi nic takiego robić. Czasem gameplay broni się sam i choć znamy np. kolejne levele w Super Mario Bros. 3 – chętnie do tej gry wracamy, bo rozgrywka jest tak świetna, że zwyczajnie chce się grać.Trywialnie – im gra bardziej nas zachęca do powtórnego jej ukończenia, bądź jest lepsza pod względem gameplayu, tym chętniej do niej wracamy.

 

Dobra, trochę się już rozpisałem, a nawet nie podałem ani jednej gry nad którą bym się zastanawiał! Nie owijając w bawełnę, zastanawiam się nad Super Mario Bros. 3, The Legend of Zelda: Minish Cap, Super Mario Maker oraz Pokemon Emerald. Każda z tych gier ma śliczną, dwuwymiarową grafikę, która po prostu nie odrzuca, każda z nich ma świetny gameplay, wszystkie, poza SMB.3 oferują nieskończone możliwości grania i granie w każdą z nich to czysta przyjemność. Nie są to może idealni reprezentanci danego gatunku czy serii, ale to jedne z moich ulubionych tytułów.

Odrzucę jednak od razu Super Mario Bros. 3, bo chociaż to tytuł ponadczasowy i jeden z moich ulubionych z NESa, można powiedzieć, że mam SMB.3 wewnątrz Super Mario Maker, a ten drugi dorzuca nieskończone ilości poziomów. Tak, wiem, że tylko w SMB.3 znajdę tę kultową mapę i te kultowe poziomy, że o stokach nie wspomnę, ale handlujcie z tym ;)

Odrzucę również… Zeldę. Moja kochana Zelda, moja pierwsza, moja prawdziwa miłość. Podobno to pierwsza Zelda w jaką zagrasz jest dla Ciebie tą najlepszą i można powiedzieć, że tak właśnie jest w moim przypadku. Dlaczego jednak ją odrzucam? Z prostego powodu – ograłem ją tyle razy, że znam ją na pamięć i choć zawsze chętnie do niej wracam i za każdym razem bawię się świetnie – jest inna gra do której wracam jeszcze chętniej.

W takim razie co wybieram? Pokemon Emerald to po dziś dzień moje ulubione Pokemony (choć obecne Sun/Moon ostro o te pozycję walczą), dające cała masę zabawy, najlepszy chyba end game w historii pokemonów, całą masę sekretów i Pokemonów do złapania, oferując przy tym nienaganny gameplay, dobry system walki… Zresztą, co ja Wam będę Pokemony opisywał, każdy wie co i jak. Super Mario Maker z drugiej strony, to spełnienie mokrych snów każdego fana Mariana. 4 style gry, nieskończona ilość poziomów społeczności, a zaledwie ułamek z tego, to poziomy naprawdę warte uwagi.

Drumrolls…

Super Mario Maker to gra do której wracam obecnie najchętniej i najczęściej. Pomimo tego, że gra ma zaledwie rok, wiem, że będę się z nią bawił równie dobrze, co wczoraj, miesiąc temu czy rok temu. Dopóki społeczność będzie tworzyć równie świetne poziomy co teraz, dopóty będę w tę grę grał i za każdym razem bawił się świetnie. Super Mario Maker oferuje absolutnie wszystko co wymieniłem wcześniej – ma świetną i miłą dla oka grafikę, ma przegenialny gameplay, ze względu na swoją „losową” zawartość oferuje nieskończone pokłady poziomów i za każdym razem będzie bawić w inny sposób. Ma „to coś”, co sprawia, że chce się grać. Chce się pobijać światowe rekordy, chce się zdobywać te sprytnie ustawione czerwone monety, chce się przejść ten sadystyczny poziom stworzony przez sfrustrowanego gimbusa. Do gry przyciąga również tryb 100 Mario Challenge i chociaż, musimy często tam się babrać w ostrych pokładach shitu, tak jesteśmy za to wynagradzani satysfakcją i dodatkową skórką dla Mario do wykorzystania. Super Mario Maker jest grą idealną dla fana Mario, Nintendo i platformówek i zawsze będę do niej chętnie wracał. A jeśli wyłączą serwery, levele przepadną, to cóż – Pokemony mi nigdy nie uciekną ;)


 

 

Volfer

 

O Zeldzie słyszał chyba każdy szanujący się gracz jest ona tak rozpoznawalna i tak różnorodna, że nie zaryzykuje stwierdzenia, że każdy może znaleźć w niej coś dla siebie, jedna będzie bardziej mroczna, poważna, emanująca mroczną atmosferą a natomiast druga będzie bardziej jak dziecięca baśń pełna kolorowych, wyrazistych postaci z którymi będziemy się świetnie bawić w beztroskiej przygodzie, jest jednak taka gra z tej serii, która łączy te wszystkie schematy w jedno i chciałbym wam o niej opowiedzieć, opowiedzieć o tym, czemu tak bardzo kocham Majora's Mask i tak często zdarza mi się do niej wracać by choć jeszcze raz poczuć ten klimat, który czułem na samym początku tej przygody.

Majora's Mask wyszło pod końcem życia N64 i potrzebowało do działania pewnego rozszerzenia ulepszającego działanie gier (lepsza grafika itd) co spowodowało, że niestety gra ta nie dostała należytego szacunku od graczy w tamtych czasach. Jednak lata mijały a rynek jak i technologia zaczynała się rozwijać. Nintendo wypuściło port tej gry w pewnej komplikacji na GCN (niestety dosyć przeciętnej jakości) co pozwoliło zapoznać się z tytułem kolejnym graczom.
Momentem według mnie kluczowym, który pozwolił zaistnieć tej grze na szerszą skale (przynajmniej u nas w Polsce) były emulatory N64 i sam muszę przyznać, że pierwszy raz (jak i kolejne xD) ogrywałem tą gierke właśnie na emulatorze i zakochałem się w tej grze, choć... nie od początku.

Pierwszą moją Zeldą jaką grałem była Ocarina of Time i gdy pewnego dnia zatrzymałem się na pewnym segmencie (na jakieś pół roku) znanym pewnie wszystkim, którzy grali w tą grę czyli Water Temple. Postanowiłem więc, że zacznę grać w inną Zelde na N64 czyli Majora's Mask i do dziś pamiętam jakie to było wszystko dziwne, grafika tej gry tak mogła mnie jakoś odpychać, ta wszechobecna schiza, wielki księżyc z twarzą, który ma uderzyć w ziemie, Happy Mask Salesman, te głupie dzieciaki, Tingle itd spowodowało, że przestałem grać w tą gre zanim wgl się zaczęła i wróciłem do OOT ale na krótko... Wiadomo czemu XD

Za jakiś czas dałem tej grze znowu szansę i tym razem pochłonęła mnie bez reszty.

Historia, klimat, świat, ludzie oraz ta wielka moc jaką posiada Link, to było coś wcześniej nie spotykanego w serii (i w sumie nadal nie jest, bo do dziś Link z Majora's Mask jest uważany za największego skurczybyka w serii).

Historia, którą przedstawiło nam Nintendo nigdy nie była tak mroczna i działająca na psychikę jak w Majora's Mask i szkoda, że już pewnie nigdy nie będzie bo patrząc na przykładzie ALBW ''otwarty świat'' i ciekawa fabuła nie idą w parze w Zeldzie. To właśnie głównie dla tego klimatu i opowiedzianej nam historii tak często wracam do Majora's Mask i również wam polecam zapoznać się z tą grą szczególnie w wersji na 3DSa które według mnie jest obłędna i poprawia kilka niedoróbek oryginału oraz dodaje wiele udogodnień i dodatkowej zawartości, według mnie to obowiązek choć raz zagrać w tą grę jeżeli uważasz się za fana Wielkiego N.

Pozdrawiam i życzę Wesołych Świąt! 

Tagi: a zakład że perez nie zaplusuje? Daaku elanczewski guile Nintendo piąteczek piątek piątunio rayos sendo1910 volfer wspomnień czar

Przejdź do strony
Oceń notkę
+ +32 -

SW-7888-0046-7787
Oceń profil
+ +246 -
Daaku
Ranking: 1 Poziom: 95
PD: 105532
REPUTACJA: 88579
Miesięcznik PSX Extreme